Dyktator nie ma jednego imienia. Nie ma płci, chociaż to zasadniczo męskie zajęcie. Może być czarny albo biały, żółty albo innego koloru. Może być wysoki albo niski. Co ciekawe: niscy są wyjątkowo nadreprezentowani. Zerkam w lustro i widzę, że mam potencjalnie większe szanse zostać dyktatorem.
Dyktator nie ma narodowości. Mimo deklarowanego umiłowania ojczyzny i sztandarowego patriotyzmu — to Naród jest materią do lepienia należącą do dyktatora, a nie siłą i wartością nadrzędną. Dlatego tak łatwo przychodzi Mu mówić o Ojczyźnie, Honorze i świętej ziemi ojczystej — i jednocześnie zalewać tę ziemię krwią lub łzami.
Dyktator nie ma bogów. Bóg, tak jak i Naród, jest narzędziem do wywierania presji. Religia z jej hierarchicznymi strukturami doskonale nadaje się do wprzęgnięcia w machinę dyktatu. Czasem religia staje się bezpośrednim narzędziem terroru i władzy, gdy dyktator ogłasza, że dzieci jednego boga są lepsze od dzieci boga innego. Ale częściej bóg wraz z jego urzędnikami skutecznie służy dyktatorowi w transmisji prawd i dystrybucji koncesji. Nazwa boga nie ma najmniejszego znaczenia. Dyktator wybiera tylko tego boga, który ma najsilniejszą reprezentację w regionie.
Dyktator nie ma prawa nad sobą. Owszem, używa prawa jako maczugi przeciwko swoim wrogom. Opanowanie instytucji prawa to podstawowe zadanie ludzi dyktatora. Prawo to miecz, który ma wiele ostrzy. Restrykcje nie muszą być czarnobiałym internowaniem opozycji. Restrykcje to urzędy skarbowe, nadzory finansowe, dotacje i ich rozliczenie, nadzór sanitarny ii farmaceutyczny, NIK i oczywiście służby. Dyktator musi mieć w ręku wszystkie te narzędzia — by na każdego psa mieć kij. Dlatego od pierwszego dnia swojego dzieła Dyktator musi zawłaszczać wszystkie strefy państwa prawa by prawo reprezentowało tylko jego interesy. By impossyibilizm wynikający, z jakichś tam praw i zapisów konstytucji nie mógł przeszkadzać w dziele.
Dyktator nie sprawuje władzy. Sprawowanie władzy jest dla mięczaków. Dyktator ma misję. Dzieło do wykonania, którego wielu nie rozumie. To dzieło, ta wizja i misja do wykonania sprawiają, że cel uświęca środki. Dlatego drobne niewygody, dylematy moralne, absmaki i niebywałe podłości mogą wywoływać u Dyktatora skrzywienie ust lub wzruszenie ramion, ale nie mogą go zatrzymać w misji. Dlatego Dyktator mówiąc o wysokich standardach moralnych może otaczać się rozwodnikami, złodziejami, ubeckimi kapusiami czy komunistycznymi prokuratorami. Dlatego Dyktator głośno modląc się na schodach świątyni wstaje z klęczek i wzywa swoich wyznawców do nienawiści wobec obcych, innych, gorszych.
Dyktator nie ma przeciwników politycznych. Przeciwników to mogą mieć szachiści. Dyktator ma wrogów, wrogów śmiertelnych, wrogów narodu, zdrajców i tych, których powinno się na zawsze wyeliminować z życia. Dlatego nie ma żadnych szarości i półcieni. Wróg nie ma żadnych ludzkich cech ani praw. Wróg nie może oczekiwać litości, a żadne działanie wobec wroga nie jest złe. Dlatego płoną stodoły z ludźmi w środku, dlatego można obcinać nogi zbyt wysokim Hutu, dlatego można rozpruwać ciężarne bagnetami, rozstrzeliwać jeńców, palić na stosach.
Zmieniają się metody, zmieniają się ludzie gotowi wypełnić rozkazy Dyktatora, ale Dyktator nie ma twarzy, wieku ani płci. Ma wizję, cel i wrogów do eksterminacji.
