Andrzej Koraszewski: Moje kontrowersyjne poglądy

Papież Franciszek wychodzi z nazistowskiego obozu zagłady w Auschwitz, 29 lipca 2016. (Zdjęcie: AFP/Janek Skarżyński)

2017-02-13.

 Poglądy mam kontrowersyjne od zawsze. Na szczęście nie jestem do nich specjalnie przywiązany i chętnie je zmieniam, kiedy okazuje się, że jestem w błędzie. Różni ludzie mówili mi, że mam kontrowersyjne poglądy. Jedni wprost, inni za plecami, ale to akurat z jakiegoś powodu nie skłaniało mnie do zmiany poglądów. Zawsze miałem dziwne wrażenie, że ten argument jest zbyt słaby, że raczej jest formą oskarżenia, iż pewnie jestem z innej parafii. Zawsze byłem z innej parafii i to jest poważny kłopot. Ludzie lubią swoich, a ja wyraźnie jestem jakiś nie swój.
Godzinami mógłbym opowiadać o moich kontrowersyjnych poglądach. Żyję na tym świecie dość długo i uzbierało się tego strasznie dużo. Mam wrażenie, że pierwsza poważna kontrowersyjność moich poglądów wynikała z niestosownych pytań o Pana Boga. Coś mi się w tych opowieściach nie zgadzało, a ponieważ wysyłano mnie na lekcję religii do kościoła przy ulicy Grunwaldzkiej, więc otoczenie szybko zauważyło, że chyba jestem z innej parafii. Na moją uwagę, że z tym Panem Bogiem to jakaś kompletna bujda, starszy kolega dał mi pięścią w nos, co było pierwszym sygnałem, że kontrowersyjność może pociągać za sobą bolesne koszty.Uczciwie mówiąc potem było jeszcze gorzej, chcieli mnie ze szkoły wyrzucać i uratowały mnie tylko heroiczne wysiłki gorszej części rady pedagogicznej, która nie do końca prawdziwie zaświadczała, że nie to chciałem powiedzieć, co powiedziałem, a ja powiedziałem, że społeczeństwo szczerze nienawidzi tego całego komunizmu. Rok był, 1955 więc taka wypowiedź mogła zasadnie być uznana z kontrowersyjną, chociaż ja nadal uważam, że moja hipoteza nie była pozbawiona podstaw, mimo iż obserwacja oparta była na zbyt małej próbie. Uszła mi jednak na sucho moja kontrowersyjność, tylko stopień z zachowania miałem obniżony i nigdy go już nie zdołałem poprawić.

Nie bardzo rozumiem co mi do łba strzeliło, żeby bawić się w dziennikarstwo, bo to ostatni zawód, który jest odpowiedni dla człowieka z tak kontrowersyjnymi poglądami. Uczciwie mówiąc, też nie traktowałem swojego pisania specjalnie poważnie i chciałem raczej pozostać przy karierze akademickiej.  Przedwczesna śmierć Józefa Stalina spowodowała jednak fatalny wybór tej kariery. Stalin umarł kiedy miałem 13 lat i w efekcie w okresie formatywnym taplałem się w odwilżowym błocku. Planowałem studiowanie leśnictwa i badania nad zachowaniami zwierząt, wiatr historii wszystko zmienił, socjologia wróciła na uniwersytety i postanowiłem zająć się badaniami nad zachowaniami ludzi. Zająłem się teorią organizacji, bo miałem wrażenie, że na tym polu moje kontrowersyjne poglądy nie będą tak bardzo włazić ludziom w oczy i faktycznie przez pewien czas moja kontrowersyjność uchodziła mi bezkarnie i nawet publikowałem to i owo w prasie. Potem dostałem zakaz publikacji, ale to był już rok 1968, kiedy to o nalepkę człowieka kontrowersyjnego nie trzeba było się specjalnie starać.

