Ostatnie miesiące upłynęły nam na oczekiwaniu cudu. Cud, jak łatwo się domyślić – nie nastąpił. Suwerenny naród nie zbuntował się przeciw władzy depczącej w biały dzień (na ogół) prawa obywatelskie, wykazującej skrajną niekompetencję w czym tylko się da, gwałcącej Konstytucję itd. Wręcz przeciwnie – wydaje się mało zainteresowany tym co się wokół niego dzieje.
Na pozór trudno to pojąć, bo przecież pokazuje mu się, że to i tamto idzie w złym kierunku, a on nic. Dlaczego?
Ponieważ nadchodzi kolejna rocznica wielkiego buntu, który zapoczątkował obalenie poprzedniego ustroju pomyślałem, by zajrzeć do domowego archiwum i spróbować znaleźć w nim choć cień odpowiedzi na pytanie: kiedy i dlaczego suweren gotów jest powiedzieć NIE.
Kiedy w latach 60. ub. wieku amerykańscy socjologowie zgłaszali nadejście „czasów konsumenta” traktowano to u nas jako dowód na zwyrodnienie kapitalizmu, dekadencję zacofanego zachodniego świata, przejaw upadku jego kultury, czy wręcz powołując się na Marksa – wyczerpanie sił twórczych człowieka Zachodu i powrót do pierwotnych, zwierzęcych instynktów.
W opozycji do tego trendu stać miał nasz model człowieka patrzącego „z góry” na dobra materialne, żyjącego ideami, przedkładającego intelekt nad przyziemny pieniądz itd.
Cytowano chętnie Jaspersa, że „człowiek staje się funkcją rzeczy”, te zaś z kolei tracą własną wartość nie przyczyniając się do rozwoju indywidualności ludzkiej.
Tocqueville, Ortega y Gasset, Santayana, Sorokin i Mills stali się narzędziami do udowadniania naszej wyższości nad tamtym światem i odporności na toczące go choroby.
Rzeczy – zarazki – tak mniej więcej określano to, od czego mieliśmy pozostać wolni. Trzeba przyznać, że gospodarka socjalistyczna robiła co mogła, by nas przed tą epidemią ustrzec.
Nawet Kościół wtórował tym wysiłkom przypominając papieża Leona XIII i jego zdanie, że „…Bóg nie stworzył nas do szczęścia błahego i znikomego. Czy posiadasz lub nie posiadasz bogactwa i to, co na ziemi uchodzi za dobro, to rzecz dla szczęśliwości wiecznej obojętna”.
Pełne obrzydzenia analizy socjologów pokazywały nam moralne dno sytuacji, w której futro jest nie tylko wyróżnikiem kobiety, ale także miarą jej powodzenia, a nawet jej kobiecości.
A jednak kiedy prześledzimy historię „trzęsień ziemi” w czasach PRL to zauważymy, że wszystkie one miały jeden wspólny mianownik. Niezależnie od daty i bieżących okoliczności politycznych tym co bezpośrednio powodowało wybuch społecznego niezadowolenia była sprawa warunków życia, warunków czysto materialnych, dostępności dóbr i to głównie spożywczych, a więc absolutnie podstawowych.
Wynikałoby z tego, że ani ideologia, ani religia, ani nic innego nie zdołało ustrzec ludzi przed chęcią zapewnienia sobie życia takiego, by nie martwić się o dzień jutrzejszy.
Nie pomogły uczone analizy wskazujące, że życie duchowe człowieka staje się coraz bardziej zubożone, pozbawione humanistycznych wartości, podszyte konformizmem i innymi tego typu skażeniami nie pozwalającymi w pełni poczuć się człowiekiem.
Ktoś komu stale brakowało do pierwszego i z trudem utrzymywał rodzinę na jakim takim poziomie chętnie zamieniłby się ze „zdegenerowanym mieszczaninem” ze zgniłego Zachodu.
Sierpień 1980 nie odbiegał od tego schematu.
Mam dokument, który go poprzedzał. Okólnik dyrektora jednego z dużych przedsiębiorstw na temat udzielania pracownikom urlopów bezpłatnych w celu prywatnego wyjazdu za granicę. Za granicę – tzn. do krajów kapitalistycznych gdzie jak powiedziałem powyżej – groziło nam zarażenie się bakcylem konsumpcjonizmu. Wystawiony na podstawie postanowień z pisma Ministra Pracy, Płac i Spraw Socjalnych z 3. IV. 1974 r. znak ZA 441-56.
Dokument pochodzi z 7 września 1978 roku i stwierdza się w nim m.in.
„Urlopów bezpłatnych w celu prywatnego wyjazdu za granicę należy udzielać pracownikom wyjątkowo, w szczególnie uzasadnionych wypadkach i tylko na czas krótkotrwały.
Za przypadki uzasadniające udzielenie pracownikowi krótkotrwałego urlopu bezpłatnego można uznać:
— wyjazd do współmałżonka, przebywającego za granicą dłużej niż 6 miesięcy, delegowanego tam w celach naukowo badawczych, szkoleniowych, lub skierowanego do pracy za granicą.
— konieczność osobistego załatwienia spraw spadkowych za granicą.
Należy przy tym zmierzać do istotnego ograniczenia liczby tych urlopów.”
Dokument ma adnotację „poufne” i skierowany jest do zastępców dyrektora i głównego księgowego, które to osoby upoważnione zostały do udzielania takich urlopów w wymiarze najwyżej 2 tygodni.
Dlaczego cytuję akurat ten papierek?
Dlatego, że jakkolwiek był on przejawem nieprawdopodobnego ograniczenia swobód obywatelskich czy wręcz praw człowieka (ktoś decydował za mnie czy powód mojego ew. wyjazdu jest istotny) to materia, której on dotyczył nigdy nie znalazła się w żadnym zestawie żądań pracowniczych w żadnym strajku.
Czy to coś oznacza? Pomyślmy.
Sierpień ’80 odbierany jest zwykle jako najlepiej zorganizowany protest w PRL, protest, który zjednoczył wszystkie warstwy społeczne, wszystkie (niemal) grupy zawodowe itd.
Kiedy jednak spojrzymy na słynne 21 postulatów zobaczymy, że tylko cztery pierwsze to żądania natury politycznej, w tym trzy o charakterze konstytucyjnym i jeden incydentalny (uwolnienie wymienionych z imienia i nazwiska więźniów politycznych).
Pozostałe dotyczą spraw bardzo przyziemnych, czasem bardzo szczegółowych jak np. wymiar urlopów macierzyńskich czy wysokości diet na delegacji.
Sposób zapisu postulatów wyraźnie wskazuje, że były pisane przez dwie odrębne grupy osób, dwie grupy o zdecydowanie odmiennych interesach, które połączyły siły, by razem odnieść zwycięstwo.
W czasie strajku sierpniowego mieszkałem na portowym holowniku z grupą robotników przeładunkowych. Jedna z rozmów szczególnie utkwiła mi w pamięci.
Dość wygadany sztauer wygłosił zdanie, które mówiło wiele o tzw. zwykłych ludziach.
„ – A co mi do tego kto rządzi? Ja premierem nie będę. Oni mają tak robić, żeby mi było dobrze!”
Kiedy później rodzimi intelektualiści rozpływali się w mediach nad „mądrością klasy robotniczej” to zdanie zatarło się w mojej pamięci. Szkoda. Ono było i jest bardzo ważne. Ważniejsze, niż wtedy sądziłem.
Nie wszyscy pamiętają, że przed podpisaniem tzw. porozumień gdańskich były wcześniejsze próby wygaszenia buntu. Wicepremier Pyka był już na dobrej drodze do osiągnięcia tego celu. Zablokowały to dopiero trzy panie – Alina Pieńkowska, Anna Walentynowicz i Henryka Krzywonos.
19 sierpnia 1980 roku Pyka zgodził się na 14 postulatów pracowników stoczni im. Lenina. Pierwszy dotyczył zgody na utworzenie Wolnych Związków Zawodowych. Pozostałe 13 to sprawy czysto pracownicze, materialne, jak np. „uregulowanie wszystkich spraw dotyczących zaopatrzenia materiałowego, odzieży i pracy w warunkach szkodliwych” (14) czy „pełne zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły spożywcze i mięso” (3).
