Obudzony przed rokiem z długiego, ponad ćwierćwiecznego snu suweren, który dzięki historycznemu wynikowi wyborów parlamentarnych wreszcie wstał z kolan i zaczął przymierzać się do zmiany wszystkiego, nagle potknął się o osobę prezesa Trybunału Konstytucyjnego i – prawdę mówiąc – rozkwasił sobie nos.
Bo niespodziewanie dowiedział się, że w kraju, którym przecież suwerennie włada, są ograniczniki, takie małe bezpieczniki, które uniemożliwiają mu wcielenie w życie swoich nawet najbardziej wstydliwie skrywanych dotąd pragnień.
Te pragnienia suweren niekiedy już odkrywał; pisząc swoje dokumenty programowe pokazywał, że w jego interesie nie jest stosowanie się do uzgodnionych przed laty i honorowanych przez kolejne rządy i parlamenty ram konstytucyjnych, tylko zanegowanie ich i przewrócenie gwoli budowy na wyczyszczonym polu nowego wspaniałego gmachu Wspólnoty Narodu.
Przypomnieć tu trzeba, że suweren zdefiniował pojęcie Narodu, które w Konstytucji obowiązującej, niestety od 19 lat, nie jest jasno określone. Otóż Suweren dał swoje świetne wyjaśnienie istoty Narodu jako realnej wspólnoty połączonej więzami języka i – szerzej – całego systemu semiotycznego, kultury, historycznego losu, solidarności. Dzięki temu jednostka mogła się odnaleźć jako człowiek, jej życie nabierało sensu, a poprzez mechanizm demokratyczny państwa narodowego zyskiwała też podmiotowość we wspólnocie.
Tak połączony mnogimi więzami suweren nie mógł pogodzić się z tą drobną przeszkodą, jaką stanowił dla niego Trybunał Konstytucyjny z jego prezesem na czele, i był zmuszony, tak – zmuszony, bo przecież to opór materii zmusza do przełamywania go siłą – do uchwalenia aż sześciu kolejnych ustaw, a to o samym Trybunale, a to nowelizujących, czy wreszcie – o statusie sędziego Trybunału, żeby postawić na swoim i jeśli nie uciąć, to przygiąć łeb hydrze, która rzuca suwerenowi kłody i utrudnia budowę Nowego Wspaniałego Świata.
Walka z Trybunałem, za pomocą na przykład kolejnych ustaw budżetowych (w tej na 2016 skreślono wydatki na obchody 30-lecia Trybunału, wypłatę za 2 miesiące poborów 32 sędziów w stanie spoczynku, a w projekcie na 2017 Komisja Sprawiedliwości i – uwaga, uwaga – Praw Obywatelskich odmówiła zaopiniowania dokumentu, bo przedstawicielom Suwerena nie podobał się skład Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK) zamieniła się zwolna w walkę z jego prezesem. Użyte zostały narzędzia (poza) prawne, jak wszczęcie dwóch postępowań przez prokuraturę w Katowicach oraz nagonka medialna, prowadzona przez telewizję publiczną… to jest narodową. Ta nagonka dotyczyła nie tylko samego prezesa Rzeplińskiego, ale i jego córki. Wiadomo, jak chcesz komuś naprawdę dokuczyć, to zabierz się za jego dzieci. To stara dobra szkoła bandytów, którzy w ten sposób działali od zawsze i pod każdą szerokością geograficzną. Okup dostaje się najłatwiej i najszybciej za dzieci. Róża Rzeplińska została pomówiona o niestworzone winy.
Przy okazji słusznie dostało się też byłym prezesom Trybunału, którzy mają czelność wypowiadać się krytycznie o podjętych przez Suwerena i parlament staraniach zneutralizowania potencjalnych wyroków sądu konstytucyjnego. Jerzy Stępień już zapowiedział podjęcie kroków prawnych. Suweren ma tu pewien kłopot, bowiem J. Stępień z pewnością odwoła się do sądu powszechnego, a tam wiadomo, sądzą sami niezlustrowani sędziowie, Łączewscy i Tuleye, którym Suweren nie może dowierzać. Dlatego też już zaczął przymierzać się do spacyfikowania tej obcej Narodowi korporacji. Zamierza posłużyć się nową ustawą o Krajowej Radzie Sądownictwa i innymi prawami, dzięki którym krnąbrni sędziowie przywołani zostaną do porządku. I przestaną wspierać obecny Trybunał Konstytucyjny.
