18.08.2024
Zdanie odrębne

Od jakiegoś czasu mówi się o kryzysie liberalizmu – jako doktryny ekonomicznej, politycznej, społecznej; wreszcie jako idei zbudowanej w oparciu o wolność (łac. libertas). Jej wadą jest oświeceniowy rodowód, a – jak wiadomo – aktualnie modne jest myślenie romantyczne z jego ludowością (dziś to populizm) oraz mesjanizmem. W związku z tym Polska ma być – i jest! – ofiarą historii tudzież państwem wymazywanym z mapy Europy (przez Tuska i Niemcy); Rosja kreuje się na ostoję chrześcijaństwa, zaś Ameryka za moment znowu będzie first… Nie warto wspominać Izraela oraz innych narodów „wybranych” przez Boga, tzn. przez samych siebie do odgrywania szczególnej roli w świecie …
Krytyka liberalizmu w Polsce jest: a) prostacka i niesłuszna, b) spokojna i uzasadniona; wszak na tym świecie nie ma rzeczy doskonałych… Zacznijmy od pierwszej, która zdominowała dyskurs, a właściwie frazeologię – zarówno kościelną jak i partyjną. Przewija się w nich stale zbitka pojęciowa typu liberalno-lewackie. Mogą takimi być: argumenty, idee, elity, partie polityczne, programy, postawy, zachowania, etc. Tego rodzaju kwalifikacja (z inwektywą oraz insynuacją), jest dla prawicy narzędziem i sposobem walki: marginalizacji przeciwnika, eliminowania z polityki, pozbawiania środków do życia, jak to było w przypadku niektórych sędziów, dziennikarzy oraz innych ‘lewaków’ i ‘liberałów’.
Rządy ‘dobrej zmiany’ obfitowały w różne rodzaje politycznej opresji, więc nie ma potrzeby ich przypominać… Rzeczą znacznie gorszą było (i jest!) niepolityczne i areligijne zachowanie polskiego Kościoła, którego funkcjonariuszy Edyta Geppert nazywała „urzędnikami pana B.” Wskutek ich działań Kraj znalazł w uścisku (jak w imadle) dwu ‘kościołów’ – ‘krakowskiego’, którym zarządza (ciągle jeszcze!) intelektualista i filozof Marek Jędraszewski; oraz ‘toruńskiego’, który stworzył prostak i biznesmen – Tadeusz Rydzyk.
Zanim PiS doszło do władzy, te dwa ośrodki stanowiły przeciwieństwo; z czasem zaczęły mówić jednym głosem. Aktualnie ich przywódcy rywalizują w atakach na wszystko, co liberalne, a więc związane z wolnością. Paradoks, a może schizofrenia takiej postawy polega na tym, że chrześcijaństwo (więc i katolicyzm) od wieków przedstawia się jako religia wolności. Wszak Bóg, stwarzając człowieka wyposażył go w wolną wolę, a Syn boży w swym nauczaniu często używał zwrotu: „jeśli chcesz”. A jak wiadomo, wszelkie ‘chcenie’ jest przejawem woli… Jeden z wczesnych naśladowców Chrystusa (św. Augustyn) uwarunkował wolność miłością – „kochaj i rób, co chcesz” (ama et fac quod vis). Zapewne stąd wzięło się głośne: „róbta, co chceta” Jurka Owsiaka, onegdaj mocno atakowane przez prymasa Glempa…
*
Liberalizm jest też oceniany merytorycznie… Wystarczy sięgnąć do jednego z ostatnich numerów „Tygodnika Przegląd”, w którym prof. Andrzej Szahaj zwraca uwagę na ogromne marnotrawstwo gospodarki kapitalistycznej. Otóż przejawem wolności najnowszej fazy liberalizmu jest rozpasanie konsumpcyjne, o którym Autor tak pisze: „Dzisiejsza kultura marnotrawstwa to nic innego jak skutek oddziaływania systemu neoliberalnego kapitalizmu, dla którego jest ona warunkiem uzyskiwania wciąż wyższych zysków. Żyj, żeby kupować, a nie kupuj, aby żyć. Tylko w ten sposób wypełnisz funkcję kapryśnego i wciąż niezaspokojonego klienta tak potrzebną turbokapitalizmowi (…), aby trwać i się rozwijać”. (…) W ten sposób kultura marnotrawstwa osiąga apogeum. A jest ona zabójcza nie tylko dla klientów, żyjących często na kredyt, ale przede wszystkim dla planety, której zasoby są w obłędnym tempie wykorzystywane i marnotrawione. Dziś nie ulega wątpliwości, że nie wytrzyma ona dłużej trwania neoliberalnego turbokapitalizmu, nawet jeśli będzie się on wspierał na tzw. zielonej energii”. A więc ‘kupuj i rób, co chcesz’ – można by strawestować zawołanie chrześcijańskiego filozofa… Okazuje się, że wolność zawsze jest czymś uwarunkowana – dawniej miłością, dziś zakupami…
*
