Agnieszka Wróblewska: Szopka przedświąteczna7 min czytania

()

2017-12-01.

Mam katar, dzięki temu siedziałam w czwartek przed telewizorem, żeby śledzić dobrą zmianę w sądach.

Jak wiadomo paragrafy o zmianach w sądownictwie musiały wrócić do sejmowej komisji sprawiedliwości przez to, że prezydent to i owo zawetował. Przewodniczący zebrania, pan prokurator Piotrowicz dzielnie i czujnie brnął przez paragrafy, udzielał głosu swoim, odbierał opozycji kiedy się żołądkowała, ogłaszał głosowanie. Przebiegało bez zakłóceń – jeżeli poprawka pochodziła z krzeseł opozycji głosów „za” było akurat tyle ilu członków opozycji na sali, reszta była „przeciw”. A  żeby się komuś nie pomyliło kiedy rękę podnosić, pan prokurator pierwszy podnosił swoją na tyle wysoko, żeby wszyscy widzieli jak ma  być. Zaznaczał też wyraźnie czyj wniosek głosujemy – PO, Nowoczesnej czy rzadziej PiS-u.

Faworytem moim był jeden z posłów partii rządzącej: siedział przy końcu stołu, przez cały dzień nie odezwał się ani razu w przedmiotowej sprawie. Skupiony  na swoim tablecie, zapewne uprawiał jakąś grę, ale na tyle przytomnie, że po zerknięciu w stronę prezydium pierwszy wyciągał rękę w górę. Zawsze słusznie, rzecz jasna. Długie godziny miałam telewizor otwarty a facio ten, wiek około emerytalny, ani razu nie tylko się nie odezwał, ale nawet nie podniósł głowy, żeby się rozejrzeć wokół.

Zresztą takich maszynek do głosowania było na Sali z ramienia partii rządzącej więcej. Dzięki nim głosowania przebiegały gładko i tylko co jakiś czas ktoś z opozycji zakłócał spokój. Najczęściej była to Kamila Gasiuk Pihowicz. Trudno się więc dziwić, że posłowie partii rządzącej szczerze jej nienawidzą i uważają, że jest złośliwą babą. Poniekąd mają rację. Oprócz przedłużania czasu dyskusji nie udało się ani jej, ani nikomu innemu z partii opozycyjnych zmienić choćby jednego słowa w paragrafach przysłanych z ministerstwa sprawiedliwości. Zdaje się, że nawet panu prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczpospolitej się nie udało. Prawniczka z prezydenckiej kancelarii była bowiem zaskoczona poprawkami, których wcześniej nie znała. A ilekroć chciała zabrać głos pani Kamila, przewodniczący Piotrowicz robił zrozpaczoną minę, a większość rządowa miny miała ironiczne i zniecierpliwione. Mój milczący faworyt głębiej wciskał się w krzesło i bardziej skupiał na swoim tablecie.

Satyrę robioną z demokracji znam jak zły szeląg z własnej młodości. Z tym, że tamten ustrój  nazywał się demokracją ludową a nie parlamentarną. I przywódcy PRL nie tylko nie udawali, że się wzorują na demokracji parlamentarnej, znanej z Zachodu, a przeciwnie – Zachodem kazali się nam brzydzić – mieliśmy przecież stworzyć coś lepszego. A my młodzi żyliśmy sobie w zamkniętym świecie, bo innej demokracji niż ludowa nikt nie znał. Po drugie nie plątały się po kuluarach sejmowych ludzie z mikrofonami, żeby wieczorem w telewizji każdy mógł usłyszeć jaką się na tych komisjach uprawia lipę.

Ci teraz mają trudniej – zadanie jest: zmienić ustrój, a zmieniać muszą nie z pepeszami tylko w rękawiczkach. Odpadło straszenie okrutnym światem kapitału i nie ma, póki co, pomocnej im cenzury. Trudniej więc tak zmienić ustrój, żeby cała władza należała do biura politycznego i żeby zarazem nadal nazywać się krajem demokracji parlamentarnej. Nie jest łatwo tak żonglować słowami i faktami, żeby wyglądało, że jest „jak na Zachodzie” a zarazem wyzbywać się zachodnich naleciałości.

Zadanie nie jest proste i właściwie można współczuć obecnej ambitnej zmianie. Tym bardziej, że i technika weszła im w drogę – wszystko widać i słychać.

Albo taki przewodniczący komisji pan Piotrowicz. Dawniej mówił co myśli, teraz musi grać potrójnego głupa. Raz przed wysoką komisją – że wszystko przebiega prawidłowo, dwa – przed mediami nachalnymi, żeby jakoś kupy się trzymało i ewentualnie potem przed swoim biurem politycznym, żeby pierś wystawić do orderu.