Nawet wydany 27 sierpnia 1980 roku komunikat z posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, który wzywał do „zachowania ładu, spokoju i rozwagi” podkreślał konieczność zapewnienia ludziom „prawa do chleba dostępnego dla wszystkich obywateli według potrzeb” plus kilka innych tego typu wezwań.
Od tamtych czasów minęło niemal 40 lat. Coś się zmieniło?
A dlaczegóżby miało się zmienić?
Kiedy dziś zdumiewamy się nad reakcją (a właściwie jej brakiem) większości społeczeństwa na budzące chwilami zgrozę poczynania nowej władzy, może jednak warto sobie uświadomić kim są ludzie, od których oczekujemy ujęcia się za Trybunałem Konstytucyjnym, sprzeciwu wobec ustawy inwigilacyjnej, nazywania czarnego białym i odwrotnie.
Nowy porządek w państwie zdołał nauczyć część tych ludzi, że trzeba o siebie zadbać. Nieważne kto akurat jest u steru rządów. Ponieważ okazało się, że to potrafią, nikt ich nie namówi do protestowania przeciw władzy. Ona jest im obojętna, dadzą sobie radę pomimo jej wybryków.
Część, która nie umiała dostosować się do wymogów nowej rzeczywistości jest skazana na łaskę i niełaskę władzy, która „przyjdzie i da”. O tej grupie zwyczajnie zapomniano w zadufanym mniemaniu, że „rynek sam wszystko ureguluje”. Cóż by to miało znaczyć w tym przypadku? Wyeliminuje ich spośród żywych, skoro sami nie potrafią się wyżywić?
Nikt tego głośno nie powiedział, ale oni tak to zrozumieli.
Jeśli więc mamy rząd, który „daje”, to zrozumiałe jest, że oni staną za nim murem.
Poczucie krzywdy, nieważne – uzasadnione czy nie – jest na tyle silne, że każe im patrzeć podejrzliwie na każdego kto jest przeciw władzy, która się do nich odezwała, która wyciągnęła do nich rękę.
Tak, wiem – jedną, bo drugą zabiera co może i to coraz więcej, ale dla nich to chwilowo nieważne.
Ktoś nazwie to korupcją społeczną? Nic nowego – w starożytnym Rzymie 90% mieszkańców żyło z rozdawnictwa wina, chleba, oliwy itd. Kandydaci do senatu zadłużali się — jak Katylina by sprostać oczekiwaniom tłumów.
Ktoś chciałby skłonić tę grupę do jakichkolwiek protestów? Czym? Opowieściami o prawach obywatelskich? Dla nich to baśń o krasnoludkach, która nie napełni nawet najmniejszego garnka.
Nie czuć się gorszym od innych może tylko człowiek, który nie patrzy z zazdrością kiedy inni jedzą. Może zainteresować się kulturą, sztuką, ideami. Bez tego będzie tylko zwierzyną rozpaczliwie poszukująca pokarmu, głodną do tego stopnia, że nie zwracającą uwagi, kto mu ten pokarm podsuwa, nawet jeśli w ostatecznym efekcie miałoby to przynieść zgubę.
Człowiek żyjący w niedostatku nie będzie myślał perspektywicznie. On nie zna pojęcia perspektywy. On z konieczności jest do bólu konkretny konkretem dzisiejszego obiadu. Niczym więcej.
Amatorszczyzna polskiej klasy politycznej skupionej na sobie niczego im nie zapewni, nawet nie proponuje.
Bo i cóż takiego mogłaby im zaproponować? Jak przekonać, że to co robi dzisiejsza władza jest złe i będzie miało negatywny wpływ także na ich życie w przyszłości?
Jak na razie nikt nawet nie odważył się policzyć „wykluczonych”, podawane dane są zwykle szacunkami, które strachliwie się podważa.
Rząd daje chleb i daje igrzyska. Prymitywna zemsta polityczna staje się rozrywką dla mas, takich samych, które ongiś tłumnie śpieszyły na rynki miast gdzie ścinano skazańców czy palono czarownice.
Dziś cieszy ich „rozliczenie” tego i owego, szczególnie takiego co to „ma pieniądze, więc skądś je ma”, oskarżenie – cóż, że bezpodstawne – sędziego TK o to, że jest sprawcą zamętu w kraju, cieszą ich bohaterowie, o których nigdy przedtem nie słyszeli, ale których podsuwa im ten co daje itd.
Oczywiście jest w stu procentach pewne, że łaska suwerena na pstrym koniu jeżdżąca zwróci się przeciw rządowi prędzej czy później. Kiedy rząd nie będzie miał już skąd brać żeby dać – nastąpi krach.
A co potem?
To samo – część społeczeństwa będzie miała w nosie politykę, a część będzie oczekiwała, że nowy rząd da. A przecież z góry wiemy, że nie da, jeśli zechce być odpowiedzialny.
Życie jako przygoda intelektualna dla nielicznych jest możliwe jedynie po stworzeniu warunków przetrwania dla każdego. Ci, którym się powiodło potrzebują społecznego przyzwolenia na konsumpcję. Tak zawsze było w historii świata.
Rewolucje wybuchały wtedy, gdy grupie zamożnej wydawało się, że żyje na innej planecie, niż inni ludzie i nie musi mieć z nimi żadnych relacji. Gilotyny szybko pokazywały, że jest inaczej.
Nic się od tamtych czasów nie zmieniło. I dlatego dziś na rewolucję nie ma co liczyć, choć „dobra zmiana” zepsuje jeszcze wiele rzeczy i zniszczy wielu ludzi.
Tym więcej, im mniej będzie mogła „dać”.
Marcel Proust pisał, że „szczęście jest dobre dla ciała, ale to troska rozwija siły ducha”.
Umiejętne żonglowanie cyników ludzkimi troskami daje im władzę. Władzę, której nie obali się pięknymi słowami.
Na razie w Polsce nie widać nikogo, kto poza dorywczymi manewrami politycznymi miał jakąkolwiek wizję. Wizję z jednej strony spełniającą oczekiwania tych, dla których nie jest obojętne, w jakim państwie żyją, a z drugiej zapewniającą zgodę większości na ich intelektualne wędrówki.
Czy w ogóle to jest możliwe?
Jerzy Łukaszewski



Święta prawda, z jednym zastrzeżeniem. Otóż poprawa materialnego bytu nie gwarantuje zmądrzenia i zainteresowania się sprawami publicznymi. Churchill powiedział kiedyś, że najsilniejszym argumentem przeciw demokracji jest 10 minut rozmowy ze statystycznym wyborcą. Ten wyborca nie musi być ubogi i w wielu krajach nie jest. Wielka szkoda że szkolnictwo w naszym kraju traktuje się i od dawna po macoszemu i chętnie oddaje pod rządy ciemniaków. A jak powiedział Zamojski: – Takie Rzeczpospolite będą jakie ich młodzieży chowanie.
Święta prawda, ale chyba nie cala. Można na to samo spojrzeć z innego punktu widzenia. Mój punkt jest zainspirowany książką „Selling sucks” (Frank J. Rumbauskas 2007) która żona mi dala na podróż w nadziei, ze zmądrzeję. To się raczej nie stanie, ale zapisałem w kajeciku kilka myśli, które mogą być na temat. (1) Nie sprzedawaj na siłę. (2) Postępuj tak, żeby klienci sami cię molestowali o twój produkt. (3) Powyższe powinno się zdarzyć, jeśli twój produkt zaspokaja potrzeby klientów, a nie tylko twoją potrzebę zarobku. (4) Potrzeby potrzebami, ale powyższe na pewno się nie zdarzy, jeśli dasz się poznać jako nieuczciwy krętacz. (5) Cała twoja działalność musi się opierać na wewnętrznej uczciwości, spójności działań z poglądami, oraz prostolinijnemu służeniu klientom, a nie tylko samemu sobie.
.