Nie znaczy to, że liberalizm już się skończył. Owszem, jest w tarapatach – w dużej mierze zawinionych przez swoich praktyków i wyznawców. Trudno jednak ocenić, która z tych grup zawiniła w większym stopniu; wszak idee zużywają się w czasie, wymagają odnowy i refleksji. Może nowych haseł, sloganów, czy frazesów typu: „socjalizm tak, wypaczenia nie!” – choć to ostatnie potraktujmy jako żart…
Liberalizm ciągle jest atrakcyjną i właściwie nie zastępowalną ideą; trzeba jednak o nią dbać, kultywować (w znaczeniu chronić i uprawiać) oraz troszczyć się o nią podobnie jak o demokrację. Wszak z połączenia tych dwu pojęć wzięła się liberalna demokracja – swego rodzaju ‘idea regulatywna’ nowożytnej polityki, wyznaczająca jej kierunek i kształt; do której człowiek zbliża się i oddala, choć stale do niej dąży…
Obecny kryzys liberalizmu nie jest pierwszy ani ostatni. Na jeden z wcześniejszych, z lat 50-tych, zareagował Bertrand Russell (1872-1970) brytyjski filozof, logik i matematyk, uważany za twórcę tzw. filozofii analitycznej. Był też działaczem społecznym, trzykrotnie kandydował do parlamentu… Russell sformułował Dekalog liberała, którego przykazania brzmią następująco:
1. Nie bądź niczego pewny.
2. Nie ukrywaj niewygodnych świadectw, bo i tak wyjdą na jaw.
3. Nie odwołuj się w dyskusji do autorytetów własnych lub cudzych.
4. Nie wykorzystuj władzy jako argumentu w dyskusji.
5. Nie miej respektu dla autorytetów, do których odwołują się inni, ponieważ zawsze można znaleźć autorytety przeciwstawne.
6. Nie tłum opinii, którą uważasz za niesłuszną.
7. Nie bój się ekscentrycznych opinii; każda z dziś uznawanych uchodziła kiedyś za ekscentryczną.
8. Znajdź większą przyjemność w inteligentnej niezgodzie, niż w pasywnej zgodzie.
9. Bądź skrupulatnie uczciwy, nawet gdy to jest niewygodne.
10. Nie zazdrość głupcom szczęścia.
Dekalog Russella, jak każdy zbiór zasad, jest wymagający; choć nie tak, jak Dziesięcioro przykazań Boga Jahwe. Ukazał się w artykule pt. Best Answer to Fanaticism – Liberalism (Najlepsza odpowiedź na fanatyzm – [to] liberalizm), opublikowanym w „New York Times Magazine” z dnia 16 grudnia, 1951 roku. Już sam tytuł artykułu daje do myślenia, a co dopiero ‘przykazania’ – jakże aktualne w dobie kolejnych zawirowań doktryny liberalnej, znienawidzonej przez ostatnie osiem w Polsce. I nadal obrzydzanej u nas i w świecie…

Na marginesie…
W Polsce z wolności najbardziej korzystają politycy, którym wszystko wolno, szczególnie w sferze języka tudzież wypowiedzi… Przed laty, nieżyjący już polityk rzucił w kierunku zwykłego człowieka: „Spieprzaj dziadu!” Parę dni temu jego brat poszedł krok dalej, krzycząc w stronę innego obywatela RP: „Ty putinowska szmato! (wcześniej wołał – „ty zasrany gnoju”). Obie ‘wypowiedzi’ to skutek korzystania z dobrodziejstw liberalizmu …
Beneficjentami ustroju liberalnego są też ludzie pióra, kiedyś określani mianem ‘literatów’. Gdyby było inaczej, nie przebiliby się do literatury z wytworami ich pisarskiego geniuszu. Oto cytat-dialog ze współczesnej, rodzimej powieści: „Kochasz mnie? No przecież. Jak bardzo? Tak, kurwa, bardzo, że ja pierdolę!”
Romantyczny poeta, ze zniewolonego niegdyś Kraju pisał:
Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa
Tymczasem głowa współczesnego pisarza/arki zbytnio nie trudzi się myśleniem, choć niewątpliwie zna zasadę: maksimum treści przy minimum słów.
JS

Kościoła, którego funkcjonariuszy Edyta Geppert nazywała „urzędnikami pana B.”
Ja ich nazywam „właścicielami pana B.”, a tę całą odrażającą instytucję określam mianem „związek zawodowy właścicieli pana B.”. To jest o krok dalej niż „urzędnicy”, która to nazwa przyznaje im legitymację do działania, chociaż wiesza znak zapytania nad metodami. Natomiast „właściciele” w moim zamyśle im tę legitymację odbiera, bo przyznanie sobie samemu tytułu własności w tej akurat dziedzinie to jest absurd, hucpa, i bezczelność. Przywłaszczenie sobie tytułu własności pokazuje, kim oni są: zwykłymi złodziejami, którzy dobro wspólne, którym jest samo pojecie pana Boga (abstrahując od jego istnienia) przerobili na źródło swoich dochodów oraz na metodę kontrolowania społeczeństwa.
