PIRS: TELEWIZJA POKAZAŁA (254)8 min czytania

()

1.telewidz2016-07-16

Z wywiadu prof. J. T. Grossa dla Newsweeka:

– Czy PiS posługuje się kłamstwem?

– To nie są kłamstwa, to jest używanie języka w całkowitym oderwaniu od empirii. Słowa w PiS-owskim języku nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Jakiś pętak, z twarzą jak pupa niemowlęcia (…), powiada o sędziach Trybunału Konstytucyjnego, że to grupa kolesiów. No i co mu zrobić? Wzruszamy ramionami i mruczymy pod nosem – gnojek. Ale wypuścić kilkudziesięciu takich mężów (i żony?) stanu do prasy, parlamentu, telewizji, w inne miejsca publiczne – i państwo leży rozłożone na łopatki. Bo istotą wolności i demokracji są debata, ścieranie się opinii i stanowisk. Gdy nie można argumentów zestawić z faktami, a więc rozstrzygać sporów w sposób rzeczowy i merytoryczny, demokracja bierze w łeb. Oni zlikwidowali rzeczywistość. (…)

– Żyją w świecie swoich fantazmatów?

– I przymuszają do takiego życia innych.  Absurd PiS-owskiej retoryki każdy widzi. „Polska w ruinie” jako podsumowanie najwspanialszego ćwierćwiecza polskiej historii w ciągu ostatnich dwustu lat. Diagnoza, że Polska jest kondominium Niemiec i Rosji albo że Tusk spiskuje z Putinem i jest agentem Merkel, i w ogóle cała opowieść o zamachu smoleńskim to najczystszy nonsens. Dlatego ja nie nobilitowałbym tych wypowiedzi, nazywając je kłamstwem. PiS mówi pure-nonsensem. To język insynuacji i wygadywania, co się komu żywnie podoba.

– Unicestwienie języka, w którym jest prowadzona debata publiczna, to jeden z najskuteczniejszych mechanizmów pozbawiających społeczeństwo wolności i demokracji. Kaczyński psuje język od dawna, zaczął długo przed dojściem PiS do władzy. Robi to w inny sposób niż komuniści, którzy ujęli język polityki w ideologiczny kaganiec – bo PiS nie ma żadnej ideologii.

– Na ile PiS opanowało sztukę propagandy?

– Ma doskonałego nauczyciela. Kościół. Duchowi przywódcy narodu zachowują się jak członkowie partii. Język większości hierarchów i proboszczów jest językiem PiS. (…) Czytałem gdzieś, że wybory w 2015 r. PiS wygrało m.in. dzięki poparciu wsi, która pierwszy raz nie zagłosowała masowo na PSL, lecz na Kaczyńskiego. Bo tak kazał ksiądz z ambony. Kościołowi zależało na wygranej PiS nie tylko z powodu gwarancji materialnych, które zapewniła mu ta partia. Chodzi także o wspólne pisanie historii. (…)

– Wspólne pisanie historii czego?

– Choćby Jedwabnego, od czego zaczęliśmy tę rozmowę. Kościół katolicki nie potrafił zachować się w czasie okupacji i do dziś nie umie się do tego przyznać. Nie wydał instytucjonalnego nakazu, choćby danego dyskretnie, aby ratować Żydów, a przynajmniej im nie szkodzić. I nie było po wojnie żadnego mea culpa, choć zginęły trzy miliony polskich obywateli żydowskiego pochodzenia, z tego kilkadziesiąt tysięcy, a może i sto tysięcy, z rąk rodaków katolików. Kościół milczał i milczy. Były oczywiście indywidualne inicjatywy duchownych, przeorysz klasztornych czy proboszczów, bardzo bohaterskie i opłacone często ceną własnego życia, ale to były gesty osobiste, niepodbudowane instytucjonalnym nakazem, i wyjątkowe.

– Pisanie na nowo historii Jedwabnego jest Kościołowi na rękę?

– To usankcjonowanie zmowy milczenia, jak postawę Kościoła określił ks. Stanisław Musiał, jeden z nielicznych duchownych, którzy publicznie mówili prawdę o Jedwabnem. Gdy ukazała się książka „Sąsiedzi”, w Jedwabnem urzędował ksiądz nazwiskiem Orłowski, który od razu poszedł w zaparte. Robił to oczywiście za przyzwoleniem swojego biskupa. A przecież sprawę Jedwabnego Kościół mógł rozegrać zupełnie inaczej. Wystarczyło zaprosić na odsłonięcie pomnika Antoninę Wyrzykowską, Sprawiedliwą Wśród Narodów Świata, która uratowała siedmioro Żydów, w tym ocalonych z Jedwabnego. To osoba głęboko wierząca, przykładna katoliczka. O Antosi mówiono, że jak nie pracuje, to się modli. Pod koniec wojny została strasznie pobita przez żołnierzy wyklętych, którzy próbowali dokonać tego, czego nie udało się Niemcom – zabić uratowanych Żydów. Gdyby tę Antosię uhonorowano po latach w Jedwabnem, nazwano jej imieniem miejscową szkołę, gdyby księża uczynili z niej przykład prawdziwego katolicyzmu, to może zmowa milczenia zostałaby przerwana. A tak Antonina Wyrzykowska, bohaterka, bała się do Jedwabnego przyjechać.

* * *

 

Moja żona paru publicystom obniżyła rating. Jest ostra w swoich wypowiedziach i jak się ktoś wygłupi, to nie ma przebacz. Ostatnio mojemu (i do niedawna jej) ulubionemu publicyście, jak powiedziała, obniżyła rating z AAA do C, bo „zachwycił się mądrością ministra Radziwiłła”. Faktycznie, pochwalił jakąś wypowiedź ministra, ale zdaniem żony powinien wziąć pod uwagę co ten minister przedtem wygadywał i zrobił choćby w sprawie in vitro.