Historia nie jest nauką ścisłą. Wiele jest w niej momentów niejasnych, chwil nieodkrytych i niewyjaśnionych motywacji. Dlatego też, mimo że jest królową humanistyki — jest ułomna w swoim przekazie. Może właśnie dlatego ludzie ogarnięci obsesją, kandydaci na dyktatorów, nie umieją z niej wyciągać dobrych wniosków a wręcz wyciągają złe.
Wyobraźmy sobie kandydata na Dyktatora zapatrzonego w Piłsudskiego. W historii świata zamachowcy usiłujący przejąć władzę siłą częściej stawali przed plutonem egzekucyjnym niż osiągali chwałę. Piłsudski sięgając po zbrojne rozwiązanie zrobił to samo, co kilkunastu innych polityków europejskich w okresie międzywojennym. To był specyficzny czas w Europie dla demokracji. Fala zamachów stanu przeszła przez całą Europę. Gdy większość decydowała źle, niezgodnie z wolą silniejszych sięgano chętnie po rozwiązania siłowe. To temat na osobny artykuł w formacie pracy doktorskiej, więc o tym tyle.
Wracając do Piłsudskiego. Można być zafascynowanym nim politykiem, który wie, co będzie dobre dla narodu i w tym celu nie waha się przed użyciem siły, by osiągnąć swój cel. Można wzruszyć ramionami nad tymi trzema setkami ofiar. Można chcieć być jak Piłsudski. Tyle, że gdyby nie własna śmierć i późniejsza wojna — Piłsudski wcześniej czy później trafiłby przed Trybunał stanu, a być może i przed pluton egzekucyjny. Gdyby nie wojna przeszedłby do historii jako postać z ciemnej strony mocy. Udało się. Wybuchła wojna. Tylko czy można liczyć na takie „szczęście” marząc o byciu drugim Piłsudskim?
Historia, mimo że jest królową humanistyki, jest ułomna ze względu na wiele niewiadomych. Ale są w niej rzeczy pewne i oczywiste. Takie, które cząstkowo można rozważać i analizować, ale ich ogólny obraz jest pewny. Żaden Dyktator nie przetrwał. W stanie wojennym było takie powiedzenie, że „bagnetem można zdobyć władzę, ale nie da się na nim siedzieć „
W historii świata mamy przykłady potężnych dyktatorów, którzy byli pewni, że nigdy nikt ich nie rozliczy. Uzupełniają ten obraz miliony małych służalczych postaci. To wojskowi „tylko wykonujący rozkazy”, to dziennikarze pisemka Der Stürmer, Prawdy, ci dziennikarze stanu wojennego, którzy pisali i mówili to, co im kazano, to sędziowie skazujący akowców i działaczy solidarności, to policjanci strzelający na Tienanmen, w Gdyni, na kijowskim Majdanie. Setki, tysiące kolaborantów, ludzi zapisujących się do PZPR po wprowadzeniu stanu wojennego i do PiS po wygranych wyborach. Ludzi, których historia niczego nie nauczyła.
A przecież każdy ma w głowie obrazy dumnych oficerów niemieckich siedzących ze spuszczonymi głowami w Norymberdze, Karadżicia siedzącego na ławie oskarżonych, wyciąganego z ziemianki brudnego i zarośniętego żebraka, który okazuje się potężnym Saddamem Husajnem. Kto nie pamięta strasznych scen egzekucji małżeństwa Ceausescu, zwęglonych zwłok Hitlera czy fascynujących obrazów z arabskiej wiosny ludów, gdy trwające dziesiątki lat dyktatury padały z woli ulicy każdego dnia.
Nie ma w Historii przykładu Dyktatora, który przetrwałby dłużej jak Naród.
Czasem trwa to bardzo długo. O wiele za długo z punktu widzenia pojedynczego człowieka. Ale im dłużej trwa tym gwałtowniej się kończy. Gdyby kandydaci na dyktatorów patrzyli na świat szerzej nie brnęliby w działania, które, jak uczy historia, musza skończyć się dla nich źle.
Gdyby zapatrzeni w dyktatorów posłuszni wykonawcy czytali historię, wiedzieliby, że zawsze, ale to zawsze są pierwszymi ofiarami gniewu ludu. Tak już jest, że pionki spadają z szachownicy, jako pierwsze.