@ narcairz 2 Gorącym zwolennikiem postrzegania kleru jako „właścicieli” Pana Boga był Prymas Stefan Kardynał Wyszyński. Kapłan rozkazuje Panu Bogu i ten musi go słuchać Jeśli Bóg jest Panem wszystkich innych, to kapłan jest kimś mającym władzę nad Panem, kimś jeszcze większym!
.
Do tekstu:
Trochę zbyt powierzchowna ta ocena liberalizmu w TP.
Zbitka powtarzana „neoliberalny turbokapitalizm” niezbyt różni się od cytowanej wcześniej zbitki liberalno-lewacki.
„Neoliberalny” wydaje się być tutaj pojęciem wartościującym, a nie rzetelnym opisem.
Liberalizm zakładał wolność, ale wraz z wolnością przychodziła odpowiedzialność, wszak bezwolny nie może być odpowiedzialny za to co robi, skoro nie ma wyboru. Wyzwolenie oznaczało przyjęcie odpowiedzialności za swoje czyny.
Opisywany przez TP „neoliberalny turbokapitalizm” (czymkolwiek by nie był) odpowiedzialnością się nie przejmuje, przejmuje się zyskiem. Jest to poniekąd zaprzeczenie liberalizmu.
Podobnie jak wyzwolenie polityków każących dziadom spijeprzać – mamy do czynienia z wyzwoleniem od odpowiedzialności. Jest to antyliberalne.
Spotkałem się z wypowiedzią Stefana Wyszyńskiego jakiś czas temu na oficjalnej stronie Kościoła. Ale teraz znalazłem głównie cytaty, streszczenia, i blogi. Nie wiem, czy Google nie potrafi znaleźć, czy tez ta szaleńcza wypowiedz została przez Kościół usunięta z widoku. Cytuję z dostępnych źródeł.
„Kapłan, to drugi Chrystus. Otrzymaliście w tej chwili straszliwą władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszystkim nad samym Bogiem! Jesteście przecież „spirituales imperatores”, a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, On tego od Was chciał! Będziecie Mu rozkazywać, gdy na wasze słowa, zstępować będzie na ołtarze – Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy; gdy życie Boże wracać będzie do dusz, pobitych grzechem.”
https://forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=15&t=38410
Osobnym pytaniem jest, dlaczego „pana”. Nie wiem, w ilu innych językach Bóg otrzymuje taki dodatek. Można się złośliwie pytać, kto mianowicie sprawdził, co „panu Bogu” dynda między nogami? Ale to byłaby tania złośliwość. Słowo „pan” w polskiej tradycji jest przeciwieństwem „chama” albo „człowieka”, który służy i podlega „panu”. W tym słowie chodzi o hierarchię i podległość. My już nie pamiętamy, albo nie chcemy pamiętać, ze chłop był własnością, zaś ustrój Polski był oparty na niewolnictwie. Słowo „pan” co prawda stało się forma grzecznościową, ale w odniesieniu do „pana Boga” wciąż oznacza prawo posiadania. „Pan Bóg” to jest ciągle możnowładca, a my wszyscy jesteśmy jego własnością, jak dawni chłopi byli własnością szlachcica. Te wizje są głęboko wdrukowane w polski katolicyzm, który jest roszczeniowy ze strony związku zawodowego właścicieli „pana B.”, oraz polityków, którzy się podczepiają pod ten sposób myślenia. I dlatego utarł się „pan Bóg” jako przypomnienie, ze nie mamy osobistej wolności w tym polskim religijnym feudalizmie. Jesteśmy osobiście raz na zawsze przypisani do tej polskiej wiochy, z której nie ma ucieczki pod groźbą obrażenia „uczuć religijnych” funkcjonariuszy „pana B”, samego „pana B.”, oraz innych niewolników, którym funkcjonariusze pana B. odebrali godność i prawo decydowania o swoich wyborach.
