Są przynajmniej dwa sposoby postrzegania społecznej rzeczywistości, tego co dzieje się wokół nas (a dzieje się wyjątkowo dużo i szybko)
Pierwszy to rejestrowanie każdego wydarzenia, każdej „dobrej zmiany”, każdego wystąpienia głównych aktorów polskiej sceny politycznej. Daje to poczucie „bycia na bieżąco”, bycia dobrze zorientowanym w skomplikowanej materii jaką jest bieżąca polityka.
Częstym tego efektem jest jednak zagubienie, w natłoku wydarzeń i różnych opinii im towarzyszących łatwo się zagubić, stracić możliwość syntezy i zrozumienia do czego te zmiany prowadzą, jakie mogą być ich dalekosiężne skutki.
Drugi sposób to szukanie wspólnego mianownika do różnych decyzji i działań władzy. To znacznie trudniejszy sposób analizowania politycznej sceny, i działań wszystkich aktorów na niej występujących. Sądzę jednak, że bez prób syntezy nie da się zrozumieć społecznej rzeczywistości.
Tyle wstępu a teraz do rzeczy
Spośród wielu publicystycznych (ale nie tylko) prób nazwania tego co stało się ostatnio w Polsce – najdalej idące to te, które mówią wprost, że mamy do czynienia z rewolucją w wykonaniu partii jednego człowieka, który po długim okresie pozostawania w opozycji, po przegraniu wielu kolejnych wyborów, parlamentarnych, samorządowych, europejskich jesienią roku ubiegłego wygrał wszystko co było do wygrania, jego partia samodzielnie rządzi w oparciu większość parlamentarną. Nieznaczną bo nieznaczną, ale wystarczającą do przeprowadzania w ekspresowym tempie, często w nocy, bez wymaganych w demokratycznej procedurze konsultacji ustaw, bez „vacatio legis” i przy sprzeciwie organu konstytucyjnego jakim jest Trybunał Konstytucyjny.
Większość działań rządu Prawa i Sprawiedliwości da się zrozumieć jedynie wtedy, gdy stanie się na gruncie logiki rewolucyjnej, tylko zapał rewolucyjny, rewolucyjny ogień w oczach funkcjonariuszy obecnej władzy tłumaczy te szaleństwa i zwykłą głupotę wielu decyzji zmieniających stan zastany.
Pamiętam, ze już w 2011 roku Stefan Bratkowski formułował publicystyczną tezę o tworzeniu klimatu dla faszyzmu w Polsce. Był to czas pierwszych marszów narodowców, czas smoleńskich „miesięcznic”. Dla redaktora Stefana znakiem szczególnym było organizowanie nocnych marszy z pochodniami, pojawienie się w retoryce wiecowej hasła „obudź się Polsko”
Lider smoleńskiego ugrupowania wprost nawiązywał do hitlerowskiego teoretyka państwa i prawa Carla Schmidta, przyjmował strategię rządzenia przez konflikt, stan „rozedrgania” jako pożądany z punktu tego kto ma władzę, tak było…
Jesteśmy w 2016 roku, minęło pięć lat. No to jak nazwać politykę ekipy rządzącej Polską?
Mam przed sobą nieduży (6 stron) artykuł dwóch polskich naukowców Krzysztofa Jaskułowskiego i Jarosława Kiliasa o znamiennym tytule „Polityka nacjonalistycznej rewolucji”.
Artykuł jest poważną analizą polskiej rzeczywistości politycznej, tu i teraz. Głowna teza artykułu to budowa przez Prawo i Sprawiedliwość państwa podporządkowanego ideologii nacjonalistycznej. Sprzyjała temu formułowana nie tylko przez PiS teza o wyczerpaniu swoich możliwości przez III RP i potrzeba budowy IV RP.
