Piotr Rachtan: Do Krzysztofa8 min czytania

()

2017-07-26.

Trochę nie dowierzałem, że Krzysztof Łoziński wezwał w niedzielę do wyhamowania spacerów po miastach, nie było mnie tam, w relacjach ktoś mógł coś przekłamać, albo się przesłyszeć. Choć jeden z najbardziej znanych polskich prawników, człowiek bardzo zasłużony i do tego rozgarnięty dopadł mnie telefonicznie dziś rano (jestem za granicą) i pyta: „O co chodzi temu Łozińskiemu, czy on z byka spadł?”.

Po powrocie z gór znalazłem na profilu Krzysztofa taki oto dokument, który przytaczam w całości, bo tworzy on ciąg logiczny:

Pewne zamieszanie i niezrozumienie spowodowało moje zaproszenie drugiej strony do rozmów. Nie chodzi o „układanie się”, tylko o negocjacje na temat realizacji naszych postulatów.

Negocjuje się z wrogiem, nie z przyjacielem. Chodzi o to, by jeszcze z czegoś ustąpili pod wpływem masowych protestów.

Oni są w tej chwili w panice, a buńczuczne bredzenia są wynikiem strachu. Zaproszenie do rozmów wybija im argument, że tłum chce ich wieszać i nie stawia ich w pozycji bez wyjścia. W sierpniu 80. też zapraszaliśmy stronę rządowa do rozmów.

Pamiętajmy, że każdy taki bunt może skończyć się na trzy sposoby:

  1. Klęską (nie chcemy tego);
  2. Rozlewem krwi (nie chcemy tego):
  3. Negocjacjami i ustępstwem drugiej strony.

Skoro nie chcemy rozwiązań 1 i 2, to pozostaje rozwiązanie 3.

Oczywiście małe są szanse, by już na tym etapie rozmowy podjęli, ale dobrą wolę okazywać trzeba i nie oznacza to ustępowania z tego co jest ważne.

Znam Kaczyńskiego. To straszny cykor, który zagoniony w ślepy kąt może kazać strzelać. Dlatego trzeba zawsze okazywać, że ma jakieś wyjście.

Ja byłem w Pekinie, gdy studenci strajkowali na Tiananmen. Tam nie doszło do porozumienia. Wynik: 7 tysięcy trupów, 32 tysiące rannych, dziesiątki tysięcy uwięzionych. Ja mam to ciągle w pamięci.

Oczywiście pod tym wpisem poleje się hejt, ale trudno – myślenie nie wszystkim dane było od urodzenia.

Ja mam poczucie odpowiedzialności także za Wasze życie. Stoję na czele KOD-U, największej organizacji opozycyjnej, prawie 10 tysięcy ludzi. Mam do zwycięstwa doprowadzić Was żywych.

Krzysztof Łoziński, przewodniczący ZG KOD”

Napisałem wyżej, że ten dokument tworzy ciąg logiczny, ale jest on logiczny inaczej. Dobrą wolę można okazywać, maszerując i skandując. Zresztą, nikt w czasie spacerów organizowanych przez Obywateli RP i Akcję Demokrację nie domagał się np. wtrącenia Jarosława Kaczyńskiego do lochu, co mogłoby niewątpliwie być dla niego groźbą nie do zniesienia i wywołać paniczny strach.

To nie PiS i Kaczyński uległ naciskowi ulicy, tylko tzw. najsłabsze ogniwo – tu: pan prezydent.

Rosnący nacisk może doprowadzić do pęknięcia kolejnego ogniwa, np. pana Gowina.

To z Jarosławem K. nie ma nic wspólnego.

Krzysztof pisze, że świetnie zna Jarosława. Przyznaję, że jest jest dobrym znawcą życiorysu prostego posła i wielokrotnie trafnie analizował pisma i wypowiedzi inteligenta z Żoliborza. To nie znaczy jednak, że zna jego ciemne zakamarki jego psychiki, rzeczywistą odporność na stress, wrażliwość na bodźce, wreszcie – źródła lęków. Jeśli tak twierdzi, to mocno koloryzuje.

