Na załączonym rysunku Zacha Weinersmitha na pytanie ucznia: czy przyda mu się w życiu algebra, nauczyciel odpowiada, że jemu nie, ale niektórym jego bystrzejszym kolegom może tak.
Nie wiem, czy pani Minister Zalewska widziała ten rysunek, ale wiem, że czyta wszystko, co się w Studiu Opinii ukazuje, więc go (ten rysunek) zamieściłem, bo świetnie ilustruje dylematy dobrego nauczyciela.
Od algebry blisko do informatyki. O ile jednak większość rodziców najchętniej by widziała wyeliminowanie matematyki z programu nauczania (kiedyś to postulował nawet profesor Mikołajko), to informatyka jest uważana za przedmiot, który powinien być nauczany kilka godzin dziennie, bo przecież nasza cywilizacja informatyką stoi.
Na niedawnym spotkaniu Nowoczesnej o edukacji jeden z dyskutantów krytykował program tej partii, która deklaruje zwiększenie ilości informatyki w szkołach, eliminując przy okazji finansowanie nauczania religii z budżetu. Krytyka opierała się na fakcie, że informatyków brakuje, a żaden informatyk nie będzie pracował za pieniądze, jakie są wypłacane nauczycielom. Głos słuszny, ale… zawsze jest jakieś „ale”.
„ALE” W TYM PRZYPADKU JEST TAKIE, ŻE NAUCZANIE INFORMATYKI W SZKOLE JEST W DUŻEJ MIERZE ZBĘDNE!
Gdy byłem na studiach, uczyłem się programowania za pomocą kart perforowanych. Czy ta wiedza kiedykolwiek mi się przydała? Oczywiście nie, bo komputerowy hardware i software zmieniają się zbyt szybko, żeby wykorzystywać wiedzę nabytą przed kilkunasty laty. Przyzwyczajenia w obsłudze starych urządzeń i oprogramowania mogą wręcz przeszkadzać w pełnym wykorzystaniu możliwości nowych rozwiązań, jakie nam firmy komputerowe oferują.
Za lat 10, 20, 30 będziemy użytkownikami całkowicie nowych technologii — opartych o zjawiska kwantowe i o neurofizjologię, a jednocześnie sztuczna inteligencja przewyższy znacznie ludzką. Jak przygotować się na przyjście tego świata, to zadanie nauczycieli na dzisiaj. Czy wywiązują się z tego zadania? Czy będą się wywiązywać po reformie pani Zalewskiej?
Niech sobie każdy sam odpowie na te pytania.
Obsługi komputera dzieci nie trzeba uczyć w szkole. Włączenie gry komputerowej, czy porozumiewanie się Facebookiem, a nawet napisanie programu w JavaScript, nie jest informatyką roku 2040. Można się tego nauczyć doskonale w domu.
Natomiast w szkole dzieci powinny poznać podstawy fizyki kwantowej, podstaw funkcjonowania mózgu, matematyki na najwyższym możliwym poziomie, a na lekcjach humanistycznych Dzieci powinny dyskutować z nauczycielami czy chcemy podłączania naszych mózgów do sztucznej inteligencji i czy chcemy nieśmiertelności w postaci zeskanowanych naszych mózgów do pamięci robota.
Problem na dzisiaj jest jednak taki, że ludzi, którzy mogliby uczyć takich rzeczy, jest w Polsce pewnie kilkudziesięciu; no może, kilkuset. Potrzeba co najmniej 100 tysięcy. Skąd ich wziąć? Ano jedyną metodą to stworzyć piramidę edukacyjną. Na samej górze niech staną wybitni fizycy kwantowi, wybitni neurofizjolodzy, wybitni etycy, i niech ta wiedza spływa w dół, aż do samych dzieci w przedszkolu.