Jakie są cele tej narodowej rewolucji? Autorzy przywołują idee wywodzącą się jeszcze z niemieckiego romantyzmu, idee państwa jako emanacji pojmowanego w kategoriach kulturowych narodu, państwa jako wyrazu jego tożsamości, instytucjonalny kościec i pancerz chroniący naród przed szkodliwymi wpływami z zewnątrz.
Jaskułowski i Kilias prowadzą precyzyjny wywód ukazujący genezę idei narodowej tożsamości jako cechy trwałej i głęboko zakorzenionej w duszy narodu, postrzegają też głęboki paradoks tkwiący w tej koncepcji wywodzącej się z myśli Johanna Gottlieba Fichtego. Paradoks ten to wewnętrzna sprzeczność pomiędzy niezmienną tożsamością narodową ludu i brakiem świadomości tego faktu wśród tych, którzy ten lud stanowią. Stąd potrzeba stałego ich przymuszania do trwania w tej tożsamości siłą lub poprzez oświatę.
Naród postrzegany jest jako etniczna homogeniczna całość realizująca swoje egoistyczne cele kosztem innych.
Przyjęcie takiej tezy pozwala autorom na bardzo precyzyjne przeanalizowanie wszystkich decyzji i działań rządu i parlamentarnej większości. W działaniach tych nie ma przypadku, jest realizacja spójnej koncepcji budowy nowego państwa i budowa nowego człowieka przez zreformowany system oświaty, przez przekaz medialny mediów narodowych, przez narodową kulturę i sztukę. To całościowa wizja jednego człowieka który mówił o tym od lat, tu nie ma zaskoczenia.
Nie ma tu miejsca na pełne zreferowanie pracy Krzysztofa Jaskułowskiego i Jarosława Kiliana, to, że zdecydowałem się na jej przywołanie wiąże się z faktem trudności z jej publikacją. Jak dotąd, żadna redakcja nie zdecydowała się na publikację tego tekstu, tekstu który pozwala na syntezę, na zrozumienie bieżących wydarzeń („Studio” się zdecydowało bez problemu: tu jest ten świetny artykuł).
W bieżącym „zapiekleniu” w polskiej polityce dominuje spór o aborcję, o prawa kobiet, o możliwość wyboru w sytuacjach trudnych związanych z uszkodzeniem płodu.
Tak naprawdę to jest spór o to – kto lub co – ma stanowić prawo, wiara czy wiedza, państwo czy kościół, Sejm czy Episkopat polskiego kościoła katolickiego.
Ten spór cofa nas w czasy w których wiedza była podporządkowana religii, a życie codzienne regulowały gusła i zabobony.
Ten spór to test, jego rozstrzygnięcie powie wiele o stopniu zaślepienia ekipy rządzącej…
Chciałbym odnotować jeszcze jeden „kwiatek” z około-pisowskiej łączki. Myślę tu o wygłoszonym publicznie stanowisku centrali związku zawodowego NSZZ „Solidarność” na temat procedowanej ustawy o handlu w niedzielę. Można było sądzić, że związek zawodowy będzie zajmował stanowisko; zakaz handlu w niedzielę może być wartością na tak ale i na nie z punktu widzenia pracowników zatrudnionych w handlu, ale i innych pracowników występujących w roli konsumenta i klienta. To by było zrozumiale dla widzenia sprawy zakazu przez centralę związku zawodowego.
Oświadczenie jednak było inne. Związek zawodowy „Solidarność” ustami swego ważnego przedstawiciela stwierdził, ze popiera zakaz handlu w niedzielę bo… niedziela jest dla Boga i rodziny.
Związek zawodowy walczy o interes Boga? Czy jest gdzieś kres tego szaleństwa?
Zbigniew Szczypiński, Gdańsk



Z artykułem KJ i JK nie zgadzam się fundamentalnie. Wszystko co robi PiS służy „nachapaniu się”, a dorabianie do tego jakiejś ideologii tylko zaciemnia sprawę.
