W nowożytnej historii nauki i techniki mało jest tak spektakularnych sukcesów, jak ekspansja Internetu. Warto krótko przypomnieć genezę tego niezwykłego pomysłu.
Cytując za Wikipedią: „W 1958 roku po szoku wywołanym wysłaniem Sputnika w kosmos przez ZSRR powołano rządową agencję ARPA, której zadaniem było obserwowanie i wspieranie inicjatyw powstających na uczelniach w USA, które miały szczególne znaczenie dla obronności Stanów Zjednoczonych”.
W skrócie chodziło o to, aby stworzyć sieć komputerową (czy jak byśmy powiedzieli dzisiaj – teleinformatyczną) odporną na nawet duże zniszczenia spowodowane atakiem atomowym. Dotychczasowe sieci miały strukturę gwiaździstą. Oznaczało to, że w środku takiej struktury tkwił potężny komputer, który zbierał wszystkie informacje, przetwarzał je, a następnie, poprzez drzewo licznych rozgałęzień, rozsyłał odpowiedzi do właściwych adresatów (terminali) na obrzeżach. Taka organizacja sieci oznaczała jednak, że w przypadku zniszczenia centralnego komputera wszystko przestawało działać. Zadaniem ARPA, działającej pod auspicjami Departamentu Obrony USA, było opracowanie rozwiązania, które będzie odporne na przedstawione zagrożenie.
I tu ujawnia się genialność pomysłu, jakim był Internet – zaproponowano rezygnację ze struktury gwiaździstej na rzecz struktury sieciowej. W nowym rozwiązaniu zasugerowano, aby stworzyć sieć wielu serwerów, które będą znały adresy innych serwerów w sieci a pakiet przesyłanej informacji sam będzie szukał właściwej drogi do odbiorcy. I co najważniejsze – ta droga za każdym razem może być inna, bo kolejny pakiet może wybrać inną ścieżkę, gdy dotychczasowa z jakiegoś powodu stanie się niedostępna. W tej sytuacji nawet duże uszkodzenie sieci gwarantowało zapewnienie komunikacji między pozostałymi serwerami i podpiętymi do nich użytkownikami – dopóki istniało jakiekolwiek połączenie, wiadomość zawsze docierała do odbiorcy.
Opisane dwa rozwiązania można porównać do różnych metod dostarczania poczty. W modelu tradycyjnym (gwiaździstym) listy trafiają najpierw do skrzynek, potem ze skrzynek do toreb listonoszy, potem do powiatowych urzędów pocztowych i tak dalej – aż do Warszawy, gdzie znajduje się centralna sortownia, która dzieli listy według regionów i taką samą tylko odwróconą ścieżką rozsyła je z powrotem do adresatów. W rezultacie list do naszego sąsiada może iść nawet kilka dni a w przypadku awarii centralnej sortowni – nawet kilka tygodni. Natomiast w strukturze sieciowej listy trafiają tylko do najbliższego urzędu pocztowego, w którym są od razu przesyłane do innego urzędu, z które mogą trafić znowu do kolejnego i wreszcie do właściwego adresata. Każdy list sam wybiera indywidualną, możliwie krótką trasę i dzięki temu o wiele szybciej dociera do odbiorcy. Co więcej, centralna sortownia staje się niepotrzebna a jej zniszczenie nie stanowi zagrożenia.
Dlaczego o tym piszę? Otóż już na początku 2016 na fejsbukowym forum KOD postulowałem, aby nie budować struktury tej organizacji w sposób hierarchiczny, ale sieciowy. Tłumacząc swoją propozycję posługiwałem się właśnie przykładem bazującym na idei, która zapoczątkowała Internet – budowanie organizacji opartej na autorytecie jednego przywódcy jest bardzo ryzykowne, gdyż wystarczy zaatakować tegoż przywódcę, aby doprowadzić do rozpadu organizacji. Wiem, że to nieelegancko cytować samego siebie, ale chcę wykazać, że nie zgrywam teraz mądrego po szkodzie, ale już wcześniej przewidywałem takie zagrożenie (zresztą nie tylko ja). Na przykład 3 lutego 2016 pisałem: „Będę powtarzał jak mantrę – KOD musi stworzyć strukturę sieciową a nie hierarchiczną, żeby być odpornym na ataki i żeby można było go rozwijać.” 1 marca 2016 powtórzyłem: „W strukturze hierarchicznej wystarczy zniszczyć główny serwer, a wszystko się rozpada. Po drugie, komunikujemy się sieciowo, więc struktura hierarchiczna jest tu sztuczna i po prostu nie przystaje.” 1 czerwca 2016 dodałem: „Wielokrotnie już o tym pisałem, ale jeszcze raz powtórzę. Wizerunku KOD-u nie można budować na wizerunku jednej osoby”.