Zwalałem tę moją kontrowersyjność na komunizm i dopiero za morzem okazało się, że to może być  charakter. Zająłem się historią gospodarki, bo wydawało mi się, że to najmniej kontrowersyjne, fluktuacje cen zboża, ograniczenia w handlu, zmiany w strukturze zawodów, reformy w rolnictwie, gdzie tu miejsce na kontrowersje? Gołe fakty o zachowaniach ludzi. Na marginesie tylko śledziłem kolejne publikacje Konrada Lorenza, trochę żałując, bo chyba jednak należało zostać przy zwierzętach.

Tak sobie oglądając tę historię gospodarczą doszedłem do wniosku, że ta Wspólnota Europejska z jej Wspólną Polityka Rolną to nie takie głupie. Nie było to specjalnie popularne ani w Szwecji, ani w Anglii, a już nowonawróceni na thatcheryzm  antykomunistyczni dysydenci w Polsce gwałtownie w głowy się stukali na tak kontrowersyjne pomysły i nie byli w stanie zrozumieć dlaczego jacyś rolnicy mają dostawać dopłaty, a nie socjolodzy, aktorzy i dziennikarze? Komunizm jeszcze się trzymał, solidarni żądali podwyżek, inteligenci popierali, chociaż zaczynali przebąkiwać o wolnym handlu wartościami intelektualnymi. System walił się pod ciężarem żądań coraz większych płac za coraz mniejszą produkcję i w końcu się zawalił.

Przykro mi było, kiedy nawet Jerzy Giedroyc uznał za kontrowersyjny mój pomysł, że Wspólnota Europejska powinna solidarnie pomóc Niemcom się zjednoczyć, chociażby w symbolicznym geście dostrzeżenia, że na wcześniejszym etapie to Niemcy włożyli najwięcej do wspólnej kasy, żeby umożliwić wyrównywanie poziomu gospodarczego. Potem było ze mną jeszcze gorzej, bowiem kiedy zaczęły się procesy akcesyjne, miałem dziwne odczucie, że Unia powinna włożyć znacznie mniej środków w Europę Wschodnią i błyskawicznie pomóc Turcji w modernizacji rolnictwa i obszarów wiejskich. Tak kontrowersyjnego poglądu to już  mi nikt nie opublikował, a kilka osób uznało, że jest ze mną całkiem niedobrze.  Moje rozumowanie nie było aż tak bardzo skomplikowane, wystarczyło spojrzeć na strukturę zatrudnienia w rolnictwie (stan oświaty i przepaść cywilizacyjną oddzielającą obszary wiejskie) w krajach protestanckich, katolickich, prawosławnych i muzułmańskich, żeby się zacząć domyślać, skąd przyjdą największe problemy, ale patrzenie na ekonomię przez pryzmat religii i kultury było nie tylko niemodne, ale nad wyraz kontrowersyjne. Pozostałem z łatką człowieka kontrowersyjnego, ale przy swoich poglądach, bo nikt mnie nawet nie próbował przekonywać.

Taki Frans de Waal  ma dużo lepiej. Też wie, że świata nie zmieni, też mu czasem zarzucają kontrowersyjność, podgląda te swoje szympansy i nie musi się aż tak denerwować. Małpy jak małpy, tyle, że naczelne, ale naprawdę ciekawe.

Tak, czy inaczej nie ma co ukrywać, ja opisując zachowania facetów w takim Watykanie nie mam ani połowy tej przyjemności co byle prymatolog, a kontrowersji Bóg wie ile. Z drugiej strony, nie przesadzajmy z tym zdenerwowaniem. Co mi właściwie przeszkadza bycie człowiekiem kontrowersyjnym? Właściwie już się przyzwyczaiłem. Patrzę na kolejne doniesienia ze świata i zaczynam się śmiać.

Właśnie prezydent nieistniejącego kraju pod nazwą Palestyna serdecznie podziękował  papieżowi Franciszkowi za oświadczenie amerykańskiego biskupa, Oscara Cantú. Biskup, przewodniczący amerykańskiego Episkopatu, stanowczo przeciwstawił się propozycji przeniesienia amerykańskiej ambasady z Tel-Awiwu do Jerozolimy.

Ma biskup poważne powody, które wyłuszczył w liście do nowego sekretarza stanu, który nie nazywa się John Kerry.