Teraz moja interpretacja, czyli zastosowanie powyższych myśli do obecnej sytuacji. Polityka to handel. Polityk oferuje towar, zaś wyborca kupuje albo nie kupuje. Towarem polityka są obietnice. Zapłatą wyborcy jest jego głos. Podobnie jak klienta w klasycznym sensie, wyborcę tez można oszukać raz, albo góra dwa razy. (Niektórych można oszukiwać w nieskończoność, ale ja nie przypuszczam, żeby to była większość.) Oszukany klient idzie do innego sprzedawcy, i podobnie postępuje oszukany wyborca. A teraz punkt najważniejszy: Platforma oszukała wyborców co najmniej dwa razy. Obiecywali jasne reguły i uczciwe rozliczenia. Nie spełnili swoich obietnic. Pozwolili bandytom działać bez poniesienia odpowiedzialności. Ostentacyjnie unikali rozliczeń, które sami obiecali. Stworzyli wszelkie podstawy do stwierdzenia, ze ręka rękę myje pomimo swoich zapowiedzi, ze nigdy w życiu. Tym postepowaniem stracili wiarygodność. A na koniec przyszła afera podsłuchowa i mało kto wierzy, ze w Platformie byli i są ludzie naprawdę uczciwi. Platformersi raczej wyglądają jak nieuczciwy sprzedawca, który do każdego pudelka świeżych jajek dokłada kilka nieświeżych. Od takiego handlarza klienci trzymają się z daleka. A na koniec, jako kolejny gwóźdź do trumny PO, pojawił się Schetyna, który chce przesuwać się z lewego słupka na prawy słupek. Swoim postępowaniem raczej potwierdza wizerunek Platformy jako małych sprytnych krętaczy, a nie ludzi z charakterem.
.
W Polsce jest niedostatek towarów o nazwach uczciwość, charakter, zaufanie, i służba polityków dobru klienta. Takich towarów nie wciska się klientom jak koty w workach. Takie towary tworzy się w drodze budowania własnej reputacji, która trudno wypracować, zaś bardzo łatwo stracić. Moim zdaniem to nieprawda, ze wszyscy wyborcy tylko liczą złotówki i obiady. Niektórzy na pewno tak. Może nawet większość. Ale istnieje spora grupa wyborców, którzy po prostu nie chcą być oszukiwani. Tacy wyborcy sami przyjdą do polityka, który będzie po prostu uczciwy i któremu można zaufać nie tylko na podstawie jego słów (jakże często brzmiących jak bełkot), ale na podstawie jego postępowania.
.
Tacy politycy są w Polsce zbyt rzadcy. Ja nie twierdze, ze ich nie ma. Ale jest ich zbyt mało w dzisiejszej opozycji. Ci, którzy są, nie mają poparcia aparatu propagandowego swoich własnych partii. Poparcie mają mali krętacze z wielkimi ambicjami, jak na przykład Grzegorz Schetyna. I to jest problem dzisiejszej opozycji.
Ma pan rację. Dodatkowo zmieniło się nastawienie klienta. Za PRL było o tyle łatwiej, że niedogodności dotykały wszystkich mniej więcej jednakowo. Dziś społeczeństwo zostało rozwarstwione, polaryzacja jest skali dotąd nie znanej i nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić.
Co do polityków opozycji to też zgoda, nie ma tam „towaru”, na który polecą klienci w dużej liczbie i jeszcze długo nie będzie. Większość nie zrozumiała do dziś, że pewien okres w naszej historii właśnie się skończył.
Wyborca się miota, a jedynym efektem jest kupowanie przez niego najstarszego narkotyku – nadziei.
Tak przy okazji zwracam uwagę, ze niedawno postawiłem kilka pytań, na które nie padły żadne odpowiedzi. Na przykład 2016-02-01 tutaj: studioopinii.pl/jacek-parol-kod-nasz-widze-ogromny/. Napisałem KOD nie ma sformułowanego zadania do wykonania. W innym miejscu (nie potrafię znaleźć) poprosiłem o jasną wizję, czym Polska KODu będzie się różnić od Polski PiSu, i dlaczego Polacy na tym zyskają. I co konkretnie zyskają. Zapytałem, zebrałem plusiki, i żadnej odpowiedzi.
.
Sprawa jest zasadnicza. Polityk po wygranych wyborach sprzedaje swoje działania, zaś polityk przed wyborami sprzedaje zapowiedzi i obietnice. Teraz jest przed wyborami. Czas na zapowiedzi oraz jasne odpowiedzi na jasne pytania. I co? I nic. Nie ma zapowiedzi, nie ma odpowiedzi, czyli nie ma towaru. Towaru, którego nie ma, nie można sprzedać. Nawet, jeśli klient błaga na kolanach (a błaga, przychodząc na manifestacje!) to klient nie czego kupić, bo sprzedawca ma puste półki. Czy raczej w danym przypadku puste usta. Podejrzewam, ze także pustkę w głowie.
.
Jeśli będzie dobry towar, to klient sam przyjdzie. Obowiązkiem polityka jest ten towar wyprodukować. Polityk, który odmawia wyprodukowania towaru, to nie jest polityk. To jest patałach.
.
I proszę nie mówić, ze KOD to nie jest polityka. Każda próba zmieniania rzeczywistości to jest polityka. KOD chce zmieniać rzeczywistość. KOD ma obowiązek wyprodukować towar na sprzedaż, czyli jasno sformułować swoje wizje, swój plan, oraz swoją ofertę dla Polaków.
.
O innych partiach nawet nie wspominam. Jasno widać, ze inne partie to patałachy. Za wyjątkiem PiSu. PiS ma wizję i jasno ją formułuje. Jest to wizja odrażająca.
W sprawie KODu to raczej nie do mnie. Ja się na jego temat nie wypowiadam. Nie chcę.
„Zapytałem, zebrałem plusiki, i żadnej odpowiedzi.” – jakoś mnie to nie dziwi. Tej odpowiedzi po prostu nie ma. I na tym polega nieszczęście. Nikt nie przewidział, że może być potrzebna. Sam zbierałem po głowie na tych łamach za głoszenie, że coś się skończyło i nie wróci. A teraz cisza, moi „pogromcy” nie mają nic do powiedzenia.
A jeśli czytam takie rzeczy w stylu „wicie, rozumicie, wiadome siły…” to mam wrażenie, że się cofnąłem o 40 lat.
http://www.ruchkod.pl/sa-ludzie-i-sa-sprawy/
Kijowski wyjaśniał niedawno u Elizy Michalik kolejny raz, dlaczego KOD nie powinien być partią. W KOD znajdują się ludzie o różnych poglądach gospodarczych i politycznych i trzyma ich razem chęć obalenia władzy demontującej państwo prawa. KOD ma wspierać partie polityczne. Poszczególne osoby mogą wchodzić na listy partyjne, jest to nawet pożądane, z tym że nie powinni pełnić funkcji kierowniczych w KOD.
Myślę że nasze pragnienia, związane z ruchem KOD, są spowodowane tym, że partie są marne. Już kiedyś wspomniałem: wyobraźmy sobie że dobra wróżka sprawiła że PiS znika – na kogo by Państwo oddali głos?
Chętnie bym poznał opinię narciarza’2 na temat jakie inne zadania powinien postawić sobie KOD.
@PIRS mógłby pan sprecyzować o kogo chodzi w tym „nasze pragnienia”?
Chętnie bym poznał opinię narciarza’2 na temat.
Skoro jest dziura na rynku, to pojawia się okazja, żeby ja wypełnić. Jeśli nie ma polityków i partii, które potrafią nakreślić wizje, to trzeba te wizje nakreślić samemu. W ten sposób można podnieść intelektualna poprzeczkę, która obecnie jest postawiona bardzo nisko. W tej chwili wystarczy być „przeciw”. PO była „przeciw”, wygrała dwa razy, a za trzecim razem sromotnie przegrała. Bycie „przeciw” już nie wystarcza i ostatnie wybory dostarczyły dowodu tej tezy. Mówiąc handlowo, bycie „przeciw” to jest opakowanie, które jest puste. To opakowanie trzeba wypełnić treścią, czyli produktem do kupienia przez klienta.. Teraz potrzebne są następujące produkty. Wyprodukowanie takowych to mogłoby być zadanie KODu.
.
1. Potrzebna jasna diagnoza sytuacji sformułowana przez liczących się, bezstronnych fachowców. Ta diagnoza powinna być obiektywna, a przez to ponadpartyjna i apolityczna w sensie popierania jakiejś konkretnej partii. Diagnoza powinna być rzetelna i nośna intelektualnie. Diagnoza nie może być całkowicie wyzbyta światopoglądu, bo to nie jest możliwe. Jest jasne, ze KOD skupia różne światopoglądy mniej czy bardziej liberalne, w opozycji do światopoglądów zamordystycznych. Taka powinna być światopoglądowa podstawa diagnozy. Diagnoza powinna rzetelnie zanalizować:
1.a Materialny i psychologiczny stan polskiego społeczeństwa.
