Jerzy Łukaszewski: Metoda Aleksandra Macedońskiego

jerzy-12016-12-01.

[dropcap]Z[/dropcap]wykle tak bywa, że historia swoje, a ludzka pamięć swoje. Aleksander Macedoński sławiony przez potomność po dziś dzień za „rozszerzanie wpływów kultury greckiej” bardzo by się zdziwił otrzymywaną oceną, ponieważ – co bez trudu można wyczytać z jego dziejów – nie to akurat spędzało mu sen z oczu.

Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie – jego stosunkowo krótkie życie było jedną wielką ewolucją w kierunku wschodniego pojmowania roli władcy i stopniowym przejmowaniem tamtejszych obyczajów. Jeśli kultura grecka coś na tym zyskała w sensie zasięgu geograficznego, to stało się niejako mimochodem, przypadkiem wcale nie zamierzonym.

Ale ludziska i tak wiedzą swoje.

Tym jak niełatwo czasem ocenić człowieka i jego czyny zamęczałem ostatnio słuchaczy przy okazji rozmów o II rozbiorze Polski, Targowicy i osobach w te wydarzenia zamieszanych.

Z perspektywy 250 lat wszystko wydaje się jasne i proste, ale nie trzeba wiele wysiłku, by pokazać, że żyjącym wówczas ludziom mogło się nieźle w głowach zamieszać. Dowodem dzieje pojedynczych osób z kart naszej historii.

Opowiadałem kiedyś o bohaterze narodowym występującym w państwowym hymnie – Janie Henryku Dąbrowskim. Ilu z nas wie, że gen. Dąbrowski podpisał akt konfederacji targowickiej? Zaskoczenie?

Owszem, tym większe, że to on był jedynym, który zbrojnie przeciwstawił się wkraczającym do Polski wojskom pruskim.

Józef Zabiełło, poseł na sejm 4-letni, który manewrem spowodował szybkie uchwalenie Konstytucji 3 Maja – następnie targowiczanin, ostatecznie powieszony w czasie insurekcji kościuszkowskiej.

Takich postaci można by pokazać kilkadziesiąt bez większego szukania.

Jeżeli już koniecznie chcemy dokonywać oceny, to jak je ocenić?

Jest w naszej historii ciekawy moment, który słabo przebija się do narodowej świadomości, bo w szkole tego na ogół nie uczyli, a teraz już z pewnością uczyć nie będą.

Kiedy sejm grodzieński przyklepał II rozbiór na emigrację udało się wielu działaczy z okresu uchwalania Konstytucji. To – przyjmujemy jako oczywiste – rzecz normalna.

Ale jak to się stało, że w tym samym momencie na emigrację poszła spora część targowiczan? Nawet osławiony Szczęsny Potocki oparł się aż w Hamburgu.

Co się stało? Dlaczego akurat oni opuszczali kraj?

Ambasador rosyjski Sievers był zszokowany postawą Polaków, na których – jak sądził – mógł liczyć choćby dlatego, że wypłacał im stałe pensje.

Poszukując po sejmie grodzieńskim człowieka na urząd kanclerza nie mógł znaleźć chętnego. Wszyscy co bardziej znaczący odmawiali. Marszałek Małachowski złożył urząd i dopiero szósta z kolei osoba zgodziła się na propozycję przejęcia urzędu – osoba bez znaczenia, a więc nie taka jakiej chciał Sievers. Marszałek konfederacji Walewski złożył laskę i nie wycofał dymisji pomimo gróźb dowódcy wojsk rosyjskich Igelstroema, który zapowiadał zajęcie jego dóbr i jeszcze parę innych pomysłowych represji.

Sievers otrzymawszy od Katarzyny II ogromny fundusz na łapówki dla Polaków nie bardzo miał je komu wypłacić.

Przy okazji: wziął 1500 dukatów Raczyński podpisując kwit, który pozwolę sobie przytoczyć w całości jako ciekawostkę dla Czytelnika.

