Przemysław Wiszniewski: Bardzo lubię, jak pan tak mlaska…

wisn016-10-29.

– Panie prezesie, lepię te pierogi i lepię, a pan nie zjada.
– Lep, powiatowa, każdy robi to, co najlepiej potrafi. Lep i nie drukuj!
– Ale pomyślałam sobie, że zagniotłam za dużo ciasta i mi zostało.
– Nie zawracaj mi głowy ciastem! Schowaj do lodówki, albo pokrój na kluski do rosołu.
– Do rosołu to się będzie trzeba rozbierać…
– Świntucho jedna! Co ty pleciesz?! Jeszcze nas Ordo Iuris usłyszy, nagra i wywlecze!
– Można by wykorzystać to ciasto, panie prezesie, dla dobra partii.
– Tak, a jak?!
– No, chociażby uszczelniając system podatkowy!
– Mhmm, ciekawe… Porozmawiaj z Mateuszem.
– Z tym Kijowskim z gorszego sortu?
– Kobieto, zlituj się!
– O, pan prezes popatrzy przez okno! On tam stoi i pana przedrzeźnia.
– Gdzie przedrzeźnia, jak?!
– Podsadzę pana do parapetu, to pan sobie wyjrzy. O, tam, po drugiej stronie Alej!
– Nie macaj mnie, kobieto, precz z rękami! Sam się wespnę!
– Stoi na drabince! To niebywały skandal! To godzi w polską rację stanu!
– Przestań się nimi interesować. Z Morawieckim się skontaktuj!
– Panie prezesie, ale Morawiecki zadziera nosa!
– Niech działa, a ty lep pierogi!
– On powiada, że się zakochał.
– W tobie?! Bardzo dobrze. Będziecie zgranym zespołem. Zanieś mu ciasto.
– Nie we mnie, ja mężatka przecież. W budżecie się zakochał. A pan, panie prezesie, w kim się pan zakochał, jeśli wolno spytać?
– Miarkuj się! Twój prezes jest wolny od takich obrzydliwości! Zamyślam, jak wykorzystać reprywatyzację z Warszawie, żeby ostatecznie pogrążyć Gronkiewiczową i sędziów, tych z Trybunału, ma się rozumieć!
– Pan jest genialnym strategiem. Może przyda się też moje ciasto? Upieczemy torty i będziemy w nich rzucać?
– Nie, wmówimy ludziom, że za reprywatyzacją stoją sędziowie!
– Szkoda, że nie ma Misiewicza, on by mi zjadł cały zapas ciasta, na surowo.
– Nie czas żałować róż! Nie ten, to inny przyjdzie! Zagniataj i lep.
– Panie prezesie, mam wszystko upaćkane w mące. Znam swoje miejsce i swoją rolę. Ale tych bab w czarnym to ja się najbardziej boję.
– Mamy obronę terytorialną, to sobie nawet z nimi poradzimy!
– Oj, nie wiem, one mają taką dzikość w oczach. U mnie w rodzinnym mieście, to był taki spokój…
– Nie zaznasz spokoju! Trzeba tych chłopców odbić z Madrytu. Oni tu zrobią wreszcie porządek! Nie ma co czekać na 11 listopada. Suweren musi zabrać głos na ulicy. Zawiodłem się na tobie i na Andrzeju. Czas ich wszystkich spacyfikować. I te czarne, i tych z KOD-u.
– A jedna z Nowoczesnej, ta w okularkach, powiedziała, że ludzie zapłacą “kaczorowe” w przyszłym roku, taki podatek. Tak się nie godzi śmiać z pańskiego szlachetnego nazwiska!
– Zapłacą mi za wszystko. Zapłacą! Kaczorowe! Niech będzie! Mam dość!
– To może pan wyjedzie do Krakowa. Tam organizują manifestację pod tym tytułem…
– Tak, pojadę! Święta racja, ja mam dość i oni mają dość. Wszyscy mają dość! Zamanifestuję z nimi, że mam dość!
– Ale, panie prezesie, oni pana mają dość! I mnie! I dobrej zmiany!
– To sam będę manifestował. Też mam dość. Człowiek się stara, chce jak najlepiej, ale nikt tego nie docenia! Daj no tych pierogów.
– Bardzo lubię, jak pan tak mlaska…
– Pojadę do Krakowa, w babskim przebraniu dla niepoznaki, a stamtąd przez Czechy zwieję do Wiktora! Tu jest taki bajzel, że aż się boję! Sprawy zaszły za daleko, czas się oddalić.
– A my, panie prezesie?!
– Guzik mnie to obchodzi Bądź dzielna! Czekaj dalszych rozkazów, pa!

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com