Oczywiście trzeba mieć świadomość proporcji. W Polsce nie mamy dyktatury. Nasz żałosny kandydat na Dyktatora poza niskim wzrostem jest dodatkowo życiowym nieudacznikiem, wiecznym przegranym, człowiekiem, który dzięki zbiegom okoliczności, w tym śmierci brata, zamiast dołączyć do grona wykluczonych, stał się kandydatem na Dyktatora. Wokół siebie nie ma wielkich umysłów, genialnych strategów, błyskotliwych graczy politycznych. Ma miernoty, które pozostały w wyniku selekcji negatywnej. Taki dyktator z taką drużyną mogą uczynić wiele złego.
Mogą zepsuć nasz wizerunek na świecie, popsuć nasze stosunki międzynarodowe, wykluczyć nas z gremiów i instytucji. Mogą nawet wywołać wojnę, zacząć strzelać do własnych obywateli czy wprowadzić nam Stan Wojenny Dobrej Zmiany. Mogą doprowadzić pośrednio do śmierci obywateli w wyniku niedoinwestowania szpitali, policji czy ratownictwa. Mogą nawet wydać rozkazy, w wyniku których zaczniemy do siebie — my Polacy! — strzelać i rzucać kamieniami i butelkami z benzyną.
Ale to kres możliwości. To nie jest człowiek i ekipa zdolna sterroryzować Polaków. Gdyby Kaczyński nie przespał Stanu Wojennego to być może wyciągnąłby z niego jakąś lekcję.
Generał Jaruzelski był w nieporównywalnie lepszej sytuacji. Miał wsparcie agresywnej armii świata Wielkiego Brata i miał obojętność Zachodu. Miał potężny aparat policji, wojska i prokuratury stojące murem za nim i partią. I gdy wprowadził Stan Wojenny to wydawało się i jemu i nam, że to już koniec świata.
Kaczyński poza chęciami i napędzającym go poczuciem winy ma Błaszczaka, Macierewicza, Suskiego, Kempę, Karskiego i Pawłowicz.
Zaiste z takimi kartami w ręku można rzucić się na kolonijny turniej Makao a nie na nas.
Jacek Parol



Generał Jaruzelski był w nieporównywalnie lepszej sytuacji. Miał wsparcie agresywnej armii świata Wielkiego Brata i miał obojętność Zachodu. Miał potężny aparat policji, wojska i prokuratury stojące murem za nim i partią. I gdy wprowadził Stan Wojenny to wydawało się i jemu i nam, że to już koniec świata.
.
Pan się myli. Pan jest zaślepiony. Generał Jaruzelski przewidywał koniec własnej dyktatury. Zadbał o legalizm swoich działań. Poza jednym uchybieniem konstytucyjnym jego działania były perfekcyjnie legalne, dzięki czemu obronił się przed sadem. Unikał ofiar. (Cały stan wojenny spowodował mniej ofiar niż jedna dyletancko zorganizowana wycieczka samolotowa. Dziesięć razy mniej niż zamach majowy.) Internował, ale nie kazał zabijać przeciwników. Przeciwnie, niż większość dyktatorów. Jeśli idzie o „agresywna armie”, to stan wojenny zabezpieczał przeciwko jej wejściu. Zachód nie był obojętny. Zachód popierał rozwiązanie wybrane przez Jaruzelskiego. (USA nic nie zrobiły z informacjami Kuklińskiego.) Papież JPII tez popierał swoim milczeniem.
.
Najkrócej rzecz ujmując, legalne władze kraju wprowadziły stan wyjątkowy, który byl zorganizowany z teatralnym rozmachem oraz bardzo starannie kontrolowany, żeby się nie przerodził w bestialstwo. Wladze wykazały się doskonałym opanowaniem i potrafiły opanować krwiożercze pragnienia swoich służb. Tylko tyle i aż tyle. To nie jest mało na tle innych dyktatur, które Pan przywołuje. Nawet na tle Piłsudskiego. Jaruzelski nie zorganizował drugiej Berezy, choć niewątpliwie internowanym nie było słodko. Chyle czola przed internowanymi. Ale to nie znaczy, ze można ot tak opluwać Jaruzelskiego.