Czy to nie strata czasu i pieniędzy jakie idą na utrzymywanie tylu pozorów? Jeśli ważne jest tylko to KTO mówi, a nie CO się mówi, to po kiego licha udawać, że władzy zależy na opozycji? Kiedy głos zabierała pani Kamila, pan Budka czy pan Święcicki i zgłaszali nawet niewinną uwagę dotyczącą omawianego przedmiotu, nie mieli szans, żeby ich uwaga została potraktowana poważnie. Posłowie koalicji rządzącej zapewne nawet nie słuchali – przy glosowaniu patrzyli tylko na prawą rękę prokuratora Piotrowicza. Podnosi w górę, to podnosimy. Nie podnosi – czekamy na hasło –„przeciw”.

Czy można w takiej atmosferze uchwalić coś mądrego? Nawet gdyby poprawka opozycji była najbardziej niewinna politycznie i najbardziej potrzebna – nie ma szans żeby przeszła. A przecież po to się wybiera posłów, także opozycji, po to się im płaci, żeby wnosili coś do sprawy, a nie tylko podnosili rękę. I przecież w ustawie pisanej w nerwowym pośpiechu musi być wiele niejasności.

Tymczasem nawet jeżeli ktoś z „niewiernych” zgłaszał uwagi całkiem niewinne politycznie, nie miał szans. A przecież powstawał dokument, który ma być podstawą przy osądzaniu człowieka! To nie jest zarządzenie w sprawie deptania trawników, od kształtu zdania mogą zależeć ludzkie losy.

Gdyby tak odrzucić polityczne animozje, może udałoby się coś z demokracji uratować?

Nie ma szans. Opozycja często zabiera głos i większość sali wyraźnie się niecierpliwi. Jedno wie – jeżeli Piotrowicz podnosi rękę, a podnosi dość wysoko, żeby ją było widać z ostatniego krzesła, wtedy trzeba też podnieść. Zresztą przewodniczący głośno i wyraźnie zapowiada na przykład: głosujemy wniosek Platformy Obywatelskiej. Albo wniosek Nowoczesnej. Wtedy większość, czyli posłowie PiS wiedzą, że ręki nie podnosimy.

Po co taka szopka?

Coś podobnego, tylko w kulturalnej oprawie, powiedziała wychodząca z obrad dotychczasowa prezes Sadu Najwyższego, pani Małgorzata Gersdorf. Pytano ją o komisję dyscyplinarną tworzoną na mocy przegłosowanego właśnie prawa, która ma powstać przy Sądzie Najwyższym. Komisji z dużymi uprawnieniami i szerokimi możliwościami. Pani prezes ze swojego stanowiska rezygnuje; i wie co robi – zgodnie z prawem przyklepanym właśnie przez komisję sprawiedliwości, w Sądzie Najwyższym RP będzie można dopatrzeć się grzechów jakich grzesznik nawet się nie spodziewa. I wszystko to dzieje się legalnie, pod parasolem Europy i jej wartości.

Co w tym złego? – pyta niewinnie minister-prokurator Ziobro. Przecież chyba lepiej, że będzie komisja dyscyplinarna, która ukróci nieprawidłowości.

Nie ze mną takie numery – za długo żyłam w PRL i za często słuchałam takich argumentów. Tymczasem wielu ludzi i teraz się cieszy – wreszcie złodziejstwo zostanie ukrócone. Codziennie w TVP słuchają przecież o dyrektorze biura sądowego w Krakowie, który się nakradł. Wprawdzie administracja sądu to nie sędziowie, ale kto by tam wnikał w takie drobiazgi. Naród się cieszy, bo złodziejstwo w sądach się skończy.

Aleksander Hall, polityk konserwatywny, zasłużony w odradzaniu się nowej Polski, mówi że na naszych oczach dokonuje się zmiana ustroju, którą można nazwać nieformalną dyktaturą.

Z prezydium pada pytanie – czy robimy teraz przerwę? Mój faworyt z tabletem ochoczo podnosi rękę, uśmiech pojawia się na znudzonej twarzy – trzeba nareszcie coś zjeść i wypić, tyle godzin się męczyliśmy!

Rano usłyszałam w radiu, że wszystkie poprawki PiS przeszły i wszystkie poprawki opozycji przepadły. I że pani poseł Pawłowicz powiedziała, że chociaż jedna z poprawek nie jest konstytucyjna, ona będzie głosowała razem ze swoim klubem „za”.

Mówią, że prawda przemawia tylko ustami dziecka…

Agnieszka Wróblewska

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Magog 01.12.2017