2017-02-22.
Widziałem na polskiej premierze nagrodzony srebrnym niedźwiedziem w Berlinie film „Pokot”. Czytałem książkę „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, na której oparty został scenariusz.
Zarówno reżyserka Agnieszka Holland jak i pisarka Olga Tokarczuk to ważne głosy we współczesnej kulturze polskiej. Połączone w jedno zabrzmiały wyjątkowo mocno.
W pewnym sensie to głos kontrkultury. Przypomniał mi film Andrieja Zwiagincewa „Lewiatan”, który bezlitośnie sportretował prowincjonalną Rosję. Holland z Tokarczuk dokonują diagnozy prowincjonalnej Polski. Nie jest to diagnoza optymistyczna.
Nie chcę być spoilerem i nie będę o filmie opowiadał, ale chcę się podzielić ogólnym wrażeniem. To uwodząco piękny film i ogromna w tym zasługa pięknych zdjęć Doliny Kłodzkiej. Ale też znakomitej gry głównej aktorki Agnieszki Mandat grającej Duszejkę. To ona, jak główny bohater „Lewiatana” sama próbuje przeciwstawić się na wpół mafijnym układom. W przeciwieństwie jednak do bohatera filmu Zwiagincewa nie przegrywa. I to jest przesłanie budzące nadzieję.
Pokot – zwiastun
Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem na 67. Berlinale nowy film Agnieszki Holland, na podstawie powieści Olgi Tokarczuk. W kinach od 24 lutego. Facebook: @pokot Janina Duszejko (Agnieszka Mandat), główna bohaterka nowego filmu Agnieszki Holland „Pokot”, to emerytowana inżynierka, miłośniczka astrologii i wegetarianka. Kiedyś budowała mosty na Bliskim Wschodzie, dziś mieszka samotnie w Sudetach.
Reżyserka przed premierą mówiła, że nie chce by ten film był odbierany jako manifest, czy deklaracja ideologiczna, ale ofiaruje go widzom jako dar. To piękny dar, który warto przyjąć z wdzięcznością. Berlińscy jurorzy słusznie przyznali mu nagrodę za wyznaczanie nowych horyzontów.
A jednak „Pokot” już wzbudził kontrowersje. Jedni jak reżimowe media, po prostu go nie dostrzegają, inni narzekają na gatunkowy eklektyzm. Mnie akurat się podobał i wręcz zachwycił bo przywrócił kontakt z przyrodą, naturą i wskazał do czego prowadzi lekceważenie właśnie świata przyrody, która potrafi się zemścić. Film opowiada o tym w konwencji baśni, czasem bajki, ale jednak, na wzór baśni i bajek ludowych odsłania prawdy, które nam często umykają. Mówię rzecz oczywistą, ale czasem takie oczywistości warto powtórzyć by nie zatracić poczucia rzeczywistości.
A to nam grozi coraz bardziej. Nie wiem czy można się zgodzić ze stwierdzeniem Barbary Hollender, która napisała w „Rzeczpospolitej”, że „To film głęboko chrześcijański, dający prawo głosu ludziom wypychanym zbyt łatwo na margines”. Myślę, że nie takie jest chrześcijaństwo, które jak dotąd raczej wspierało silnych i film to pokazał. Sojusz księdza a myśliwymi jest autentyczny i głęboki. I jeden i drudzy patrzą na Duszejkę jak na wariatkę. Kochają ją tylko dzieci i zwierzęta i jest to miłość autentyczna.
W tym samym numerze „Rzeczpospolitej” Małgorzata Piwowar napisała, że nie znajduje w tym filmie nic ciekawego i obejrzała go z uczuciem zażenowania. Z listy wykroczeń wybieram ocenę uroczej postaci czeskiego profesora entomologii: „Podobnie rzecz się ma z entomologiem zza południowej granicy grzmiącym, że ‘lasy państwowe nie mają żadnej świadomości…’. Chwilę potem z równie przejmującą powagą mówi o holokauście w kontekście świata przyrody i trudno się zdecydować, czy to szokujące czy propagandowe stwierdzenia.”
Widać u Piwowar nie tylko brak poczucia humoru, ale i dystansu, przecież to tenże Boros, grany przez czeskiego reżysera i aktora Miroslava Robota, które pewnie przejdzie do historii nie tylko kina: „Tak jestem wierzący, jestem ateistą”. Mimo urokliwych dialogów, które wiele czerpią z prozy Tokarczuk, myślę, że takich „zażenowanych” widzów, ale pewnie z innych powodów, będzie więcej. No cóż taki już los sztuki, że budzi kontrowersje. Ale by się w nie wdać, warto film najpierw zobaczyć.
Stanisław Obirek

@ Autor. O „Milczeniu”, które widziałem, napisał Pan gdzie indziej. O „Pokocie”, którego jeszcze nie widziałem, napisał Pan tutaj. No i żeśmy się rozminęli, he, he…
„Widać u Piwowar nie tylko brak poczucia humoru, ale i dystansu…”
To ostatnio dość rozpowszechniona cecha. A może to po prostu stępienie wrażliwości, które jest udziałem coraz większej liczby rodaków?
quote;
A może to po prostu stępienie wrażliwości, które jest udziałem coraz większej liczby rodaków?
……… Panie Jerzy, ja przestaję utyskiwać na ten brak wrażliwości… coś z życia…
Warszawa, lato, Nowy Świat, kawiarnia Bliklego, mini ogródek ze stolikami obok przystanku autobusowego.