Co do publicystów to jestem bardziej tolerancyjny i dopuszczam, że czasem pieprzną głupstwo, tym bardziej że mają obowiązek stałego dostarczania tekstów, więc muszą się wypowiadać niemal na każdy temat. Mniej tolerancyjny jestem dla polityków i pamiętam ich dawne czyny i wypowiedzi. Zdumiewa mnie jak łatwo przechodzą sobie z obozu do obozu, z partii do partii, i z takim samym zapałem krytykują niedawnych kolegów jak krytykowali kiedyś obecnych. A w większości nie zasługują na wyższy rating niż C.

* * *

 

Nadzieja każe nam szukać rozsądku nawet w szaleństwie i „porządnych ludzi” w obozie szkodników. Pani Staniszkis, czy pan Bugaj co pewien czas twierdzą, że w obozie PiS są mądrzy, porządni ludzie. Nie wymieniają jednak nazwisk „żeby im nie zaszkodzić”.

Wielu komentatorów twierdzi, że wicepremier Morawiecki to rozsądny gość, bankowiec, i ma dobre pomysły na poprawę gospodarki. To nadzieja, ale słabo umotywowana. Pan Morawiecki rzucił kilka chwytliwych haseł. Mówi o miliardach dla pobudzenia gospodarki, budowie milionów mieszkań, samochodów elektrycznych itd. To piękne hasła, ale skąd wziąć na to pieniądze, szczególnie przy obciążeniu budżetu programem 500+, podwyżką płacy minimalnej i obniżką wieku emerytalnego? Można być dobrym bankowcem ale niekoniecznie szefem gospodarki. Pani Szydło jest etnografem, ale jakim jest premierem? A jeśli wierzyć w darwinowskie teorie PiS, który twierdzi że ludzie przejmują a nawet dziedziczą poglądy i rozumy swoich rodziców, to wystarczy spojrzeć na Morawieckiego seniora i zadrżeć na myśl że syn odziedziczył rozum po tacie.

* * *

 

Szlachta na koń wsiędzie
My z synowcem na przedzie i jakoś to będzie.

Takie motto przyświeca wielu ludzkim działaniom. Najważniejsze to coś rozwalić. Zmienimy ustrój, zabierzemy burżujom środki produkcji i damy ludowi – i od razu zapanuje sprawiedliwość i powszechny dobrobyt. Zmienimy konstytucję, wprowadzimy okręgi jednomandatowe — i w ten sposób ludzie wybiorą uczciwych i kompetentnych polityków. Wymienimy kadry, wywalimy polityków, którzy są winni wszystkich naszych niepowodzeń — i od razu będzie dobrze. Obalimy tyrana, wprowadzimy demokrację i będzie wspaniale. Wykopiemy tych bubków z Waszyngtonu i nie będą nam bruździć i upokarzać Ameryki. Na cholerę nam Unia, która tylko stale coś narzuca i ciągnie od nas forsę.

Kryje się za tym jakaś religijna wręcz wiara, że wystarczy odsunąć zło, a dobro samo zatriumfuje, że ludzie nie zorientowali się jeszcze co jest przyczyną zła, ale jak się zorientują to zmienią wszystko na dobre. Jest też, jak go nazywam, „syndrom Legierskiego” – Legierski uważał że należy poprzeć PiS bo jest wredne, a gdy PiS będzie rządzić to ludzie zorientują się jacy to są szkodnicy, obalą ich i już nigdy PiS nie będzie znaczył w polityce. Zaraz mi się przypomina piosenka Toma Lehrera, gdzie śpiewa, iż kiedyś Niemcy byli wredni i źli, ale daliśmy im lekcję w 1918 i od tego czasu już nam nie sprawiali kłopotów.

* * *

 

Przypomniano rzeź wołyńską, a z tej okazji padło wiele słów o tym jak to Ukraińcy czczą jako bohaterów przywódców UPA – organizacji winnej tej rzezi i śmierci wielu Polaków.

Walka o wolną Ukrainę nie powinna polegać na ludobójstwie i „czystkach etnicznych”, a na pewno nie należy oddawać czci mordercom.

Na marginesie warto zauważyć „odlot” Macierewicza, który o rzeź wołyńską oskarżył ZSRR jako inicjatorów i prowokatorów. Wiadomo, wszystkiemu winni Rosjanie. Jakoś z okazji ludobójstwa zapomina się, że winni są ci co mordowali a nie ci, co ich ewentualnie sprowokowali.

Nie można przy tej okazji pominąć faktu, że i u nas czci się wielu morderców. Wystarczy przypomnieć „Ognia”, któremu w Zakopanem postawiono pomnik, przy odsłonięciu którego obecny był prezydent Lech Kaczyński. Rodziny ofiar „Ognia” protestowały, ale jako że „Ogień” mordował także przedstawicieli ludowej władzy, więc zasłużył na honory. Słowacy nakręcili film o rozbojach i morderstwach „Ognia” na Spiszu i Orawie, ale polska telewizja nie zgodziła się go wyświetlić. Mamy też świadectwa mordów i rozbojów dokonywanych przez niektórych „żołnierzy wyklętych”, ale że walczyli z ludową władzą to oddaje się im teraz cześć.

Wciąż aktualne jest powiedzenie Jezusa o źdźble trawy w cudzym oku i o belce we własnym.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.