Dlaczego najbardziej nietolerancyjni i najbardziej bezwzględni tak często wygrywają? Historia nazizmu i komunizmu, najnowsza historia ISIS, Al-Kaidy, Boko Haram, to tylko powtórka pewnego wzoru z przeszłości. Małe fanatyczne grupy niejednokrotnie terroryzowały społeczeństwa, zmieniając bieg historii. Zazwyczaj były początkowo ignorowane lub wręcz akceptowane jako element różnorodności.
Właśnie przeczytałem poświęcony tej sprawie długi esej amerykańskiego ekonomisty, filozofa, magistra nauk przyrodniczych, doktora teorii organizacji i zarządzania, który (jak nas informuje Wikipedia) w swoich pracach skupia się na zagadnieniach prawdopodobieństwa, przypadkowości i niepewności.
Profesor Nassim Nicholas Taleb urodził się w rodzinie libańskiej inteligencji (ojciec lekarz onkolog, matka antropolog), z chrześcijańskiej mniejszości i ma również rozległą wiedzę o historii muzułmańskiego świata.
Taleb zaczyna swój esej od obserwacji zachowań producentów żywności. W Stanach Zjednoczonych są stosunkowo niewielkie grupy mające rygorystyczne przepisy dotyczące jedzenia. Chodzi tu głównie o muzułmanów i żydów. Producenci, którzy nie chcą rezygnować z tej klienteli, mają do wyboru dwie taktyki – osobne linie produkcyjne i osobne działy w sklepach, bądź dostosowanie wszystkich produktów do oczekiwań grup, które mają jakieś szczególne wymagania. Jeśli pozostali klienci nie będą protestować, może się to okazać najtańszym rozwiązaniem.
Większość z nas rozumuje podobnie, kiedy zapraszamy gości i spodziewamy się, że ktoś nie je mięsa, przygotowujemy dla wszystkich potrawy wegetariańskie. Jest wiele smacznych potraw bezmięsnych, taki kompromis jest po prostu najwygodniejszy.
Terror małych fanatycznych grup nie zawsze oznacza nagą przemoc i mordy, społeczeństwo często ustępuje dla świętego spokoju wobec zwykłego tępego uporu.
Pisząc o tym dalej Nassim Nicholas Taleb pozostaje przy żywności. Wielkie firmy produkujące żywność GMO wydają się być przekonane, że oparte na racjonalnych argumentach i naukowych badaniach kampanie przekonają większość i to wystarczy. To racjonalne podejście okazuje się naiwne, ponieważ przekonani nie mają oporów wobec żywności genetycznie modyfikowanej, ale nie mają również oporów wobec tzw. żywności konwencjonalną, jeśli ceny są w miarę wyrównane, sprzedawcy żywności konwencjonalnej wygrywają. Agresywna mniejszość narzuca większości swoje reguły, ponieważ większość jest elastyczna, zaś członkowie tych grup wręcz przeciwnie.
Zasada prawdopodobieństwa sprzyja temu, by mniejszość dyktowała wartości społeczne. Ogólnie rzecz biorąc gdziekolwiek spojrzymy na społeczeństwa w różnych okresach historycznych, znajdujemy podobne ogólne zasady moralne, nie zabijaj, nie kradnij, nie znęcaj się nad sierotami, nie używaj przemocy (przynajmniej w odniesieniu do członków własnego plemienia). Widzimy jak na przestrzeni dziejów te zasady stają się coraz bardziej uniwersalne, by obejmować również niewolników, chłopów, kobiety, członków innych plemion, itp.
Te zasady – stwierdza Taleb – wyłoniły się jako rygorystyczne zasady fundamentalistyczne. Nie można godzić się na trochę zabijania ani na umiarkowane złodziejstwo. Jest znacznie bardziej prawdopodobne, że zostały one wymuszone przez mniejszość, niż że wyłoniły się jako konsensus większości.
Mamy tu jednak dwa wzory działania, pierwszy: nie interesuje mnie, co ty robisz, pod warunkiem, że mnie zostawisz w spokoju, żebym mógł przestrzegać moich zasad; i drugi: cały świat powinien robić to co ja i wszyscy, którzy tego nie robią są przestępcami.
