Tylko stanem rewolucyjnego amoku tłumaczyć można pomysł powołania Narodowego Centrum Organizacji Pozarządowych, podporządkowania wszystkich fundacji i stowarzyszeń które tworzą wielobarwną sieć rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego władzom państwowym.
Rząd zabiera się za tworzenie organizacji kontrolującej stowarzyszenia, fundacje, organizacje które, jak z samej nazwy wynika, chcą być poza rządem.
To nawet nie jest nielogiczne, to jest alogiczne. Ale to bardzo polityczne.
Każdy obserwator polskiej sceny politycznej zauważył, że zapowiedź ustawowego uregulowania finansowania organizacji pozarządowych poprzedziła wyjątkowa, nawet jak na standardy narodowej (a jakże) Telewizji Polskiej, kierowanej przez polityka będącego esencją „pisowskiego” widzenia świata i ludzi (ciemnego ludu, który wszystko kupi) – Jacka Kurskiego, kampania oczerniania i oskarżania niektórych organizacji i kierujących nimi ludzi o złe intencje, o polityczną korupcję i wykorzystywanie rodzinnych powiązań do pozyskiwania pieniędzy na swoją działalność, o niejasne powiązania z zagranicznymi sponsorami dążącymi do osłabienia albo wręcz obalenia rządów „dobrej zmiany”.
Nie oglądam programu telewizji Jacka Kurskiego, informacje o manipulacjach jego dziennikarzy dotarły do mnie z radia i Internetu (tak, tak, nic się nie ukryje, każde świństwo wyjdzie na wierzch). Obejrzałem więc kilka programów głównego wydania wieczornych wiadomości, wysłuchałem tłumaczeń pomawianych i oczernianych ludzi w innych niż rządowe stacjach i kanałach; wiało grozą…
Nawet pamięć stanu wojennego i występów w telewizji Jerzego Urbana w porównaniu z bezczelnością i chamstwem insynuacji redaktorów narodowych (a jakże) mediów mówiła mi jedno – dopiero teraz wiem co to znaczy zaangażowana telewizja, co to znaczy zaangażowane dziennikarstwo.
Ale się nam porobiło…
Kampania oczerniania i pomówień o wszystko co najgorsze w narodowych (a jakże) mediach, a w Rządzie i Parlamencie działania zmierzające do ekspresowego powołania kolejnego Narodowego (a jakże) ciała robiącego pisowski porządek w sferze organizacji pozarządowych
Wiemy już kto pokieruje tym ciałem, to ktoś z najbliższego otoczenia Prezesa Polski, wypróbowany towarzysz partyjny, który nigdy nie zdradził (nie to co Jacek Kurski), wiemy jaką kwotą będzie mógł wspierać organizacje pozarządowe, to jasne; najlepiej aby były to organizacje prorządowe.
Wiedza, które organizacje są poza a które pro rządowe to nie jest skomplikowana wiedza, taką wiedzę mają wszyscy starzy towarzysze partyjni, w każdej partii, w każdym czasie.
I gdy tak trwa ten spektakl, pełne przygotowanie artyleryjskie, formowanie wojska do przeprowadzenia ostatecznego ataku to znaczy błyskawicznego, (najlepiej nocnego) ataku i przepchnięcia przez Sejm RP ustawy kagańcowej na organizacje będące symbolem rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego ma miejsce wydarzenie niezwykłe jak na czas rządów Prezesa Polski i jego rządu premier Beaty Szydło.
Wicepremier (pierwszy wicepremier, jak podała w swoim inauguracyjnym wystąpieniu Pani Premier) Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego (a jakże), profesor Piotr Gliński na konferencji prasowej, w części przed pytaniami zaproszonych dziennikarzy, własnym głosem, nie czytając z żadnej kartki, powiedział, że (uwaga!, uwaga!) telewizja narodowa, jej kierownictwo (chyba Jacek Kurski) nie ma racji, że pomówienia i ataki na konkretnych, wymienionych z nazwiska ludzi są niesłuszne, że Wicepremier i Minister jest gotów przeprosić te osoby, że je przeprasza. Mało tego, profesor Piotr Gliński mówi, że organizacje pozarządowe są bardzo ważne dla tworzenia społeczeństwa obywatelskiego; to zresztą całkowicie zrozumiałe w ustach człowieka, który w poprzednim, przedpolitycznym życiu, zajmował się jako socjolog problematyką społeczeństwa obywatelskiego.
Żeby było jeszcze dziwniej, towarzyszący wicepremierowi wypróbowany towarzysz partyjny, który ma pokierować Narodowym Centrum – przyłącza się do przeprosin.
Ale się nam porobiło!
Wicepremier i Minister Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin umieszcza w Internecie wpis wyrażający najwyższe uznanie dla Pierwszego Wicepremiera za takie jego zachowanie, za przeproszenie pomawianych i oczernianych przez rządowe media działaczy organizacji pozarządowych. Prawie dobrze, prawie normalnie… ale to nie tu, ale to nie teraz…
Po kilkudziesięciu godzinach następuje kontratak, różni medialni towarzysze partii Prawo i Sprawiedliwość dają odpór wybrykom swojego Wicepremiera i Ministra.
Mówią – uzgodniony w centrali, jak sądzę – tekst, że Wicepremier i Minister mówił to co mówił całkowicie prywatnie, jako Piotr Gliński, że nikt nie ma za co przepraszać, a zwłaszcza takich osób co to są albo córką Prezydenta Komorowskiego albo, co jeszcze gorzej, córką Prezesa TK prof. Rzeplińskiego.