.
Niech Pan może łaskawie przeczyta „Ostatnie słowo” Jaruzelskiego. Podejrzewam, ze Pan nie czytał książek generała. Gdyby pan przeczytał, to może potrafiłby Pan napisać sensowniejszy akapit. To nie jest temat, który powinien być podsumowywany z Pańską niedbałością.
W każdym niedemokratycznym reżimie po przejęciu władzy zaczyna się erozja tego systemu władzy. (U nas akurat sposób dojścia do władzy był demokratyczny, ale już sam reżim podeptał konstytucję i zasady demokratycznego państwa prawa.) Reżim psuje się od głowy i sam zaczyna się potykać o własne nogi. Postacie, które Autor wymienia jako wykonawców (zdaje się, że chodziło o Kurskiego a nie Karskiego, który tez istnieje) a także wiele innych nie wymienionych, nie mają szans na zaistnienie jako osobowości. Reprezentują w większości kategorię osobliwości, przy czym dla niektórych i ta kategoria jest nazbyt ambitna. Wiele okoliczności sprawia, że JK nie jest i nie będzie dyktatorem a jego kamaryla poważnym reżimem. W większości środowisk sprawczych oraz opiniotwórczych cały ten reżim, zupełnie groteskowo nazywający sam siebie „dobrą zmianą”, budzi uczucie niesmaku, lekceważenia i niewybrednych kpin. Jest postrzegany jako grupa kompletnych dyletantów, którzy próbują dorównać poprzednikom kwestionując i niszcząc wszystko co przerasta ich kompleksy. To nie jest poważny reżim – to banda głuptasów kompromitujących Polskę. JK świetnie to wie i dlatego wydaje mu się, że na takim tle wyrasta na męża stanu. I niech mu się tak wydaje. W końcu czego nie można zwalczyć w inny sposób trzeba poradzić sobie śmiechem. Śmiech, kpiny, drwiny, memy internautów są dla tego reżimu otoczeniem destrukcyjnym. Nie ma lepszego lekarstwa pacyfistycznego. Ten groteskowy reżim przyspieszył wiele procesów społecznych, które były uśpione, a które są niezbędne dla dokończenia stawania się przez Polaków nowoczesnym społeczeństwem europejskim. W końcu kiedyś musiało nastąpić starcie z homo sovieticus. To akurat nie jest scenariuszem najgorszym.
Wiele okoliczności sprawia, że JK nie jest i nie będzie dyktatorem
.
A co będzie, jeśli każe strzelać?
@ NARCIARZ2 – nie wiem co będzie! Przypuszczam, że do tego nie dojdzie, bo moim zdaniem JK nie jest idiotą. Wydanie takiego rozkazu napotyka dwa ryzyka – ryzyko blamażu, czyli odmowy jego wykonania. Jeszcze większym ryzykiem jest wykonanie takiego rozkazu, bo to oznacza spiralę konsekwencji prowadzących szybko do klęski JK.
to oznacza spiralę konsekwencji prowadzących szybko do klęski JK.
.
Pan mnie od dawna wzrusza swoimi proroctwami. Dokładnie to samo można powiedzieć na temat dokładnie każdego dyktatora. Kazdy z nich, szykując krwawe represje albo ludobójstwa, uruchamiał „spiralę konsekwencji prowadzących szybko do klęski”. Ta klęska albo następowała albo nie. Na ogol mijały lata krwawego reżimu. Czasem kończyło sie jak w Rumunii (ale po ilu latach), czasem jak w III Rzeszy, a czasem jak w Chile. Ceausescu skończył gwałtownie, zaś Pol Pot albo Pinochet umarli dość spokojnie i luksusowo. Te przykłady pokazują, ze Pana zapewnienia nie maja żadnych podstaw. Bywa jak bywa, a nie tak, jak się Panu wydaje.
.