Przy okazji polecam posłuchać:
Kwantowe Paradoksy, splątanie i nieprzewidywalność – dyskusja Michała Hellera i Marka Kusia
„Kwantowe Paradoksy, splątanie i nieprzewidywalność” to kolejne z serii spotkań „Rozmowy przy kawie”, odbywających się w księgarnio-kawiarni De Revolutionibus Books&Cafe przy ul. Brackiej 14 w Krakowie. W dyskusji udział wzięli: prof. Michał Heller – filozof i kosmolog oraz prof. Marek Kuś – fizyk.
Hazelhard



Poprawiono mnie, że nie Mikołajko, a Mikołejko. Przepraszam.
Artykuł ilustruje część problemów przed jakimi staje system oświaty. Edukacja ma pomóc ludziom w przyszłości; ludziom którzy dzisiaj są dziećmi. Oprócz tego co proponuje Autor warto aby szkoła przygotowywała swoich uczniów do wielu innych wyzwań przed którymi stoją i stać będą coraz bardziej. Dominująca coraz bardziej kultura obrazu (telewizja, notebooki, tablety, smartfony, itp. – zbiorczo komputery) spycha tradycyjną kulturę słowa (literatura, prasa) na margines. Pominąwszy wypadanie całych pokoleń młodzieży z kodu kulturowego (dzisiejsi 30-latkowie nie rozumieją Pana Tadeusza, nie rozumieją Trylogii Sienkiewicza, etc.) to główny problem dzieci i młodzieży sprowadza się do relacji z drugim człowiekiem i do komunikowania się z nim. Kultura obrazu zabija empatię i zrozumienie faktu, że ludzie są niedoskonali, prócz tego że są różni. Z perspektywy ucznia komputery są doskonałe, deterministyczne i powtarzalne w swoich zachowaniach. Podobnych zachowań młodzież oczekuje od ludzi. Jeżeli zaniedbamy w edukacji problemy psychologii, socjologii, ekonomii szkoła będzie kształcić analfabetów społecznych, co w perspektywie ich życia za lat ileś może być dużo groźniejsze niż analfabetyzm klasyczny.
Ilości wiedzy w dyspozycji ludzkości przybywa w postępie geometrycznym w związku z czym model kształcenia oparty o zdobywanie wiedzy encyklopedycznej jest bardzo anachroniczny. Współczesny człowiek powinien zostać wyposażony przez system oświaty w narzędzia zdobywania i poszerzania wiedzy, w mechanizm samokształcenia na resztę życia, oraz w narzędzia umożliwiające selekcję wiedzy rzetelnej od śmieci informacyjnych. To naturalnie tylko kolejna cząstka wymagań pod adresem systemu edukacji. Zamiast tego populiści z PiS proponują powrót do przeszłości, czyli jak zawrócić edukację do późnego Gumułki. Wtedy właśnie wprowadzono 8 klasowa szkołę podstawową i 4 letnie licea, 5-cio letnie technika i 3 letnie zawodówki. (Byłem pierwszym rocznikiem który kończył 8 klasową podstawówkę.) AWS z trudem wprowadził reformę szkolnictwa opartą o gimnazja – już wtedy fałszywie rozumiano system. Teraz, kiedy gimnazja zostały jako tako oswojone PiS nie zastanawia się jak poprawić jakość i nowoczesność kształcenia tylko jak zawrócić Wisłę kijem. Nakłady na tę anty reformę są kompletnie bez sensu i zemszczą się na samych jej twórcach. Za chaos i eksperymentowanie na dzieciach te dzieci odpłacą dzisiejszym pisowcom którzy nie zdążą umrzeć, kompletnie pozbawionym empatii odwetem za stracone dzieciństwo i młodość. (Zmanipulowane historia i religia uczą wyłącznie nienawiści!) Ale jak się myśli perspektywą rewanżu na III RP w kategoriach 4 letniej kadencji to czemu się dziwić. Jeżeli rodzice, nauczyciele i organizacje społeczne nie zatrzymają tych szaleńców to ich los (szaleńców) będzie pożałowania godny trochę później. Niewiele później.