Moje propozycje utonęły w potoku innych postów i bieżących spraw. Nie mam jednak złudzeń – nawet gdyby zostały zauważone przez osoby decyzyjne, to z pewnością byłyby potraktowane jako co najwyżej nieszkodliwe wariactwo. No bo jak to tak – ruch społeczny bez przywódcy? Niemożliwe!
Niestety, KOD konsekwentnie trzymał się obranego kierunku, prezentując Mateusza Kijowskiego jako jedynego lidera i frontmana. Sam będąc sympatykiem KOD-u i dosyć uważnym obserwatorem jego działań nie przypominam sobie z massmediów żadnej innej osoby, która reprezentowałaby KOD. Podejrzewam, że Ci, którzy KOD-em się nie interesują, kojarzą tę organizację wyłącznie z Mateuszem Kijowskim w otoczeniu liderów opozycji. Bo taki przekaz przebił się do mediów z transmisji manifestacji, bo o utrzymanie takiego przekazu dbają media rządowe.
Moje pesymistyczne prognozy sprawdziły się po wczorajszych publikacjach na temat faktur wystawianych KOD-owi przez jego lidera. Chciałbym tu podkreślić, że absolutnie nie chcę nikogo (a w szczególności Mateusza Kijowskiego) atakować bądź ferować wyroków. Stwierdzam jedynie, że przyjęta strategia budowania wizerunku KOD-u oparta na promowaniu jednoosobowego przywództwa okazała się błędna i doprowadziła (lub wkrótce doprowadzi) do daleko idących negatywnych konsekwencji. Zanosi się na to, że padnie centralny serwer i jego wymiana na nowy pochłonie sporo czasu oraz spowoduje znaczące koszty.
Dla kontrastu warto odnotować, że przy wszystkich swoich błędach Nowoczesna jednak próbuje budować wizerunek o wielu obliczach. Dzięki temu, nawet gdy jej lider skompromitował się wyjazdem na urlop w czasie kryzysu sejmowego, to ciągle możemy mieć nadzieję, że przecież jest jeszcze Adam Szłapka, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Jerzy Meysztowicz czy Barbara Dolniak. Nowoczesna to wciąż struktura hierarchiczna jednak ze znamionami struktury sieciowej, co pozwoli jej bezpieczniej przechodzić tego typu kryzysy. Dzięki wielu twarzom, które prezentuje w mediach, być może uda się jej uniknąć utraty wizerunku, spowodowanej sylwestrowym wypadem Ryszarda Petru. Śmiem nawet twierdzić, że Nowoczesna byłaby już w stanie przetrwać i rozwijać się bez swojego założyciela. KOD, który znalazł się w podobnej sytuacji, ma znacznie gorzej, bo Mateusza Kijowskiego nie ma kto dzisiaj zastąpić.
Wróćmy więc jeszcze raz do struktury sieciowej. W dyskusjach sprzed roku na Facebooku zwracałem uwagę, że skoro wszyscy komunikujemy się w środowisku sieciowym, to budowanie sieciowej struktury powiązań jest naturalne; a wręcz oczywiste. W sieciowo działającym modelu komunikacyjnym, jaki zapewnia Internet a w szczególności Facebook, tworzenie struktury hierarchicznej wydaje się pozbawione sensu, ponieważ działa ona wbrew naturalnej logice tych narzędzi i dodatkowo jest niebezpieczna dla samej organizacji.
Czy nie jest to więc moment, w którym należałoby pomyśleć o zmianie sposobu działania?