JK to nie jest idiota. To jest wybitnie inteligentny paranoik i psychopata. Osobnik, który dla spektaklu nakazuje wykopywać na pol rozłożone zwłoki, tym samym udowadnia, ze nie ma żadnych hamulców wewnętrznych. On równie dobrze może nakazać takie zwłoki produkować i nie mrugnie okiem. Kaczyński to jest monstrum takie samo, jak Pol Pot, Kim Dzong Un, albo Stalin. Jedyne, co go może powstrzymać przed bestialstwem, to imposybilizm przychodzący z zewnątrz. On robi wszystko, co może, żeby takie przeszkody usunąć. Jego motywacją jest wewnętrzny przymus kontrolowania otoczenia. Kaczyński to jest dyktator doskonały: kontrola dla kontroli, gnojenie dla gnojenia. Żadnych hamulców.
@ NARCIARZ2 – proszę nie przesadzać, nie głoszę proroctw tylko własne poglądy zawierające przewidywania. Przewidywanie w tym przypadku równoznaczne z prognozowaniem tym się różni od proroctwa, że jest oparte o jawne i dające się uzasadnić założenia. One mogą okazać się błędne w późniejszym czasie, ale w momencie formułowania prognozy są racjonalne. Przecież Pan jest fizykiem i światłym człowiekiem – musiał się Pan zetknąć z taką metodologią przewidywania.
Dla porządku napisałem : „nie wiem co będzie!” i dalej: „Przypuszczam, że do tego nie dojdzie…” co już właściwie powinno mnie zwolnić z dalszych wyjaśnień. Jednak gwoli czystości argumentów przedstawię swoje rozumowanie. Następnie odwołałem się do kategorii ryzyka. W socjologii organizacji, doktrynach zarządzania i szerzej w naukach społecznych pod pojęciem ryzyka rozumie się prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska lub zjawisk ocenianych jako niekorzystne. W omawianym wypadku to ryzyko jest zjawiskiem niekorzystnym dla JK. O ile jak rozumiem do odmowy wykonania rozkazu nie ma Pan zastrzeżeń, o tyle nie zgadza się Pan z tym drugim przypadkiem. Rozkaz co prawda zostanie wykonany, ale kwestionuje Pan że „to oznacza spiralę konsekwencji prowadzących szybko do klęski JK.” Na czym opieram swoje założenia – taki rozkaz wykonany stwarza fakt społeczny (ofiary) od którego nie ma odwrotu. Słowa, nawet najgłupsze czy najcięższe można przeboleć, ofiary śmiertelne nie. Ofiary z ludzkiego życia są nieodwracalne. Taki obrót sprawy postawił by JK na pozycji gorszej niż były władze komunistyczne, które swoją opresyjność mogły tłumaczyć wymaganiami sowietów. JK nie miałby takiego alibi. Cała władza PiS zostałaby tym samym zdelegitymizowana jako opresyjna i dyktatorska, przekraczająca swój mandat demokratyczny. Opozycja, czy szerzej środowiska przeciwne PiS zyskałyby determinację do masowych protestów i z pewnością do takich protestów by doszło. W powiązaniu z reakcją międzynarodową spirala nakręcałaby wzajemnie działania niekorzystne dla JK.
*
Oczywiście to tylko przewidywanie, czy prognoza i można równie dobrze zakładać inny obrót sprawy. Nie zamierzam się upierać, że moje przewidywania się sprawdzą. Jestem jednak przeciwny czarnowidztwu i pesymizmowi. Wszystkie atuty są po stronie nowoczesnego, otwartego i proeuropejskiego społeczeństwa polskiego. To naprawdę mniejszość stara się nas cofnąć w mroki XIX wieku i dlatego przewiduję, że jest to mało prawdopodobne. (Ilość argumentów na potwierdzenie moich założeń jest dużo większa, tutaj przytoczyłem tylko szkic zasadniczych powodów.)
@Narciarz: nie rozumiem, co Pana rozsierdziło w przytoczonym paragrafie autora, że zaczął to Pan tak gwałtownie negować i wymawiać Autorowi wręcz zaślepienie…
Cytuję ten fragment: „Generał Jaruzelski był w nieporównywalnie lepszej sytuacji. Miał wsparcie agresywnej armii świata Wielkiego Brata i miał obojętność Zachodu. Miał obojętność policji, wojska i prokuratury stojące murem za nim i partią. I gdy wprowadzał Stan Wojenny to wydawało się i jemu i nam, że to już koniec świata”.
