Adam Szejnfeld: Wegetacja

bieda2016-07-12.

– Dzień dobry – powiedziałem wchodząc do pracowni mojego krawca. Pod pachą niosłem spodnie do poprawki.

– Dzień dobry. Och, jak dobrze, że Pana widzę – odparł uradowany.

– Wie pan, właśnie skończyłem osiemdziesiąt pięć lat. Od siedemdziesięciu pracuję w krawiectwie. Ciągle z radością przychodzę do mojej pracowni i nie wyobrażam sobie, bym to porzucił. Czy może mi pan wytłumaczyć, dlaczego rząd chce przyspieszyć przejście w stan zawodowego spoczynku? – zapytał.

Dzisiaj aż trudno uwierzyć, że tzw. średnia wieku dożycia w Polsce w latach 50 u mężczyzn oscylowała zaledwie wokół 56 lat, a u kobiet 62 lat. Jest tak dlatego, że obecnie mężczyźni dożywają średnio już 74 lat, a kobiety aż 82 lat! A co czeka nas pod tym względem w przyszłości? Ano to, że statystyczny Polak w roku 2040, czyli w roku finalizacji obecnej reformy systemu emerytalnego, będzie żył już 80 lat, a Polka aż… 87 lat.  Mimo to PiS i jego poplecznicy chcą, aby wieku emerytalnego broń Boże nie wydłużać, jak w innych krajach, ba nawet nie zostawić na obecnym poziomie, lecz… skrócić. Ludzie mieliby więc dłużej żyć, ale krócej pracować. Jak w takiej sytuacji miałoby wyglądać ich życie na emeryturze? Wszystko na niebie i ziemi wskazuje, w szczególności wyliczenia, że nie byłoby to życie. Byłaby to wegetacja. Dla wielu wegetacja w nędzy!

W przyszłości będzie mniej pracujących na rynku – z jednej strony z powodu złej demografii, z drugiej strony m.in. z powodu robotyzacji przemysłu i informatyzacji gospodarki – a jednocześnie więcej żyjących z pracy innych. Mniejsza liczba pracujących będzie musiała więc utrzymać większą liczbę niepracujących. W takiej sytuacji pytanie brzmi nie, czy system emerytalny to wytrzyma – bo nie wytrzyma! – ale czy wytrzymają to ci, którzy będą musieli pracować za trzech, za czterech? Raczej nie, bo solidarność międzypokoleniowa, to nie niewolnictwo!

Co w takiej sytuacji będzie można zrobić? No, na przykład zwiększyć składki na emerytury i renty. Można też będzie podnieść podatki, byleby z imiennym skierowaniem dodatkowych wpływów na wypłatę świadczeń emerytalno-rentowych. Pytanie tylko, czy przedsiębiorczość wtedy nie upadnie, czy gospodarka się nie załamie i czy szara strefa nie zje wątpliwych przychodów? Wydaje się, iż pytanie to jest li tylko retoryczne. Tak się bowiem stanie, a wtedy nie tylko emeryci wegetowaliby w nędzy, ale i całe społeczeństwo. Co więc można zrobić innego? Hym… Minimum, to nie obniżać wieku emerytalnego!

W tym właśnie kierunku podąża dzisiaj większość rozwiniętych państw świata. Dlatego w Europie wiek emerytalny na poziomie 67 lat staje się już powoli standardem. I nie tylko w bogatej Belgii, Norwegii czy w Niemczech, ale także w naszym regionie, na przykład w Czechach i Chorwacji. Ba, Irlandczyków czeka przejście na emeryturę jeszcze później, bo w wieku 68 lat, a w Szwecji pojawiły się już pierwsze głosy, że dzisiejsze dzieci powinny pracować tam do 75 roku życia, skoro nawet połowa spośród nich dożyje aż 100 lat.

My w Polsce możemy się łudzić, że problem biedy przyszłych emerytów nas nie dotyczy. Prawda jest jednak taka, że od podniesionego wieku emerytalnego nie uciekniemy. Progi przejścia na emerytury w wieku 60. lat dla kobiet i 65. lat dla mężczyzn zostały bowiem ustanowione jeszcze w 1927 roku.

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że od tamtych czasów dzielą nas już lata świetlne! Na świecie i w Polsce zmieniło się niemal wszystko i tylko wiek emerytalny został ten sam. Sto lat bez zmian? Nie, tego nie można utrzymać, chyba, że obecnie rządzący troszczą się tylko o tani poklask dzisiaj i mają w głębokim poważaniu los przyszłych pokoleń.

Adam Szejnfeld

Poseł do Parlamentu Europejskiego

www.szejnfeld.pl

www.kobiecastronazycia.pl

https://www.facebook.com/PoselSzejnfeld/

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com