Także inne instytucje, które deklarują solidarność z wrogimi działaniami Rzeplińskiego i jemu podobnych, albo i wprost go udzielają, jak Rzecznik Praw Obywatelskich czy samorządy terytorialne muszą być skłonione do zaniechania tej sprzecznej z interesem Narodu (Suwerena) aktywności. Niestety, nie można ot tak, po prostu usunąć tych organizmów, bo przebiegli autorzy Konstytucji wpisali je do ustawy zasadniczej. Szczęśliwie droga przetarta przez prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza jest szeroka i dobrze wybrukowana kamiennymi łbami: mówi się więc już, a może i przygotowuje odpowiednie nowelizacje ustaw, kodeksów i ordynacji, które pozostawione po Dobrej Zmianie wydmuszki wypełnią nową, narodową treścią.
Rzepliński będzie mógł się wtedy skarżyć nawet w samej Komisji Praw Człowieka ONZ, bo Wenecka, która chodzi na pasku przeciwników Suwerena i rewizjonistów zachodnioniemieckich, jest przecież niewiarygodna. Tak jak Komisja Europejska, która nie ma pojęcia o tym, że Suweren polski jest polski, a nie europejski.
Przed Suwerenem więc jaśnieje już jutrzenka… jeszcze tylko ten Rzepliński, żeby nie mełł ozorem w zachodnioniemieckich i polskojęzycznych mediach. I żeby prezesi zagranicznych trybunałów zamknęli się wreszcie. Może zresztą to zrobią, gdy zainteresuje się nimi Fundacja Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom. Reduta właśnie przećwiczyła walkę z niegodnym zatrzaśnięciem Facebooka przed miłymi młodzieńcami z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.
Zbliża się 19 grudnia, kiedy upłynie kadencja tego szkodnika z tytułem profesora. Wreszcie zastąpi go słuszny przedstawiciel/przedstawicielka Suwerena, który/która zrobi porządek z tą obmierzłą zgrają prawników i ich podszeptywaczy. Suweren trochę odetchnie, ale nie powinien spocząć na laurach tylko ze zdwojoną, a może i strojoną energią zabrać się za reformowanie tego postkomunistycznego raju dla niezreformowanych i niezlustrowanych wrogów Narodu. Żebyśmy wszyscy, chciał nie chciał, odzyskali odebraną przy Okrągłym Stole podmiotowość we wspólnocie.
Dopiero wtedy życie nabierze sensu.
I dobrego smaku.
Piotr Rachtan



Pikanterii dodaje FAKT , że wprawdzie Rzepliński dostał medal za zasługi dla Kościoła Kat., ale polscy hierarchowie go nie bronią i w ten sposób dają prztyczka w nos obecnemu papieżowi.
Trzeba pamiętać, że to 18,5% Suweren. W przeszłości w II RP, za okupacji i w PRL Suweren był 96% i 45% a później 40%. Nasi pradziadowie, dziadowie i ojcowie mieli głowy do Suwerena. Niezłomni patrioci pili spirytus 96%, mniej odważni w wersji „Polak katolik kocha tatę z mamą”, potem siwuchę i z czerwoną kartką 45%, a „…kto nie pije samogony będzie z Polski wyrzucony, wyrzucony na pastwisko samogona jest tam blisko”. Od lat 70-tych cywilizowaną ” …. aby Polska rosłą w siłę a ludzie zawsze dostali żytnią”, wyborową, żubrówkę – wszystko 40%. W III RP było to wszystko w wersji oryginalnej oraz jako remake, jednak twardy Suweren przegrywał z cywilizowanym – piwo, wino, koktajle, likiery, a siwucha ma stale malejące grono konsumentów. Zgodnie z duchem czasu Suweren 18,5% a dokonuje takich zmian jakby jego wybrańcy napili się obficie 96% i to bez zagrychy. Będziemy musieli całą tę dobrą zmianę (18,5%) przebadać na okoliczność czy nie podmieniono im zawartości flaszek i nie doładowano prądem!
Profesor Rzepliński już jest i pozostanie bohaterem narodowym, nie dlatego że dokonuje rzeczy wielkich. Dlatego, że nie wystraszył się hucpy i wykonuje swoją funkcję w zgodzie z Konstytucją RP, sumieniem, wysokimi kwalifikacjami i zwykłą, ludzka przyzwoitością. O jego wielkości świadczy jego normalność.