Słuchałem tych wojowników pisowskiej propagandy i myślałem sobie tak: czy można jeszcze bardziej upokorzyć człowieka, Wicepremiera w Rządzie PiS, Ministra tego Rządu, profesora z dorobkiem i nazwiskiem w swojej dziedzinie?
Nie ma prostej odpowiedzi!
Mam prosty apel do profesora Piotra Glińskiego – jeżeli jest tak, że te jego słowa o wadze i znaczeniu organizacji pozarządowych dla budowy społeczeństwa obywatelskiego w Polsce są prawdziwe, że naprawdę poczuł się nieswojo w atmosferze pomówień i kłamstw skierowanych wobec działaczy tych pozarządowych organizacji, że to były szczere słowa przeprosin jakie do nich skierował publicznie, sam z siebie, nie w odpowiedzi na zadane przez dziennikarzy pytania – to niech zachowa te same standardy gdy przyjdzie czas próby, gdy jego ugrupowanie, rząd w którym jest ważnym wicepremierem i ministrem przeforsuje kagańcową ustawę wobec całej sfery pozarządowych instytucji, nich trzaśnie pięścią i powie – basta !, nie ma mojej zgody, nie firmuję tego i gdy nie można inaczej to dalej beze mnie !
Czy stać Pana, Panie Profesorze na to?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk



Naprawdę pan sądzi, że nie ma prostej odpowiedzi? Pana Glińskiego coś ruszyło? Owszem, ale nie tyle sumienie, co żona.
To czego nie wiemy: czy ten atak na Glińskiego był „sponsorowany” czy nie. Nie sądzę, by Kurwizja nie wiedziała kim jest żona Glińskiego i co robi, ale to tylko moje przypuszczenie.
Wyrazy sympatii i uszanowania dla Żony pana Glińskiego.
Stary autsiderze… – owszem….ale dopiero po rozwodzie. Do rozwodu, niestety, firmuje swoją osobą Męża.
Nie wiemy, bo nie możemy wiedzieć, co skłoniło ministra Glińskiego do takiej właśnie wypowiedzi; jakie były jego rzeczywiste motywy. Może więc lepiej zostawić w spokoju jego żonę i zająć się tym, co mówi i robi – i co będzie mówił i robił. Chyba o to chodzi Autorowi.
Nie bardzo pana rozumiem. Co to znaczy: „Może więc lepiej zostawić w spokoju jego żonę i zająć się tym, co mówi i robi …”
No kiedy właśnie pan Gliński wściekł się gdy Kurwizja wypomniała mu zajęcia jego żony. Przedtem jakoś mu to nie przeszkadzało. Kiedy okazało się, że jego żona „współpracowała z panią Komorowską” co zabrzmiało niemal jak zdrada stanu, facet normalnie stracił panowanie nad sobą. Jak więc można abstrahować od tego faktu?
Moje pytanie pozostaje w mocy: czy to „wypadek przy pracy” czy już rewolucja zaczyna pożerać własne dzieci?
„Mego zdania [o Glińskim] to nie zmienia”.
Całkiem słusznie. Pana Glińskiego oceniam wyłączne na podstawie tego, co sam dotychczas mówił. I odważę się odgadnąć, co nadal mówić będzie. Zgaduję też, co zrobi?
Pójdzie do Canossy.
Chodzi mi o drobiazg – żeby jednak mówić o tym, co wiadomo. Też nie jestem wolny od różnych odgadywań, ale staram się nimi nie dzielić. I jeszcze: subtelny zwrot „Kurwizja” nazbyt chyba dowartościowuje prezesa telewizji, który jest tylko zwykłym oberparobkiem…
Ale ja właśnie mówię o tym co WIEMY. Pan Gliński zareagował tak na dociekania TVP gdzie nie tylko wymieniono jego żonę, ale i sumę, która fundacja w jakiej pracuje otrzymała z budżetu. Idiotyczne tłumaczenia pana ministra o „oddelegowaniu żony” itd. tylko zwiększyły śmieszność tej sytuacji. Jeśli pan tego nie widział, nie moja wina, ale szło to na wizji (bez Kur – ok).
Wydaje się, ze mamy do czynienia z klasycznym kontekstem dla PRAWA WEBSTERA: „Każda sprawa ma dwie strony – z wyjątkiem sytuacji, gdy rozważający jest osobiście zaangażowany: w takim przypadku istnieje tylko jedna strona.” Głębszych motywacji doszukiwać się nie należy zwłaszcza zaś po człowieku, który odrzucił swój zawód (naukowca) aby zostać politykiem, co sam autorytatywnie stwierdził.
Kaczyzm jeszcze nie osiągnął stanu Rosji, ale jestem pewien, ze podąża w tym kierunku. Ustroje totalitarne tak mają.
Putin’s Great Patriotic Pseudoscience
Maria Antonova, Foreign Policy MagazineNovember 29, 2016
https://www.yahoo.com/news/putin-great-patriotic-pseudoscience-205331028.html
Moje pytanie do profesora Piotra Glińskiego, pytanie kończące tekst „Czas próby, żarty się skończyły…” stawiałem bez większych nadziei, chodziło mi raczej o pokazanie prostego kryterium prawdziwości i szczerości słów Vice premiera, które tak namieszały przez parę dni na scenie medialnej w Polsce.
No to mamy kolejny dowód na wyższość bycia politykiem nad bycia profesorem
Ale profesorem się jest a politykiem się bywa…