To wciąż jest myślenie o edukacji przez pryzmat istniejących przedmiotów szkolnych, które nie przystają do rzeczywistości poza szkołą. Jakich umiejętności – oprócz wiedzy ogólnej – potrzebują młodzi ludzie? Na przykład prezentacji, na którą składają się: planowanie (zarządzanie czasem), kompetencje językowe, postawa, psychologia (dostosowanie się do odbiorcy), obsługa oprogramowania biurowego. Tego nie da się upchnąć w jednej szufladzie z napisem „język polski” albo „informatyka”.
Lekcje programowania też byłyby pożyteczne i chyba wciągające dla młodzieży.
Kiedyś pisałem cykl „Polskie Noble 2050”, w których właśnie argumentowałem całkowicie inny podział przedmiotów, niż obecnie stosowany. Lekcje programowania osobno od matematyki wydają mi się niestosowne, bo programowanie to jest właśnie zastosowanie tejże. Programować też można zjawiska biologiczne, fizyczne, czy społeczne.
nareszcie mam przyjemność się nie zgodzić, myślę, że nawet programowanie z pomocą dzirkowanych kart było ci pomocne, jako, że przy okazji uczyłeś się logicznego myślenia, algorytmizacji (nie jestem wprawdzie pewien czy takie słowo istnieje, wymyśliłem je sobie) i rozwiązywania problemów. Myślę, że informatyka jest w szkole potrzebna jeśli tylko z tego właśnie względu, tj. jako przedmiot do takiego celu jeżeli nie idealny, to bardzo przydatny. Z fizyką jest natomiast przecież tak, że jej rozwinięcie programowe, np. kierunku fizyki kwantowej, trudno sobie wyobrazić np. bez rachunku operatorowego, a przynajmniej w miarę porządnych podstaw analizy matematycznej, stąd myślę, że próbując udowadniać taką niezbędność w szkole podlegalibyśmy szlachetnemu zboczeniu zawodowemu. Słowo „podstawy” jest tu wprawdzie trochę magiczne więc niestety nie mogę się w pełni nie zgadzać, jeżeli oznaczałoby uczenie podstaw koncepcyjnych na poziomie opisowym.
Pisanie software’u (nie każdego, ale tak „ogólnie”) wymaga coraz mniejszej wiedzy. Proces będzie przyspieszał.
Pisanie software’u (nie każdego, ale tak „ogólnie”) wymaga coraz mniejszej wiedzy.
Co to jest „software ogólnie”? Poproszę o przykłady.
„Software ogólnie” to kawałek działającego kodu.
W zasadzie każdy może być dzisiaj programistą. Jest sporo niezłych (sporo złych też) ogólnodostępnych tutoriali, kursów, filmów na yt, z których można się uczyć.
Narzędzia są coraz prostrze. Tysiące dostępnych bibliotek. Fora w rodzaju stackoverflow, gdzie łatwo szukać rozwiązań napotykanych problemów. O takie coś mi chodziło.
„prostsze”…
Przepraszam, ze zapytam, ale czy Pan sam osobiście programuje? Czy ma Pan osobiście do czynienia z narzędziami, o których Pan napisał, ze są coraz prostsze? Albo może Pan zleca zadania programistom i pilnuje wykonania? Chciałbym wiedzieć, na jakim doświadczeniu Pan oparł swoje stwierdzenia.
Kilka lat zawodowo programowałem.
Chodzi mi o to, że obecnie ktoś kto nie miał doświadczenia (i wiedzy), może w krótkim czasie zacząć „budować” aplikacje. Wydaję mi się też, że obecnie „szeregowy programista” nie musi tyle umieć co kilkadziesiąt lat temu (ale tu się nie upieram).
Oczywiście „level master” nie jest osiągalny dla wszystkich (ale przecież nie musi).
Są też języki i technologie, które dużo ludzi „zna”, a „dobrze zna” już nie tak wielu. Słyszałem od znajomych dobrych C++-sowców, że ogólnie to są spokojni, bo „o dobrego C++owca coraz trudniej”.