1.b Uczciwie omówić role mitów i sloganów.
1.c Zanalizować role środowisk politycznych nie przemilczając ich oszustw i interesów.
1.d Nie przemilczać roli i stanu Kościoła Katolickiego.
1.e Nie przemilczać innych wyznań.
1.f Omówić diaspory narodowe w Polsce oraz ich oddziaływanie z macierzami.
1.g Rzetelnie przedstawić kontekst międzynarodowy.
1.h Zagrożenia konfliktem wewnętrznym.
1.h Zagrożenia konfliktem zewnętrznym.
1.i Inne ważne tematy.
.
Sama (niepełna!) lista tematów pokazuje, ze zadanie jest poważne. Ale kto powiedział, ze ratowanie kraju przed narodowo-katolicką degrengoladą będzie łatwe? Kto powiedział, ze w kraju, w którym ludzie nie cenią jasnego języka, będzie łatwo znaleźć środowisko fachowców, którzy potrafią jasno myśleć i po polsku opisać swoje przemyślenia?
.
Ja myślę, ze gdyby KOD potrafił udźwignąć takie zadanie, to by przeszedł do historii na podobieństwo Komisji Edukacji Narodowej. A to przecież nie koniec listy produktów, które są potrzebne krajowi.
Narciarz, ale to nie jest rola KOD! tylko program dla parti, i to nadodatek dla parti demokratycznej, wychodzaca z spolezenstwa obywatelskiego. Na razie w Poslce borykamy sie stworzenia postawy obywatelskiej, musimy sie nauczyc co to jest tolerancja , nayczyc sie dyskutowac, prowadzic debaty, a przede wszytkim szacunku do innych pogladow jak innych postaw, czy prawd… bo prawd jest wiele.
Niestety mamy sporo do odrobienia, a mentalnosc polska ciagle gdzies tkwi w XIX wieku, swiat jest na progu wielkiej rewolucji, stary porzadek sie wali, a nowy tworzy sie i to we wszytkich dziedzianch mimo naszych oporow. Nie ma co walczyc, bo tylko walka z wiatrakami, trzeba czerpac z niego isc do przodu.
„Jeśli nie ma polityków i partii, które potrafią nakreślić wizje, to trzeba te wizje nakreślić samemu. ”
Bingo!
Takich polityków nie ma i jeszcze jakiś czas nie będzie. Dlatego wchodzenie w to bagno jest stratą czasu, energii i kolejnym oszukiwaniem ludzi.
Do pańskiej listy dodałbym jeszcze metody, którymi ten „produkt” będzie się promowało, bo ten dział jest u nas straszliwie zapuszczony, a raczej wydany na pastwę hochsztaplerów.
PIRS2016-08-21 Reply
Kijowski wyjaśniał niedawno u Elizy Michalik kolejny raz, dlaczego KOD nie powinien być partią……..
…….Wejdź Pirsie na stronę linkowaną przez J.Luka i popatrz na prawą stronę tekstu. Ja tam znalazłem linka do listy zarządu regionalnego KODu. Zarząd Regionalny Inicjatywy Obywatelskiej? – Bareja leje w portki w trumnie ze śmiechu. I jeszcze jedno – przeczytaj komentarze. Szczególnej uwadze polecam merytoryczne odpowiedzi na wątpliwości Adama. Jeśli Kijowski chce się zajmować problemami a nie ludźmi – to niech sobie kupi kostkę Rubika…. – będzie miał problem a my zyskamy na ciszy z jego strony. A tak na marginesie – sam bym się z chęcią dowiedział, skąd pochodzą pieniądze na pensje dla Zarządu.
Zarząd stowarzyszenia KOD nie pobiera żadnych pensji. Członkowie zarządu otrzymują jedynie zwrot wydatków na koszty paliwa, biletów, hoteli.
……… Pomysł pensji dla członków zarządu zrodził się, gdyż jest to praca na cały etat, a często nawet więcej. Nie powinno więc nikogo dziwić, że za taki wysiłek należy się zapłata. Jest to naturalny proces, choć staramy się, by wynagradzanie było ustalone w sposób jak najbardziej przejrzysty i czytelny. Tu nie chodzi o zbijanie kokosów na działalności społecznej, jednak jeżeli oczekujemy profesjonalnego działania KOD, to wiąże się to z pewnymi wydatkami. Jakość pracy jest powiązana z wynagrodzeniem. Można powiedzieć, że jest to element pewnego rodzaju profesjonalizacji z naszej strony – kończy lider KOD.
Jakieś pytania?
Pytań nie ma. Są oklaski.
Pieniądze KODu pochodzą np. z darowizn. To możliwość i prawo stowarzyszeń, m. in dlatego KOD formalizuje się jako stowarzyszenie. Sama wrzuciłam do puszki kilkaset złotych, znam wiele osób, które obdarowały KOD. Działania KOD to suma wartości bezinteresownej pracy tysięcy ludzi.
Ja np. poświęciłam wiele czasu na działania i marsze. Wszystko na własny koszt. Marsze kosztowały mnie podróż i pobyt w Warszawie (wszystkie manifestacje) x 400kmx2 + poświęcony na to czas (nie pracowałam, nie zarabiałam). Zbieranie podpisów – kilka dni, inne lokalne akcje. Razem wartość ok. 5000 zł.
Za pracę należy się płaca. Zarząd ma dobrze zarządzać. Widzę, że wierzy Pan w cuda, w to że da się coś wartościowego zrobić za darmo, z niczego, bez pracy, bez wysiłku. Lub w inną utopię, że idealiści nie jedzą, nie płacą czynszu, nie przemieszczają się, nie korzystają z Internetu, z telefonu, albo, że mają to wszystko za darmo. Może to Pan ma za darmo, dlatego nie widzi pan kosztów, które mają wszyscy ludzie?
Obsrywa Pan Mateusza, a co Pan sam zrobił dla Polski? Nawet jeśli jest Pan „lepszym sortem”, to co konkretnie Pan zrobił dla swojej Sprawy? Ile czasu poświęcił Pan na działanie? Ile pieniędzy?
Rzuca Pan kamieniami. A czy jest Pan krystalicznie czysty? „Bez winy”? Zawsze grzecznie stoi Pan w kolejce, płaci swoje rachunki, nigdy nie wykorzystuje „znajomości” nie faworyzuje bliskich?
Nie, pytań nie mam. Wyjaśniam po raz wtóry, że Zarząd KOD nie pobiera żadnych pensji. Do statutu wprowadzono taką możliwość zarówno dla zarządu głównego, jak i zarządów regionalnych (od 20 maja 2016 prawo o stowarzyszeniach na pobieranie wynagrodzenia przez zarząd pozwala). Wynagrodzenia ma ustalać komisja rewizyjna. Lecz członkowie obecnego Zarządu KOD podjęli decyzję, że nie będą ubiegać się o wynagrodzenie do czasu wyborów zarządu na pierwszą pełną kadencję (co ma nastąpić na przełomie października i listopada).
Nie, pytań nie mam. Wyjaśniam po raz wtóry, że Zarząd KOD nie pobiera żadnych pensji. Do statutu wprowadzono taką możliwość zarówno dla zarządu głównego, jak i zarządów regionalnych (od 20 maja 2016 prawo o stowarzyszeniach na pobieranie wynagrodzenia przez zarząd pozwala). Wynagrodzenia ma ustalać komisja rewizyjna. Lecz członkowie obecnego Zarządu KOD podjęli decyzję, że nie będą ubiegać się o wynagrodzenie do czasu wyborów zarządu na pierwszą pełną kadencję (co ma nastąpić na przełomie października i listopada). Jestem członkiem komisji rewizyjnej KOD.
Łaskawcy……LOL
Wychodzi Pan z założenia, że niemerytoryczne komentarze potwierdzają racje Adama. Popełnia Pan błąd logiczny, podobnie jak odpowiadający na wątpliwości Adama.
Komentarze są emocjonalną reakcją na absurdalne wątpliwości sformułowane w sposób nierzetelny.
Adam stosuje technikę zdartej płyty. Każda jego wypowiedź jest nieco zmodyfikowana, ale jej treść jest zawsze identyczna. Nie uwzględnia kontrargumentów, tzn. nie chce się niczego dowiedzieć, nie szuka odpowiedzi, on je zna i serwuje KODerom. Nawraca nas? Sieje zwątpienie?