Jesteśmy świadkami wielkiej debaty na temat tego, czy wolności oświeconego Zachodu mogą zostać podważone przez ograniczenia konieczne do walki z fundamentalizmem. Taleb stawia kluczowe pytanie: „Czy godzisz się na ograniczenie wolności słowa dla każdej partii politycznej, która ma w swoim statucie zakaz wolności słowa”. Idąc dalej pyta; „ Czy społeczeństwo, które wybrało tolerancję, powinno być nietolerancyjne wobec nietolerancji?”
Nietolerancyjna mniejszość może opanować i zniszczyć demokrację.
“Tak więc – pisze Taleb – musimy być bardziej nietolerancyjni wobec niektórych nietolerancyjnych mniejszości. Jest niedopuszczalne używanie „amerykańskich wartości”, czy „zasad Zachodu” w podejściu do nietolerancyjnego salafizmu (który odmawia innym ludziom prawa do ich własnej religii). Zachód popełnia w chwili obecnej samobójstwo.”
Taktyki nietolerancyjnych mniejszości mogą być różne, w zależności od sytuacji. Ciekawym przykładem było rozprzestrzenianie się islamu na Bliskim Wschodzie. Podbite społeczeństwa były w większości chrześcijańskie. Islam nie wymuszał nawracania się „ludzi księgi”, a co więcej nie był specjalnie zainteresowany nawracaniem chrześcijan, gdyż ściągał od nich wyższe podatki. (Jak pisze Taleb, jego przodkowie przetrwali 13 stuleci islamu, ciesząc się wolnością od służby wojskowej.) Obowiązywały tu jednak asymetryczne zasady. Kiedy mężczyzna chciał poślubić muzułmankę musiał przejść na islam, jeśli jedno z rodziców wyznawało islam, dziecko było muzułmańskie. Druga zasada była jeszcze ciekawsza, przejście na islam było (i jest nadal) niesłychanie łatwe, ale odejście od islamu było zagrożone karą śmierci. Te dwie zasady sprawiły, że stosunkowo niewielkie siły okupacyjne w koptyjskim Egipcie w ciągu stuleci zmieniły proporcje, a Koptowie stali się niewielką mniejszością. Nawet ograniczona ilość mieszanych małżeństw prowadziła do zmiany struktury społecznej.
Nieodwracalność nawróceń na islam doskonale uzupełniała ten proces. Nawrócenie było często korzystne czy to przy zakupie ziemi, czy dając możliwość uzyskania pracy, mogło być tylko pozorowaną formalnością, ale ponieważ nie było od tego ucieczki, w kolejnych pokoleniach stawało się czymś autentycznym. Islam okazał się bardziej bezkompromisowy od chrześcijaństwa.
Wcześniej rozpowszechnianie się chrześcijaństwa w imperium rzymskim pokazywało wzór podboju przez podbitych. Rzymskie pogaństwo było otwarte, Rzymianie nie mieli nic przeciwko zapraszaniu bogów podbitych narodów do swojego panteonu. Zupełnie nie umieli zrozumieć oporu chrześcijan przed tym, żeby ich bóg dołączył do gromady bogów rzymskich. Tymczasem chrześcijanie byli nietolerancyjni wobec wszystkich innych religii i stosowali agresywny prozelityzm. Prześladowania chrześcijan związane były raczej z ich nietolerancją niż z ich odmienną wiarą. Dziś czytamy głównie historię pisaną przez zwycięzców. Tłum chrześcijańskich męczenników (faktycznych i mitycznych) i brak pogańskich dokumentów opisujących dokuczliwość fanatycznych zachowań chrześcijan. Widzimy jednak, że wszędzie, gdzie chrześcijanie zdobywali przewagę i władzę, próby powrotu do pogaństwa spotykały się z niezwykle brutalnymi reakcjami.
Opisując chrześcijański fanatyzm, Nassim Nicholas Taleb prezentuje osobistą refleksję, w której stwierdza, że im więcej pogaństwa, tym znakomitsze umysły i tym większa zdolność radzenia sobie z niuansami i wieloznacznością, że czysto monoteistyczne religie takie jak fanatyczne chrześcijaństwo, salaficki islam, a nawet fundamentalistyczny ateizm przyciągają prymitywnych dogmatyków, mizerne umysły, które nie radzą sobie ze złożonością.