O stworzeniu organizacji bardziej rozproszonej, wielokanałowej, reprezentowanej przez wiele różnych osobowości, niekoniecznie o takich samych poglądach, sposobie mówienia i wyglądzie? Może taka koncepcja pozwoli uchronić KOD przed kolejną bombą atomową, która prędzej czy później wybuchnie?
Piotr Stokłosa
…



Kiedy Hiszpanie podbijali Amerykę zaszedł znamienny przykład, który powinien czegoś uczyć.
Najsilniejsze wówczas na kontynencie państwo Aztekow Cortez podbił w półtora roku. Z garstką ludzi.
W tym czasie Majowie mieli już lata największej świetności za sobą i podzieleni byli na państwa – miasta. Oznaczało to tyle, że pokonanie jednego niczego nie zmieniało w planie ogólnym. Następne miasto trzeba było atakować tak, jakby wojna dopiero się zaczynała. W sumie zajęło to kilkadziesiąt lat.
Technicznie się zgadzam – tzn. rozbicie państw-miast opóźniło podbój Majów, ale kto wie czy go też nie ułatwiło. Nie chodzi o to, żeby się podzielić, ale rozproszyć zarządzanie z jednoczesnym zachowaniem komunikacji. Gdyby porównanie z Majami przenieść na przykład z siecią, odpowiadałoby to sytuacji, że wszystkie serwery całkowicie odłączają się i sieć de facto przestaje istnieć. Teoretycznie zawirusowanie staje się trudniejsze, ale jednocześnie nie można łączyć sił do realizacji wspólnych celów.
Wszystko się zgadza. Także sam pomysłodawca KOD – K. Łoziński – postulował przecież sieć powiązań nieformalnych.
Prócz kilku osób, które by się w imieniu KOD podpisywały własnym imieniem i nazwiskiem reszta miała być połaczona nieformalną siecią, unikać formalnych połączeń i struktury hierarchicznej.
cytat z „TRZEBA ZAŁOŻYĆ KOD”:
„Druga grupa to współpracownicy, ludzie formalnie nie zrzeszeni, ale pomagający, zajmujący się zbieraniem informacji (legalnym, żadnego wykradania, szpiegowania, podsłuchiwania itp), kolportażem materiałów, pozyskiwaniem środków. Ci ludzie celowo nie powinni być zrzeszeni w formalnej strukturze, bez jakiejś podległości, kierownictwa, wydawania poleceń.”
.
OK, ale to nie jest łatwe i wymaga czasu. Wpierw trzeba zebrać tzw. kapitał ludzki, żeby było z kogo wybierać. Kandydatów na liderów nie ma zbyt wielu. Bo bycie liderem wiąże się z ciężką pracą, dużym ryzykiem, poświęceniem, życiem w stresie itd.
Zresztą wybory regionalne w KOD służą właśnie budowaniu struktury sieciowej. Nie ma o co kruszyć kopii.
Z kolei ja zarzucałem KODowi, że nie zajmuje się innymi bardzo istotnymi sprawami. Zaczął się zajmować- mam znaczek KOD-Edukacja, ale dość niemrawo. Nowoczesna ma szansę na szerokie spojrzenie na to, co się w Polsce dzieje i zaproponowanie remedium na różne bolączki. Mówiąc inaczej, struktura sieciowa będzie (mam taką nadzieję) nałożona na wielowymiarowe problemy, jakie mamy w Polsce. Najważniejsze jest dopasowanie obu rzeczy. Natomiast w KODzie nie było na to szansy przy zamknięciu się na jeden (bardzo ważny, ale nie najważniejszy) problem.
Ze wszech miar słuszne, drobny problem z ludzką naturą z jednej strony (czyli popytem na wodza z charyzmą, zamiast na programy z klarownymi priorytetami), z drugiej strony, z budowanie wzorów organizacji sieciowych. W konspiracji zagrożenie każe ograniczać jednostkową wiedzę o centrach kierowania, sieciowość jest naturalna. Jak ją budować w sytuacji działań publicznych nastawionych na liczne kontakty z mediami? Innymi słowy, obok bez wątpienia dobrej rady, warto iść dalej wskazując wzorce budowania tego rodzaju struktur w masowym ruchu. (W przemyśle od dawno wiadomo, że korporację trzeba rozbić na mniejsze i przynajmniej w części autonomiczne jednostki, w partiach, czy ruchach politycznych wydaje się to być znacznie trudniejsze. Zastanawiam się, czy znam tu jakieś dobre przykłady i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.)