 

Podpisany wyznaje (confesio), że odebrał sumę 1500 dukatów z rąk p. Sieversa ambasadora Najjaśniejszej Imperatorowej całej Rosji jako pensję roczną, którą Jej Imperatorska Mość raczyła mi przyznać i w której jestem zaspokojony aż po dzień 1 stycznia 1794. W dowód kwit ten podpisuję

Dan w Warszawie 1793 20 marca

Raczyński”

Sievers miał całą listę takich Raczyńskich przechowywaną wraz z kwitami potwierdzeń w warszawskim banku Teppera, ale tym razem coś się zawiesiło. Co?

Ludzie, którzy latami pobierali sute apanaże od Katarzyny, nagle stanęli dęba.

Targowiczanie opuszczali Polskę, w której to ich wysuwano na wszystkie znaczące stanowiska. Normalne trzęsienie ziemi.

Sievers nie mógł tego zrozumieć. Bał się zresztą o własną skórę, bo sytuacja mogła posłużyć Katarzynie do wysunięcia wobec niego zarzutu nieudolności. W najlepszym wypadku.

Najwyraźniej przekroczona została jakaś granica. Jaka?

Z zachowanych pamiętników, korespondencji i tym podobnych źródeł niezbicie wynika jedno.

Uczestnicy konfederacji targowickiej en masse wierzyli w sens swoich działań.

Szli złą drogą wierząc, że prowadzi ona do zbawienia ukochanej Ojczyzny, do restauracji wolności, którą zdławiła nienawistna Konstytucja 3 Maja.

Każdy kto chciał im pomóc w tej drodze wydawał się aniołem zesłanym z niebios przez Najwyższego, a takiemu aniołowo wierzy się przecież bez zastrzeżeń.

Niestety, anioł miał na imię Katarzyna i zobowiązany był pilnować interesu kraju, którym przyszło mu rządzić, nie zaś przejmować się tłumem zagubionych w politycznych odmętach krzykaczy bez wyobraźni.

Krzykacze, bezwolny tłum magnackiej klienteli nie spodziewali się, że ich działanie doprowadzi do kolejnego podziału Polski. Poczuli się oszukani.

Nie ma znaczenia jakimi słowami dziś opiszemy ich postawę i poziom intelektu (Szczęsnego Potockiego współcześni opisywali jako kogoś kto IQ miał mniejsze, niż obwód uda).

Jest faktem bez trudu zauważalnym w źródłach, że oni naprawdę wierzyli w to co robili.

Czy byli przez to mniej niebezpieczni dla kraju? Oczywiście, że nie. Powiedziałbym, że nawet bardziej. Przekupnego sprzedawczyka można skłonić do zmiany zdania tak samo jak zaczął głosić poprzednie. Do człowieka, który wierzy w to co robi nie trafisz.

W pewnym momencie Sievers stwierdził, że konfederację targowicką trzeba rozwiązać (co uczynił), ponieważ stało się coś co sprawiło, że nie są oni już godnymi zaufania sojusznikami Jej Mości Imperatorowej.

Sejm grodzieński przegłosował II rozbiór… bez głosowania. Na sali byli w ogromnej większości zwolennicy Targowicy, część wybranych za moskiewskie pieniądze, co potwierdzał sam Stanisław August.

Ale kiedy okazało się nad czym mają obradować, na sali zawrzało.

Po wielu protestach zapadła cisza, nikt nie chciał zabrać głosu. W nocy z 2/3 września 1793 roku kiedy padła propozycja głosowania nad „wynegocjowanym” traktatem, nie odezwał się nikt. Marszałek uznał milczenie za wyrażenie zgody i przeszedł do innych punktów porządku. Nikt, nawet najbardziej zagorzali zwolennicy Targowicy nie zagłosowali „za”. Ciekawe, prawda?

Świadomość tego co się stało zaczęła z czasem docierać do mas szlacheckich. Podział społeczeństwa, istniejący od dziesiątków lat, był podziałem na koterie, na grupy klienckie, bez znaczenia jako element trwałej polityki.

Teraz to się gwałtowanie zmieniło.  Teraz podział na „my i oni” zaczął pachnieć szubienicą w zależności, kto akurat był przy władzy.

Teraz już nie można było zasłaniać się tłumaczeniem „ja chciałem dobrze”, nikt by tego już nie słuchał.

