W polskiej tradycji – nazwę ją tu społeczną – przyjęło się jakoś tak, że o szefie wypada mówić źle. A jeśli już dobrze, to wyłącznie z racji – przyznawanych przez niego – godnych apanaży.
Krytykowanie przełożonego, oczywiście za plecami i po cichu. jest u nas po prostu w dobrym tonie. Ja osobiście mam z tym kłopot, bo ja o swoim, mimo że nie płacił mi ani grosza, gdyż nasza wieloletnia współpraca, np. w redakcji KONTRATEKSTÓW, opierała się na zasadach całkowitego wolontariatu, mogę mówić tylko dobrze albo… bardzo dobrze.
I nie zmienią tego nawet niejednokrotne różnice zdań.
Na demonstracji KOD 13. grudnia 2016 – niestety – nie byłam. Nie dlatego, żebym się bała, albowiem bliskie jest mi zawołanie przypomniane przez Władysława Frasyniuka (dawniej funkcjonujące w kontekście nieboszczki PZPR, dziś pasujące jak ulał do innej partii rządzącej: „JE..Ć, JE,,Ć I SIĘ NIE BAĆ!!!!).
Wątpliwości czy, akurat tego dnia wypada i należy demonstrować – też zasadniczo nie miałam. Po prostu mocno zachorzałam i nie było jak pójść.
Wystąpienie Krzysztofa widziałam więc – a przede wszystkim słyszałam – w TV.
Ludzie!!! Rodacy moi Najmilsi!!! (a przynajmniej większość z Was, bo o ile umiem liczyć, to 38% jest ciągle mniejszością). Ja naprawdę znam Krzyśka; czasem – w konwencji żartu – lubi to i owo podkoloryzować, ale NIE KŁAMIE NIGDY.
Jest też człowiekiem niezwykle skromnym, i sam nie chwali, a już na pewno nie przechwala, siebie i swoich najbliższych, oraz źle znosi, gdy robią to inni.
Mnie też, już jako nastolatce, skutecznie wyjaśnił dlaczego akurat prawdomówność i skromność należą do ważnych ludzkich zalet.
Dlatego, proszę, uwierzcie, gdyby Krzysztof nie czuł się KŁAMSTWEM, BEZPRAWIEM, PAZERNOŚCIĄ, ZACHŁANNOŚCIĄ i CYNIZNEM obecnie będących przy władzy zbrzydzony do cna, NIGDY, a już na pewno nieprzymuszony, z publicznym miejscu i czasie, nie powiedziałby o naszych, tj. nas wszystkich, a szczególnie o swoich osiągnięciach w walce z komuną, a w sportach ekstremalnych z samym sobą.
Nie przywołałby AK-owskich zasług bojowych swojej nieżyjącej Mamy (prekursorki polskiej neonatologii, profesor Danuty Łozińskiej) i nie pokazałby na to wszystko materialnych dowodów, takich sobie pamiątek – w mniemaniu obecnie panujących – atrybutów KOMUNISTÓW, ZŁODZIEI i TARGOWICZAN.
Skoro Krzysztof Łoziński jednak to zrobił, skoro pokazał, między innymi, pierwszą oryginalną, z tamtego czasu, opaskę PIERWSZEJ SOLIDARNOŚCI – której do dziś jest członkiem honorowym i swój mandat delegata na Jej pierwszy Zjazd, skoro wyjął z domowych archiwów odznaczenie bojowe swojej Mamy i biało-czerwony proporczyk, który wielokrotnie miał ze sobą w Himalajach – a nie na stołeczku przed Pałacem Prezydenckim – skoro, to…
Bo podobne – dla postronnych może i odrobinę efekciarskie – gesty nie są tak na co dzień w Jego stylu, mogę przysiąc. A jednak to zrobił.
Znaczy, że inaczej JUŻ się nie da.
On nie odpuszcza, ja też nie mogę. Postawa Krzysztofa, Mateusza Kijowskiego (mimo pewnych różnic w poglądach), Radomira Szymełdy i nas, Drodzy Państwo, tych wszystkich w KOD -zie i nie tylko, którzy nie godzimy się KOMPROMITOWANIE i NISZCZENIE POLSKI, jest dla mnie powodem, abym ja – osoba od urodzenia ruchowo niepełnosprawna, mimo swoich 56-lat i aktualnie kilku dodatkowych chorób, ciągle miała motywację do wstania z łóżka. Żeby opowiedzieć, skomentować i PODZIĘKOWAĆ.
A na koniec cytat. Fragment z wystąpienia Krzysztofa Łozińskiego pod warszawską siedzibą PiS – 13. grudnia 2016 :
Krzyczą „Komuniści i złodzieje”. Oto moja opaska ze strajku w 1980 roku, taki ze mnie komunista i złodziej A oto opaska mojej mamy, uczestniczki Powstania Warszawskiego.
Póki co, ja jestem honorowym członkiem Solidarności, Piotr Duda jeszcze nie.
Jeden pan zakazał mi używania flagi narodowej. Oto biało-czerwony proporzec, który zatknąłem na kilkunastu szczytach Hindukuszu i Himalajów. On, jak do tej pory, wspiął się najwyżej na stołek.
Ilu z Was było w Solidarności? Ręka do góry! Aż tylu? Przychodźcie na demonstracje z przypiętymi znaczkami. To wy jesteście kontynuacją Solidarności, nie to Śniadkowo – Dudowo, ten erzatz związku zawodowego. Bo co to za związek zawodowy, który bezrefleksyjnie popiera zły rząd?”
Jestem przekonana, że w całości przejdzie ono do historii.
Ewa Karbowska


