Piotr Stokłosa: ARPA a sprawa KOD-u6 min czytania

()

2017-01-05.

W nowożytnej historii nauki i techniki mało jest tak spektakularnych sukcesów, jak ekspansja Internetu. Warto krótko przypomnieć genezę tego niezwykłego pomysłu.

Cytując za Wikipedią: „W 1958 roku po szoku wywołanym wysłaniem Sputnika w kosmos przez ZSRR powołano rządową agencję ARPA, której zadaniem było obserwowanie i wspieranie inicjatyw powstających na uczelniach w USA, które miały szczególne znaczenie dla obronności Stanów Zjednoczonych”.

W skrócie chodziło o to, aby stworzyć sieć komputerową (czy jak byśmy powiedzieli dzisiaj – teleinformatyczną) odporną na nawet duże zniszczenia spowodowane atakiem atomowym. Dotychczasowe sieci miały strukturę gwiaździstą. Oznaczało to, że w środku takiej struktury tkwił potężny komputer, który zbierał wszystkie informacje, przetwarzał je, a następnie, poprzez drzewo licznych rozgałęzień, rozsyłał odpowiedzi do właściwych adresatów (terminali) na obrzeżach. Taka organizacja sieci oznaczała jednak, że w przypadku zniszczenia centralnego komputera wszystko przestawało działać. Zadaniem ARPA, działającej pod auspicjami Departamentu Obrony USA, było opracowanie rozwiązania, które będzie odporne na przedstawione zagrożenie.

I tu ujawnia się genialność pomysłu, jakim był Internet – zaproponowano rezygnację ze struktury gwiaździstej na rzecz struktury sieciowej. W nowym rozwiązaniu zasugerowano, aby stworzyć sieć wielu serwerów, które będą znały adresy innych serwerów w sieci a pakiet przesyłanej informacji sam będzie szukał właściwej drogi do odbiorcy. I co najważniejsze – ta droga za każdym razem może być inna, bo kolejny pakiet może wybrać inną ścieżkę, gdy dotychczasowa z jakiegoś powodu stanie się niedostępna. W tej sytuacji nawet duże uszkodzenie sieci gwarantowało zapewnienie komunikacji między pozostałymi serwerami i podpiętymi do nich użytkownikami – dopóki istniało jakiekolwiek połączenie, wiadomość zawsze docierała do odbiorcy.

Opisane dwa rozwiązania można porównać do różnych metod dostarczania poczty. W modelu tradycyjnym (gwiaździstym) listy trafiają najpierw do skrzynek, potem ze skrzynek do toreb listonoszy, potem do powiatowych urzędów pocztowych i tak dalej – aż do Warszawy, gdzie znajduje się centralna sortownia, która dzieli listy według regionów i taką samą tylko odwróconą ścieżką rozsyła je z powrotem do adresatów. W rezultacie list do naszego sąsiada może iść nawet kilka dni a w przypadku awarii centralnej sortowni – nawet kilka tygodni. Natomiast w strukturze sieciowej listy trafiają tylko do najbliższego urzędu pocztowego, w którym są od razu przesyłane do innego urzędu, z które mogą trafić znowu do kolejnego i wreszcie do właściwego adresata. Każdy list sam wybiera indywidualną, możliwie krótką trasę i dzięki temu o wiele szybciej dociera do odbiorcy. Co więcej, centralna sortownia staje się niepotrzebna a jej zniszczenie nie stanowi zagrożenia.

Dlaczego o tym piszę? Otóż już na początku 2016 na fejsbukowym forum KOD postulowałem, aby nie budować struktury tej organizacji w sposób hierarchiczny, ale sieciowy. Tłumacząc swoją propozycję posługiwałem się właśnie przykładem bazującym na idei, która zapoczątkowała Internet – budowanie organizacji opartej na autorytecie jednego przywódcy jest bardzo ryzykowne, gdyż wystarczy zaatakować tegoż przywódcę, aby doprowadzić do rozpadu organizacji. Wiem, że to nieelegancko cytować samego siebie, ale chcę wykazać, że nie zgrywam teraz mądrego po szkodzie, ale już wcześniej przewidywałem takie zagrożenie (zresztą nie tylko ja). Na przykład 3 lutego 2016 pisałem: „Będę powtarzał jak mantrę – KOD musi stworzyć strukturę sieciową a nie hierarchiczną, żeby być odpornym na ataki i żeby można było go rozwijać.” 1 marca 2016 powtórzyłem: „W strukturze hierarchicznej wystarczy zniszczyć główny serwer, a wszystko się rozpada. Po drugie, komunikujemy się sieciowo, więc struktura hierarchiczna jest tu sztuczna i po prostu nie przystaje.” 1 czerwca 2016 dodałem: „Wielokrotnie już o tym pisałem, ale jeszcze raz powtórzę. Wizerunku KOD-u nie można budować na wizerunku jednej osoby”.