@Federpusz: jak najbardziej jest o co kruszyç kopię. Rządy Platformy nie doprowadziły do zaskarżenia PiSu jako partii nie spełniającej standardów demokratycznych już w swoim statucie. Tylko to już dyskwalifikowało tę partię w oczach prawa. No i mamy skutek. Ta samowola rozlewa się teraz na wszystkie dziedziny życia. Przerażający efekt wynikający tylko z prostego faktu, że zaniedbano niezbędne procedury i nie ukrócono w porę antydemokratycznych zapędów obydwu brwciszków.
.
Należy tu wspomnieć wielomiesięczne wysiłki blogera @Sławka starającego się nagłośnić antydemokratyczne stosunki w KOD pana Kijowskiego. To bardzo przypominało statutową pozycję akaczyńskiego – na zawsze lidera! Na szczęście to go w końcu zgubi, a raczej jego ugrupowanie. Jak widzimy, tendencje anty demokratyczne są żywe i występują często. W późnych latach rządów wystąpiły u premiera Donalda Tuska w PO, a dzisiejszy jej lider już się nie kryje z TKM! I tnie żywe ciało partii zupełnie bezkarnie.
.
O co tutaj chodzi? Aby była sprawa! Demokracja to styl bycia i procedury oparte na latach nauki na błędach. Polska młoda demokracja jak widać ma przed sobą jeszcze długą drogę, zanim dorówna swoim starszym braciom i siostrom. Ale mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las i pojawią się przepisy prawne, które zabronią tworzenia antydemokratycznych ugrupowań i antypańswowego działania wszelkiej maści watażków. To bolesna lekcja, co teraz dzieje się w Polsce. Oby nie na darmo.
Dziękuję za ciepłe słowa. Wolałbym przez te wiele miesięcy się mylić i nie mieć racji a teraz i tak nie mam żadnej satysfakcji. Najbardziej jednak wolałbym aby takie problemy w ogóle nie występowały.
Niestety nie mam żadnej satysfakcji z faktu, że Mateusz Kijowski mataczył i nadal mataczy w sprawie swojego wynagrodzenia. Żal mi czasu, który my wszyscy, tj. zwolennicy KOD, straciliśmy przez próbę prywatyzacji KOD przez jego lidera. I nawet nie samo wynagradzanie jest tutaj naganne ale fakt, że Mateusz Kijowski nie rozumie naganności swojego zachowania. Nie rozumie, że oszukał swoich kolegów z którymi zakładał i współtworzył ruch, oszukał tysiące zwolenników składających się na społeczne protesty. Kłamał, kiedy mówił że nie pobiera żadnego wynagrodzenia za swoją działalność w KOD. Gorzej – obrażał się na ludzi zakładających z nim i pracujących w KOD a także zwalczał ich kiedy zwracali mu uwagę na niedemokratyczność wielu swoich działań i zachowań. Z jego oświadczeń nadal wynika, że ma świetne samopoczucie a ujawnienie faktur traktuje jako zamach kolegów z KOD konkurujących o pozycję lidera. Miał taki „świetny” pomysł na życie a tu sprawa się rypła. Moim zdaniem im szybciej usunie się w cień tym lepiej będzie i dla niego ale przede wszystkim dla KODu. Dalsze upieranie się jego na pozycji „lidera” jak się samozwańczo określa, będzie dla struktur KOD szkodliwe a dla wiarygodności społecznej KOD katastrofalne.