Autor w niczym tu się nie myli. Tutaj akurat Pan przesadza podkreślając legalizm działań Jaruzelskiego a za tym PRLu. To był legalizm oparty o karabiny i czołgi Armii Czerwonej stacjonującej w Polsce i Breżniewa, który siedział wtedy w Moskwie. O jakim legalizmie może tu być mowa? Z tego wynika, że wszelkie protesty od Czerwca ’56 w Poznaniu, przez Marzec ’68, Grudzień ’70, Czerwiec ’76 w Ursusie i Radomiu po Sierpień ’80-13 Grudzień ’81 były nielegalne!
Dopóki Breżniew władał ZSRR, Zachód nie mógł pomóc Polsce bez wywołania wojny! Autor w żadnym razie nie popełnia błędu w cytowanym urywku. Dopiero sromotna przegrana Rosjan w Afganistanie i odejście Breżniewa w 1982 r spowodowały degrengoladę ZSRR i słynne przemówienie Reagana w 1987 roku: „Mr Gorbachev, tear down this wall!”
Dlatego uważam, że przesadza Pan i niepotrzebnie używa zwrotów jak „zaślepienie” względem autora. Mimo zrozumienia do działań gen. Jaruzelskiego w 1981 roku pamiętajmy, że twardogłowi w ZSRR trzymali się wtedy mocno a władze polskie były od nich zależne.
@andrzej Pokonos 2016-08-02: Przyznaje Panu racje. Rozsierdzilem sie na wyrost. Pzrepraszam Autora, ktory napisal o wiele bardziej wywazony paragraph, niz ja odczytalem. Odszczekuje „zaslepienie”.
.
Jesli idzie o legalizm. Mialem na mysli fakt, ze Jaruzelski bardzo starannie zadbal o oprawe prawna. Zadbal do tego stopnia, ze zaden sad po zmiane ustroju nie zdolal skazac ani jego, ani ekipy za naruszenie prawa albo konstytucji. Jedyny wyrok, ktory zapadl, o kierowanie „zwiazkiem przestepczym”, byl kabaretowy i kuriozalny. Pomijajac ten kabaretowy wyrok, mozna zapytac, o czym swiadczy niemoznosc skazania Jaruzelskiego? Czy o tym, ze PRL byla nielegalna w calosci, jak Pan sugeruje? Czy o sprycie Jaruzelskiego? A moze jednak o tym, ze on wcale nie byl dyktatorem, tylko odpowiedzialnym wladca, ktory bardzo starannie trzymal sie prawa? (Oczywiscie, owczesnego prawa. Trudno mu zarzucac, ze nie byl jasnowidzem.)
.
Jesli idzie o protesty. My w Polsce piszemy z duzej litery Grudzien, Czerwiec, oraz Marzec. My wiemy, ze my mamy racje. Ale mieszkajac w USA Pan oczywiscie pamieta, ze 1968 roku byly protest na calym swiecie. Pan pamieta, co sie stalo w Chicago. Pan takze pamieta, jak wygladaly protest po sprawie Rodney’a Kinga. (Ja widzialem na wlasne oczy.) Tak wiec trzeba jednak sie chwile zastanowic, co to jest legalizm protestow. Co jest legalne, a co nie jest legalne. Co jest madre, a co nie jest. To nie sa latwe pytania, a juz zwlaszcza teraz w Polsce, w ktorej niedlugo byc moze bedzie Ukraina ze wszystkimi tego konsekwencjami.
.
Ja nigdy nie napisalem, ze strzelanie do ludzi jest legalne. Ale takze nie uwazam, ze PRL byla nielegalna. Podobnie, jak nie uwazam, ze Jaruzelski byl dyktatorem albo zbrodniarzem.
@Narciarz2: uważam Jaruzelskiego za najlepsze co PRL wydała z siebie w polityce. Schyłek każdej epoki często wydaje nie tylko drani ale też wybijające się pozytywnie jednostki. Działał w krwju „pod egidą” Breżniewa i nie mógł postąpić inaczej niż postąpił zapobiegając wielkiemu rozlewowi krwi. To zapewne zawsze pozostanie jako jego pozytywny wkład, poczynając od powstrzymania wojska od strzelania do stoczniowców czego chciał Satrapa Gomułka w Grudniu 1970r. (Specjalnie piszę miesiące z dużej litery, bo to nazwy zdarzeń historycznych).