Przekonujące ujęcie problemów dręczących współczesny liberalizm, który wciąż wydaje się być wart uwagi. Przynajmniej dla tych, którzy nie zrezygnowali z myślenia… Powyższa uwaga ma swoje uzasadnienie zwłaszcza, że na horyzoncie nie widać innej, ciekawszej dla ludzkości idei. Obecny kryzys nie jest pierwszy, należy więc mieć nadzieję, że kiedyś nadejdzie jego kres, że indywidualna koncepcja człowieka, społeczeństw oraz wolność nieskrępowana politycznym przymusem przetrwają dla dobra nas wszystkich. Jeszcze małe sprostowanie. Tak się złożyło, że adresatem słynnych przed laty słów: „Sp……. dziadu”, jak również tych, wypowiedzianych podczas miesięcznicy przez brata śp. Prezydenta (luty 2024), była wciąż ta sama osoba – Zbigniew Aniszewski. Chcąc nie chcąc pojawiła się nowa tradycja, w tym wypadku rodzinna…
Jak zwykle wazny i na czasie tekst JS. W tych dniach jestem (już po raz kolejny) w Wilnie. To miasto niezwykle i enigmatyczne. Tym razem odkryłem Republikę Zarzeczna, która ma swoją konstytucję składająca się z 38 paragrafów. Oto niektóre z nich:
1. Człowiek ma prawo mieszkać obok Wilenki, a Wilenka płynąć obok człowieka.
2. Człowiek ma prawo do gorącej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówki.
3. Człowiek ma prawo umrzeć, lecz nie jest to jego obowiązkiem.
9. Człowiek ma prawo do leniuchowania lub nicnierobienia.
…
12. Pies ma prawo być psem.
…
24. Człowiek ma prawo nic nie rozumieć.
…
37. Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw.
Myślałem, ze tylko Czesi maja dystans do siebie i poczucie humoru. Okazuje się, ze Litwini tez. Może kiedyś nabiorą jednego i drugiego Polacy.
Zanim ukaże się (mam nadzieję) mój komentarz parę słów o Bertrandzie Russellu przywołanym przez Autora. W latach 80-tych, po stanie wojennym czytałem jego eseje o władzy i pamiętam, że byłem zachwycony swobodą i świeżością jego myśli. Wspaniały uczony !
Druga część kanikuły, zanim politycy i dziennikarze powrócą do aktywności z początkiem września, sprzyja spokojnej refleksji. Artykuł o liberalizmie autorstwa JS dostarcza znakomitego materiału do takich rozważań. Tytułowe pytanie nurtuje wielu ludzi na świecie i w Polsce. Zwłaszcza tych spośród nas, którzy uważnie obserwują „coraz bardziej otaczającą nas” rzeczywistość.
*
W perspektywie światowej szeroko rozumiany liberalizm przyniósł po 1945 roku do dziś wyjątkowo szybki i trwały rozwój znacznej części świata, głównie Zachodu nazywanego także cywilizacją euroatlantycką. Różnorodne procesy doprowadziły do zakończenia ery kolonializmu w skali globalnej, a państwowe egoizmy narodowe uzupełniane a czasami zastępowane są stopniowo postępującą współpracą międzynarodową. Rozwój ekonomiczny skorelowany z demokratyzacją wielkich obszarów globu od Ameryki Północnej, przez Europę aż do dalekiej Azji, Australii i Nowej Zelandii spowodował upadek wielkich totalitaryzmów: vide ZSRR i blok wschodnioeuropejski, a totalitarne Chiny wykorzystały niektóre, szczególnie ekonomiczne, mechanizmy liberalne dla własnego rozwoju. Na liberalizmie skorzystały także pozostałe części globalnej wioski w tym Ameryka Południowa i Afryka, choć w stopniu znacznie mniejszym niż było to możliwe przy pełnym otwarciu liberalnym.
*
Mimo swojej nośności i kreatywności doktryny liberalne i neoliberalne rozwijane w świecie od czasów Oświecenia nie są uniwersalnym przepisem na szczęście ludzkości, ani cudownym panaceum na wszelkie nasze problemy i niedoskonałości. Azaliż przy wszystkich ich słabościach i zastrzeżeniach pod ich adresem są najdoskonalszym, jak dotąd produktem myśli i praktyki codziennej, między innymi dlatego, że opisują naturalną ewolucję stosunków społecznych rezygnując z tworzenia utopii. Liberalizm odzwierciedlając ludzkie słabości sam nie jest od nich wolny. Dotyczy to takich zjawisk jak marnotrawstwo zasobów, zatrucie środowiska i degradacja klimatu, konsumpcja na pokaz, polaryzacja bogactwa w skali globalnej, etc. etc. Mimo wad próba zastąpienia liberalizmu innymi regulacjami relacji społecznych prawie zawsze prowadzi do osłabienia rozwoju, a nierzadko do fatalnych skutków humanitarnych i gospodarczych. Przykładem może najbardziej spektakularnym jest doktryna polityczna, gospodarcza i społeczna Federacji Rosyjskiej, która swoje zacofanie, zapóźnienia i niedostosowanie do współczesności próbuje ukryć w militarystycznym awanturnictwie międzynarodowym. Innym przykładem są Chiny Ludowe, które wykorzystując mechanizmy liberalizmu i globalizacji do rozwoju gospodarczego próbują swój model państwa autorytarnego i totalitarnego uratować i rozpowszechniać jako efektywny mechanizm państwowy.