Insurekcja kościuszkowska zaktywizowała i Rosjan i ich najwierniejszych zwolenników. Biskup Massalski zaproponował Rosjanom, by wykorzystali Wielką Sobotę do wyłapania „wichrzycieli”. Mieliby po rozpoczęciu nabożeństw otoczyć kościoły i wyłapywać wychodzących podejrzanych. Nieźle, jak na biskupa.

Nawisem mówiąc za jego radą poszło w stanie wojennym ZOMO kiedy w kościele mariackim w Gdańsku odbywało się spotkanie z Wałęsą wypuszczonym z internatu. Wrażenie niezapomniane, a pomagające docenić pomysł biskupa Massalskiego.

Na szubienicy zawisł i Massalski i biskup Kossakowski i paru innych, którzy nie mieli gdzie wracać.

Z nimi już nikt nawet nie próbował rozmawiać. Nie było o czym.

Dobrze byłoby czasem o tym pamiętać, że zasłanianie się „wiarą” w posłannictwo wodzów jest argumentem tylko do pewnego momentu. Jeśli się go przegapi i nie powróci do ojczyzny uczciwości i rozumu, to koniec może być tylko jeden.

Opisane przypadki to tylko jeden z przykładów, gdy ludzkość rozwiązywała problem węzła gordyjskiego w stylu Aleksandra. Takich zdarzeń było wiele.

Aby nie pozostawiać Czytelnika w ponurym nastroju, a jednocześnie nie odejść od głównego wątku opowieści, przytoczę list ambasadora Sieversa do przyjaciółki, pani Elżbiety Hexküll, w którym w osobliwy sposób donosi o dokonanym rozbiorze Rzeczypospolitej.

„Dzień dzisiejszy, moja droga Lizetko, głośny będzie w dziejach Polski, Rosji i Prus. Dzisiaj ze strony rosyjskiej w prowincjach obsadzonych przez gen. Kreczetnikowa, ze strony pruskiej gen. Möllendorfa, ogłószony jest nowy rozbiór Polski.

Ponieważ wiem, że lubisz geografię, odczytam ci lekcję (…)Weź kartę Polski i poszukaj krańca Kurlandii gdzie leży Druja, stąd puść się prosto na dół o szerokość trzech twoich paluszków znajdziesz Narocz, trochę na prawo Dubrowę, idź na dół granicą województwa wileńskiego aż do Nieświeża zostawiając na prawo Ostróg, Kaniów i Zasław.

Spuść się do Jampola, potem Dniestrem gdzie zaczyna się granica Turcji. Wszystko co na prawo będzie wcielone do Rosji. Kijowskie, Wołyń i Podole to bardzo piękne prowincje, ogromnie urodzajne i z wielce łagodnym klimatem.”

Sielanka, prawda? Tak to wyglądało w oczach rosyjskiego urzędnika.

Kiedy wśród emigracji polskiej w Saksonii decydowano, że przywódcą przyszłego powstania będzie amerykański generał brygady Andrzej Kościuszko (to nie pomyłka, tak miał ten pan na pierwsze chrzestne imię) wiadomo już było, że sielanki nie będzie.

Skończyła się.

Kiedyś musiała.a3

Każda się kiedyś kończy, ale czy wszyscy chcą o tym pamiętać?

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

24 komentarze

  1. PIRS 2016-12-01
  2. SAWA 2016-12-01
  3. Magog 2016-12-01
  4. narciarz2 2016-12-01
  5. narciarz2 2016-12-01
  6. narciarz2 2016-12-01
  7. narciarz2 2016-12-01
  8. hazelhard 2016-12-01
    • SAWA 2016-12-02
  9. wejszyc 2016-12-01
  10. slawek 2016-12-01
  11. narciarz2 2016-12-02
  12. narciarz2 2016-12-02
  13. narciarz2 2016-12-02
  14. ZbigT 2016-12-02
    • Mr E 2016-12-02
  15. narciarz2 2016-12-02
  16. j.Luk 2016-12-03
    • SAWA 2016-12-04
    • Bejka_2015 2016-12-04
  17. MarekSza 2016-12-03
    • wejszyc 2016-12-03
  18. narciarz2 2016-12-03
  19. PIRS 2016-12-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com