Zbigniew Szczypiński: Czy przekroczymy granicę nieprzewidywalnego…6 min czytania

()

2016-12-21.

W przedświąteczny czas, w trakcie ostatniego w tym roku posiedzenia polskiego Sejmu, protest posłów opozycji przeciwko wprowadzanym przez marszałka Kuchcińskiego drakońskim zmianom warunków pracy dziennikarzy-sprawozdawców sejmowych, zmianom całkowicie arbitralnym, zaproponowanym bez żadnych, nawet najmniejszych konsultacji z przedstawicielami mediów, doprowadził do największego, jak dotąd, kryzysu parlamentarnego i fali protestów ulicznych w Warszawie i innych polskich miastach.

Obserwując kolejne fazy konfliktu w polskim parlamencie i mając w pamięci wielokrotnie powtarzany w mediach (jeszcze obecnych na sali sejmowej) moment, w którym poseł na Sejm zabiera głos w debacie dotyczącej najważniejszej ustawy – jaką jest ustawa budżetowa – i zgodnie z regulaminem tej debaty ma minutę na zgłoszenie poprawki pod obrady całej Wysokiej Izby, zaczyna swoje wystąpienie od demonstracji w formie pokazania posłom kartki z napisem „wolne media”, a upomniany przez marszałka (słusznie) kartkę chowa i rozpoczyna tradycyjnym zwrotem „Panie Marszałku” dodając ocieplające – a nie obraźliwe – słowo „kochany”, zostaje w ciągu 15 sekund ukarany przez „kochanego” marszałka najsurowszą karą jaką określa sejmowy regulamin – wykluczenia z obrad.

Ten incydent uruchamia lawinę zdarzeń; trochę tak, jak w znanym z nauk przyrodniczych zjawisku „efektu motyla” – gdy dla podkreślenia złożoności zależności w tak skomplikowanym systemie jaki tworzy klimat naszej ziemskiej planety, dla zobrazowania stopnia tych zależności mówi się, że trzepot skrzydeł motyla nad amazońską dżunglą wywołuje huragan na wyspami brytyjskimi.

Ewidentny błąd marszałka dostrzegają wszyscy, posłowie opozycji ale i posłowie koalicji, błąd do naprawienia po wystąpieniu wykluczonego posła do komisji regulaminowej, która była władna wystąpić do marszałka o anulowanie kary. Gdy było to już prawie załatwione, po wejściu do gry najważniejszego posła, którego polecenia są rozkazem dla prezydenta, dla pani premier, dla marszałków obu izb – „zapiekliło się”. I eskaluje.

Okupacja trybuny sejmowej, naganna ale mieszcząca się w repertuarze sejmowych zachowań, staje się pretekstem do działań obozu rządowego, które – jeżeli nie zostaną wycofane – oznaczają jedno : Polska przestaje być państwem prawa, a staje się krajem, w którym rządzi się za pomocą prawa. Interpretowanego dowolnie.

Rządzić za pomocą prawa, mając wszystkie (prawie wszystkie) instytucje, tworząc normy prawa zgodne z wolą jednego człowieka, niemającego żadnego formalnego tytułu do rządzenia państwem –- otóż rządzić w tych warunkach jest łatwo i przyjemnie. Taka władza musi dostarczać takiej satysfakcji, takiej przyjemności, że uzależnia.

Każda zresztą władza uzależnia, ale władza absolutna uzależnia absolutnie.

Obejrzałem z zapartym tchem dwugodzinną transmisję, przygotowaną pod nieobecność dziennikarzy przez posła Sławomira Nitrasa, transmisję przeprowadzoną telefonem. Wędrowałem po pustych wnętrzach sejmu i senatu (znam je dobrze, przez parę lat były miejscem mojej pracy jako posła), jednak atmosfera stwarzana przez funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej, przez obecność ogromnych ilości policji na terenie Sejmu, zachowania urzędników Senatu wobec posła na Sejm, który był u siebie, w Sejmie i Senacie, sprawiało przejmujące wrażenie – stan wyjątkowy w polskim parlamencie już trwał.