 „My – pisze pontyfikalnie biskup – błagamy, by zachować ambasadę amerykańską w Tel-Awiwie. Przeniesienie ambasady do Jerozolimy jest równoznaczne z uznaniem niepodzielnej Jerozolimy jako stolicy Izraela.”

Musieli biskupi amerykańscy katusze straszne cierpieć, żeby porzucić wszystkie inne problemy dręczące Kościół katolicki w Ameryce i z takimi błaganiami do sekretarza stanu uderzyć. Ciekawszy wszelako jest fakt, że towarzysz prezydent do Jego Świątobliwości podziękowania skierował. Niby można zrozumieć, bo Jego Świątobliwość i towarzysz prezydent są dobrymi kumplami i wiele razy ściskali się serdecznie. A dziękować było za co, bo dobry biskup podkreślał w swoim liście, że Jerozolima jest stolicą trzech monoteistycznych religii, a nie żadnego Izraela.

Mógłby ktoś niewtajemniczony pomyśleć, że stolicą chrześcijaństwa jest Rzym (chociaż niektórzy chrześcijanie traktują takie stwierdzenie jako kontrowersyjne), słyszy się czasem, że stolicą islamu jest Mekka, ale czy to znaczy, że islam nie może mieć więcej stolic niż jedną, a znowuż jeśli idzie o judaizm, to przecież wyraźnie słyszeliśmy, że z tą Jerozolimą to jakiś mit i żadnej żydowskiej świątyni w Jerozolimie nie było.

Tak czy inaczej, towarzysz prezydent wysłał swoje podziękowanie do Stolicy Piotrowej, pewnie z odpisem do króla Saudów, który jest strażnikiem dwóch stolic islamu, a może i do starego kolegi z KGB Władimira Putina, bo w końcu wiadomo, że Moskwa to Trzeci Rzym (mógł również wysłać odpis swojego dziękczynienia do Drugiego Rzymu, adresując list do Muzułmańskiego Brata lub do Pierwszego z Równych).

Szukając odpowiedzi na pytanie, jak też Jego Świątobliwość odpowiedział na ciepłe słowa zaprzyjaźnionej głowy państwa, wpadłem na ciepłą wiadomość o stanowczym, potępieniu przez Jego Świątobliwość „szeroko rozpowszechnionego” antysemityzmu.

Papież Franciszek wyraził swoje zaniepokojenie do delegacji Anti-Defamation League, czyli do grupki Żydów amerykańskich, a jego słowa odnotowało źródło izraelskie, ale zawsze ładnie, że Jego Świątobliwość jest zaniepokojony. Papież Franciszek powiedział:

„To smutne, że antysemityzm, który raz jeszcze potępiam w jego wszystkich formach jako całkowicie sprzeczny z chrześcijańskimi zasadami i jakąkolwiek ludzką przyzwoitością, jest nadal dziś rozpowszechniony.”

Muszę przyznać, że te „wszystkie formy” antysemityzmu poruszyły mnie szczególnie, osobliwie, że Jego Świątobliwość przypomniał pięćdziesiątą rocznicę Nostra Aetae,  deklaracji z 1965 roku o stosunku do innych wyznań, którą niektórzy uważają również za kamień milowy na drodze do odrzucenia przez Kościół katolicki długiej tradycji nienawiści do Żydów. Chyba nie bardzo ta deklaracja poruszyła watykańskich kardynałów, bo trzeba było jeszcze prawie 30 lat, żeby Stolica Piotrowa uznała istnienie Izraela. Samo słowo Izrael papieżowi Pawłowi VI nie przeszło przez gardło podczas wizyty w Ziemi Świętej w 1964 roku. Watykan nie potępiał arabskich wojen przeciw Izraelowi, a i z potępianiem palestyńskiego terroryzmu do dziś ma poważne kłopoty, uznając „prezydenta” Palestyna za „anioła pokoju”.

Zapewne papież Franciszek nie byłby tak kategoryczny jak Pius X, który przyjmując Theodora Herzla w styczniu 1904 roku oznajmił wyniośle: „Żydzi nie uznali Naszego Pana, dlatego nie możemy uznać narodu żydowskiego… Religia żydowska była podstawą naszej; ale zastąpiło ją nauczanie Chrystusa i nie możemy przyznać religii żydowskiej żadnej dalszej zasadności”.