A „prostsze narzędzia” to miałem na myśli np. że obejrzawszy 10 minutowy film na yt, każdy może zrobić internetową przeglądarkę przy pomocy Visual Studio.
Ja sam programuję, a także zlecam, nadzoruję, i płacę. Z mojej perspektywy porównałbym programowanie do muzyki. Każdy może grac na dowolnym instrumencie. Jakiś dźwięk się tego instrumentu wydobędzie. Nie muszę Pana przekonywać, ze w większości wypadków Pan nie chciałby takich dźwięków słuchać. Jeśli chciałby Pan słuchać, albo wręcz się zachwycać, to możliwy personel się gwałtownie kurczy. Okaże się, ze na niezłym poziomie gra może jeden na dwudziestu, a na dobrym poziomie może jeden na stu. Z moich obserwacji wynika, ze z programowaniem jest podobnie. Ja niestety potrzebuje dobrze wykonanej roboty, wiec mam spore kłopoty ze znalezieniem utalentowanego programisty. Okazało się (ku mojej zgrozie) ze musiałem się pozbyć paru absolwentów uniwersyteckiego wydziału Electrical and Computer Engineering. Nie żadnych tam samouków, bo z takimi w ogóle nie rozmawiam.
.
Talentu nie da się niestety niczym zastąpić, wbrew Pana stwierdzeniom. Tyle wynika z mojego doświadczenia. Pana doświadczenia mogą być inne. Moze Pan pracuje w innej dziedzinie.
Wydaję mi się, że o talencie nie pisałem.
To jeszcze tylko jeden przykład z doświadczenia:
.
Potrzebowałem przetestować serwis. Użyłem darmowej wersji znanego i lubianego SoapUI. Musiałem wspomóc się prostymi skrypami w Groovy’m. Wersja płatna zapewniała takie same możliwości na poziomie GUI. Nie trzeba by było pisać nawet 1 linii kodu. Nie świadczy to o tym, że narzędzia stają się coraz prostsze?
każdy może zrobić
Może i tak. Czy mogę Pana poprosić o spojrzenie na http://www.FemtoDAQ.com? Czy byłby Pan w stanie napisać GUI do tego urządzenia? W żadnym razie nie chce słyszeć o C++. Używamy Pytona. (Dokładniej, wxPython.) Nasze obecne GUI odświeża obraz raz na sekundę, a ja potrzebuje dwadzieścia razy szybciej.
Nie. W tym momencie, nie.
Z Pana przykładów wylania się wizja „w dziesięć minut do sukcesu”. To jest wizja oszukana. Dziesięć minut może i owszem, ale po pięciu latach praktyki. (Sam Pan napisał, ze Pan programował zawodowo.) Pan używa swojego doświadczenia. Ale sugeruje Pan, ze „każdy może” po spojrzeniu na YouTube. A to jest nieprawda.
.
Pana stwierdzenia są w tym sensie niebezpieczne, ze rozbudzają oczekiwania. Niedokształcony osobnik po przeczytaniu Pana stwierdzenia, i po spojrzeniu na YouTube, zechce powiedzieć „Ciężko pracowałem cale dziesięć minut i dalej nie mam pracy. Pieprzona globalizacja. Idę glosować na Trumpa.”
.
Z moich doświadczeń wynika, ze na sukces trzeba ciężko pracować latami. Żadne magiczne narzędzia tego nie zmieniają.
„Dziesięć minut do sukcesu”
.
Nie chciałem, żeby moje komentarze i przykłady wywołały taką (fałszywą) wizję.
Dawno, dawno temu w czasie spotkania przy lampce wina po uroczystym rozdaniu dyplomów w gmachu Wydziału Chemii UW profesor zadał mi pytanie co teraz będę robić? Odpowiedziałam, że idę do szkoły. A po co? – zapytał profesor. Roztaczałam wizje o zainteresowaniach, o rozwijaniu logicznego myślenia i inne takie duperele. Profesor odpowiedział – na poziomie szkoły średniej żadna wiedza chemiczna nikomu nie jest potrzebna. Potrzebna jest matematyka, no może jeszcze fizyka, a jak będzie chciał zostać chemikiem to niech przyjdzie potem do nas.