*
Sprawa KODu jest symptomatyczna dla naszego rozumienia współczesnego świata. Mateusz Kijowski, człowiek który błyskawicznie podchwycił i zrealizował ideę Pana Krzysztofa Łodzińskiego, przedstawia się jako informatyk. Nie znam jego kwalifikacji ale jeśli tak, to bardziej niż ktokolwiek powinien rozumieć głęboki, współczesny sens struktur sieciowych, decydujących dzisiaj o sukcesach wielu organizacji komercyjnych oraz non-profit. Tymczasem struktura którą próbował stworzyć nosi wszelkie znamiona, struktury:
– scentralizowanej z dodatkową silną koncentracją władzy w rękach jednego człowieka, marginalizującego ciała kolegialne – Zarząd, Komisję Rewizyjną, itd.
– ten jeden człowiek bardzo chciał odgrywać rolę wodza, choć wyjątkowo się do tego nie nadawał i nie nadaje, i taką rolę odgrywał i odgrywa, ze skutkami coraz bardziej dotkliwymi dla ruchu – przez wiele miesięcy opóźniał proces przyjmowania członków i demokratycznych wyborów w całym ruchu, jak ognia unikając sformułowania programu działania a nawet najważniejszych celów KOD; strukturę sieciową traktując jako posłusznych wykonawców najbardziej nawet nieprzemyślanych poleceń wodza,
– elementy struktury sieciowej powstały w KOD niejako samoistnie przez konieczność regionalizacji ruchu; było oczywiste, że nastąpi zderzenie sieci z satrapą ale zanim do tego doszło w sposób frontalny (lokalne protesty trwają od szeregu miesięcy) sam „wódz” wykłada się swoim przeciwnikom na talerzu wprawiając w osłupienie i konsternację najbardziej zagorzałych zwolenników.
*
Na czym polegał i polega błąd M.Kijowskiego, a wcześniej Donalda Tuska, Leszka Millera, Janusza Palikota, Grzegorza Schetyny czy Ryszarda Petru? Na niezrozumieniu zjawisk współczesnego świata – przywódca ruchu czy partii politycznej jest silny siłą swoich współpracowników, a nie swojej satrapii. Od wczesnych lat 70-tych na Harvardzie wykłada się podstawy sukcesu przywództwa – każdej nawet największej organizacji – od 7 do 20 wybitnych współpracowników potrzeba było wówczas aby zarządzać nawet największa strukturą organizacyjną. Od tej pory świat bardzo się skomplikował i zmienił technologicznie a współczesny lider, to coraz bardziej ktoś kto nie tylko nie przeszkadza swoim podwładnym aby struktura osiągała sukces, ale pilnuje aby inni liderzy struktury postępowali podobnie. Struktury sieciowe nie są niczym innym jak tylko odpowiedzią na potrzeby współczesności, do czasu aż człowiek zostanie najpierw uzupełniony a potem zastąpiony przez sztuczną inteligencję.
*
Spytacie Państwo dlaczego wśród wyżej wymienionych przywódców brakuje niemiłosiernie nam panującego Jarosława K?
Nie ma, bo być nie może. Onże podąża ścieżkami na których wszelka współczesność jest nieobecna a konserwatyzm kojarzy się z zacofaniem i zabobonem. Niezbadane są wyroki boskie a fakt, że trafił nam się taki przypadek nie jest tak całkiem bez sensu. W myśl zasady „kochajcie satrapę swego, bo możecie mieć gorszego”. Że zapłacimy za to wysoka cenę? Przykro i trudno – nie ma darmowych obiadów! Choroba kosztuje sporo sił zanim pacjent wyzdrowieje!
A piss ma strukturę gwiaździstą i to z jednym „białym karłem”…
Czy to znaczy, że padnie prędzej niż doszedł do „waadzy” ?
Ten minus to moja pomyłka. Ale dodałem gwiazdkę. To jest oczywista oczywistość. O czym wspomniałem już powyżej, że statutowa pozycja Kaczyńskiego zgubi jego i jego ugrupowanie. PiS jest silny swoim prezesem. A dalej nie ma już nic. Siły natury są nieubłagane i albo one albo silna opozycja zniosą go z tego tronu. Dlatego w dyskusjach w grudniu staraliśmy się dość beznadziejnie przekonywać panią @Konteksty, że jeden lider dla KOD to wystawianie go na straty. I stało się to szybciej, niż każde z nas przypuszczało. I nie przyszło z zewnątrz, a sam lider stworzył sobie kłopoty. To kolejna nauczka na żywym przykładzie (panie Schetyna!), do czego prowadzi całe to podwórkowe wodzostwo.