@j.luk
Ponieważ na ogół zgadzamy się (tu i komentatorzy w mediach), że partie są marne, stąd dość często wyrażane pragnienie (także tu w SO) żeby KOD w jakiś sposób je zastąpił, zrobił porządek z PiS itd. W jaki sposób – tu już się głosy dzielą. Spotyka się nawet wezwania do takiego wzmożenia żeby „naród wyszedł na ulicę”, co wydaje mi się fantazją – podzielam pana pogląd na materialne motywy poruszające naród.
„ten dział jest u nas straszliwie zapuszczony”
Tak jest po jasnej stronie mocy. Natomiast „u nich” propaganda jest rozbudowana, dobrze prowadzona, i dobrze finansowana. Można oczywiście zwrócić uwagę, ze jest finansowana pieniędzmi z kradzieży. Bankructwo SKOKow nie wzięło się znikąd. Te pieniądze poszły na propagandę oraz na osobiste fortuny propagandzistów. Skuteczność tego rozboju jest godna podziwu. Kiedyś powinien tym się zająć prokurator, ale w tej chwili jest to raczej temat dla chłodnej analizy. Trzeba opisać, z kim mamy do czynienia, i wyciągnąć wnioski. A oprócz wniosków także prognozy. Ciemna strona mocy nie zamierza walczyć wyłącznie słowem. Nie ma wątpliwości, ze do arsenału ciemniaków należą kajdanki i zapewne także pałki. Trzeba się na to przygotować przynajmniej mentalnie.
.
Obejrzałem dziś w TVN materiał dokumentalny na temat Russia Today. Bardzo dobrze zrobiony dokument. Pod koniec padło stwierdzenie, że wzorem Trockiego, prawda nie istnieje. Prawda jest wymyślana na bieżąco. „Nie liczy się prawda, liczy się oglądalność.” Ten dokument nieźle pasuje do działań Macierewicza. Jego działania są może zaskoczeniem w Polsce, ale doskonale pasują jako część większego moskiewskiego planu, który jest realizowany w skali światowej. Trzeba sobie jasno powiedzieć, ze Macierewicz i jego głośniki to jest po prostu komando Putina działające metodami bardzo podobnymi do RT. Trzeba sobie zdać sprawę, z kim mamy do czynienia i czego się można spodziewać. Jasna strona mocy jest zadziwiająco kiepsko zorganizowana naprzeciw takiego przeciwnika. KOD, jak również inne partie polityczne, to jest amatorszczyzna w porównaniu z globalną machiną Moskwy, oraz jej polską delegaturą: PiSem, jego machiną propagandową, oraz agentami takimi jak Macierewicz. Od tego stwierdzenia trzeba zacząć, żeby sobie zdawać sprawę z tego, co zapewne niedługo nastąpi. Sytuacja nie jest łatwiejsza od sytuacji przed rozbiorami, choć didaskalia pozornie wyglądają zupełnie inaczej.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/russia-today-na-froncie-medialna-dywizja-putina,406504.html
„Jasna strona mocy jest zadziwiająco kiepsko zorganizowana naprzeciw takiego przeciwnika.”
I nic nie wskazuje na to, żeby to się miało zmienić.
Przegrane partie i KOD jak diabeł święconej wody unikają tego co jest podstawą sukcesu:
„Potrzebna jasna diagnoza sytuacji …”
Partie zachowują się tak, jak gdyby nie rozumiały co się stało i co się dzieje. A KODerzy? Jedni są waleczni (i chcą ruszyć masy) inni pokojowi (chcą pozytywnie do siebie nastawić masy). Jedno i drugie skazane jest na porażkę. Pierwsi jak KOD PP idą z szablą na czołgi, drudzy próbują nawracać niewiernych, wychodząc z założenia, że będzie to robić 230 tys osób, które zalajkowały KOD na FB.
Nie zauważyłam woli do analizy. Nie wydaje mi się, żeby ta analiza musiała być autorstwa fachowców, wystarczyłaby cykliczna burza mózgów w lokalnych środowiskach. Sposobów jest milion, żeby dowiedzieć się czym dysponujemy i w jakich warunkach musimy realizować cele.
Można sięgnąć po sprawdzone strategie (zarządzanie projektem) – np. strategia Disney’a:
http://twojekompetencje.pl/2014/06/strategia-disneya-skuteczne-zarzadzanie-projektem/
wizjoner > planista > działacz > krytyk > wizjoner > planista > działacz > krytyk i tak aż do skutku
A w naszej polskie tradycji jest tak:
wizjoner (marzenie) > działacz (powstanie) > porażka > martyrologia > emigracja/e. wewnętrzna > nowy wizjoner > działacz > porażka …
I KOD działa wg tego schematu. Na początku nie było wyjścia. Trzeba było iść pod TK. Ale teraz? Nie ma etapu „krytyk”, nie ma etapu „planista”. Jest wizjoner (chcemy) i działacz (maszerujemy, protestujemy, stoimy w namiotach, tu i tam, zawsze i wszędzie te same osoby – jak długo jeszcze pociągną?). Żadnej ewaluacji, żadnego planowania strategicznego, ale np. wybory (działanie).
Bez strategii zaliczymy porażkę. … na przeciw takiego przeciwnika, w realiach społecznych opisanych przez j.luk
Nasza publiczna Polsza Today – też nieźle brzmi…
@narciarz2 chodzi mi o docieranie ze swoim przekazem do szerokiej rzeszy odbiorców. To po naszej stronie leży i kwiczy. Wydawało się nam, naiwnym, że wystarczy „mówić jak jest” i wszystko „samo się zrobi”.
Nic z tych rzeczy. Ludzie nauczyli się profilaktycznie nie wierzyć nikomu prócz tych, którym chcą wierzyć.
Przykład, jak dla mnie dość drastyczny: znajoma – osoba po studiach, z doświadczeniem w pracy za granicą, bywała itd. w czasie rozmowy o klęsce aukcji w Janowie Podlaskim raczyła była wypowiedzieć następujące zdanie: – A bo wy wierzycie we wszystko co media podają, a kto wie jak to tam naprawdę było?
Czyli – nieważne, że mówią to wszyscy, we wszystkich mediach i nawet PiSowscy oficjele nie zaprzeczają oczywistym faktom (aż zanadto oczywistym), a ona i tak jest przekonana, że „nic nie wiemy tylko powtarzamy za jakimś kłamliwym dziennikarzem co to chce zaszkodzić Polsce”.
Ręce i gacie opadają.
Poradzić sobie z takim odbiorcą – to naprawdę sztuka, a przecież trzeba to kiedyś zrobić, prawda?
Nasze dotychczasowe doświadczenia w tym względzie nie zdadzą się na wiele. Mówić prawdę to dziś zdecydowania za mało, trzeba jeszcze wiedzieć JAK.
@ j. luk
Włączyłem TVP 1 czekając na Teleexpress i usłyszałem reklamę jakiejś z propisowskich gazet (Gazeta Polska?): Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza zlikwidować szereg pomników w Warszawie.
W jaki sposób trafić do odbiorców takich informacji, aby skorygować kłamstwa? Oni mają swoje media i silne przekonanie do prawdziwości tego co tam znajdą. Pańska znajoma przedstawiła wątpliwości, moja znajoma ma pewność że prawdę głosi tylko PiS.
@PIRS na razie nie mam bladego pojęcia. Tzw. prawda obiektywna, prawda faktów przestała istnieć. To przerażające, ale niestety prawdziwe.
Niewykluczone, że to jakiś niechciany (?) odprysk poczucia wolności, które ma i swoje złe strony (wszystko nam wolno), ludzie nie zastanawiają się, nie analizują bo przy natłoku informacji jest to dla większości niemożliwe ze względu na czas, tylko wybierają.
Ja wierzę temu a ty temu – i tak to działa.
Tu naprawdę potrzebni specjaliści od ludzkiego umysłu.
@j.Luk:
trzeba mówić swoje i trzeba mieć to swoje przygotowane. Upomniałem się o to ostatnie. Upomniałem się wielokrotnie. Przygotowane to znaczy prawdziwe i wyprane ze zbędnych ozdobników. Przykładem negatywnym był Raport Gęgaczy. Prawdziwy, za gruby, i ukazał się o dwa lata za późno. Inicjatywa potrzebna, ale bez wpływu na rzeczywistość, bo spóźniona. Przekaz powinien być krótki, treściwy, przygotowany szybko, i ogłoszony o czasie. Jeśli idzie o szczegóły, to są specjaliści i firmy, do których się można zwrócić. Trzeba im zapłacić za usługi. Polityka nie rożni się od reklamy i marketingu. Za reklamę i marketing się płaci. Tutaj powinno być podobnie. Liczy się profesjonalizm. Profesjonalizm oznacza wynagrodzenie.
