Stanisław Obirek: Dezorientacja

2017-03-04. W pierwszej chwili chciałem napisać „rozsypane życie”, ale w końcu zdecydowałem, że słowo dezorientacja lepiej oddaje, to co widziałem na scenie 3 marca na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie. Premiera spektaklu „Ten drugi dom” nieznanego mi wcześniej Sharra White’a bardzo mnie poruszyła. Owszem przed pójściem do teatru dowiedziałem się, że bohaterką sztuki amerykańskiego autora jest Juliana, kobieta po pięćdziesiątce, której błyskotliwa kariera naukowa i finansowa zostaje nagle zatrzymana. Poznajemy ją właśnie wtedy gdy jej życie legło w gruzach i nie bardzo wiadomo co dalej. Oto w czasie prezentacji wynalezionego przez nią leku przed zgromadzonymi lekarzami zaczyna się gubić, traci pamięć, nie do końca wie, co się z nią dzieje. Jej mąż Ian, znany onkolog, wyklucza raka mózgu. Ale pomyślna diagnoza nie ułatwia „zbierania rozsypanych kawałków życia”, które nie tylko nie dają się scalić, ale układają się w nowe, co raz bardziej przerażające kombinacje. Duet małżeństwa, które wyraźnie przeżywa kryzys grany jest znakomicie przez Agnieszkę Wosińską jako Julianę i Sławomira Grzymkowskiego jako Ian. Zwłaszcza Wosińska przeżywa na scenie transformację z pewnej siebie kobiety, która staje się zagubioną pacjentką domu opieki. Opowiadanie fabuły nie ma sensu, bo nie w niej tkwi siła tego spektaklu. To, paradoksalnie jej brak decyduje o jego przejmującej głębi. Dezorientacja, która jest udziałem miotających się na scenie bohaterów staje się również źródłem zagubienia dla widzów. Jak wiadomo wszystko jest polityczne, a w Polsce szczególnie teatr. Reżyserka Agnieszka Lipiec-Wróblewska sięgnęła po tekst trudny i nieoczywisty. Pozornie zakorzeniony w realiach przede wszystkim amerykańskich. Jednak chyba nie do końca. Ma wręcz charakter uniwersalny. Wszak życie może się rozsypać każdemu z nas i, tak jak bohaterowie sztuki „Ten drugi dom” nie do końca wiemy dlaczego tak się dzieje. Dlaczego dotyka to naszych bliskich przyjaciół, krewnych albo kolegów w pracy. Nie myślimy, że może to się przydarzyć i nam. A jednak… Nie jest bowiem tak, że to tylko odległe i anonimowe korporacje niszczą ludzi. Często robimy to sami. Myślę, o tym, co się działo z tysiącami znakomicie zapowiadających się karier ludzi z mojego pokolenia, które zostały dramatycznie przerwane przez wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Albo o dotkniętych radykalną transformacją polityczną i ekonomiczną po 1989 roku. To historia ciągle nieopowiedziana. Mamy do czynienia z wykluczającymi się narracjami, które zagubiły zdezorientowane miliony ludzi żyjących z nami i wokół nas. Ale przecież i obecna „dobra zmiana”, która nielicznym przynosi profity, a dla większości jest źródłem złości, stresu i narastającego gniewu. Ale może przede wszystkim dezorientacji właśnie i wielkiej niewiadomej gdzie to wszystko prowadzi. Być może po latach znajdzie się pisarza podobny do Sharra White’a, który opowie tę historię. Nie wiem, czy o tej sztuce będzie tak głośno jak o „Klątwie” z Teatru Powszechnego, bo nie dotyka tematów tabu, ale może byłoby dobrze gdybyśmy i o sprawach możliwego rozsypania się puzzli, które z takim przejęciem układamy porozmawiali z równym przejęciem jak o obroni uczuć religijnych.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Magog 2017-03-04
  2. andko 2017-03-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com