Telewizja pokazała (337)

2017-05-06.

[dropcap]C[/dropcap]zy pani minister Streżyńska ma rację, że najpierw trzeba zarabiać, a dopiero potem wydawać? – dopytuje posła PiS redaktorka w telewizji. Poseł odpowiada potokiem słów, danych ekonomicznych, ocen politycznych itd., które w ogóle nie mają związku z pytaniem. Jakoś to daleko od zaleceń Jezusa: – Niech słowo twoje będzie „tak-tak”, „nie-nie”, a co więcej to od złego jest. Ale Jezus nie miał chyba na myśli polityków.

Inna rzecz, że pytanie było takie jak kiedyś na rysunku Szymona Kobylińskiego, gdzie dziennikarz z mikrofonem pytał przechodnia: Jak pan uważa, czy najpierw należy zakładać skarpetki czy buty?

* * *

[dropcap]W[/dropcap]itold Waszczykowski mianował konsulem honorowym w Ohio panią Marię Szonert-Biniendę, żonę członka komisji Macierewicza ds. katastrofy smoleńskiej, przewodniczącą Rady Polonijnej przy Marszałku Senatu i wiceprezeskę Kongresu Polonii Amerykańskiej.  Pani Binienda zamieszcza na Facebooku i Twitterze szereg zdjęć (dwa poniżej) i wypowiada się szeroko na wiele tematów.

 

 

Na pewno kraje Unii docenią jej porównanie Unii do III Rzeszy jak też subtelny dowcip.

Co by było gdyby to się wydarzyło za rządów SLD? Na pewno taki skandal – że by się rząd wywrócił. Teraz kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych oznajmiło, że przeprowadziło rozmowę z konsul honorową oraz że „Publikowane przez Marię Szonert-Biniendę treści wyrażają wyłącznie jej prywatne stanowisko”. Podniósł się szum i zawieszono panią konsul.

Pani konsul najpierw powiedziała, że to są jej stare prywatne wpisy, ale potem wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że ktoś z hakerów włamał się na jej konto i umieścił te wpisy.

Dziennikarze znaleźli wcześniejsze wypowiedzi pani konsul, sprzed kilku lat, które współbrzmią ze zdjęciami zamieszczonymi teraz na Facebooku.

* * *

[dropcap]W[/dropcap]ywiad z Robertem Biedroniem (Wyborcza):

Przez prawie 29 lat nikt nas nie nauczył, jak rozmawiać o polityce. Rządzący wierzyli naiwnie, że jeśli wybuduje się mosty, szkoły, autostrady, to społeczeństwo samo się wyedukuje. Okazało się, że się nie wyedukowało i wybrało barbarzyństwo z jego barbarzyńskimi sposobami dialogu.

Państwo zawiodło, zrzekając się odpowiedzialności za edukację polityczną. Nikt nie podjął wysiłku, żeby od społeczeństwa oczekiwać czegoś więcej niż wiary w świat opisywany przez fake newsy i agresję. (…)

Jestem pozytywistą i uważam, że trzeba ze sobą rozmawiać, inwestować w umysły, a dopiero potem oczekiwać, że jeśli rząd dokonuje zamachu na Trybunał Konstytucyjny, to społeczeństwo swoją siłą plus politycy swoim autorytetem powstrzymają ten zamach.

Dzisiaj politycy nie mają autorytetu, a społeczeństwo jest obojętne, bo nie widzi żadnego powodu, dla którego miałoby stanąć w obronie TK, standardów w szkołach czy publicznych mediach. I to jest wina całej klasy politycznej, która puściła państwo samopas. (…)

Ten model, w którym żyjemy, jest archaiczny, bo nie odpowiada na potrzeby współczesnego świata. Począwszy od edukacji, poprzez wszystkie instytucje. Ludzie nie rozumieją, dlaczego politycy nie zajmują się ich codziennymi sprawami, dlaczego nie rozwiązują problemu ubóstwa, wykluczenia, zmian klimatycznych, migracji czy zrównoważonego rozwoju. Moi koledzy w Senacie poświęcali i poświęcają czas na dyskusje o objawieniach fatimskich, o lewitacji św. Jana z Dukli, który ochronił Lwów przed najazdem wroga. Zastanawiali się, czy św. Jan z Dukli lewitował na dywanie, czy być może na chmurze.