*
Wychwycone przez Autora wrażenie odwrotu liberalizmu można odnieść analizując praktykę społeczną i polityczną w krajach liberalnej demokracji właśnie. To w tych krajach narastają ruchy polityczne i społeczne, które próbują podważyć lub zastąpić doktryny liberalne innymi mechanizmami ustrojowymi. Polska jest być może dobrym przykładem działania takich ruchów.
*
Autor ciekawie wywodzi przeciwstawiający się liberalizmowi populizm z tradycji romantycznej. Faktem jest, że populizm czyli ukrywający się za eufemizmem faszyzm, jest zbiorem pomysłów, mechanizmów i narzędzi próbujących przeciwstawić się liberalizmowi. Populizm jest właśnie taką formą krytyki liberalizmu która wg. JS jest „prostacka i niesłuszna”. Być może właśnie dlatego jest chwytliwa. Szerokie rzesze wyborców łatwo akceptują proste przekazy populistów, nie analizując że są prymitywne i prostackie, podczas kiedy przekaz liberalny wymaga choćby odrobinę refleksji i rozwagi. Populistyczni politycy są autentyczni – słabo wykształceni, prymitywni, chamscy i prostaccy podobnie jak ich wyborcy. Właśnie takie cechy przeciwstawiają „wykształciuchom” czyli domniemanym liberałom. Sami niewiele rozumiejąc ze świata współczesnego tłumaczą swoim wyborcom tak jak go pojmują – w sposób daleki od rzeczywistości. Wszystkie bardziej skomplikowane sprawy kwestionują jako zamach na ich rozum i wolność wyboru obywateli. W istocie sami dokonują zamachu na swój własny poziom (braku) rozumu prowadząc wyznawców donikąd.
*
Autor ciekawie komponuje działalność krk z populizmem w Polsce. Kościół instytucjonalny wszedł w sojusz z PiS-em widząc w tym mariażu antidotum na postępującą laicyzację i dechrystianizację wiernych. JS bardzo trafnie wychwytując jak sam nazywa „paradoks, a może schizofrenię” doktryny krk przez wieki lansowaną jako „religię wolności” przypomniał mi epizod z jakiejś homilii Karola Wojtyły- podówczas jeszcze kardynała, metropolity krakowskiego. Otóż tłumaczył on tę „wolność” w sposób bardzo szczególny a zarazem inteligentny wskazując, że to nie jest wolność od a wolność do – a tym do jest bóg katolicki ! Współcześni hierarchowie i księża widzą, że wierni nogami inaczej wybierają kierunki tej wolności stąd zblatowanie z populistami, do dzisiaj zresztą. Populizm i klerykalizacja wiernych jest silnie związana z patetycznym słownictwem patriotycznym – zresztą populiści chętnie sami nazywają się obozem patriotycznym lub patriotyczno – konserwatywnym. Kiedy spróbować dowiedzieć się jakie to wartości patriotyczne i konserwatywne są istotne dla tego kierunku usłyszeć można mnóstwo niechęci, czy wręcz nienawiści, do środowisk liberalnych, a w kwestiach patriotyzmu i konserwatyzmu frazesy, slogany i … pustkę ideową. Liberalizm jest znienawidzony przez populistów, ale uczciwie biorąc nienawidzą oni czegoś, o czym nie mają pojęcia. Tym bardziej, że otwarcie nie podważają podstawowych zasad porządku liberalnego, pomijając pisowskie zapędy autorytarne, nie potwierdzane w oficjalnej propagandzie tej formacji.
*
Drugim nurtem krytyki liberalizmu wskazywanym przez JS jest krytyka „…spokojna i uzasadniona; wszak na tym świecie nie ma rzeczy doskonałych…”. Dyskusja o nierównościach społecznych, polaryzacji społecznej, koncentracji bogactwa, kapitalizmie finansowym, etc. od lat toczy się w kręgach uczonych, menedżerów i praktyków gospodarczych i politycznych, jednak antidotum na wiele wad współczesnego życia ekonomicznego i społecznego jak dotąd nie udało się wypracować. Być może wysiłki tych myślicieli wesprze rozwój sztucznej inteligencji (AI), której możliwości są coraz bardziej zaskakujące.
*
Korzystając z wakacji przeglądam fora internetowe i różne głosy na Youtube. Polityczni przeciwnicy liberalizmu, mniej lub bardziej jawnie popierający PiS niewiele mają do zaproponowania, oprócz opluwania przeciwników, w tym zwłaszcza Donalda Tuska. Uderzyła mnie opinia wygłaszana przez publicystę Tomasza Terlikowskiego, onegdaj myśliciela fundamentalistycznego jeżeli nie fanatycznego dla krk, a od paru lat „cudownie nawróconego” na zdrowy rozsądek. Jego wypowiedzi o arcybiskupie Jędraszewskim oraz Kaczyńskim i pisie można sprowadzić do tego, że mariaż obydwu przysłużył się fatalnie zarówno krk jak i samemu Pisowi. Zamiast wzmocnienia obydwu instytucji nastąpiło ich osłabienie a wzmocnili się przeciwnicy polityczni, czyli liberałowie. Morał z tego taki, że odwrót od liberalizmu w Polsce, przynajmniej po wyborach parlamentarnych w 2023 roku udało się nieco przyhamować. Widać obaj imperatorzy – kościelny i polityczny – mają słabe chody u swojego boga !