Nie tylko ja krytycznie oceniam tę niezręczną wypowiedź Krzysztofa Łozińskiego, niepotrzebnie wtrącającego w swoją narrację opowieść o Placu Niebiańskiego Spokoju. Pisowska granda w niczym nie przypomina rozchwianego komunistycznego reżimu, a tłumy polskich perypatetyków nie są tak osamotnieni, jak pekińscy studenci. Analogii tu nie ma, chyba że Krzysztof chciał nam powiedzieć coś innego.

Spacerowiczki i spacerowicze nie odżegnują się od dialogu, i choć jestem raczej obserwatorem niż uczestnikiem, to zauważyłem, że na przechadzkach mało raczej mówi się i skanduje o odwecie, karze i zemście. A właściwie – w ogóle się o tym nie mówi. Złośliwe piosenki, przekorne hasła nie nawołują do krwawej rozprawy z ukrytym w brzydkim gabinecie człowieczkiem. Zaś Kaczyńskim powoduje nie strach, tylko żądza zemsty. O czym trzeba pamiętać, ale nie podejmować tematu.

Ulica jest rozczarowana wypowiedzią Krzysztofa. Jej reakcja przypomniała mi – toutes proportions gardées – słynne słowa Władysława Gomułki: „Dzisiaj zwracamy się do ludu pracującego Warszawy i całego kraju z wezwaniem: dość wiecowania i manifestacji! Czas przejść do codziennej pracy…” . Niech Krzysztof wybaczy mi to porównanie, bo nie chodzi o zestawienie Łozy z Wiesławem, tylko o podobne uczucie rozczarowania. Z emocjami każdy przywódca musi się liczyć. Jeżeli Krzysztof je zlekceważy – będzie stracony. Już teraz czytam wpisy pełne zniechęcenia.

Nic to, że przewodniczy Krzysztof organizacji liczącej 10 tysięcy członków, że regiony i komórki KOD działają w wielu miejscowościach i lokalni działacze potrafią zebrać nie garstkę, a setki ludzi pod sądami czy siedzibami PiS. To samo może się się wkrótce dziać bez Łozińskiego, tak jak się działo bez założyciela Komitetu – Mateusza Kijowskiego. Ale – tu wtrącę – była to mniej zasługa Twoja, Krzysztof, a bardziej narastającej niechęci coraz liczniejszych grup do obozu rządzącego, stylu uprawiania polityki, a przede wszystkim do osoby prezydenta.

Pozwolę sobie tu na dygresję. Jest chyba pewną prawidłowością, że emocje najsilniejsze budzi jedna konkretna twarz, nie cały, nawet najbardziej odrażający obóz lub układ. Trudno sobie wyobrazić ogólnopolski protest przeciwko np. źle działającym samorządom. Ale przeciwko jednemu typkowi, na dodatek odpowiedzialnemu za liczne delikty konstytucyjne, które ugruntowały niedemokratyczny styl sprawowania władzy – jak najbardziej. To Adrian, to Andrzej Duda stał się wszechobecnym bohaterem manifestacji, wieców i pikiet. Pod jego pałacem pojawiały się kartonady, stawała scena, tu gromadziły się najliczniejsze tłumy. Zanim jeszcze na porządku dziennym stanęły ustawy demolujące sądy.

Tak więc Krzysztofie, położyłeś duże zasługi we współorganizowaniu tych wydarzeń, ale musisz zaakceptować poważną zmianę, jaka dokonała się w społeczeństwie i na ulicy: KOD stał się tylko jednym z udziałowców tego rozległego ruchu, w jaki wprawieni zostali obywatele. Dlatego –  przyjmij moje słowa jak od przyjaciela – namawiam do skromności i umiaru, bo inaczej grozi Ci marginalizacja. Przykra dla Ciebie, ale druzgocząca Twoich zwolenników, a w szczególności członków Komitetu Obrony Demokracji.