Gdzie szukać odważnych i mądrych polityków?

Ich nie trzeba szukać. Oni są w samorządzie. Zmarły przed kilkoma dniami prof. Benjamin Barber w książce „Gdyby burmistrzowie rządzili światem” zdiagnozował, kto dzisiaj na świecie rozwiązuje problemy infrastrukturalne, zmian klimatycznych, ubóstwa, bezrobocia.  To burmistrzowie i prezydenci miast. Oni wiedzą najlepiej, jak wydać każdą złotówkę.

To dla nas, burmistrzów, ważne, a nie utrzymywanie obywateli w emocjonalnym partyjnym uścisku i dzielenie swoich małych ojczyzn na obozy polityczne i partyjne. (…)

(…) Na razie powołujecie na Pomorzu komitet protestacyjny.

Bo nie chcemy dać się zawłaszczyć podziałom partyjnym i stać się zakładnikami Kaczyńskiego. Nie będziemy urzędnikami realizującymi wolę z Nowogrodzkiej.

Reforma samorządowa to jedyna reforma, która udała się w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej od a do z.  Dzisiaj prezydent i rada miasta mają pełną samodzielność w realizacji swoich wizji rozwoju miasta i koncepcji zarządzania budżetem. A Kaczyński mówi nam, że my się nie znamy: to ja wam namaszczę prezesa RIO, który będzie was kontrolował. I to ja wam będę budował budżety, to ja zdecyduję, jak długo będziecie prezydentami w mieście, bo ja z ulicy Nowogrodzkiej wiem to lepiej niż mieszkańcy ulicy Długiej czy Legionów w Słupsku. A propos – nawet ulice nam zmieniają dyspozycjami z Warszawy. Mam się ugiąć? Po moim trupie. (…)

Nie przyłożyłem ręki do dekomunizacji ulic. Powiedziałem, że nie będę realizował prawa, które jest niekonstytucyjne. Narusza umowę samorządu z państwem, że mamy autonomię w nazewnictwie ulic. Nie złożyłem w tej sprawie skargi konstytucyjnej, bo nie wierzę w obiektywność obecnego Trybunału Konstytucyjnego, co też notabene pokazuje, jak mamy zrujnowane państwo prawa.

Zapracowaliśmy na tę degrengoladę latami. Żadna partia polityczna nie doprowadziła do tego, by wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego – a walczyłem o to, jak byłem w Sejmie – odebrać środowiskom politycznym. Kaczyński tą samą filozofią skoku na Trybunał chce zawłaszczać samorządy. Brakuje mu kasy, a ponieważ wie, że co druga złotówka jest w samorządzie, to sobie po nią przychodzi. Ale jej nie odbierze. Nie jestem jedynym samorządowcem, który się na to nie zgodzi. Miesiąc temu spotkaliśmy się w Warszawie na największym w historii forum samorządowym. Byli wszyscy – od lewa do prawa. Wściekli i solidarni. I nie zawahamy się tej wściekłości i solidarności użyć w obronie naszego państwa.

Zawiązując komitety protestacyjne? Co to da?

Rozmawiając z mieszkańcami naszych miast, wśród których są również wyborcy PiS. Cieszymy się tak wysokim zaufaniem społecznym, o jakim posłowie, senatorowie, prezydent, pani premier, ministrowie mogą tylko marzyć. Dlatego że mieszkańcy nas doceniają, widzą, że robimy konkretną, realną robotę na co dzień.

