18.08.2024
Zdanie odrębne

Od jakiegoś czasu mówi się o kryzysie liberalizmu – jako doktryny ekonomicznej, politycznej, społecznej; wreszcie jako idei zbudowanej w oparciu o wolność (łac. libertas). Jej wadą jest oświeceniowy rodowód, a – jak wiadomo – aktualnie modne jest myślenie romantyczne z jego ludowością (dziś to populizm) oraz mesjanizmem. W związku z tym Polska ma być – i jest! – ofiarą historii tudzież państwem wymazywanym z mapy Europy (przez Tuska i Niemcy); Rosja kreuje się na ostoję chrześcijaństwa, zaś Ameryka za moment znowu będzie first… Nie warto wspominać Izraela oraz innych narodów „wybranych” przez Boga, tzn. przez samych siebie do odgrywania szczególnej roli w świecie …
Krytyka liberalizmu w Polsce jest: a) prostacka i niesłuszna, b) spokojna i uzasadniona; wszak na tym świecie nie ma rzeczy doskonałych… Zacznijmy od pierwszej, która zdominowała dyskurs, a właściwie frazeologię – zarówno kościelną jak i partyjną. Przewija się w nich stale zbitka pojęciowa typu liberalno-lewackie. Mogą takimi być: argumenty, idee, elity, partie polityczne, programy, postawy, zachowania, etc. Tego rodzaju kwalifikacja (z inwektywą oraz insynuacją), jest dla prawicy narzędziem i sposobem walki: marginalizacji przeciwnika, eliminowania z polityki, pozbawiania środków do życia, jak to było w przypadku niektórych sędziów, dziennikarzy oraz innych ‘lewaków’ i ‘liberałów’.
Rządy ‘dobrej zmiany’ obfitowały w różne rodzaje politycznej opresji, więc nie ma potrzeby ich przypominać… Rzeczą znacznie gorszą było (i jest!) niepolityczne i areligijne zachowanie polskiego Kościoła, którego funkcjonariuszy Edyta Geppert nazywała „urzędnikami pana B.” Wskutek ich działań Kraj znalazł w uścisku (jak w imadle) dwu ‘kościołów’ – ‘krakowskiego’, którym zarządza (ciągle jeszcze!) intelektualista i filozof Marek Jędraszewski; oraz ‘toruńskiego’, który stworzył prostak i biznesmen – Tadeusz Rydzyk.
Zanim PiS doszło do władzy, te dwa ośrodki stanowiły przeciwieństwo; z czasem zaczęły mówić jednym głosem. Aktualnie ich przywódcy rywalizują w atakach na wszystko, co liberalne, a więc związane z wolnością. Paradoks, a może schizofrenia takiej postawy polega na tym, że chrześcijaństwo (więc i katolicyzm) od wieków przedstawia się jako religia wolności. Wszak Bóg, stwarzając człowieka wyposażył go w wolną wolę, a Syn boży w swym nauczaniu często używał zwrotu: „jeśli chcesz”. A jak wiadomo, wszelkie ‘chcenie’ jest przejawem woli… Jeden z wczesnych naśladowców Chrystusa (św. Augustyn) uwarunkował wolność miłością – „kochaj i rób, co chcesz” (ama et fac quod vis). Zapewne stąd wzięło się głośne: „róbta, co chceta” Jurka Owsiaka, onegdaj mocno atakowane przez prymasa Glempa…
*
Liberalizm jest też oceniany merytorycznie… Wystarczy sięgnąć do jednego z ostatnich numerów „Tygodnika Przegląd”, w którym prof. Andrzej Szahaj zwraca uwagę na ogromne marnotrawstwo gospodarki kapitalistycznej. Otóż przejawem wolności najnowszej fazy liberalizmu jest rozpasanie konsumpcyjne, o którym Autor tak pisze: „Dzisiejsza kultura marnotrawstwa to nic innego jak skutek oddziaływania systemu neoliberalnego kapitalizmu, dla którego jest ona warunkiem uzyskiwania wciąż wyższych zysków. Żyj, żeby kupować, a nie kupuj, aby żyć. Tylko w ten sposób wypełnisz funkcję kapryśnego i wciąż niezaspokojonego klienta tak potrzebną turbokapitalizmowi (…), aby trwać i się rozwijać”. (…) W ten sposób kultura marnotrawstwa osiąga apogeum. A jest ona zabójcza nie tylko dla klientów, żyjących często na kredyt, ale przede wszystkim dla planety, której zasoby są w obłędnym tempie wykorzystywane i marnotrawione. Dziś nie ulega wątpliwości, że nie wytrzyma ona dłużej trwania neoliberalnego turbokapitalizmu, nawet jeśli będzie się on wspierał na tzw. zielonej energii”. A więc ‘kupuj i rób, co chcesz’ – można by strawestować zawołanie chrześcijańskiego filozofa… Okazuje się, że wolność zawsze jest czymś uwarunkowana – dawniej miłością, dziś zakupami…
