2017-01-12.
Cytat z zapomnianej dawno piosenki „Niebiesko Czarnych” przyszedł mi do głowy w związku z przypadającym w najbliższą niedzielę jubileuszowym finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
W nowej Polsce Orkiestra była jednym z tych zjawisk, które nadawały koloryt zmianom zachodzącym wokół. W chwili kiedy łatwo o zamieszanie w pojęciach, w widzeniu świata, w kierunkach marszu – nadała sens istnienia wielu ludziom nie pozwalając im się zagubić w chaosie, z którego wyłaniała się nowa rzeczywistość.
Pozwalała ludziom uwierzyć we własne możliwości i w sens wspólnego działania, była dowodem na to, że wspólnota nie jest pustym słowem opisującym zbiór przypadkowych osób przymusowo zamieszkujących jakieś ograniczone geografią terytorium.
Przez całe lata wydobywała z ludzi wszystko co w nich było najlepszego.
A przecież w każdym człowieku jest coś dobrego. Tak przynajmniej twierdzą transplantolodzy.
Orkiestra miała jeszcze jedno niezwykłe oblicze. Oblicze całkowicie apolityczne. Wychodząc z oczywistego założenia, że ból, cierpienie, choroba nie mają barw partyjnych i nie są pochodnymi poglądów politycznych, Orkiestra świadomie i konsekwentnie unikała wszystkiego co mogło ją kojarzyć z polityką i jej nie zawsze elegancką codziennością.
Polityka ma jednak to do siebie, że nawet jeśli się nią nie zajmujemy, nie zawsze potrafi odwdzięczyć się tym samym i pozostawić nas w spokoju.
Ruszyła na Owsiaka sztormowa fala prawicowych oszołomów (nie mylić z ludźmi o prawicowych poglądach) i wykorzystując polskie pawlakowo – kargulowe podglebie kulturowe obwiniła go o wszystkie możliwe grzechy z wywołaniem trzeciej wojny światowej włącznie.
Jeśli dziś z obrzydzeniem, a i zdumieniem patrzymy na „lud smoleński”, który zwyczajnie nie przyjmuje do wiadomości oczywistych faktów, nawet takich, że 2×2=4, to należy zauważyć, że jego umysł kształtował się właśnie w tej polsko owsiakowej wojnie.
Tak, to wtedy uparcie twierdzono, że Owsiak kradnie, żyje z darów, sprzeniewierza powierzone pieniądze pomimo dostępnych w internecie rozliczeń i tysiąca sprawozdań wszystkich chyba możliwych państwowych służb kontrolnych, które nigdy i w żadnej sprawie nie zarzuciły Orkiestrze niczego.
Przeciwnicy Owsiaka wtedy nauczyli się, że można bez skrępowania ignorować fakty, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy uwierzą im, a nie jemu.
Wielu wierzy do dziś, bardzo wielu.
Dziś kiedy szeroko otwieramy oczy patrząc na niezwykłe zjawisko jakim jest przyrodnicza osobliwość – plemię PiS-Hutu, powinniśmy pamiętać, że nie wzięło się ono z nikąd. 25 lat ćwiczeń, musztry i demózgizacji zrobiło swoje. Dzisiaj to zwarte, karne szeregi, których nie zmyli jakieś tam 2×2=4.
Jakże inaczej mogliby spokojnie słuchać ministra spraw zagranicznych, który nawiązuje stosunki z nieistniejącym państwem San Escobar? Nie istnieje? No i co z tego? Stosunki nawiążemy i już! Bo tak!
Wprawdzie plotka głosi, że ministrowi pomyliły się państwa i chodziło raczej o San Domierz, San Ok, ew. San Epid, ale to przecież tylko nieistotne szczegóły.
Chodzi o to, że on może powiedzieć cokolwiek i nie ma to dla nich żadnego znaczenia. Z doświadczenia wiem, że oni często nawet już nie słuchają swoich wodzów. To zdumiewające zjawisko odnotowałem osobiście, a jednak wciąż trudno mi uwierzyć w jego istnienie. Wierzą nie słuchając, przyznają rację in blanco.
Niewykluczone, że takie zjawisko ukształtowało się na bazie polskiego katolicyzmu stanowiącego osobliwą odmianę chrześcijaństwa, a charakteryzującego się wiarą bez znajomości czegokolwiek. Z Ewangelią na czele.
Jeżeli posła tego plemienia wyrzucono kiedyś z wojska za kradzież, co potwierdzają świadkowie uczestniczący w sądzie nad nim, a obecne kierownictwo MON interpretuje to jako „represje za postawę niepodległościową” to o czym tu rozmawiać. I jak?
Jeśli dokumenty mówią jedno, a ich interpretacja co innego, to tylko zatwardziały lewak posługujący się nie wiadomo po co rozumem może twierdzić, że tej postawy nie dostrzega.




A jeśli na dodatek znajdzie się ktoś kto potrafi te szeregi zagospodarować, dać im cel i kierunek, pokazać wroga – szczęście tych ludzi jest absolutne. A o cóż w końcu człowiekowi chodzi na tym łez padole, jeśli nie o żywot szczęśliwy i mający jakiś sens? Jakikolwiek.