Musimy stworzyć takie mechanizmy, które tych prezydentów miast i burmistrzów wprowadzą do polityki. Podzielmy się władzą z nimi. Wprowadźmy ich do Senatu, czyniąc z niego Izbę, która czuje rytm bicia serca społeczeństwa, a nie złożoną z odklejonych ludzi zajmujących się lewitacją świętych. (…)

Czym jest cywilna odwaga w polityce?

Przeciwieństwem ciepłej wody w kranie. Zamiatania problemów pod dywan, a nie ich rozwiązywania. Kiedy narastało zagrożenie, że nadejdą barbarzyńcy i rozwalą nam kraj, to PO jeszcze dolewała ciepłej wody, a my wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze. I nagle barbarzyńcy stawili się u bram Rzymu, zdobyli Rzym i nas wycinają.

Ale kiedy pojawia się Donald Tusk, to ludzie witają go niczym „Andersa w Pendolino”, jak ironizują lewicowi publicyści.

Donald Tusk nie rozwiąże naszych problemów. Szanuję go, ale dzisiaj potrzebujemy polityków, którzy zaproponują nam nową wizję ładu społecznego. Powiedzą: posłuchajcie, przeszliśmy etap postkomuny, czasy styropianu, czasy ciepłej wody i musimy zrobić krok do przodu. Bo Europa i świat nie poczekają.

Marzę o takim społeczeństwie, które nie będzie podzielone, a przecież Donald Tusk podtrzyma ten fatalny i męczący podział na PO i PiS, degradujący fundamenty naszego państwa i społeczeństwa. Bo nie chodzi o powrót opiekuńczego ojca, tylko o to, by się zastanowić, co zrobić, by ludzie, którzy chcą głosować na Kaczyńskiego, uwierzyli, że państwo może funkcjonować inaczej, a nie za pomocą walk wrogich sobie obozów. (…)

Dla Francuzów fundamentem ich państwa są wolność, równość i braterstwo. Dla Amerykanów – wolność, przedsiębiorczość, demokracja i rodzina. Niemcy mają przywiązanie do porządku i prawa. W Polsce nikt nigdy nie podjął się wyzwania, by opisać wspólne wartości. (…)

Jakie szczególne wartości są pana zdaniem na tyle dla nas istotne, by wpisać je do kodeksu?

Nie chodzi o to, aby ktoś, np. polityk, przyniósł Polkom i Polakom takie wartości na tacy i powiedział: to teraz będą wasze wartości. Tak próbuje robić Jarosław Kaczyński, narzucając je. Jeżeli to mają być wartości wspólne i na lata, a nie na jedną kadencję, to muszą być one efektem szerokiej debaty publicznej, efektem dyskusji o wizji Polski, o naszych potrzebach, o roli państwa, modelu administracji publicznej itd. Jeżeli pani pyta mnie, polityka, o moje wartości w polityce, to zawsze odwołuję się do zasad dobrego rządzenia. Moje wartości to równość, jawność w działaniu, demokratyczne państwo prawa, włączanie ludzi a nie eliminacja, i przede wszystkim partycypacja społeczna, którą powinniśmy poszerzać, np. dzieląc się – wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe – władzą ze społeczeństwem. Mam na to nawet kilka pomysłów.

I oczywiście solidarność. To piękna narracja, z pięknym symbolem ruchu i Lecha Wałęsy.

Trzeba też wrócić do Baumanowskiej diagnozy i mierzyć dobrobyt naszego państwa najsłabszym ogniwem w łańcuchu – tymi, którym żyje się najtrudniej, najbiedniej, którzy są najbardziej marginalizowani. Jeżdżę na spotkania i kiedy pytam, kto zarabia średnią krajową, to prawie nikt nie podnosi ręki. Czyli gdzieś tkwi przekłamanie na temat rozwoju naszego kraju. Jest bardzo wiele grup, które są zostawione w tyle, i państwo ich nie dostrzega.