Narciarz i Mr E odbierają tekst nader emocjonalnie i z pretensjami… Dlaczego 'neoliberalizm’ ma być pojęciem wartościującym skoro 'neogotyk’ nie jest? Skąd taka awersja do pana Boga? Lepiej, by był sługą, kumplem, partnerem? W Polsce każdemu mówi się 'pan’ 'pani’, bez konotacji posiadania czy własności. Tak się utarło i nie ma się co czepiać. Felieton nie musi być naukowy czy głęboki, może być ulotny, jak kartka papieru (złożona we czworo!) Żadnego z Panów Komentatorów nie zajął 'dekalog’ Russella, może inaczej popatrzyliby na turbulencje liberalizmu, który nie tylko goni za zyskiem…
Izydor: W Polsce każdemu mówi się ‘pan’ ‘pani’, bez konotacji posiadania czy własności.
Język polski jest bardziej zniuansowany niż Pan twierdzi, Panie Izydorze. Powiedzenie „pani Bóg” byłoby odebrane jako nieprawidłowe, „pani Bogini” traci pogaństwem, „pani Bozia” jest lekceważące. Żeńska „Bozia” jest lekceważąca sama w sobie. Konotacje jak najbardziej istnieją. Ich ignorowanie wygląda jak odwracanie kota ogonem. Ja bym powiedział, ze rzeczywistość społeczna kroczy przodem, zaś konotacje tylko ją opisują. Nie odwrotnie. Polski katolicyzm jest represyjny i roszczeniowy. Język tylko odzwierciedla tę sytuację. Zwyczajowy „Pan Bóg” oddaje nie tyle szacunek, ile raczej absurd opresyjnego społeczeństwa. No bo niby dlaczego „Bóg” ma być samcem? Ano dlatego, ze w polskim społeczeństwie oraz w Kościele rządzą mężczyźni. Polacy stworzyli sobie Boga na obraz i podobieństwo samych siebie i to przeszło do gramatyki. Opresyjna instytucja została zbudowana na takich konotacjach i niedomówieniach. A teraz jej akolici udają niewiniątka. Konotacje, jakie konotacje? Tak się dziwnie składa, ze Bóg-samiec osobiście nie chce dopuścić kobiet do tego swojego kościelnego żłoba, o czym chętnie zaświadczają jego funkcjonariusze. Sam język o tym świadczy. Ale poza tym sumienie instytucji oraz jej akolitów jest czyste, bo rzadko używane.
@Izydor:
Który niby tekst odbieram „emocjonalnie” i z pretensjami? Komentarz narciarza, do którego się odnosiłem? Czym może treść felietonu JS? Czy streszczaną przezeń treść artykułu z TP?
.
W którym miejscu przeszkadza mi „Pan” Bóg? Mój komentarz dotyczył jego „właścicieli”.
.
Pytanie o neoliberalizm i dlaczego ma być wartościujący. Ponieważ tak jest używany. Turbokapitalizm zbudowany został zaś przez polityków uchodzących za konserwatywnych – Tatcher w UK oraz Reagan czy Bush w USA. Turbokapitalizm, jak już przypisywać mu pochodzenie, jest neokonserwatywny.
Co do słowa „neoliberalizm” jako pojęcia wartościującego pozwolę sobie też wrzucić link do wikipedii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Neoliberalizm
.
Czemu nie odniosłem się do dekalogu liberała? Nie sądziłem, że mam taki obowiązek 🙂
Dwie rzeczy o których nie wspomniałem w szerszym komentarzu.
Liberalizm jest wielowątkową i wieloaspektową doktryną dotyczącą zresztą wielu różnych dziedzin i ról ludzkiej aktywności. Od lat nurtowała mnie próba jego syntetycznego i zwięzłego przedstawienia i to mi się nie udawało. Wystarczy poczytać w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Liberalizm czy https://pl.wikipedia.org/wiki/Neoliberalizm aby zrozumieć, że nie jest to rzecz prosta. Od wielu lat przyjąłem na użytek rozmów i dyskusji intuicyjne jego rozumienie. W takim podejściu najłatwiej liberalizm przedstawić jako wynik postulatów spotykanych w ruchach rewolucyjnych np. wolność, równość, braterstwo uzupełnione o wiarę, miłość i nadzieję. Z liberalizmem jest jak ze słynnym cytatem z Moliera o mówieniu prozą. Jesteśmy jego emanacją i częścią nawet wtedy, kiedy niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę. Liberalizm wyrasta z naszych młodzieńczych ideałów, z wolności, otwartości będąc zaprzeczeniem wszelkich narzucanych sztucznie ograniczeń ideologicznych czy religijnych.