Spór w Parlamencie przeniósł się na ulice polskich miast. Mamy demonstracje przeciwników rządu, mamy wiec zwolenników rządu.

Jak dotąd jest to wojna na słowa, temperatura sporu rośnie, pogoda sprzyja, mrozów nie ma i jak na razie nie są zapowiadane.

Zapowiadane są wystąpienia związku zawodowego noszącego historyczną nazwę solidarność; przewodniczący tego związku zapowiedział, że on i jego związek zrobi porządek z tymi warchołami którym nie podoba się „dobra zmiana”, że się z nimi policzy, ze ich czapkami nakryje.

Czy można jeszcze niżej upaść, czy można jeszcze bardziej zaprzeczyć tej historycznej nazwie?

Gdy Piotr Duda mówi, że się policzymy z protestującymi na ulicach – to czy to oznacza liczenie ilości uczestników za pomocą kamer, dronów i przemnażania liczby zajętych metrów kwadratowych przez liczbę ludzi na jeden metr powierzchni ulicy?

Nie takie „policzenie się” ma na myśli przewodniczący związku zawodowego noszącego historyczną nazwę, jak sądzę.

Pamiętam też z naszej najnowszej historii, gdy rząd wyprowadzał na ulice „aktyw robotniczy” wyposażony w rzeczowe argumenty do dyskusji z protestującymi na ulicach i uczelniach studentami. To były bardzo konkretne argumenty: pałki, kastety, grube kable…

To bardzo interesujące, wręcz fascynujące –  zobaczyć jak aktyw związkowy pałuje ludzi na ulicach polskich miast.

Związkowcy zablokowali kilka lat temu Sejm, wielokrotnie palili opony na ulicach nie zwracając uwagi na zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach. Zawsze w proteście przeciwko rządzącym.

Czy zapowiedź Piotra Dudy, pełniącego funkcję przewodniczącego Związku Zawodowego Solidarność, zapowiedź policzenia się z ludźmi protestującymi na ulicach polskich miast, protestującymi przeciwko łamaniu Konstytucji, odejściu od rządów prawa na rzecz rządów przy pomocy prawa, zawłaszczeniu mediów publicznych, likwidacji służby publicznej i opanowaniu wszystkich spółek Skarbu Państwa przez swoich nominatów mających zamiast wymaganych kwalifikacji jedynie legitymacje rządzącej partii, podporządkowanie władzy wykonawczej prokuratury i sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, oznacza przejście od słów do czynów ?

Taki scenariusz jest prawdopodobny. Bijących się na ulicach uspokoi policja i żandarmeria wojskowa – a gdyby sytuacja się zaostrzyła, do związkowców zawsze mogą dołączyć kibice i ochotnicy z obrony terytorialnej.

Tyle o możliwych scenariuszach na zbliżające się święta i Nowy Rok. Możliwych; a nie pewnych. Oby tak się nie stało.

Jeszcze jeden wątek do całości tych rozważań. Bez względu na to, jak potoczą się sprawy w obecnym kryzysie politycznym w Polsce – warto zauważyć, że przekroczyliśmy już granicę zwykłego sporu politycznego.

Są dwie Polski, dwa plemiona, dwa zasadniczo sprzeczne ze sobą zbiory zasad i wartości, a nawet dwa sposoby przeżywania podobno wspólnej wiary.

Podziały w polskim społeczeństwie są rozpoznane, zbadane, opisane. Do socjologicznych kategorii opisujących zróżnicowanie polskiego społeczeństwa trzeba dodać jednak dominującą obecnie kategorię podziałów politycznych.

To są podziały przebiegające przede wszystkim w sferze społecznej świadomości, w ludzkich umysłach, wyrażające się w emocjach i zachowaniach ludzi

*

Obecna faza sporu politycznego grozi, że podziały na dwa plemiona zostaną spetryfikowane.

Przemoc fizyczna zostawia głębsze ślady w psychice i to niezależnie czy po stronie ofiar czy oprawców. To przekroczenie granicy, za nią jest już nieprzewidywalne…

Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. narciarz2 23.12.2016
  2. acleszcz 23.12.2016