I co im pan mówi?

Żeby nie oczekiwali że przyjedzie rycerz na białym koniu i załatwi nasze sprawy. Przywołuję im słowa Jacka Kuronia, który mówił: nie palcie komitetów, budujcie własne. Musimy budować mocne społeczeństwo obywatelskie, angażować się i sami próbować wchodzić do polityki. Zbliżają się wybory samorządowe, niech ludzie się samoorganizują, niech pokazują alternatywę dla obecnej klasy politycznej, niech przejmują władzę. Niech biorą współodpowiedzialność za to państwo, bo jak tego nie zrobią to z chęcią zrobi to za nich Kaczyński. Ale wtedy to nie będzie państwo moich rodziców i tych marzycieli, którzy w 1989 r. zmienili naszą Polskę.

Wszyscy jesteśmy zmęczeni wojną polsko-polską. Elektorat PiS-u również. Musimy znów usiąść do stołu i rozmawiać ze sobą, bo w przeciwnym razie niebawem się powyrzynamy. (…)

Jestem ostatnią osobą, która skapituluje, bo zawsze będę miał marzenia o lepszej Polsce. Kiedyś zapytałem premiera Tuska, jaką ma wizję. Odpowiedział, że nie jest od tworzenia wizji, tylko od bieżącej polityki. To jest najgorsze dla polityka, bo nie wiemy, do jakiego portu z nim zawitamy. A zawitaliśmy niestety do portu, u bram którego czekali na nas barbarzyńcy. Polityk musi mieć wizję, musi mieć marzenia, musi mieć siłę i pasję do zarażania innych swoją wizją.  I ja czuję, że to mam.

Żeby nie było za słodko, przytaczam wypowiedź Roberta Biedronia z telewizji o prezydencie Dudzie:

To mądry facet, tylko niestety nie udało mu się odciąć pępowiny, która łączy go z PiS, i używa języka i retoryki Jarosława Kaczyńskiego, a to będzie fatalne w skutkach dla ewentualnej reelekcji prezydenta Andrzeja Dudy.

Chociaż jeden przykład mądrości pana prezydenta!

* * *

[dropcap]Ś[/dropcap]więto 1 Maja w PRL w czasach szkolnych obrzydzał mi przymus chodzenia na pochody. Okazuje się, że można godnie i ciekawie uczcić ten dzień i nie trzeba cały czas stać czy maszerować na słońcu (chociaż od czasu zmiany ustroju coraz mniej tego słońca na 1 Maja).

Od pewnego czasu jest to dzień św. Józefa Robotnika i w tym roku uczczono go w kościele w Kaliszu, gdzie dotarła XXV Ogólnopolska Pielgrzymka Robotników i Pracodawców. Modlono się do św. Józefa za rządzących krajem, samotnych, chorych, bezrobotnych oraz młodzież i proszono św. Józefa o wsparcie i siły na kolejny rok (słusznie, kto wie co jeszcze rządzący wymyślą, więc pomoc może się okazać konieczna). Podczas mszy Beata Kempa, szefowa kancelarii premiera, powiedziała zebranym:

Wielu z was straciło zdrowie, a nawet życie, kiedy walczyliście za wolną Polskę i ponosiliście największą ofiarę. To dzięki wam możemy dzisiaj mówić to, co chcemy, bez obawy o życie najbliższych. Dzisiaj nadeszła sprawiedliwość –  odebraliśmy emerytury waszym oprawcom i mimo wielkiego krzyku nie cofniemy się.

Siostra Beata Kempa godnie konkuruje z ks. Andrzejem Dudą i przekazują słowo boże w kościołach.

A co będzie jeśli św. Józefowi nie uda się nic załatwić dla ludzi pracy? Trudno, będzie chociaż satysfakcja z tego że innym odebrano.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. J.S. 2017-05-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com