*
Dekalog Russella, jak wiele przemyśleń tego myśliciela, ma wspaniałą cechę. Pozwala nabrać dystansu i pokory wobec własnych przekonań, ale jednocześnie jest dość uniwersalnym zbiorem zasad pozwalających zachować witalność liberalizmu: otwartość zamiast zacietrzewienia, pokorę zamiast nienawiści, ciekawość zamiast arogancji, dyskusja zamiast ukrywania niewygodnych informacji, etc. etc. Jest taki prosty w swoim przekazie a tak trudny do stosowania na co dzień…
W w latach 60-tych ubiegłego biegał w moim środowisku dowcip : – Jak się dostać do Związku Literatów ? Trzeba wydać jedną książkę i dwu kolegów. Teraz jak widać, można się kurwić na inne sposoby. Przypomniałem sobie, nawiasem mówiąc, jeden kuriozalny przypadek z tej dziedziny. Otóż monstrualnie pornograficzną powieść „Josephine Mützenbacher”, napisał Felix Salten, autor „Bambi”, na podstawie którego Disney nakręcił swój film. Ciekawe. że nie ustosunkował się do tego dzieła ówczesny, światowej klasy krytyk literacki, cięty satyryk, dramaturg i poeta, Karl Kraus. Zrobił go natomiast na szmaty za jego powiastkę o króliczkach z łąki, co niemożliwie żydłaczyły. Mam jeszcze gdzieś na półce
ten tekst – „Judelnde Hasen”.
Świetny i ważny tekst, który każe zastanowić się raz jeszcze nad pytaniem postawionym dawno temu przez Heinego, wciąż, jak się okazuje, aktualnym:
„Być może przeznaczeniem ludzkości jest niekończąca się nędza, a narody skazane są na to, by po wiek wieków deptali je despoci, ich zausznicy wyzyskiwali, a lokaje z nich drwili”.
Miejmy jednak nadzieję, że demokracja liberalna nie była tylko krótkim okresem „pieriedyszki”, a teraz – pod światłym przewodnictwem, Putina, Erdogana, Trumpa, Orbana i naszego Prezesa Wszystkich Prezesów – wracamy do historycznej „normy”.
Jeszcze jedno przytoczenie, bardzo á propos. Miguel de Unamuno („O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i wśród narodów”, tłum Henryk Woźniakowski): „Prawdziwym grzechem, może grzechem przeciw Duchowi Świętemu, nie do odpuszczenia, jest grzech herezji, myślenia na własny rachunek. Słyszano tu, w naszej Hiszpanii, już nieraz, że gorzej być liberałem, czyli heretykiem niż mordercą, złodziejem czy też cudzołożnikiem. Najcięższym grzechem jest nieposłuszeństwo wobec Kościoła, którego nieomylność broni nas przed rozumem”.
Pyszne…. jako pojedynczy cytat. Kiedy jednak zerkniemy na postać Miguela de Unamuno y Jugo odkryjemy intelektualistę uważanego za jednego z najwybitniejszych myślicieli Hiszpańskich XIX i XX wieku. Warto przeczytać notkę biograficzną tego skądinąd liberała, bo to postać nietuzinkowa i frapująca: https://pl.wikipedia.org/wiki/Miguel_de_Unamuno
Jeden z wątków komentarzy podnoszony zarówno przez @Izydora jak i @MR E dotyczy pejoratywnego rozumienia pojęcia „neoliberalizm”. Przywołana przez tego ostatniego komentatora notka w Wikipedii właśnie o tym mówi: „Współcześnie pojęcie to – w oderwaniu od jego pierwotnego historycznego kontekstu – funkcjonuje głównie jako ogólne, pejoratywne określenie polityki postrzeganej jako nadmiernie leseferystyczna, mająca zaniedbywać dobro społeczeństwa z powodu bezwzględnej nieufności wobec zawodności państwa i przez dążenie do masowej prywatyzacji, deregulacji, zaciskania pasa wydatków publicznych, redukcji podatków oraz minimalizacji ingerencji politycznych w gospodarkę. Oryginalnie, idea neoliberalizmu została sformułowana głównie w okresie 1920–1960 w odpowiedzi na identyczne obawy o ówczesną kondycję „nadmiernie leseferystycznego” liberalizmu i narastanie znaczenia totalitaryzmów oraz gospodarek planowych, jako nowa, pragmatyczna i pluralistyczna wizja liberalizmu troszczącego się o sprawiedliwość społeczną oraz równość szans przy obronie ogólnie kapitalistycznej organizacji gospodarki[1][2][3].