.
Natomiast poza i ponad tymi szczegółami powinna być uczciwość przekazu i jakość kadr. Nawet przy najuczciwszych kadrach i najprawdziwszym przekazie znajdzie się ktoś, kto się przyczepi. Sir Jarek przykładem. On „tylko pyta”, choć powinno być jasne nawet dla mało rozgarniętego osobnika, ze KOD musi mieć etaty. Ten konkretny osobnik nie jest nierozgarnięty, ale co mu szkodzi zasiać drobne ziarenko zwątpienia. To się nazywa „walka polityczna”, choć ja mam dla czegoś takiego krótszą nazwę „podsrywanie”.
.
Jeśli idzie o Pana znajomą, to jedyną odpowiedzią jest asertywność. Poinformować i nie wdawać się w dyskusje. Można przyprowadzić konia do rzeki, ale nie można mu kazać, żeby się napił. Jak nie ten, to jakiś inny koń się napije.
Biznesman ma wizje, potem planuje, potem przedstawia projekt i plan ewentualnym inwestorom, zdobywa poparcie dla projektu, organizuje zespól, a potem zarządza wykonaniem.
.
Romantyczny inteligent śni na jawie, a potem przeżywa wzlot, odlot, i porażkę. Jego dzieci powtarzają tę samą rolę. Pokolenia romantyków nie chcą zrozumieć, ze Pan Bóg jest po stronie lepiej zorganizowanych.
.
Czy Panowie Łoziński i Kijowski czytają te dyskusje? Czy myślą, co mogliby zrobić lepiej?
.
Czy ktoś jeszcze pamięta, czego chciał i co osiągnął ruch Occupy Wall Street? No właśnie.
Mózg działa tak: system 1 odpowiada sobie natychmiast na wszystkie proste pytania aby wyjaśnić rzeczywistość otaczającą. Gdy pojawia się trudne, włącza się energochłonny system 2, który pracuje aż odpowie. Jeśli nie potrafi, system 1 zadaje mu łatwiejsze pytanie. n.p. Co cię to obchodzi? System 2 odpowiada.: Nic.
To tak w skrócie.
Autor opisał diagnozę dość jednoznaczną i przekonywującą. Zadał nuejako pytanie systemowi 2. Dyskuranci niestety podsuwają sobie łatwiejsze pytanie. Wciąż poruszamy się w sferze inteligencji i jej odbioru rzeczywistości. Skupmy się na pytaniu autora: co dać ludziom prostym? Odpowiedź jest w tekście: Nadzieję!
I tu zadanie dla filizofów i polityków: co ma być treścią tej nadziei, prawdziwej nadziei. Proszę nie zadawajmy już sobie łatwiejszego pytania. Do roboty wizjonerzy!
@Mariusz Malinowski znalazł odpowiedz. Niestety, przeciwnicy wpadli na to wcześniej. Jaką nadzieję daje Kościół? Odpowiedz: Nadzieję na życie wieczne, za które należy słono zapłacić Kościołowi tu i teraz. Zapłacony towar dostarczy kto inny później. (Genialne.) Jaką nadzieję daje PiS? Odpowiedz: Piencset złotych; krócej pracować a potem się byczyć; każdy, komu się powiodło dostanie w zęby; my Polacy pogonimy na Litwie, Ukrainie, i w Brukseli. A jak komu się nie podoba, to my mu. Proste i genialne. Jak z czymś takim walczyć?
.
Ale pomijając złośliwości, to rzeczywiście można potraktować politykę czysto instrumentalnie. My im nadzieję, a oni nam glos. A jaka to ma być nadzieja? Tę wyprodukuje spin doktor. Tak postępowało PO i tak zdaje się myśli Grzegorz Schetyna. Ale j.Luk napisał, ze to się właśnie skończyło. Wiec może jednak nie nadzieję, tylko uczciwość?
@narciarz2 „jedyną odpowiedzią jest asertywność.”, wiem, ale czasem bywa to trudne. Co do pytania zadanego przez Sir Jarka to mnie ono nie dziwi, wręcz przeciwnie. Na takie pytania trzeba być przygotowanym bo one padać będą. I w tych odpowiedziach na razie też przegrywamy unosząc się „honorem” czy lekceważąc pytającego. To błąd.
Podam panu jeszcze inny przykład. Kiedyś pokazałem grupie słuchaczy ulotkę z domowego archiwum, drukowaną w czasie strajku w ’80 roku ze składem zespołu ekspertów, którzy doradzali MKS. Nie było tam nazwiska Lecha Kaczyńskiego. Wniosek dość oczywisty – nie był ekspertem MKS co usiłuje dziś wmówić nam jego brat.
I ni z tego ni z owego odzywa się miła pani: – A niech pan pokaże tę drugą, gdzie jest pełny skład!
Wybrnąłem z tego posługując się zasadą metodologii stosowanej w nauce. Stwierdziłem, że nie ma żadnej „drugiej ulotki”, a jeśli pani twierdzi, że takowa jest to ona jest zobowiązana do udokumentowania tego faktu, a nie ja.
Dyskusja się skończyła, ale chyba i tak jej nie przekonałem. Nie ten koń.
Dla podkreślenia cytuję to, co uważam za najważniejsze w wypowiedziach Narciarz i MM
„N: trzeba mówić swoje i trzeba mieć to swoje przygotowane. …
Przygotowane to znaczy prawdziwe i wyprane ze zbędnych ozdobników. [argumenty, krótko, test wizytówki, nie uczą nas tego]
… są specjaliści i firmy, do których się można zwrócić. Trzeba im zapłacić za usługi. Polityka nie rożni się od reklamy i marketingu. [ponownie polecam „Wojujący marketing”]
Natomiast poza i ponad tymi szczegółami powinna być uczciwość przekazu i jakość kadr. [a jest pokrętność i półprawdy, niezdolność do samokrytyki i samooceny]
[rozmówców] informować i nie wdawać się w dyskusje. Można przyprowadzić konia do rzeki, ale nie można mu kazać, żeby się napił. Jak nie ten, to jakiś inny koń się napije.
Biznesman ma wizje, potem planuje, potem przedstawia projekt i plan ewentualnym inwestorom, zdobywa poparcie dla projektu, organizuje zespól, a potem zarządza wykonaniem. [a potem robi ewaluację, koryguje plan, wdraża po poprawkach, robi ewaluację …]
Romantyczny inteligent śni na jawie, a potem przżywa wzlot, odlot, i porażkę. Jego dzieci powtarzają tę samą rolę. Pokolenia romantyków nie chcą zrozumieć, ze Pan Bóg jest po stronie lepiej zorganizowanych. [niestety PiS to też romantycy, dlatego będzie porażka, potem pomniki]
MM: Mózg działa tak: system 1 odpowiada sobie natychmiast na wszystkie proste pytania aby wyjaśnić rzeczywistość otaczającą. Gdy pojawia się trudne, włącza się energochłonny system 2, który pracuje aż odpowie. Jeśli nie potrafi, system 1 zadaje mu łatwiejsze pytanie. n.p. Co cię to obchodzi? System 2 odpowiada.: Nic.
Skupmy się na pytaniu autora: co dać ludziom prostym? Odpowiedź jest w tekście: Nadzieję!
N: A jaka to ma być nadzieja? Tę wyprodukuje spin doktor. Tak postępowało PO i tak zdaje się myśli Grzegorz Schetyna. Ale j.Luk napisał, ze to się właśnie skończyło. Więc może jednak nie nadzieję, tylko uczciwość?”
I będzie rewolucyjka…?
Z sieci..
quote;
Przerabianie gówna na brąz i brązu w gówno było procesem bezkarnym, dopóki fabryka i produkty nie weszły do Internetu, czyli do ludzi. Lepsze towarzystwo nieustannie zapomina o Internecie albo ciągle żyje w przekonaniu, że to taka telewizja tylko komputerowa. Nic z tych rzeczy, to nie telewizja, to szkoła, podwórko, osiedle, hipermarket – życie, brutalnie, ale sprawiedliwie oddzielające jakość od tandety.