*
Nie znaczy to, że liberalizm już się skończył. Owszem, jest w tarapatach – w dużej mierze zawinionych przez swoich praktyków i wyznawców. Trudno jednak ocenić, która z tych grup zawiniła w większym stopniu; wszak idee zużywają się w czasie, wymagają odnowy i refleksji. Może nowych haseł, sloganów, czy frazesów typu: „socjalizm tak, wypaczenia nie!” – choć to ostatnie potraktujmy jako żart…
Liberalizm ciągle jest atrakcyjną i właściwie nie zastępowalną ideą; trzeba jednak o nią dbać, kultywować (w znaczeniu chronić i uprawiać) oraz troszczyć się o nią podobnie jak o demokrację. Wszak z połączenia tych dwu pojęć wzięła się liberalna demokracja – swego rodzaju ‘idea regulatywna’ nowożytnej polityki, wyznaczająca jej kierunek i kształt; do której człowiek zbliża się i oddala, choć stale do niej dąży…
Obecny kryzys liberalizmu nie jest pierwszy ani ostatni. Na jeden z wcześniejszych, z lat 50-tych, zareagował Bertrand Russell (1872-1970) brytyjski filozof, logik i matematyk, uważany za twórcę tzw. filozofii analitycznej. Był też działaczem społecznym, trzykrotnie kandydował do parlamentu… Russell sformułował Dekalog liberała, którego przykazania brzmią następująco:
1. Nie bądź niczego pewny.
2. Nie ukrywaj niewygodnych świadectw, bo i tak wyjdą na jaw.
3. Nie odwołuj się w dyskusji do autorytetów własnych lub cudzych.
4. Nie wykorzystuj władzy jako argumentu w dyskusji.
5. Nie miej respektu dla autorytetów, do których odwołują się inni, ponieważ zawsze można znaleźć autorytety przeciwstawne.
6. Nie tłum opinii, którą uważasz za niesłuszną.
7. Nie bój się ekscentrycznych opinii; każda z dziś uznawanych uchodziła kiedyś za ekscentryczną.
8. Znajdź większą przyjemność w inteligentnej niezgodzie, niż w pasywnej zgodzie.
9. Bądź skrupulatnie uczciwy, nawet gdy to jest niewygodne.
10. Nie zazdrość głupcom szczęścia.
Dekalog Russella, jak każdy zbiór zasad, jest wymagający; choć nie tak, jak Dziesięcioro przykazań Boga Jahwe. Ukazał się w artykule pt. Best Answer to Fanaticism – Liberalism (Najlepsza odpowiedź na fanatyzm – [to] liberalizm), opublikowanym w „New York Times Magazine” z dnia 16 grudnia, 1951 roku. Już sam tytuł artykułu daje do myślenia, a co dopiero ‘przykazania’ – jakże aktualne w dobie kolejnych zawirowań doktryny liberalnej, znienawidzonej przez ostatnie osiem w Polsce. I nadal obrzydzanej u nas i w świecie…

Na marginesie…
W Polsce z wolności najbardziej korzystają politycy, którym wszystko wolno, szczególnie w sferze języka tudzież wypowiedzi… Przed laty, nieżyjący już polityk rzucił w kierunku zwykłego człowieka: „Spieprzaj dziadu!” Parę dni temu jego brat poszedł krok dalej, krzycząc w stronę innego obywatela RP: „Ty putinowska szmato! (wcześniej wołał – „ty zasrany gnoju”). Obie ‘wypowiedzi’ to skutek korzystania z dobrodziejstw liberalizmu …
Beneficjentami ustroju liberalnego są też ludzie pióra, kiedyś określani mianem ‘literatów’. Gdyby było inaczej, nie przebiliby się do literatury z wytworami ich pisarskiego geniuszu. Oto cytat-dialog ze współczesnej, rodzimej powieści: „Kochasz mnie? No przecież. Jak bardzo? Tak, kurwa, bardzo, że ja pierdolę!”
Romantyczny poeta, ze zniewolonego niegdyś Kraju pisał:
Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa
Tymczasem głowa współczesnego pisarza/arki zbytnio nie trudzi się myśleniem, choć niewątpliwie zna zasadę: maksimum treści przy minimum słów.
JS

Kościoła, którego funkcjonariuszy Edyta Geppert nazywała „urzędnikami pana B.”