Siadamy bo akurat wolne miejsce, zamawiamy kawę.. Obok dwie młode panienki jedzą lody i rozmawiają posł
ugując się współczesna polszczyzną. Dostajemy kawę a połowica zwraca się do mnie, pij szybciej ja już nie chcę słuchać co te panienki za moimi plecami mówią.
W pewnym momencie jedna z nich zrywa się, wbiega w grupkę oczekujących na autobus i chwyta sporo starszą od siebie kobietę i taszczy ją na parapet witryny sklepowej, woła do koleżanki dawaj wodę! Kobieta mdlała, był upał, obserwowaliśmy tę błyskawiczna akcję oniemiali. Udzieliła pierwszej pomocy i dalej nie chciała odstępować bo kobieta odmówiła wezwania ambulansu. Siedziały przy niej aż poczuła się dobrze i odjechała.
Zapytałem żonę, co ty na to? Odpowiedź była jednozdaniowa, to ONI TACY SĄ ?
Panwi Jerzy, ci po nas to inne całkiem społeczeństwo, pod wieloma względami są lepsi niż my w młodości.
Proszę wybaczyć, ale miałem na myśli inną wrażliwość. To co pan opisuje to przypadek skrajny – zagrożenie życia vs obojętność wobec czyjegoś nieszczęścia. Taka zawsze istniała i istnieje. Chodziło mi raczej o to co pomiędzy. I tam właśnie zauważam coraz mniej.
Czasem wyraża się to w „klasyce” ocen kogoś/czegoś: uwielbiam – nienawidzę. Tak jakby nie istniało nic w środku.
Może Wejszyc uważa, że wszyscy na SO czytają Kulturę Liberalną, jak tak nie sądzę i potencjalnym ciekawskim podaję link do rzeczonej recenzji: http://kulturaliberalna.pl/2017/02/14/obirek-milczenie-scorsese-recenzja/ znacznie obszerniejszej niż powyższa nota o „Pokot”.
A co do braku humoru i dystansu jako objaw stępienia wrażliwości to pełna zgoda, plus oczywiście wzmożenie „wrażliwości religijnej”, która owocuje kolejnym doniesieniem do prokuratury w sprawie „Klątwy” w Teatrze Powszechnym. Tylko patrzeć jak obrażalscy ujmą się za biednym księdzem, któremu sroka podpaliła kościół (to w „Pokocie”).
jakie swietne porownanie z Lewiatanem…
czytalam ksiazke, ale czy pojde do kina?
za duzo emocji.
Wciąż nie rozumiem tego artykułu KK mówiącego o obrażaniu uczuć religijnych. Jak może być przedmiotem zainteresowania prawa państwowego coś czego nie da się precyzyjnie wyartykułować?
Obrażanie świętego. Dla kogo święty, dla tego święty. Nie mam nic przeciw temu, by ktoś go za takiego uważał, dlaczego jednak zmusza się mnie do tego, który ma inne zdanie?
Był kiedyś dawno temu król Burgundii, który zamordował własnego syna. Potem chrystianizował Burgundię i został z tej okazji świętym. Czy tym samym przestał być mordercą? I czy nazywając go tak nie obrażę czyichś uczuć?
Jak dotąd wszystko wskazuje, że ten przepis jest jedynie narzędziem do walki z politycznymi przeciwnikami. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę „głębię” wiary Polaków.
Tylko dla przypomnienia, że to tak heroiczne broniony TK wydał taki oto wyrok: „W wydanym dziś wyroku Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż art. 196 kodeksu karnego — przewidujący karę nawet 2 lat więzienia za obrazę uczuć religijnych — nie narusza konstytucji (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 6 października 2015 r., SK 54/13)”. Więc to, co się dzisiaj dzieje zostało bardzo pracowicie przygotowane przez poprzednie ekipy rządzące i poprzedni TK.
A co do uczuć, nie tylko religijnych zresztą, to wiadomo jak są trudne do zdefiniowania. I do, że dziś kardynał emeryt z Krakowa rozdziera szaty nad obrazą pamięci świętego Jana Pawła to jedno, a że dla wielu tenże sam święty świętym nie był, ani nie jest (mimo wyroku kościelnego) to drugie. Sztuka zawsze na to rozdwojenie opinii zwracała uwagę, dziś politycy chcą ją na nowo zapędzić do klatki. Jestem ciekaw czy im się to uda.
No właśnie. Najgorsze jednak jest to że wśród wyroków TK w którego obronie stawałem i maszerowałem oraz wznosiłem okrzyki kilkakrotnie na ulicach Warszawy w minionych miesiącach, jest znacznie więcej takich wyroków o których dowiaduję się dopiero dzisiaj i „nóż mi się w kieszeni otwiera” . Przyznaję się zatem że głosując na PO i zgadzając się na działania wielu innych osób i wydarzeń, robiłem to świadomie, tylko dlatego iż było to MNIEJSZE ZŁO .
Ale nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie opozycja zrobi rzetelny RACHUNEK SUMIENIA dotyczący swojej polityki gospodarczej i społecznej, kiedy przyzna się do absurdalnego kultu neoliberalnej doktryny ekonomicznej, FATALNYCH nominacji skrajnie niekompetentnych działaczy na wysokie stanowiska w gospodarce i sferze sprawiedliwości. Jeszcze opozycja nie dostała absolutorium. Owszem można powiedzieć że w porównaniu z tym jak obecnie rządzą paranoicy i szaleńcy, to było „małe piwo”. Ale ja i wielu innych wyborców piliśmy to piwo z wielkim obrzydzeniem i ten smak pamiętamy do dzisiaj.