Uczciwość, to niestety nasz słaby punkt. Lubimy przymykać oko, umywać ręce i wszystko „załatwiać”, kochamy układziki. A teraz jeszcze tracimy nadzieję.
Jaka może/powinna być wizja dająca nadzieję wszystkim (tylko taka będzie uczciwa)?
Nikt w pojedynkę tego nie wymyśli. Uważam, że KOD, ale nie tylko KOD powinien posłużyć się techniką „burzy mózgów”. Wybrane rozwiązania powinny być poddane analizie SWOT. Marketing i PR posiadają narzędzia, ale my nie mamy odpowiednich środków finansowych by skorzystać z najlepszych ludzi. Musimy znaleźć inną drogę. I nie jest nią formalizowanie KODu. KOD to dla większości uczestników marszów to pospolite ruszenie (tak mi się wydaje).
Fundamentem wizji powinna być chęć zaspokojenia ludzkich potrzeb. Ludzie tylko pozornie poszli za kiełbasą. Większość ma zaspokojone elementarne potrzeby, a PiS pozyskało ich kłamstwem i przekupstwem.
Ludzie czują się niepotrzebni, pozbawieni wpływu.
Przez ostatnie 25 lat wielu ludzi awansowało społecznie, ale zostali odrzuceni. Ci ludzie mogli się kształcić krócej, taniej i w zawodach potrzebnych na rynku, ale przekonano ich, żeby studiowali. Studiowali i zostali z gołymi rękami. Przybywa uczelni i kierunków, uciekamy z rynku, robimy doktoraty i habilitacje i bezrefleksyjnie wypluwamy na rynek strumienie „wybrakowanych części”. Nie ma dla nich pracy, nikt ich nie potrzebuje. Mamiono ich, tylko po to, żeby uczelnie miały studentów, żeby wykładowcy mieli etaty, żeby poprawić wskaźniki studiujących i obniżyć bezrobocie. A nie po to, żeby wykształcić potrzebnych na rynku kompetentnych pracowników.
Poświęcili dużo, żeby wykształcić swoje dzieci (miały mieć lepszą przyszłość), a mają pracę na kasie w supermarkecie, albo na zmywaku w GB i pogardę.
Jeśli znajdziemy sposób by wykorzystać potencjał tych nowych elit, oni zawalczą o siebie. To oni powinni być adresatami naszej (poszukiwanej) wizji. Nie przebijemy PiSu kolejnymi plusami dla proletariuszy. Możemy pokazać nowej inteligencji (pierwsze pokolenie), że choć studiując poświęciła wiele, stawiając na PiS straci więcej. PiS przygotowuje dla nich wojenkę, na której stracą nie tylko czas i pieniądze, ale swoje zdrowie, młode życie i cały dorobek pokolenia swoich rodziców.
Jakoś by to trzeba ująć w słowa, dopracować i pozycjonować. Może się mylę, ale wydaje mi się, że to jedyny argument, jaki w obecnej sytuacji jest do wykorzystania.
KONTEKSTY2016-08-22…Uczciwość, to niestety nasz słaby punkt. Lubimy przymykać oko, umywać ręce i wszystko „załatwiać”, kochamy układziki. A teraz jeszcze tracimy nadzieję.
Niech Pani pisze w liczbie pojedynczej…. – nie wszyscy jesteśmy jak Pani.
@sir Jarek
„źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz ” – to chyba o Panu – jest kompatybilne ze sposobem w jaki Pan zabiera głos.
Można mieć inne/własne zdanie. Szanuję osoby, które potrafią walczyć o swoje racje. Jeden warunek – te osoby muszą być otwarte na racje innych. Muszą ważyć racje. Pan racje warzy. Mała, wielka różnica.
A już sądziłem, że insynuacje to domena Kaczyńskiego. Jak to nas – zwykłych ludzi – rzeczywistość ze snu budzi.
Zgadzam się w pełni z panem Jerzym – nic nie pobudza skuteczniej od pieniędzy. Za około ćwierć wieku, gdy zestarzeją się dzisiejsi 30-latkowie, będziemy mieli awanturę związaną z emeryturami.
Jednak do tego czasu nie lekceważyłbym ideologii. Społeczeństwo w kryzysie jest wyjątkowo podatne na zgubne inspiracje. Gdy brakuje nadziei na szybką poprawę bytu, ludzie szukają czegoś w zamian, co nakarmiłoby ich poczucie niesprawiedliwości (psychologiczna sublimacja). Dzieją się wtedy paskudne rzeczy…
Zapytajmy siebie: czy naprawdę chcielibyśmy rewolucji? Moja odpowiedź brzmi: nie.
Po lekturze artykułu i dyskusji dochodzę do wniosku, że mamy do czynienia z inną sytuacją. Spodziewanie się rewolucji w znanej nam z historii formie przypomina generałów bezradnych wobec nowej formy wojny, gdy tymczasem spodziewali się oni wojny w jej poprzednim wcieleniu.
Moja intuicja (bo nie mam na to żadnych twardych danych) podpowiada, że rewolucja o której pisze Autor odbywa się codziennie i to wcale nie od 25.10.2015 r. ale co najmniej od kilku lat wcześniej. Wyborcy poszukują od szeregu lat sposobu zmiany status quo w polskiej i nie tylko polskiej polityce. Słowo wyborcy oznacza w tym rozumieniu tych, którzy w ogóle myślą o polityce, wspólnocie, celach społecznych, etc. i dokonują (owi wyborcy) politycznych wyborów, głosując za każdym razem na kogoś innego. To ta część wyborców przesądza o wynikach wyborów.
Naturalnie ci wyborcy nie są jednorodną grupą społeczną i nie mają takich samych celów. Są wśród nich (nas?) zwolennicy różnych kierunków rozwoju – od demokracji do dyktatury i od lewa do prawa. Wspólnym mianownikiem tej części wyborców jest pojecie „zmiany”. Dla każdej części tej grupy oznacza ono co innego.
Nie wdając się w głębszą analizę zjawiska co do którego mam wyłącznie intuicję uważam, że aktualny etap zmiany (czyli rządy PiS) prowadzi do weryfikacji skutków zmiany w stronę autokracji prawicowej w hasłach ideologicznych i populistycznej w polityce społecznej. To bardzo ważna i potrzebna forma doświadczenia społecznego. Gdyby nie było JK i całej tej formacji to należałoby ich wymyślić. Każda z części grupy wyborców, o których wspomniałem wyciągnie z tej lekcji własne wnioski. Dla mnie ważnym doświadczeniem jest obraz instytucjonalny państwa polskiego. Zarówno na poziomie władz centralnych jak i samorządowych. Opór jaki instytucje stawiają pseudo rewolucjonistom populistycznym jest wyznacznikiem osiągnięć w budowie państwa polskiego. Jednocześnie lekkość z jaką niszczone są różne fragmenty państwa prawa pokazuje co w tej konstrukcji będzie musiało być zmienione, naprawione bądź wywrócone do góry nogami. Najważniejsze jak na to zareaguje gospodarka, bo zdaje się to wcale nie jest przesądzone.
Dla tej grupy wyborców do której zaliczam także sam siebie to pytania najważniejsze. Gdyby nie PiS to fatalna praktyka poprzedniej koalicji zamiatania wielu problemów społecznych pod dywan prędzej czy później doprowadziłaby do jakiejś populistycznej zmiany. Im później tym ta zmiana byłaby gorsza. A tak przynajmniej zostaliśmy zmuszeni do myślenia i działania aby nie dać się hunom. Zgadzam się z Autorem co do poczucia naszej wspólnej bezradności wobec autorytaryzmu populistów. Jednak żadna bezradność nie musi być długotrwała. Społeczeństwa współczesne rozwijają się szybciej, a zatem także szybciej się uczą.
Głos @Magoga uświadomił mi, że skutki tej nieustającej zmiany rewolucyjnej własnie dają się jakoś odnaleźć w internecie, choć pewnie trzeba wędkę zarzucać na oceanie informacji. Być może dlatego tak trudno dowiedzieć się na czym ona polega.
Z ciekawości warto odnotować, że według publikowanych badań już ok. 70% wyborców uważa publikację wszystkich wyroków TK za niezbędną. Załamywanie rąk podobnie jak odruchy triumfalizmu są zdecydowanie przedwczesne.
