2017-04-04.
W dawnych latach, kiedy byłem piękny i młody, grałem w reprezentacji UW w piłkę nożną. Grałem na prawym skrzydle, co zdeterminowało moje późniejsze zapatrywania na gospodarkę. Jednocześnie jednak czasem zapuszczałem się na lewą stronę, co z kolei pozwoliło mi stać się libertarianinem światopoglądowym.Przed każdym meczem – zwyczaj piłkarski był taki, że stawaliśmy wzdłuż bramki, a kapitan powinien był krzyknąć: „Na cześć drużyny przeciwnej hura!”, a my powinniśmy byli odkrzyknąć: „Hura, hura, hura!”. Jednak nasz kapitan zawsze skandował: „Wygrali, przegrali, jebał ich pies!”, a my reagowaliśmy: „Tak jest, tak jest, tak jest!”.
Przypomniały mi się te czasy, bo coraz częściej mam wrażenie naszej przegranej. Przychodzę do domu i rozmawiam z Żoną o idiotyzmach smoleńskich. Spotykam się z Przyjaciółmi i rozmawiam o niszczeniu naszej armii przez Macierewicza. Z Sąsiadem rozmawiam o opanowywaniu sądów przez Ziobrę. Z Kolegami z pracy o Lex Szyszko. Z Ekspedientką w sklepie o gafach Waszczykowskiego. Z Fryzjerem o arogancji Pawłowicz.
Przegrali… My przegrywamy.
Nasi Dziadowie przetrwali rusyfikację, germanizację, nasi Ojcowie przetrwali bolszewizację. Naszym zadaniem jest przetrwać pisyzację Polski.
Dlatego walczmy- rozmawiajmy o sprawach naprawdę ważnych. Rozmawiajmy o budowie Muzeum Wilkonia w Warszawie. Rozmawiajmy o zamianie białka wieprzowego na insektowe. Rozmawiajmy o kocie Schroedingera. Rozmawiajmy o pochodzeniu zasad moralnych. Rozmawiajmy o podróżach, o książkach, filmach, o naszych Dzieciach, o nas samych.
Wtedy wygramy. Wygramy, bo ci, co teraz nami rządzą, nie mają pojęcia o świecie, nie znają się na ekonomii, nauce, socjologii, etyce. Znają się tylko na tym, jak szczuć jednych Polaków na drugich Polaków. Nie dajmy się!
Hazelhard


Jeśli chodzi o okrzyki, to na mojej Uczelni obowiązywał następujący:
kapitan: „rozbił se chłop o wierzbę łeb,
drużyna: „JEB”.
Przepraszam za wulgaryzm, ale to tak właśnie brzmiało.
wprawdzie mnie tu nie ma ale mam wyczucie, że się po wszystkich rozlazło to szczucie, o czem więc wam dumać na opinii bruku, przynosząc z przechadzki uszka pełne.. no właśnie – w znajomej księgarni pojawiły się ostatnio komputery kwantowe, to pomyślałem, że wam podrzucę (kot Schroedingera był wprawdzie wtedy zajęty udawaniem, że zniknął, więc nie ma pewności czy to znowu nie on, ale temat ciekawy)
można by także rozważyć stan splątany dwóch kotów (np. Filemon i Bonifacy) oraz o ile należy zmniejszyć kota aby stał się obiektem kwantowym
@ Hazelhard – ?, przyznaje, ze liczylem na Twój komentarz, splatanie kwantowe wydaje mi się chyba najciekawszym wyzwaniem wobec naszych codziennych intuicji, skalowanie kota do obiektu kwantowego (wtedy jego oddzialywanie z trutka ktorej przypisane jest jedynie prawdopodobienstwo mogloby zostac uzaleznione od od jego stanu, np. ogon w gore bądź w dol) a nielokalne splatanie okreslaloby stan drugiego kota, tj. także uwalnialoby te stany gdy pierwszego kota szlag by trafial, pomiar na drugim kocie bylby więc zalezny od rozkladow prawdopodobienstw stanow pierwszego kota i efektywnosci trutki, te moglyby byc definicyjnie rozne, moze by ciekawy eksperyment wyszedl (biedne koty). Druga sprawa, nasze intuicje lokalnosci wiazemy z masa, gestosci prawdopodobienstwa nie uzalezniajac od fazy a lokalnosc w przestrzeni fazowej także okresli wlasnosc jaka podlega metryce tej przestrzeni, no ale fize mialem dawno temu i moze nie lapie problemu. Podobalo mi się kiedy mój dawny nauczyciel przepisal elektrodynamike maxwella w formalizmie czterowektorow, unikajac wlozenia lapami potencjalu, mierzymy jedynie jego gradient, no i wracajac w ten sposob do pola grawitacyjnego zmierzonego oddzialywaniem..
🙂
Nie piszę, bo mam bardzo słaby internet. Jestem daleko…