Można się długo zastanawiać, co też Jego Świątobliwość odpowiedział swojemu przyjacielowi, bo raczej pewne, że nie powiedział mu tego samego, co delegacji Anti-Defamation League.

Wielu ludzi niepokoi się dziś, czy aby ambasada nie zostanie przeniesiona do Jerozolimy, bo oni by bardzo tego nie lubili z wielu powodów. Głębsza analiza tych powodów mogłaby jednak zostać uznana za kontrowersyjną.

Ciekaw jestem czy prezydent Trump zdecyduje się ostatecznie na odrzucenie zastrzeżeń, czy raczej ulegnie zmasowanym naciskom płynącym ze stolic muzułmańskiego, chrześcijańskiego i oświeceniowego, by nie powiedzieć wolterowskiego, antysemityzmu?

Chwilowo trudno o wątpliwości, że Stolicy Piotrowej bliżej w tej sprawie do stanowiska Ammanu niż Waszyngtonu, co z wielu powodów wydaje się zrozumiałe.

Minister Spraw Zagranicznych Jordanii, Ayman Safadi,  przedstawił to stanowisko następująco:

„W naszych oczach sprawa Jerozolimy jest niezwykle istotna, nasze niezmienne stanowisko jest takie, że odrzucamy jednostronne wysiłki zmierzające do zmiany arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej tożsamości Świętego Miasta”.

W Watykanie kardynałowie historią zajmują się raczej dość wybiórczo, więc przy całej zbieżności stanowisk mogą nie wiedzieć jak to z tą arabizacją Jerozolimy Wschodniej po jej zdobyciu przez Legion Arabski w 1948 roku było.

Watykan nie  protestował kiedy Arabowie wymordowali Żydów, a ocalałych wygnali z odwiecznie żydowskiej dzielnicy Starego Miasta Jerozolimy, Watykan nie wydał ani jednego słowa protestu na natychmiastowe wyburzenie 58 synagog we Wschodniej Jerozolimie. Watykan nie protestował, kiedy zabroniono Żydom dostępu do Zachodniej Ściany (resztek żydowskiej świątyni). Radość z powodu wygnania Żydów z Świętego Miasta była tak wielka, że Watykan nie protestował nawet na prześladowanie miejscowych chrześcijan ani na utrudnienia dostępu chrześcijańskich turystów do chrześcijańskich miejsc świętych.

Oczywiście domyślam się, że moje poglądy w kwestii niepodzielnej izraelskiej Jerozolimy są kontrowersyjne, jednak nie mają one większego wpływu na  świat i okolice, a już z pewnością nie będą miały wpływu na Jego Świątobliwość, papieża Franciszka. Pozostaje tylko ciekawość, co odpisał przyjacielowi z Rammalah, czy jest świadomy że ten przyjaciel jest arcyantysemitą, że negował Holocaust w swojej pisanej w Moskwie pracy doktorskiej, a swoją służbę narodowi palestyńskiemu poświęcił nie tylko na bogacenie siebie i swojej rodziny, ale również na heroiczny wysiłek podtrzymywania zwierzęcej nienawiści do Żydów?

Nie wiem, nie jestem Duchem Świętym, a poleganie na samych domysłach mogłoby być naprawdę kontrowersyjne, więc lepiej tego unikać.

P.S. Swego czasu mój były przyjaciel zapytał mnie listownie dlaczego zawsze bronię Izraela. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nigdy nie bronię Izraela, że Izrael musi bronić się sam. Napisałem jeszcze, że bronię się przed kłamstwami i wszystko jedno, czy te kłamstwa dotyczą Izraela, czy czegokolwiek innego, chociaż tych na temat Izraela i Żydów jest z jakiegoś powodu wyjątkowo dużo. Mój były przyjaciel więcej nie odpisał, uznając moją odpowiedź za bardzo kontrowersyjną.

 Andrzej Koraszewski
Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. PIRS 2017-02-13
  2. Obirek 2017-02-14
    • koraszewski 2017-02-14
  3. j.Luk 2017-02-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com