Pamiętam swoje wówczas zdumienie. Po latach przyznaję profesorowi rację.
@SAwa: zgadzam się z tą refleksją. Jeśli jeszcze wspomnieć ówczesną przeplatankę organicznej i nie, z klasy na klasę, podobnie jak tę absurdalną skakankę – z klasy na klasę – po historii, ta szkoła była dość dziwnym doświadczeniem. Na szczęście umiałem od małego czytać (również pod ławką). Więc jakoś to przeleciało.
Obserwując pracę mojej Synowej i Syna (oboje informatycy) mogę zaryzykować stwierdzenie, że w chwili obecnej programowanie to kompilacja najrozmaitszych kodów i współpraca bardzo dużej ilości ludzi. Żeby dobrze taką kompilację zrobić trzeba mieć „łeb jak sklep”, a żeby zorganizować ludzi pracujących jednocześnie w Indiach, USA, Polsce trzeba mieć ten łeb jak supermarket.
Po przeczytaniu swojej notki jeszcze raz, skomentuję ją tak:
Marzeniem moim jest to, aby szkoła dla młodych ludzi była podtrzymaniem dziecięcej ciekawości świata, a nie jej zabiciem, jak to ma miejsce w chwili obecnej. Jeżeli szkolna informatyka ma za zadanie oswoić dzieci z komputerem, żeby potrafiły włączyć grę i Facebooka, to jestem zdecydowanie przeciwny, bo jest to nauka niepotrzebna- każdy się tego może nauczyć samemu w domu. Natomiast jeżeli informatyka jest narzędziem do demonstrowania najrozmaitszych zależności matematycznych, fizycznych, biologicznych, społecznych, jestem jak najbardziej za.
Natomiast jeżeli informatyka jest narzędziem do demonstrowania najrozmaitszych zależności matematycznych, fizycznych, biologicznych, społecznych
To zdanie dało mi do myślenia. Mi się wydaje, ze informatyka jest to nauka na temat konstrukcji i działania liczydła zwanego komputerem. To liczydło może być użyte do rozmaitych zastosowań w rozmaitych dziedzinach, które jednak powinny być rozważane oddzielnie. Ta obserwacja motywuje moje pytanie: czego właściwie powinna nauczać informatyka w szkole? Czy nauka powinna się skupiać (a) na komputerze, czy (b) na jego zastosowaniach?
.
Jeśli nauczać (a), to można uczyć na przykład:
1. Jak samemu skonstruować prosty komputer? (To jest możliwe.)
2. Co to jest software, system operacyjny, aplikacja, oraz międzymordzie użytkownika?
3. Co to jest język programowania?
4. Jakie języki są używane, do czego, czym się różnią, i który jest lepszy w jakiej sytuacji?
5. Jak napisać prosty system operacyjny? (To jest możliwe.)
.
Jeśli idzie o (b), to można nauczać:
1. Co to jest modelowanie?
2. Jak obiekty „z życia” są modelowane w komputerze? (Na przykład liczby.)
3. Jak można używać komputera do przewidywań, i jakie są ograniczenia? (Na przykład, przewidywanie wyników wyborów albo cen akcji.)
4. Jak podłączyć komputer do czegoś i tym czymś sterować?
5. Jak można ozywać komputera do pracy biurowej?
6. Jak można używać komputera do przyjemności? (Na przykład do wysłuchania muzyki Gidona Kremera https://www.youtube.com/watch?v=dkhukhITcm8.)
7. Jak można używać komputera dla zaspokojenia nałogów emocjonalnych? (Na przykład, czytając Studio Opinii w celu popadnięcia w depresje.)
.
Moim zdaniem, to są tematy ciekawe, pożyteczne, i możliwe do nauczenia w szkole średniej.