Nie wolno tego nie doceniać, to prawdziwa siła.
Dzięki Owsiakowi polski Kościół odzyskał przygaszoną nieco w pierwszym okresie budowy nowej Polski żywotność. Orkiestra była impulsem do „nowej ewangelizacji”, nieco odmiennej od „starej”, bo opartej na nienawiści, zazdrości, dawaniu fałszywego świadectwa czyli nieco innym wariancie Dekalogu, który przekazała nam historia, ale równie przydatnym w powożeniu narodowym zaprzęgiem, zawierającym i bat i lejce, a przede wszystkim wędzidło.
Dobry pasterz dba o owce, z których żyje. Zgodnie z tą logiką Kościół polski powinien odprawiać nieustające modły za Owsiaka i jego zdegenerowaną bandę, która pozwoliła mu stać się znowu pełnym życia graczem na polskiej scenie politycznej.
Niestety, wdzięczność to chyba ostatnia rzecz jakiej możemy spodziewać się po tej instytucji.
Nie jestem aż tak naiwny, by niedawny gest Caritasu pod adresem Orkiestry brać za dobrą monetę. Po prostu ktoś doszedł do wniosku, że ciągłe antagonizowanie wiernych (z których duża część wspomaga Owsiaka regularnie) nie leży w jego interesie. Jak najbardziej dosłownie rozumianym.
Kolejny wygłup pary Szydło – Macierewicz ze zbiórką na Caritas w przeddzień 15 Finału Orkiestry jest już zbyt żenujący nawet dla ludzi z Caritasu, co może odstręczać potencjalnych darczyńców, to wszystko.
Nie napisałem tu niczego nowego. Wszystko to wiemy.
Jeśli więc jednak zacząłem pisać to tylko po to, by zaproponować czytelnikom prostą rzecz – przyjęcie opcji przeciwnika za swoją, na ten jeden dzień.
Skoro wg nich Orkiestra jest sprawą polityczną, to zgodnie z najprostszą logiką (BM, wiem , wiem, ale rozumianą kolokwialnie) uczestnictwo w niej jest swego rodzaju deklaracją.
Bardzo więc proszę wszystkich potrafiących się jednoznacznie zdeklarować o wypchanie w niedzielę orkiestrowych puszek do granic możliwości.
Jeśli pomimo kłód rzucanych jej pod nogi z każdej strony „dobrej zmiany” Orkiestra osiągnie w tym roku kolejny rekordowy wynik, to nie znam na dziś lepszej odpowiedzi wszystkim tym, którzy uważają nas za gorszy sort, komunistów i złodziei, zdrajców i sługi szatana. I blondynów.
Dziesięć demonstracji pod sejmem nie da takiego efektu jak kolejny sukces Orkiestry.
Będzie też sprawdzianem naszych własnych możliwości, da nadzieję wielu wątpiącym, którzy nie wierzą już w pokonanie szalejących na polskiej łące troglodytów.
Pełne puszki Orkiestry powiedzą im, że to jednak jest możliwe.
Naprawdę rzecz warta świeczki. Nie tylko tej z Caritasu.
Jerzy Łukaszewski

Gdyby tu był Związek Radziecki, a ja bym był I sekretarzem KPZR, to bym przyznał Owsiakowi tytuł Bohatera Związku Radzieckiego i Ludowego Artysty, wraz ze wszystkimi profitami jakie z tych tytułów przysługują. Oczywiście stała dożywotnia pensja i renta państwowa po przejściu na emeryturę. A jako papież wszcząłbym po jego śmierci proces beatyfikacyjny.
Owsiak użera się z nienawistnikami, a że służy wielkiej sprawie więc stara się ich nie antagonizować, wyciąga rękę, jednym słowem zachowuje się po chrześcijańsku, co musi w naszym kraju dziwić. Zapewne wielu ludziom nie może się pomieścić to w głowie i zastanawiają się: Ale o co mu tak naprawdę chodzi?
Nie jestem chrześcijaninem i szczerze życzę tym wszystkim nienawistnikom i kłamcom żeby im się parasol w d… otworzył.
Tu dowód na to, że to jednak deklaracja.
@J.LUK – tak samo patrzę na WOŚP i tak samo ją popieram. Te 25 lat orkiestry zrobiły więcej dla ewangelizacji Polaków niż ktokolwiek przez ten czas i wcześniej. Przywołany tu przez Pana najwybitniejszy w Polsce a może i w Europie teolog nienawiści KRK, z zacięciem do pouczania papieża, jest dobrym przykładem negatywnym. Zaprezentowany pogląd tego indywiduum pokazuje niedorzeczność i jałowość nienawiści. Fanatyzm odbiera rozum, albo lepiej – wyklucza tam, gdzie nie ma co odbierać. Jak w tym dowcipie Szczepka i Tońka: „nie chce, niech nie ji….”