Pani Staniszkis, w czasach gdy nie widziała niczego innego, niż ten biały karzeł, mimo to, orędowała za strukturą sieciową jako nowoczesnością w polityce nie zdając sobie sprawy, że postuluje unicestwienie swojej gwiazdy. Nazywała też Wiplera nową nadzieją młodego pisu. Profetyczka jedna.
A przecież było, i jest jasne, że kolaps białego przyniesie rozpad tej struktury. Doczekamy?
Pomysk politycznej sieci organizacyjnej na wzór internetowej pajęczyny to jedyna metoda na zmiany.
Internet istnieje i jest źródłem problemów dla władzy, każdej władzy.. Jak to zniszczyć już nikt nie wie bo też jest uzależniony od sieci. To jest skuteczniejsze od przekazu telewizyjnego więc niszczyć nie należy, jeno kontrolować.
Pajęczyna bez największego pająka (?) z którym mają ochotę dogadać sie inne duże pająki trzęsące swoimi pajęczynami nie przejdzie.
Ludzie to nie serwery, mają swoje ambicje, chcą być ważni i bycie dużym, rosnącym stale pająkiem jest godne pożądania.
Chyba że przyleci ptaszydło i tłustego pajączka zje. Gra jednak warta ryzyka… jak to w życiu bywa.
przy okazji:
pomysłodawcą takiego pakietowego systemu przesyłania danych w sieci niehierarchicznej, w roku 1960, był amerykański inżynier polskiego pochodzenia Paul Baran (pokazał na przykład, że odporność takiej sieci znacznie wzrasta, jeżeli każda z nod będzie posiadać trzy lub więcej połączeń). Urodził się w polsko-żydowskiej rodzinie w Grodnie, po emigracji jego ojciec prowadził sklep spożywczy w Bostonie. Paul Baran pracował dla RAND Corporation (Research ANd Development), ustanowionej po II wojnie światowej z inicjatywy USAF prywatnej organizacji zajmującej się analizą oraz badaniami wspomagającymi wojsko. Koncepcja dotyczyła sieci komunikacyjnej, która powinna przetrwać atak nuklearny.
Niezależnie od Barana koncepcję komunikacji pakietowej sformułował w 1965 roku walijski naukowiec Donald Davis pracujący dla brytyjskiego NPL (National Physical Laboratory) koncentrując się na zastosowaniach do komunikacji komputerowej, podczas gdy prace RAND Co. odnosiły się przede wszystkim do komunikacji w sieciach radiowych i telefonicznych.
Dwa lata później, w 1967 roku, m.in. pracami Davisa zainteresowała się ARPA na zorganizowanej przez siebie konferencji (to rządowa agencja badawcza amerykańskiego departamentu obrony, obecnie DARPA) dotyczącej koncepcji tworzenia sieci komputerowych odpornych na zniszczenie. Po konferencji grant ARPA otrzymał prezentujący na niej swoją koncepcje Alex McKenzie z uniwersytetu Stanforda tworząc następnie zespół na uniwersytetach Stanforda, UCLA i Utah który doprowadził do powstania, ujawnionego w 1971, protokołu TCP/IP i sieci komputerowej między uniwersytetami. ARPA powołano istotnie po wysłaniu przez Rosjan Sputnika w 1958.
W kwestii KODu jednak należałoby się już odnieść do prac nad zjawiskami emergentnymi w sieciach i układach złożonych (inspirujące mogłyby być np. uwagi Stephena Wolframa kiedy w 1985 zajął się teorią automatów komórkowych w czasie pobytu w Princeton, zwracając uwagę na interdyscyplinarny potencjał i czekające wyzwania).
Też promowałem podobny pomysł. Używałem metafory start-upów. Też nikogo nie zainteresował.
Niestety polskie społeczeństwo jest jeszcze mocno osadzone w feudalizmie. Gdy coś chcemy zrobić, to zaczynamy od wyboru króla. Bez niego ludzie czuja zdezorientowani i zagubieni.