Polska , zawsze czekala na jakis cud, ze ktos za nia odrobi lekcje historii.a tu guzik z petelka 🙂
moze wrescie stworzymy spoleczetswo obywatlskie, ktore potrafi zyc szanujac sie na wzajem, tolerancyjne , otwarte…
to wowczas zaden polityk nie bedzie nami miatal i robil w konia.
amen
Jest jeszcze jeden „drobiazg”. Kiedy już znajdziemy „produkt” najlepszy z możliwych, tchnący prawdą, uczciwością, sprawiedliwością – no samo złoto, to kto nam zaręczy, że będzie on tym czego chce „klient”? A jeśli on będzie chciał czegoś innego, to co wtedy? Będziemy umieli się z tym pogodzić?
kto nam zaręczy
Nikt nie zaręczy. Trzeba próbować.
.
Widać, ze Pan jest profesorem. Potrzebni są biznesmani. Tacy, którzy próbują, uczą się na bledach, idą swoją drogą, i na żadnym zakręcie nie skręcają w stronę złodziejstwa. Nawet, jeśli kusi zyskami w rodzaju rozkradania Warszawy. Ja myślę, ze takich biznesmanów jest więcej, niż Pan myśli.
.
Jest takie hasło, które mi się osobiście bardzo podoba. Just say no. Bez żadnych uzasadnień, bo uzasadnienia nie są do niczego potrzebne. Uzasadnienia to oznaka słabości. Owszem, można tłumaczyć „dlaczego”. Ale nie ma potrzeby uzasadniać, przekonywać, ani prosić o pozwolenie.
Wszystko rozstrzygnie się jesienią. Od września do listopada PiS musi zrobić to co zamierzał, inaczej i dla niego będzie za późno.
Dlaczego do listopada, a nie do grudnia albo do następnego kwietnia?
Takie tam zgadywanie. Im dalej w czasie tym bardziej ludzie zaczną się orientować, że dobra zmiana jednak nie do końca jest dla nich dobra i odczuwać to w portfelu. Właściciele „małych rodzinnych sklepów”, o które obiecali się tak troszczyć już się skarżą, że czekają ich wydatki, bo wymyślono (w celach wymuszenia uczciwości ponoć) nowe kasy fiskalne. To kosztuje. Wiele takich przykładów widać coraz częściej. Grudzień nie jest dobrym miesiącem na ostre działania, ludzie stają się wrażliwi i mają spore wydatki.
A lawirować dobra zmiana potrafi jak mało kto. Dlatego myślę, że już niedługo, po wakacjach czeka nas wysyp „inicjatyw” mających na celu wzięcie w twardą łapę tego czego jeszcze nie wzięto.
Obym się mylił.
Rzepliński do pierdla. To będzie widowisko.
Po przeczytaniu znakomitego eseju profesora J. Ł i 40 komentarzy autorstwa elity komentatorów Studia Opinii ogarneło mnie straszliwe przerażenie na samą myśl co by stało sie z Polską gdyby teraz i dzisiaj, nagle cała elita kaczynskich, ziobrów macierewiczów i glinskich, zielinskich, błaszczaków itp wyparowała w niebyt, lub osiedliła sie na Antarktydzie, po jednoczesnej dymisji i przejsciu na emeryture.
Co my byśmy zrobili gdyby do władzy dorwała sie ta beznadziejna, całkowicie skompromitowana ideologicznie i decyzyjnie PO, pozbawiona jakiegokolwiek programu , nawet ultra prawicowego pod wodza charyzmatycznego inaczej Schetyny, ultraneoliberalna gospodarczo i społecznie Nowoczesna, zanarchizowane do ostatnich granic absolutnie niekompetentne we wszystkich dziedzinach, świry od Kukiza i istniejaca wirtualnie lewica . Ile lat zajeło by nam odbudowanie jakiegoś NORMALNEGO PANSTWA nawet gdyby wszyscy pełni dobrej woli członkowie KODU zabrali się do pracy od podstaw i odparli atak narodowców pod wodzą ksiedza Międlara ?
panie Kolarz, ujal to pan bardzo barwnie i konkretnie, bo malpa jak to malpa cos powie cos napisze, dostanie lajka albo ja wogle zminusuja, bo nie po lini mysli ” narodoewej”, a tu prosze Kolarz uderza w stol ( na razie rating 0 🙂 )
niestety czysta prawda, ktorej NIKT nie chce spojrzec w oczy. I to trwa nie od dzisiaj, ale od samego poczatku transformacji, omijanie wszelakich tematow, problemow nie zrecznych, nie wygodnych nie po lini „narodowej'” czy partyjnej… No to mam co mamy.
dla przykladu prof. Obirek w KP dal wywiad. Swietny, mozna sie z nim zgadzac albo nie , ale pytam sie dlaczego w polsce nie ma ZADNYCH w mediach dyskucji polemik, ba debat z osobami co maja cos do powiedzenia a nie z politykami ktorzy leca do kamer jak muchy do..
a wiec co sie dziwic? jesli mamy tylko kukielki polityczne i seriale ,ktore draza problemy ludzi z Marsa..
Cholera, po komentarzu @Kolarza straciłem okazję do dostania się do elity komentatorów SO.
@narciarz2, no tego to akurat nie zrobią. Raz, że tego nie da się w żaden sposób uargumentować prawnie (czytaj: stworzyć pozorów), a dwa że jest to raczej chwyt marketingowy mający na celu stworzenie wizerunku Rzeplińskiemu (przyprawienie gęby) jako „osobie podejrzanej”. Plus wewnątrzpartyjna rozgrywka, o której pisze Passent.
ba, moge wziac sie za Rzeplinskiego jak mu sie skonczy kadencja, beda go przeciagac przez rozne sady.. jesli takie znajda, ale kanalie zawsze istnieja.
Oczywiście chwała prof. Rzeplińskiemu, że stawia się Kaczyńskiemu, ale wróg mojego wroga niekoniecznie jest moim przyjacielem. Ideałem Rzeplińskiego jest raczej teokracja niż demokracja liberalna.
Tekst ciekawy, ale rewolucji nie potrzebujemy. Właśnie toczy się kontrrewolucja i moim zdaniem nie będzie udana z kilku powodów:
-Socjotechnika władz jest groteskowa, w Polsce nie ma tak silnej nienawiści do wszystkiego po 89r, jak sugerują rządzący,
-Kraj nie składa się z samych pokrzywdzonych, są miliony ludzi, którzy mogą wiele stracić na tzw. „dobrej zmianie”. W PRL nikt nic nie miał, było łatwiej wmówić ludziom, że żyją z łaski rządu,
– PiS mimo kolosalnego rozdawnictwa nie powiększył stanu posiadania – nadal ma koło 35% poparcia a jego monowładza jest efektem arytmetyki wyborczej. 65% czynnych wyborców nie chce tej formacji,
– Do rozdania już nic nie ma, zacznie się zabieranie i szukanie kozła ofiernego. To rozjuszy przeciwników a słupków nie zwiększy,
– Wyborcze zwycięstwa przebiegały przy 99% poparciu Kościoła, który tolerował bezczelne kłamstwa i poniewierał przeciwników PiS – utrata tego poparcia oznaczać będzie upadek formacji. Czy KK będzie dla prezesa schodził do malejącej niszy?
– Nieuchronnej degrengoladzie ekonomicznej towarzyszą bezsensowne kłamliwe i wulgarne ataki na każdego, kto nie z PiS. W moim środowisku zmiana nastrojów jest dramatyczna – zmiana postawy z „może mają trochę racji” poprzez „przeczekajmy ten amok” na „postawimy ich przed sądem” zajęła kilka miesięcy i jest raczej nieodwracalna.
Trochę o KOD, do którego należę: ostatnie zmiany pokazują, że warstwa wspólnej aktywności obywateli jest zbyt cienka, żeby powstrzymać wrogo nastawionych fanatyków i ich propagandę.
Zapisałem się do KOD w proteście przeciw łamaniu prawa i konstytucji przez rządzących, ale mam nadzieję, że lokalne grupy pomogą przy kontroli rządzących w przyszłości (bo po PiS mogą przyjść gorsi), zwiększą też realny wpływ ludzi na to, co się wydarza i pomogą w przekazywaniu rzetelnych informacji do społeczności. Jest to aktywność obywatelska a nie walka o wladzę.