Sprawa próby osądzania zarówno gen. Kiszczaka jak i Jaruzelskiego to dla mnie schizofrenia, próba odgrywania się i wynik prawicowej chcicy. Nie rozumiem, dlaczego oni akurat mieli odpowiadać za całą komunę skoro premier Mazowiecki wyraźnie ich „podkreślił”. Dla mnie to działania motłochu a nie poważnych polityków. Cóż ten motłoch teraz dorwał się do władzy. Niemniej działo się to pod rządami PO… Która to partia w sumie nie wtrącała się do przewodów sądowych. Przyznam, nie są mi znane wszystkie kulisy dlaczego jednak dochodziło do tych rozpraw.
@slawek 2016-08-02
Przewidywanie w tym przypadku równoznaczne z prognozowaniem tym się różni od proroctwa, że jest oparte o jawne i dające się uzasadnić założenia. One mogą okazać się błędne w późniejszym czasie, ale w momencie formułowania prognozy są racjonalne.
Prosze Pana! Racjonalne?! W Sarajewie była świetnie zorganizowana olimpiada i to było racjonalne. A niedługo potem była aleja snajperów. Na Ukrainie było Euro i świetnie przygotowano port lotniczy, a niedługo potem zostal on zrujnowany bombami. Racjonalność?
.
Za jakiś czas historycy napiszą, ze w Polsce przez 25 lat było racjonalnie, a potem lokalni troglodyci napompowani przez socjopatę i uzbrojeni przez agenta obcego wywiadu zrobili jatkę. Z punktu widzenia Rosjan to będzie bardzo racjonalne rozwiązanie. Zamiast posyłać swoich spadochroniarzy, posłali Macierewicza. A to, ze Polacy dali się ogłupić i napompować? Kiedyś archiwa KGB zostaną otworzone i dowiemy się, jakie proszki sypali Kaczyńskiemu do owsianki. Podbić kraj bez straty jednego żołnierza, to przecież najbardziej racjonalne, co można sobie wyobrazić.
@ NARCIARZ2 – kłopot polega na tym, że Pan nie polemizuje ze mną tylko z Pańskim wyobrażeniem lub przekonaniem na temat sensu mojego komentarza. Te dwie rzeczy są rozłączne. Ja nie dam się wciągnąć we samosprawdzającą się prognozę nieszczęścia, klęski, tragedii. Tym bardziej, że nie ma do tego żadnych podstaw. A przykłady Sarajewa i Ukrainy są kompletnie nieadekwatne do polskiego problemu, zwłaszcza przedstawione jako ahistoryczne skróty myślowe. Słowo „racjonale” w moim komentarzu odnosi się do założeń a nie do katastrof, których nie można przewidzieć. Rozumiem, że Pan chce wieszczyć i wieszczy nieszczęście, tyle że właśnie to wieszczenie nie ma żadnych podstaw.
Ja mam podstawy takie same jak Pan. Pan czyni optymistyczne założenia, które Pan nazywa „racjonalnymi”. Moje założenie tez jest racjonalne, ale inne niż Pańskie. Ja uważam, ze Polaków stać dokładnie na to samo, co inne narody. To nie znaczy, ze moje proroctwa się spełnią. One tylko mogą się spełnić. Moje pesymistyczne scenariusze nie mówią, ze samolot się rozbije. One mówią, ze samolot może się rozbić. Jak Pan świetnie wie, czasem samoloty się rozbijają. Przyczyny mogą być obiektywne (urwała się śrubka) albo subiektywne (za sterami siedziało alter ego Andrzejka Dudusia, któremu rozkazywał ignorant generał). Moja teza jest taka, ze w Polsce teraz masowo awansują Dudusie, którymi kieruje oszalały generał. Czy to doprowadzi do katastrofy? Tego nie wiem. Ale ostrzegam, ze może doprowadzić.