Posłowie – funkcjonariusze Prawa i Sprawiedliwości wypełniając wolę Partii, czyli jej prezesa/ genseka Jarosława Kaczyńskiego, złożyli 26 października w lasce marszałkowskiej projekt kolejnej ustawy, mającej w jawny sposób sparaliżować i w gruncie rzeczy zniszczyć Trybunał Konstytucyjny w dotychczasowym jego kształcie.
Burzy ona dotychczasową strukturę organizacyjną Trybunału, likwiduje zaplecze organizacyjne i merytoryczne TK i w jego miejsce powołuje nowe, wymyślone przez tzw. zespół ekspertów marszałka Kuchcińskiego.
Projekt drobiazgowo opisuje procedury, zależności wewnątrz tego sądu i nazwy stanowisk w nowej kancelarii o długiej nazwie, która ma zastąpić dotychczasowe Biuro TK (jego oświadczenia zawieszone na stronie internetowej TK boleśnie musiały dotknąć instygatorów Dobrej Zmiany Trybunale). Przypomina to znane każdemu dziecku zabawy w rysowanie map z wymyślonymi państwami na nieistniejących kontynentach.
Ten projekt nie jest jednak zabawą, jego wdrożenie spowoduje wieloletni zator w pracy Trybunału, który dotąd pracuje solidnie, o ile władza wykonawcza i legislatura z nim współpracują. O tej współpracy od roku można powiedzieć, że jest martwa. I że klimat wrogości do Trybunału zatruł wiele umysłów.
Szczególnie, że projekt wprowadza takie zmiany w sposobie powoływania nowego prezesa, iż już można przewidzieć, kto nim zostanie. Media to bez trudu ustaliły (np. gazeta.pl chyba słusznie stwierdza, że będzie to Julia Przyłębska).
Pomysłodawca (-y) nowej ustawy wie doskonale, że tego projektu Trybunał nie zdąży w tym roku rozpatrzyć. A w każdym razie na to liczy. Sądzi bowiem, że zakończenie kadencji dotychczasowego prezesa Trybunału załatwi mu wszystkie sprawy. I że woli Partii i jej genseka nie przeciwstawi się już nikt, zaś nowy/a prezes Trybunału Konstytucyjnego przyklepie nawet najgorsze prawnicze buble, które mają wzmocnić obecną władzę, a może nawet uczynić ją wieczną.
No cóż, może unieszkodliwiony Trybunał rzeczywiście będzie orzekał (lub umarzał) zgodnie z oczekiwaniem tzw. suwerena.
Pozostaje jednak czarna energia, której i prezes Partii, i jego lokaje i nie rozumieją, i jej się boją – energia społeczna, która nie da się opanować. Chyba że przez wojska Obrony Terytorialnej. Nawiasem mówiąc, powołanie tej formacji i wyjęcie jej z formalnych struktur armii mogłoby być kwestionowane. Przez dotychczasowy Trybunał Konstytucyjny. Czy sąd odwojowany przez PiS będzie chciał się zajmować partyjnym wojskiem, upoważnionym do – cytuję za internetową stroną MON – ochrony „społeczności lokalnych przed skutkami destabilizacji i dezinformacji” – pozostaje pytaniem otwartym.
Odpowiedź pewnie poznamy w nieodległej przyszłości, o ile nie zostaniemy skutecznie ochronieni przed dezinformacją. Wtedy pozostanie nam tylko zabawa w rysowanie, która pomaga zachować równowagę, czyli stabilizację.
Piotr Rachtan