Z artykułem KJ i JK zgadzam się fundamentalnie. Naturalnie, że „misiewiczom” chodzi także o nachapanie się, „ziemkiewiczom” o brylowanie w telewizji, a „kaczyńskim” o władzę – nawet bez nachapania i brylowania. Nie zmienia to jednak faktu, że aby nachapać się, brylować i mieć władzę – wybrali głoszenie właśnie takiej – nacjonalistyczno-katolickiej – a nie innej ideologii. Bowiem słusznie założyli, że ta ideologia tkwi mocno w naszym społeczeństwie i warto ją „twórczo rozwijać”, bo przyniesie im władzę. Przypuszczam, że nie wszyscy ci „misiewicze”, „ziemkiewicze” i „kaczyńscy” to tylko cynicy. Wielu z nich wierzy w to, co sami głoszą. A już na pewno wierzą w narodowy katolicyzm setki tysięcy wyborców PiS-u, którzy nigdy nie nachapią się i nie będą brylować. Zbiór pojęć i symboli narodowego katolicyzmu, jego wizja historii i kultury w swej prostocie przypominają konstrukcję cepa, łatwą do przyswojenia, wygodną i swojską. Jednocześnie w sferze, hm…, duchowej narodowy katolicyzm daje dreszczyk biblijnej metafizyki (kazania tego pana o jeszcze nieokreślonym statusie ontologicznym: Międlara) i poczucie łączności z duchami przodków (wykopki „wyklętych” i „nikczemny rytuał pogrzebów”). O popularności PiS-u nie decydują tylko pieniądze.
Polecam tekst Marii Janion:
http://www.kongreskultury2016.pl/wp-content/uploads/2016/08/prof-kongres-kultury-6-7-pa%C5%BAdziernika-2016.pdf#page=2&zoom=110,-101,738
Przykro mi bardzo,, ze dał się Pan nabrac bredniom Dudy o Bogu i wypoczynku na łonie rodziny. Solidarnośc ze swoim prezesem to zbiór wyjatkowych ignorantów, ale to nie oni sa odpowiedzialnymi za walkę z hipermarketami i dyskontami, bo o to naprawdę chodzi. „Bitwa z Zagranicznym Handlem” jest typowym nacjonalistycznym hasłem całego tego reżymu. Popierają je publicznie skrajnie niekompetentni decydenci : Jarosław K, Paweł Szałamacha autor skompromitowanego podatku antysklepowego i Mateusz Morawiecki geniusz od gospodarki slajdami oraz wszyscy działacze najwyższego szczebla PIS. Ciekawe jest to, że z jednej strony Morawiecki lansuje współpracę z potężnymi kanadyjskimi korporacjami, które mogą zniszczyć polskie rolnictwo w ramach CETA , a z drugiej popiera wolne niedziele, czyli najbardziej idiotyczny i antyrozwojowy projekt gospodarczy na jaki można było się w Polsce zdobyć. Wolne niedziele to 52 wolne dni rocznie dla około 350 tysiecy pracowników handlu wielkopowierzchniowego i jednocześnie problemy z pogorszeniem wygodnych zakupów dla 35 milionów polskich konsumentów. Oczywiście także utrata pracy i dochodów dla 14 procent handlowców i kilkuset tysiecy innych pracowników zatrudnionych w całym sektorze , zaczynając od logistyki poprzez produkcje i całe zatrudnienie wtórne, pracujące na potrzeby najnowocześniejszych rodzajów handlu które wprowadziły do Polski właśnie firmy zagraniczne. Myślę że trzeba tu zacytować klasyka polskiej satyry w PRL u : „Gdybym nie wiedział że to głupota, pomyślałbym że prowokacja”.
Mam poważne wątpliwości, czy politykę PiS, czyli politykę prowadzoną przez jednego osobnika, „szeregowego posła”, można rozpatrywać w kategoriach logiki i wiedzy o polityce. Raczej bym ocenę tej polityki, ocenę „wizji jednego człowieka” i jej wdrażania przekazał fachowcom w białych kitlach.