Wielki marsz chrześcijaństwa i islamu był sukcesem fanatyzmu. Oczywiście powinniśmy mówić o chrześcijaństwach i islamach. Ponieważ obydwie te religie są silnie wewnętrznie zróżnicowane, a dziś obserwujemy gwałtowne wypieranie wszelkich względnie tolerancyjnych nurtów w islamie. Góruje najbardziej purytański sunnicki wahhabizm, który prowadził do powstania Bractwa Muzułmańskiego, Al-Kaidy i ISIS. Jego kolejne wcielenia nieodmiennie okazują się bardziej fanatyczne, bardziej purytańskie i barbarzyńskie.
Fanatyczny religijny purytanizm walczy o cnotę, wypatruje grzechu, domaga się kar i zakazów. Małe silnie motywowane grupy zmieniają się we wszechobecną policję moralności. Stają się wściekłymi strażnikami swoiście rozumianej cnoty, w imię której gotowi są stosować skrajną przemoc.
Z tego opisu mogło by się zdawać, że mamy tu nieodmiennie do czynienia z tępym fanatyzmem intelektualnie ograniczonych. Taleb pokazuje jednak, że determinacja, czy może morale, odgrywa decydującą rolę zarówno w ekonomii, w nauce, na polach bitew, czyli również tam, gdzie dochodzi do pozytywnych zmian społecznych.
Na rynku dominują ostrożni i gracze, ale zmiany trendów powodowane są przez upartych ryzykantów. Również w nauce postęp dokonuje się dzięki tym, którzy odważają się zakwestionować konsensus i przedłożyć solidne dowody, że robią to nie bez powodu.
„Gdyby nauka działała w oparciu o konsensus większości – pisze Taleb – tkwilibyśmy nadal w średniowieczu, a Einstein skończyłby tam, gdzie zaczynał, jako pracownik urzędu patentowego, który bezowocnie zajmuje się po pracy swoim hobby.”.
Aleksander Wielki miał powiedzieć, że armia, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana. Nie wiadomo, czy rzeczywiście to powiedział, ale Napoleon to powtórzył, chociaż czytelnicy “Szwejka” mogą uznać, że jest to wątpliwa prawda. Hanibal przez piętnaści lat dręczył Rzymian, wygrywając 22 bitwy, w których nieodmiennie jego przeciwnicy mieli uderzającą przewagę liczebną.
„Rozwój społeczny, czy to gospodarczy, czy moralny inicjowany jest przez niewielkie grupy ludzi. Kończymy ten rozdział uwagą o wpływie morale uczestników gry na życie społeczne. Społeczeństwa nie rozwijają się przez konsensus, głosowania, opinie większości, komitety, konferencje naukowe, niewielkie grupy wystarczająco zdeterminowane znacząco naruszają równowagę.” – kończy swój esej Nassim Nicholas Taleb.
Pytanie czy agresywnym fanatykom, próbującym siłą narzucić dziś światu swoją dulszczyznę, przeciwstawimy wielkie marsze machających chorągiewkami, czy też uda się odepchnąć purytański fanatyzm, mobilizując autentycznie zdeterminowane grupy do walki z siłami nietolerancji. Wynik tego starcia pozostaje dalece niepewny. Lwów chwilowo nie widać. Chociaż mogłem źle patrzeć.


„Czy społeczeństwo, które wybrało tolerancję, powinno być nietolerancyjne wobec nietolerancji?”
To pytanie stawiano nie od dziś i nie od wczoraj. Bez jednoznacznego rozstrzygnięcia, co – jak wskazuje Autor – zaowocowało kolejnymi zwycięstwami nietolerancji.
Na naszym podwórku przykładem jest partia PiS, której statut sąd demokratycznego teoretycznie państwa zarejestrował pomimo, że jest on wyjątkowo antydemokratyczny.
Podobnych pytań jest więcej. Czy w walce z przestępcami łamiącymi prawo musimy przestrzegać prawa? My możemy rozsiąść się w fotelach i dywagować, ale policjant ma ten dylemat na co dzień, na ulicy.
