Robert Stavins: Ideologia czy zdrowy rozsądek?

2017-04-24.

[dropcap]W[/dropcap] ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat mieliśmy na świecie ogromny wzrost gospodarczy, który był jednocześnie wielkim, nie spotykanym na taką skalę wyzwaniem dla środowiska naturalnego. Najpoważniejszym bodaj zagrożeniem dla klimatu na naszej planecie jest gromadzenie się gazów cieplarnianych w atmosferze, dlatego liderzy na całym świecie szukają sposobu ograniczenia tej trucizny.

Ostatnio, po wielu latach współpracy i dyskusji, udało się na szczęście osiągnąć zgodę między naukowcami zajmującymi się klimatem na ziemi. Uznali oni, że emisje gazów cieplarnianych jakie wytwarzamy na ziemi w procesie produkcji, w tym dwutlenku węgla pochodzącego ze spalin kopalnych, zmieniają klimat tak bardzo, że konsekwencje środowiskowe, gospodarcze i społeczne tych zmian będą dla ludzi wielkim zagrożeniem. Ograniczanie emisji nie jest tanie, ale największe przeszkody są natury politycznej. Ziemia jest jedna i gazy cieplarniane mieszają się w atmosferze ponad granicami państwowymi. Każdy kraj, który podejmuje walkę z tą trucizną płaci cenę za korzyści w skali globalnej. Dzięki temu korzyść z podejmowanych działań jest zwykle niższa niż koszty, zwłaszcza kiedy dobrze przebiega współpraca międzynarodowa.

Po 20 latach negocjacji wreszcie, w 2015 roku nastąpił w Paryżu przełom w porozumieniu między narodami  na temat ochrony klimatu na ziemi. Udało się skłonić duże gospodarki, takie jak Chiny, Indie, Brazylia, Korea Południowa, czy Meksyk, żeby znacząco zwiększyły swój udział w kosztach ochrony klimatu. Nie jest to złe rozwiązanie dla Stanów Zjednoczonych, bo przecież Amerykanie domagali się po porozumieniach z Kioto właśnie tego, żeby w większym stopniu za zmiany klimatu odpowiadały duże gospodarki tzw. wschodzące.

Donald Trump milczał po porozumieniu paryskim, a w czasie kampanii prezydenckiej nagle powiedział, że „anuluje porozumienie paryskie”. Na szczęście jednak, zgodnie z umową w Paryżu, strony muszą odczekać trzy lata, żeby mogły zażądać wycofania swojej zgody, a potem jeszcze rok trwa okres wypowiedzenia. Tak więc za cztery lata, kiedy porozumienie będzie mogło wejść w życie, wniosek prezydenta Trumpa o anulowaniu paryskiego porozumienia nie będzie miał żadnych praktycznych skutków.

Teoretycznie prezydent mógłby pominąć to czteroletnie opóźnienie w sprawie zmian klimatu powołując się na konwencję ONZ z 1992 roku podpisaną przez George Busha, ale wtedy USA byłyby jedyne spośród 197 państw świata, które nie uczestniczyłoby w konwencji klimatycznej. Na szczęście najważniejsze głosy w obecnej administracji USA opowiadały się za porozumieniem podpisanym w Paryżu.

Jest to bardzo ważne wsparcie dla prywatnego przemysłu zarówno generatorów energii elektrycznej, firm naftowych, wydobywczych czy takich gigantów jak General Motors. Nawet niektórzy najwięksi producenci węgla poinformowali prezydenta Trumpa, że popierają umowę paryską. Z tego widać, że liderzy przodujących firm podejmują decyzje oparte nie na ideologii a na argumentach naukowych.

Prof. Robert Stavins
USA, Uniwersytet Harvarda

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. andrzej Pokonos 2017-04-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com