@J.LUK dzisiaj mam szczęście, co wejdę na Onet to znajduje perełkę: http://kielce.onet.pl/wojewoda-swietokrzyski-odmawia-wsparcia-wosp-dlatego-zlicytuja-pismo-z-odmowa/peyptcm
Pisowcy maja pecha, nawet ich głupotę i niechęć da się spieniężyć! Ale żeby chcąc zaszkodzić bezwiednie pomagali to przepraszam, gdzie ich bóg? (Ten poza Nowogrodzką.) Uwziął się na nich czy jak?
Tak, też to widziałem. Piękny numer 🙂 No i tak właśnie trzeba.
A tu deklaracja dość luźno związana z WOŚP za to przedniej marki:https://www.facebook.com/sokzburaka/photos/pb.1452015088365848.-2207520000.1484339186./1909831149250904/?type=3&theater
Na bardzo mały dziennik: ziobrze, już ziobrze. Nie żadna eutanazja. Pozwolimy tylko zakończyć życie niegodne („unwuerdiges Leben” – A.H.) Owsiakom i innym Blidom. Czy warto pamiętać o Terlikowskim? Nie wiem. Ale pamiętam o tym biskupie w Monachium, co za pieniądze Caritasu kupił apartament dla swego kochasia (tam chyba jest nawet drożej niż w Berlinie). To było jednak ponad milion, więc zazdrośnicy ujawnili po kilku latach. Zgubna wiara w naszą lepszość (jesteśmy narodem wybornym) każe mi wierzyć, że u nas taki numer (z ujawnieniem) by nie przeszedł.
eeeh Panie Jerzy
Dzisiaj mówimy prawicowe oszołomy zamiast starego określenia zwartego i historycznie udokumentowanego.
„Kołtun polski” zjawisko zadziwiające i istniejące do dzisiaj, mimo braku włosów na głowie.
K.polski wstępował do PZPR, chodził do innej parafii na mszę i do spowiedzi, dzieci chrzcił i ślub w kościele brał po
kryjomu, grał w przysłowiowego remika w małych miasteczkach w nieodłącznym składzie proboszcz, komendant MO przewodniczący POP itd..
K.polski zawsze był pragmatykiem, głośno szczekał zgodnie z panującą linią polityczną, co mu pozostało do dzisiaj.
Kołtun polski miał i ma świńskie zapite oczka albo fizis intelektualisty który przy kilonku zrywa maskę i pokazuje świński ryj.
K.polski edukował się, zdobywał tytuły naukowe aby godnie prezentować swoje poparcie dla linii partyjnej, co mu zostało go czasu kiedy mógł nareszcie szczekać w każdym miejscu i na każdy temat.
K.polski jak kameleon zmieniał poglądy. Prywatnie, przy czwartym kieliszku zwierzał się jak on tego wszystkiego co tworzył w przeszłości nienawidził, ale musiał bo chciał w miarę dostatnio żyć.. bo miał obowiązki rodzinne i naprawdę wierzył że czyni dobrze.
Kołtun polski w 1979 roku na moment zmienił twarz ale tylko na moment.
Kołtun polski dalej ma się znakomicie, ma zapite świńskie oczka albo fizis intelektualisty, do momentu kiedy nie zacznie gadać. A nareszcie może.. do woli, w Internecie.
Zjawisko kołtunerii jest tutaj opisane.
https://www.wprost.pl/426399/Koltun-polski
A Owsiak? Od pierwszej WOŚP zawsze dawałem i będę dawał do końca mojego czasu…
Pozdrawiam
ps
Uwaga!
Kołtun polski jest obdarzony umiejętnością mimikry.
Rzuciłem hasło DAJMY STÓWĘ NA WOŚP.
Zbierzmy sto milionów na złość kołtunerii.
Ja daję w tym roku dwa razy więcej niż w ubiegłym, mój budżet emerycki jakoś to przetrzyma…
@OTOOSH : Się przyłączam. A w niedzielę będę pod niesłusznym pałacem koło namiotu. Umówiłem się tam z moim przyjacielem Antkiem, co przyjedzie z Darmsztatu, gdzie w naszej tamtejszej Polonii pcha, jako wolontariusz, organizacyjne sprawy Orkiestry. W zeszłym roku zebraliśmy 18 tys. Euro. A Darmsztat miasto wcale nie wielkie i nasza tam społeczność też. Ale dają również Niemcy. Nie wiem czy pamiętacie pierwszy okres stanu wojennego, kiedy kościoły puchły od darów,wysyłanych właśnie z tej RFN? Bo chcieli pomóc głodującym i niedomytym Polakom? Mój ojciec nie był tam całkiem nieznany, więc wysłano do niego taką paczkę bezpośrednio. Poznał tych ludzi i wynikła z tego serdeczna, dośmiertna przyjaźń. Czy ta młoda Weszpolska słyszała o takich rzeczach na religii w szkole? Chyba nie. Myśmy też zaniedbali. I mamy co mamy.
Oczywiście dam jak co roku i znowu więcej, niż w ubiegłym. Sama myśl o tym, że Terlikowskiemu wątroba spuchnie zś Matka Kurka zniesie jajo kwadratowe i to chyb niejedno dodaje mi animuszu.
Na pohybel wrogom!
Wygląda na to, że się w mojej klawiaturze wyczerpuje literka „a”.