Ja ich nazywam „właścicielami pana B.”, a tę całą odrażającą instytucję określam mianem „związek zawodowy właścicieli pana B.”. To jest o krok dalej niż „urzędnicy”, która to nazwa przyznaje im legitymację do działania, chociaż wiesza znak zapytania nad metodami. Natomiast „właściciele” w moim zamyśle im tę legitymację odbiera, bo przyznanie sobie samemu tytułu własności w tej akurat dziedzinie to jest absurd, hucpa, i bezczelność. Przywłaszczenie sobie tytułu własności pokazuje, kim oni są: zwykłymi złodziejami, którzy dobro wspólne, którym jest samo pojecie pana Boga (abstrahując od jego istnienia) przerobili na źródło swoich dochodów oraz na metodę kontrolowania społeczeństwa.
@ narcairz 2 Gorącym zwolennikiem postrzegania kleru jako „właścicieli” Pana Boga był Prymas Stefan Kardynał Wyszyński. Kapłan rozkazuje Panu Bogu i ten musi go słuchać Jeśli Bóg jest Panem wszystkich innych, to kapłan jest kimś mającym władzę nad Panem, kimś jeszcze większym!
.
Do tekstu:
Trochę zbyt powierzchowna ta ocena liberalizmu w TP.
Zbitka powtarzana „neoliberalny turbokapitalizm” niezbyt różni się od cytowanej wcześniej zbitki liberalno-lewacki.
„Neoliberalny” wydaje się być tutaj pojęciem wartościującym, a nie rzetelnym opisem.
Liberalizm zakładał wolność, ale wraz z wolnością przychodziła odpowiedzialność, wszak bezwolny nie może być odpowiedzialny za to co robi, skoro nie ma wyboru. Wyzwolenie oznaczało przyjęcie odpowiedzialności za swoje czyny.
Opisywany przez TP „neoliberalny turbokapitalizm” (czymkolwiek by nie był) odpowiedzialnością się nie przejmuje, przejmuje się zyskiem. Jest to poniekąd zaprzeczenie liberalizmu.
Podobnie jak wyzwolenie polityków każących dziadom spijeprzać – mamy do czynienia z wyzwoleniem od odpowiedzialności. Jest to antyliberalne.
Spotkałem się z wypowiedzią Stefana Wyszyńskiego jakiś czas temu na oficjalnej stronie Kościoła. Ale teraz znalazłem głównie cytaty, streszczenia, i blogi. Nie wiem, czy Google nie potrafi znaleźć, czy tez ta szaleńcza wypowiedz została przez Kościół usunięta z widoku. Cytuję z dostępnych źródeł.
„Kapłan, to drugi Chrystus. Otrzymaliście w tej chwili straszliwą władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszystkim nad samym Bogiem! Jesteście przecież „spirituales imperatores”, a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, On tego od Was chciał! Będziecie Mu rozkazywać, gdy na wasze słowa, zstępować będzie na ołtarze – Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy; gdy życie Boże wracać będzie do dusz, pobitych grzechem.”
https://forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=15&t=38410
Osobnym pytaniem jest, dlaczego „pana”. Nie wiem, w ilu innych językach Bóg otrzymuje taki dodatek. Można się złośliwie pytać, kto mianowicie sprawdził, co „panu Bogu” dynda między nogami? Ale to byłaby tania złośliwość. Słowo „pan” w polskiej tradycji jest przeciwieństwem „chama” albo „człowieka”, który służy i podlega „panu”. W tym słowie chodzi o hierarchię i podległość. My już nie pamiętamy, albo nie chcemy pamiętać, ze chłop był własnością, zaś ustrój Polski był oparty na niewolnictwie. Słowo „pan” co prawda stało się forma grzecznościową, ale w odniesieniu do „pana Boga” wciąż oznacza prawo posiadania. „Pan Bóg” to jest ciągle możnowładca, a my wszyscy jesteśmy jego własnością, jak dawni chłopi byli własnością szlachcica. Te wizje są głęboko wdrukowane w polski katolicyzm, który jest roszczeniowy ze strony związku zawodowego właścicieli „pana B.”, oraz polityków, którzy się podczepiają pod ten sposób myślenia. I dlatego utarł się „pan Bóg” jako przypomnienie, ze nie mamy osobistej wolności w tym polskim religijnym feudalizmie. Jesteśmy osobiście raz na zawsze przypisani do tej polskiej wiochy, z której nie ma ucieczki pod groźbą obrażenia „uczuć religijnych” funkcjonariuszy „pana B”, samego „pana B.”, oraz innych niewolników, którym funkcjonariusze pana B. odebrali godność i prawo decydowania o swoich wyborach.