Moje propozycje utonęły w potoku innych postów i bieżących spraw. Nie mam jednak złudzeń – nawet gdyby zostały zauważone przez osoby decyzyjne, to z pewnością byłyby potraktowane jako co najwyżej nieszkodliwe wariactwo. No bo jak to tak – ruch społeczny bez przywódcy? Niemożliwe!

Niestety, KOD konsekwentnie trzymał się obranego kierunku, prezentując Mateusza Kijowskiego jako jedynego lidera i frontmana. Sam będąc sympatykiem KOD-u i dosyć uważnym obserwatorem jego działań nie przypominam sobie z massmediów żadnej innej osoby, która reprezentowałaby KOD. Podejrzewam, że Ci, którzy KOD-em się nie interesują, kojarzą tę organizację wyłącznie z Mateuszem Kijowskim w otoczeniu liderów opozycji. Bo taki przekaz przebił się do mediów z transmisji manifestacji, bo o utrzymanie takiego przekazu dbają media rządowe.
Moje pesymistyczne prognozy sprawdziły się po wczorajszych publikacjach na temat faktur wystawianych KOD-owi przez jego lidera. Chciałbym tu podkreślić, że absolutnie nie chcę nikogo (a w szczególności Mateusza Kijowskiego) atakować bądź ferować wyroków. Stwierdzam jedynie, że przyjęta strategia budowania wizerunku KOD-u oparta na promowaniu jednoosobowego przywództwa okazała się błędna i doprowadziła (lub wkrótce doprowadzi) do daleko idących negatywnych konsekwencji. Zanosi się na to, że padnie centralny serwer i jego wymiana na nowy pochłonie sporo czasu oraz spowoduje znaczące koszty.

Dla kontrastu warto odnotować, że przy wszystkich swoich błędach Nowoczesna jednak próbuje budować wizerunek o wielu obliczach. Dzięki temu, nawet gdy jej lider skompromitował się wyjazdem na urlop w czasie kryzysu sejmowego, to ciągle możemy mieć nadzieję, że przecież jest jeszcze Adam Szłapka, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Jerzy Meysztowicz czy Barbara Dolniak. Nowoczesna to wciąż struktura hierarchiczna jednak ze znamionami struktury sieciowej, co pozwoli jej bezpieczniej przechodzić tego typu kryzysy. Dzięki wielu twarzom, które prezentuje w mediach, być może uda się jej uniknąć utraty wizerunku, spowodowanej sylwestrowym wypadem Ryszarda Petru. Śmiem nawet twierdzić, że Nowoczesna byłaby już w stanie przetrwać i rozwijać się bez swojego założyciela. KOD, który znalazł się w podobnej sytuacji, ma znacznie gorzej, bo Mateusza Kijowskiego nie ma kto dzisiaj zastąpić.

Wróćmy więc jeszcze raz do struktury sieciowej. W dyskusjach sprzed roku na Facebooku zwracałem uwagę, że skoro wszyscy komunikujemy się w środowisku sieciowym, to budowanie sieciowej struktury powiązań jest naturalne; a wręcz oczywiste. W sieciowo działającym modelu komunikacyjnym, jaki zapewnia Internet a w szczególności Facebook, tworzenie struktury hierarchicznej wydaje się pozbawione sensu, ponieważ działa ona wbrew naturalnej logice tych narzędzi i dodatkowo jest niebezpieczna dla samej organizacji.

Czy nie jest to więc moment, w którym należałoby pomyśleć o zmianie sposobu działania?

O stworzeniu organizacji bardziej rozproszonej, wielokanałowej, reprezentowanej przez wiele różnych osobowości, niekoniecznie o takich samych poglądach, sposobie mówienia i wyglądzie? Może taka koncepcja pozwoli uchronić KOD przed kolejną bombą atomową, która prędzej czy później wybuchnie?

Piotr Stokłosa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

15 komentarzy

  1. j.Luk 05.01.2017
    • Bromus 06.01.2017
  2. Mr E 05.01.2017
  3. Federpusz 05.01.2017
  4. hazelhard 05.01.2017
  5. koraszewski 05.01.2017
  6. andrzej Pokonos 05.01.2017
    • slawek 05.01.2017
  7. slawek 05.01.2017
  8. otoosh 06.01.2017
    • andrzej Pokonos 06.01.2017
    • jureg 06.01.2017
  9. Magog 06.01.2017
  10. PK 06.01.2017