Bazując na przekonaniu, że obywatel ma nie tylko prawa, ale i obowiązki wygłaszałem kiedyś twierdzenia, że ktoś kto nie wywiązuje się z obowiązku przestrzegania prawa dobrowolnie rezygnuje z przysługujących mu praw. Nikogo nie przekonałem, prawnicy zakrzyczeli mnie głosem wielkim.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden element ze sfery psychologii (chyba).
Przynależność do nietolerancyjnej grupy daje większe poczucie bezpieczeństwa własnego, niż przynależność do liberalnej nawet większości. W wolnym społeczeństwie wolny człowiek czuje się często o wiele bardziej samotnie.
Porównaj: przekroczenie granicy obrony koniecznej …
Wszystko jasne?
Tekst obieram jako domknięty i wybitnie klarowny.
Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji.
Tolerowanie nietoleracji jest jej uprawomocniem, co w efekcie tworzy sytuację nietolerancji wobec tolerancji.
T albo N
Pozorny dylemat pojawia się gdy myślimy: nietoleracja jest formą agresji, tolerancja zaś całkowitym brakiem agresji.
Jak więc tolerancyjny obywatel może wykazywać jakiekolwiek przejawy nietoleracji wobec innych?
W takim myśleniu jest ukryty błąd.
Nie zapominajmy, że nie mówimy o wspólnocie zorganizowanej na wzór komuny. Mówimy o organizacji państwowej!
To państwo (nie Obywatel!!!) musi bezwzględnie stać na straży założeń ustrojowych, sięgając po uzasadnione okolicznościami środki przymusu. Organizacja państwowa jest z założenia nietolerancyjna wobec naruszających prawo.
Nie jest sprawą przypadku, że w USA, Niemczech dość rygorystycznie przestrzega się prawa.
Stąd moja nota dla autora
***** ***** * (11/10).
Dylemat jest pozorny? Gratuluję.
„To państwo (nie Obywatel!!!) musi bezwzględnie stać na straży założeń ustrojowych, sięgając po uzasadnione okolicznościami środki przymusu.”
A jeśli nie stoi? A obywatel „nie musi”?
Bardzo naiwna wiara w to, że państwo, które w USA i w Niemczech „bezwzględnie stoi na straży prawa” nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. Każde prawo podlega interpretacji, także w krajach, które pan wymienił. I wielokroć zdarzało się i u nas i tam, że te interpretacje niekoniecznie były zgodne z interpretacją obywatela.
Państwo wg definicji jest organizacją przymusową, niezależnie od ustroju. Nie każdy ustrój zakłada zgodę obywateli na takie czy inne prawo. Demokratyczny w teorii tak.
W teorii, bo w praktyce, jak widać nie zawsze. I co wtedy?
Ten „pozorny dylemat” obecny jest i będzie zawsze w ustroju demokratycznym, a umiejętność poruszania się wewnątrz niego będzie zewnętrzną oznaką stopnia rozwoju społeczeństwa.
@otoosh, no i ma pan kolejne pytanie o granice. Nierozstrzygalne nigdzie i nigdy. A czasem na rozstrzygnięcie jest sekunda lub mniej.
@J.LUK
„Dylemat jest pozorny? Gratuluję.”
„A jeśli nie stoi? A obywatel „nie musi”
Proszę jeszcze raz przeczytać mój komentarz traktując jako zdanie kluczowe:
„Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji”,
a jako wybiórczą ilustrację pozornego dylematu sytuację, gdy państwo stoi…
Oczywiście pozbawieni jesteśmy tego (natury etycznej) komfortu, co nam uświadamia, że nie żyjemy w państwie pluralistycznej demokracji. Tego typu deklaracji można się doszukać w Konstytucji, jednak okazały się (w praktyce) pustymi deklaracjami.
Zdanie kluczowe obowiązuje w każdym kontekście.
Warto w tym momencie sobie przypomnieć, że etyka (w tłumaczeniu z greckiego) to tylko zwyczaj.
Gdy łamanie zwyczaju ma charakter incydentalny można powiedzieć, że zwyczaj nadal obowiązuje.
W innym zaś przypadku przestaje obowiązywać… i dylematy etyczne (zwyczajowe) w tym zakresie tracą sens, stają się pozorne – oderwane od rzeczywistości.