Przekonujące ujęcie problemów dręczących współczesny liberalizm, który wciąż wydaje się być wart uwagi. Przynajmniej dla tych, którzy nie zrezygnowali z myślenia… Powyższa uwaga ma swoje uzasadnienie zwłaszcza, że na horyzoncie nie widać innej, ciekawszej dla ludzkości idei. Obecny kryzys nie jest pierwszy, należy więc mieć nadzieję, że kiedyś nadejdzie jego kres, że indywidualna koncepcja człowieka, społeczeństw oraz wolność nieskrępowana politycznym przymusem przetrwają dla dobra nas wszystkich. Jeszcze małe sprostowanie. Tak się złożyło, że adresatem słynnych przed laty słów: „Sp……. dziadu”, jak również tych, wypowiedzianych podczas miesięcznicy przez brata śp. Prezydenta (luty 2024), była wciąż ta sama osoba – Zbigniew Aniszewski. Chcąc nie chcąc pojawiła się nowa tradycja, w tym wypadku rodzinna…
Jak zwykle wazny i na czasie tekst JS. W tych dniach jestem (już po raz kolejny) w Wilnie. To miasto niezwykle i enigmatyczne. Tym razem odkryłem Republikę Zarzeczna, która ma swoją konstytucję składająca się z 38 paragrafów. Oto niektóre z nich:
1. Człowiek ma prawo mieszkać obok Wilenki, a Wilenka płynąć obok człowieka.
2. Człowiek ma prawo do gorącej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówki.
3. Człowiek ma prawo umrzeć, lecz nie jest to jego obowiązkiem.
9. Człowiek ma prawo do leniuchowania lub nicnierobienia.
…
12. Pies ma prawo być psem.
…
24. Człowiek ma prawo nic nie rozumieć.
…
37. Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw.
Myślałem, ze tylko Czesi maja dystans do siebie i poczucie humoru. Okazuje się, ze Litwini tez. Może kiedyś nabiorą jednego i drugiego Polacy.
Zanim ukaże się (mam nadzieję) mój komentarz parę słów o Bertrandzie Russellu przywołanym przez Autora. W latach 80-tych, po stanie wojennym czytałem jego eseje o władzy i pamiętam, że byłem zachwycony swobodą i świeżością jego myśli. Wspaniały uczony !
Druga część kanikuły, zanim politycy i dziennikarze powrócą do aktywności z początkiem września, sprzyja spokojnej refleksji. Artykuł o liberalizmie autorstwa JS dostarcza znakomitego materiału do takich rozważań. Tytułowe pytanie nurtuje wielu ludzi na świecie i w Polsce. Zwłaszcza tych spośród nas, którzy uważnie obserwują „coraz bardziej otaczającą nas” rzeczywistość.
*
W perspektywie światowej szeroko rozumiany liberalizm przyniósł po 1945 roku do dziś wyjątkowo szybki i trwały rozwój znacznej części świata, głównie Zachodu nazywanego także cywilizacją euroatlantycką. Różnorodne procesy doprowadziły do zakończenia ery kolonializmu w skali globalnej, a państwowe egoizmy narodowe uzupełniane a czasami zastępowane są stopniowo postępującą współpracą międzynarodową. Rozwój ekonomiczny skorelowany z demokratyzacją wielkich obszarów globu od Ameryki Północnej, przez Europę aż do dalekiej Azji, Australii i Nowej Zelandii spowodował upadek wielkich totalitaryzmów: vide ZSRR i blok wschodnioeuropejski, a totalitarne Chiny wykorzystały niektóre, szczególnie ekonomiczne, mechanizmy liberalne dla własnego rozwoju. Na liberalizmie skorzystały także pozostałe części globalnej wioski w tym Ameryka Południowa i Afryka, choć w stopniu znacznie mniejszym niż było to możliwe przy pełnym otwarciu liberalnym.
*
Mimo swojej nośności i kreatywności doktryny liberalne i neoliberalne rozwijane w świecie od czasów Oświecenia nie są uniwersalnym przepisem na szczęście ludzkości, ani cudownym panaceum na wszelkie nasze problemy i niedoskonałości. Azaliż przy wszystkich ich słabościach i zastrzeżeniach pod ich adresem są najdoskonalszym, jak dotąd produktem myśli i praktyki codziennej, między innymi dlatego, że opisują naturalną ewolucję stosunków społecznych rezygnując z tworzenia utopii. Liberalizm odzwierciedlając ludzkie słabości sam nie jest od nich wolny. Dotyczy to takich zjawisk jak marnotrawstwo zasobów, zatrucie środowiska i degradacja klimatu, konsumpcja na pokaz, polaryzacja bogactwa w skali globalnej, etc. etc. Mimo wad próba zastąpienia liberalizmu innymi regulacjami relacji społecznych prawie zawsze prowadzi do osłabienia rozwoju, a nierzadko do fatalnych skutków humanitarnych i gospodarczych. Przykł