*
Pierwotna definicja – bardziej precyzyjna, choć także zróżnicowana wewnętrznie – była rozwijana przez niewielką, ale szeroką i wpływową koalicję ekonomistów i polityków, którzy ostatecznie zdecydowali się jednak używać do samoidentyfikacji innych nazw, takich jak ordoliberalizm, społeczna gospodarka rynkowa, liberalizm klasyczny i libertarianizm. Nowe, bardziej wieloznaczne rozumienie pojęcia wyłoniło się po latach 1980., głównie w kontekście przemian politycznych i ekonomicznych w krajach Ameryki Południowej, a potem rządów R. Reagana w USA (reaganomika) i M. Thatcher w Wielkiej Brytanii (taczeryzm), gdy termin „neoliberalizm” zaczął być stosowany jako pejoratywny synonim radykalnego libertarianizmu, leseferyzmu, globalizacji, i wielu innych podejść i zjawisk postrzeganych jako przyczyny trudności transformacji. Jak zwracają uwagę badacze, ta nowa definicja praktycznie nie jest obecnie przez nikogo używana do pozytywnego samookreślenia się, i rzadko jest należycie doprecyzowana oraz klarownie lokowana w kontekście historycznym – nawet w rosnącej literaturze empirycznej[1][2]. W ocenie Mączyńskiej i Pysza, w literaturze dotyczącej tego tematu „występuje od dzesięcioleci zamieszanie i zamęt pojęciowy”[4]. ” – por. :https://pl.wikipedia.org/wiki/Neoliberalizm
*
Dalsza część tego hasła encyklopedycznego ilustruje fakt, że „neoliberalizm” zawiera w sobie różnorodne nurty rozwijające i dyskutujące klasyczne idee liberalne. Cywilizacja od czasów Oświecenia po dziś dzień przechodziła i nadal przechodzi radykalne przeobrażenia. Nic dziwnego zatem, że koncepcje neoliberalne próbują opisać te zmiany i co najmniej nadążać za nimi, choć w tej ostatniej sprawie praktyka zwykle wyprzedza rozważania teoretyczne. Obok tego istnieje, a w opinii publicznej często przeważa hejt, czyli próba zdyskredytowania neoliberalizmu przez różne nurty polityczne. I tak np. krytyka neoliberalizmu przez Konfederację z pozycji libertariańskich wskazuje, że ci ludzie nie tylko nie mają pojęcia o neoliberaliźmie, ale przede wszystkim nie rozumieją doktryn libertariańskich. Nie przeszkadza to im ogłupiać swoich wyznawców, bo dzieki temu istnieją w obiegu publicznym.
Bartula
Z ubolewaniem konstatuję, że najmniej „przemocowe” – bo nie domagające się od czytelnika przyznania racji – formy wypowiedzi: dialog i esej są w Polsce bardzo zaniedbana. Nie sprzyja to kulturze liberalnej tolerancji. Uniwersytety współczesne promują formy punktowanych wypowiedzi zamkniętych, a w domach polskich nadal uczy się dzieci odmawiania pacierzy (niekoniecznie religijnych). Sprzyja to autyzmowi, promuje monologistów, którzy dominują w mediach, w kawiarniach, w dyskusjach panelowych. Najczęstszy zwrot: „Proszę mi nie przerywać, bo ja panu wcześniej przerwałem”. W liberalnym systemie edukacji należałoby przede wszystkim uczyć dzieci udzielania informacji zwrotnych – wystarczy po dziesięć minut dziennie, a poziom publicznej debaty będzie niebawem bliski platońskiej Uczcie. Istotę liberalnej dyskusji dobre uchwycił kiedyś Karl Popper: „Sadze, ze mam racje, ale mogę się mylić, i to ty ja możesz mieć. Tak czy owak, przedyskutujmy sprawę; w ten sposób łatwiej nam będzie zbliżyć się do prawdy, niż gdybyśmy z uporem przekonywali się nawzajem o własnych racjach”.
Komentatorzy zdają się obchodzić szerokim łukiem zasadniczy problem, czyli wolność…Tymczasem wew wszystkich tzw. systemach jest ona w jakiś sposób krępowana np. w chrześcijaństwie 'wolna wola’ jest krępowana rozumem (prawdami wiary); w marksizmie, (który wrósł z Hegla) była to 'uświadomiona konieczność’, a liberalizm – dekalogiem Russella, choć to raczej 'instrukcja używania wolności’ aniżeli jej krępowanie… I to jest najcenniejsze.
Dekalog Russella warto wydrukować i powiesić ns ścianie. Pozdrawiam serdecznie Panie Profesorze i od razu wysyłam Panu swoją nową książkę o tym, w jaki sposób liberalizm przemieli sztuczna inteligencja oraz zmiany cywilizacyjne z nią związane