Tak czy inaczej, jest to DYLEMAT POZORNY – oczywiście z mojego punktu widzenia.
Jeszcze spróbuję uzasadnić moje odwołanie do (większego niż ma to miejsce w naszym zwyczaju) rygoryzmu prawnego w USA i Niemczech. Te kraje zaliczane są do grona państw o „dojrzałej demokracji”, czego nie można powiedzieć o Polsce.
Zwracam jedynie uwagę, że istnieje zależność między rygoryzmem prawnym i poziomem gwarancji pluralizmu w państwie demokratycznym
Co oczywiście nie oznacza, że Tu są problemy, a Tam ich nie ma.
Formuła komentarzy niestety ma poważną wadę operowania zawężonym kontekstem, koniecznością odwołań do tzw. skrótów myślowych, co stwarza szerokie pole dowolności ich interpretacji.
Żeby było ciekawiej, nie widzę żadnych punktów spornych z treścią pierwszego Pańskiego wpisu pod tekstem autorskim.
„ktoś kto nie wywiązuje się z obowiązku przestrzegania prawa dobrowolnie rezygnuje z przysługujących mu praw. Nikogo nie przekonałem, prawnicy zakrzyczeli mnie głosem wielkim.” J.LUK
Diabeł śpi w szczegółach. Osoba (np. przestępca czy agresywny fanatyk zachowuje wszystkie prawa bez względu na to co robi), ale kiedy to samo robi organizacja [pytanie Taleba: „Czy godzisz się na ograniczenie wolności słowa dla każdej partii politycznej, która ma w swoim statucie zakaz wolności słowa”] traci wszystkie prawa, powinna być zdelegalizowana.
Pytania Taleba są źle sformułowane. Kiedy sformułujemy je inaczej, przejdziemy do ofensywy.
Pierwsze powinno brzmieć: „Czy partia, która ma w swoim statucie zakaz wolności słowa, MOŻE domagać się wolności słowa?”.
To ona MA WYBÓR (ma prawo), może korzystać z (GWARANTOWANEJ PRZEZ NAS) wolności słowa, jeśli tylko sama zagwarantuje ją wszystkim tym, którym my ją gwarantujemy, MOŻE też wybrać zakaz wolności słowa w statucie, ale poniesie tego konsekwencje. Te konsekwencje nie świadczą o braku tolerancji. Egzekwowanie przestrzegania przyjętych zasad nie jest brakiem tolerancji, czy ograniczaniem wolności. Jest ich ochroną.
Drugie pytanie Taleba powinno brzmieć: „Czy społeczeństwo, które wybrało tolerancję, MOŻE być nietolerancyjne wobec nietolerancji?”
Słowo „może” daje mi prawo do samoobrony. Umacnia/uprawomocnia moje wartości (prawa). Mogę (nie muszę) ich bronić. Wolność polega na tym, że mam prawo wyboru, a więc MOGĘ wybrać czy zagrożona mam zabić napastnika, czy dać mu się zabić. Słowo „powinien” ogranicza wolność, jest dyrektywą, nakazem.
Proszę zauważyć, że przywołany (@Otoosh) Art. 25 § 1. akcentuje dwie kwestie: stronę zaatakowaną > „kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach” i przedmiot ataku „na jakiekolwiek dobro chronione prawem.”.
Rację ma Obywatel RP: „Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji.
Tolerowanie nietolerancji jest jej uprawomocnieniem, co w efekcie tworzy sytuację nietolerancji wobec tolerancji. […]
Państwo (nie Obywatel!!!) musi bezwzględnie stać na straży założeń ustrojowych, sięgając po uzasadnione okolicznościami środki przymusu. Organizacja państwowa jest z założenia nietolerancyjna wobec naruszających prawo (osób i organizacji).”
Jak ma postępować Obywatel podpowiada teoria gier.
Jeśli państwo MUSI stać na straży, to Obywatel MOŻE (ma prawo i będzie usprawiedliwiony) reagować. Może zastosować zasadę „wet za wet” lub „wet za dwa wety”.
Manifestacja Obywateli RP jest uprawnioną reakcją obywateli, stają w obronie wolności (gwarantowanej przez Konstytucję). Nowe ustawodawstwo i jego zastosowanie (brak zgody na inne manifestacje) pozwalają zastosować zasadę „wet za wet”, nie wolno dłużej sprawdzać intencji przeciwnika czekając na „drugi wet”.