I jeszcze jeden, trochę długi cytat z FB:

Beata Sporna

Wczoraj o 11:13 ·

Od dawna Krzysztof Łoziński nie mówi w moim imieniu. Po wczorajszej konferencji i dzisiejszym wpisie jestem wręcz zmuszona odciąć się publicznie.

Odpowiedź Jerzego Friedricha doskonale oddaje to, co mnie do tego skłania.

        Bunt społeczny może się zakończyć na znacznie więcej sposobów niż podajesz. Np. poprzez przyjęcie postulatów protestujących przez władzę. Może to sprawa tego myślenia, o którym wspominasz, ale Twoja argumentacja nie bardzo się broni. Jak dobrze wiesz Polacy maja długą historię sporów ulicznych i nie ma powodów aby straszyć studentów wizją Placu Niebiańskiego Spokoju. Jesteśmy prawie rówieśnikami z bardzo zbliżoną „kartą opozycyjną” i z autopsji pamiętamy wszystkie wydarzenia od marca 68. Nawet w stanie wojennym wojsko odmawiało wejścia na teren strajkujących zakładów pracy. Ani razu siły rządowe nie użyły ostrej amunicji do rozpędzenia tłumów. Kilka ofiar śmiertelnych było wynikiem przypadkowego postrzelenia podczas strzelania na postrach i kilka zginęło podczas ataku na funkcjonariuszy.

Pozostaje nadal pytanie podstawowe, co możemy uzyskać podczas rozmów Łoziński-Kaczyński.

Wariant 1 – dobra Krzysztof, cofamy wszystkie naruszenia Konstytucji i od jutra jesteśmy jak żona Cezara

Wariant 2 – dobra Krzysztof, my obiecujemy już nie naruszać, a wy się rozwiązujecie.

Wariant 3 – dobra Krzysztof, gadamy już 2 tygodnie, w międzyczasie straciłeś już wiarygodność wśród społeczeństwa i ewentualnych koalicjantów. KOD-u praktycznie już nie ma – możesz oddalić się szybko w dowolnie wybranym kierunku.

Wariant 4 – Rząd wyda oświadczenie, iż byli ubecy oraz wdowy po nich usiłuja podstępnie osłabić morale zdrowego społeczeństwa proponując zgniłe kompromisy, które z obrzydzeniem władza odrzuca – a Ty obudzisz się z ręką w nocniku.

Jako politolog mam świadomość, że ilość możliwych wariantów jest znacznie dłuższa. Wiem też, że rozmowy z PiS prowadzone bez partii opozycyjnych będą odbierane jako zdrada i prawdopodobnie skończą się kompromitacją Twoją i ruchu który reprezentujesz. Ja w tym nie zamierzam brać udziału. Jak chcesz się przekonać ilu pójdzie za mną – działaj. Jak nie chcesz – zmień doradców! Masz jeszcze szansę przejść do historii, nie tylko jako „znany” taternik. Nadal liczę na Twoją rozwagę.

  • Jerzy Friedrich

A zatem Krzysztof – więcej rozwagi! Ciągle masz szansę. Słuchaj także przyjaciół.

Pozdrawiam

Piotr Rachtan

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

13 komentarzy

  1. narciarz2 26.07.2017
  2. Pat 27.07.2017
  3. Magog 27.07.2017
    • Sir Jarek 28.07.2017
  4. andrzej Pokonos 27.07.2017
    • Pat 27.07.2017
    • andrzej Pokonos 29.07.2017
  5. Pat 28.07.2017
  6. otoosh 28.07.2017
  7. Rachtan 28.07.2017
    • andrzej Pokonos 29.07.2017
    • Pat 29.07.2017