Wolność słowa (wciąż) jest chroniona prawem (Konstytucja), więc mogę jej bronić przed fanatykiem. Nawet jeśli mój czyn będzie „nietolerancyjny”, to jeśli tylko będzie adekwatny do czynu agresora, będę usprawiedliwiona (i wierna swoim zasadom > tolerancji). Kiedy fanatyk atakuje chronione prawem wartości mam prawo (MOGĘ) stanąć w ich obronie, mogę też odeprzeć atak atakiem, nawet jeśli jestem przeciwna agresji.
Panowie – goraco polecam film „Unthinkable”, polski tytuł – „Bez reguł”. Jest tam wszystko o czym pisze Pan Andrzej. Jednocześnie jest to kawał wyśmienitego kina. Film jest właśnie o tym, jak dalece możemy i powinniśmy się posunąć w obronie tolerancji i czy mamy czas na prawne dywagacje o czym słusznie napomknął Otoosh.
Konkludując – jestem zwolennikiem kompletnego braku tolerancji dla nietolerancji. Oczywiście piszę o nietolerancji w rozumieniu pana-andrzejowego opisu eseju Nassima Nicholasa Taleba. Ktoś stawiający sie poza nawiasem tak rozumianej tolerancji absolutnie nie może się zasłaniać tarczą naszej tolerancji. Wojna to wojna.
Pozdrawiam
P.S. „Zwodowanie” szczątków twórcy „Al-Kaidy” to właściwy sposób na walkę z takim ludźmi. W tym przypadku – człowiek wcale nie brzmi dumnie. Nikt nie dyskutuje z bakteriami eksterminując je antybiotykiem. Przypomnę casus Hessa i pochowanie go w bezimiennej mogile.
Dotychczas jedynie zaproponowałem punkt widzenia ( inspirowany tekstem autorskim) , gdzie zanikają wątpliwości prawa do bycia nietolerancyjnym wobec nietolerancyjnych. Określiłem je dylematem pozornym.
Nie spodziewałem się jednak, że na tym wątek się urwie. Tekst Pana Koraszewkiego traktuję jako potencjalnie inicjujący, a przywołane stwierdzenie jedynie jako punkt wyjścia.
Gdyby prawo do nietolerencji traktować jako wieńczące, to zauważmy, że w tym schemacie myślenia mieści się również punkt widzenia zwolenników PiS: pluralizm jest śmiertelnym zagrożeniem dla monokultur broniących się przed różnorodnością; różnorodność podważa fundamenty wiary w jedynie słuszne prawdy – w konsekwencji monokulturowi mają prawo w imię dogmatycznych prawd się bronić … i to robią, tak jak potrafią, a że niewiele potrafią….
Prawo do obrony różnorodności można przekuć w różne formy skutecznego oporu.
Najprostszym sposobem jest – wydawałoby się – pokazanie swojej potencjalnej niepoliczalności ,… na początek milion osób jednocześnie na ulicy. Dużo ? … przecież to nie więcej niż. ok. 10% deklarowanych zwolenników PO i .N.
Problem w tym, że żadna partia nie potrafi tego wykorzystać. Nie potrafi porwać wizją Polski. Jest różnica między poprzeć partię, a wyjść na ulicę. PO (może przez przypadek ?) udało się hasło „Polska małych ojczyzn”. Nie jestem pewien czy Shetyna wiedział o czym mówił. To hasło jest bardzo dobre, w dodatku nie jest przeciw zwolennikom PiS, wskazuje jedynie na kierunek zmian koniecznych. Wystarczy to rozwinąć!!!
W tym punkcie odnajduję kolejne wsparcie dla twierdzenia, że nie ma żadnych powodów na DYLEMATY ETYCZNE – one są tylko pozorne!
Prosty sposób jednak wymaga wyjścia liderów partyjnych poza schemat myślenia partyjnego, wodzowskiego … i to chyba jest największym obecnie problem.
Partie wodzowskie z założenia nie nadają się do budowania państwa demokracji pluralistycznej. Czy o tym wiedzą liderzy PO i .N?