Ernest Skalski: Lody ruszyły. Dzieje się!

18.09.2020

Photo by andremartins123 on Pixabay

Białoczerwonej drużyny – slogan Beaty Szydło – dawno już nie ma, jeśli kiedykolwiek naprawdę była. Ale były pozory. Zaś po tegorocznym maju i nieudanym manewrze Gowina, kto chciał ten widział, że w obozie władzy kipi od konfliktów interesów. Teraz stwierdzono publicznie, że mamy regularny kryzys rządowy. I dobrze.

Kiedy Kaczyński już witał się z gąską, kiedy utrzymał w swej dyspozycji Sejm, podręcznego prezydenta, aparat władzy, prawie cały wymiar sprawiedliwości, kiedy miał już przed sobą trzy w miarę spokojne lata na dokończenie swych reform, to mu się rozłazi jego polityczna baza. Musi się zająć jej czyszczeniem czy klajstrowaniem.

Rzygać się chce od słuchania przy każdej okazji, że „odtąd nic już nie będzie jak było”. To się nie zdarza w przyrodzie. Natomiast po tym kryzysie nie wszystko będzie jak było. Nieodwołalnie kończy się ideowa faza dobrej zmiany. Mało kto będzie zwracał uwagę na pierdoły o wstawaniu z kolan, suwerenie i takie różne. Just business.

Taki nieuchronny proces ma miejsce w reżimach startujących z rewolucyjną legitymacją. Za sanacji i w PRL-u, w ZSRR i w … Chinach Denga i Xi. Co pokazuje, że jeśli nawet jest to stadium schyłkowe, to schyłek może niekiedy trwać bardzo długo. A czas przechodzenia rządów od idei do biznesu jest potrzebny, aby nieuchronna zmiana każdego reżimu nie miała gwałtownego charakteru, aby mógł to być jakiś deal, tylko dla porządku ukraszony jakimiś hasłami, sztandarami, wartościami.

Ten kryzys jeszcze — chyba — nie odbierze władzy Kaczyńskiemu, lecz zmieni jego image. Może nie od razu i nie dla wszystkich. Ale to już nie będzie Zeus Gromowładny, który ze swego Olimpu na Nowogrodzkiej o wszystkim decyduje, bo wszystko wie i wszystko może, a cokolwiek się dzieje to jest realizacją jego scenariusza, w którym każdy, łącznie z opozycją, gra wyznaczoną rolę. Teraz to jest polityk, owszem kluczowy, ale taki co musi kombinować, targować się, zrywać, ale i godzić się, mówić raz tak, a raz inaczej. Może nadal mieć kalkulujących zwolenników, ale będzie miał mniej wyznawców. Zwłaszcza po swoim ostatnim posunięciu.

Szulerzy, nawet bardzo skuteczni, nie zdobywają majątku. Szachrujący w pokerze czy w trzech kartach obstawiają konie na wyścigach, by sprawdzić, czy może mieliby szczęście w prawdziwym hazardzie. Kombinatorzy z wyścigów mogą się zgrywać kasynie. Bawiąc się w psychologa na własny użytek, myślę, czy wygrawszy tak wiele w polityce, Kaczyński nie zechciał sprawdzić, jaka jest naprawdę jego władza. Jak dalece sobie może pozwolić. No i mamy piątkę dla zwierząt.

Teraz dygresja. Anachroniczny polityk podjął inicjatywę mieszczącą się w podstawowym nurcie przemian cywilizacyjnych. To temat na inną rozprawę, lecz można stwierdzić, że na przestrzeni pokoleń cywilizacja się humanizuje. Ale to prawdziwie humanitarne posunięcie godzi w egzystencję dziesiątków tysięcy ludzi. I to kulturowych wyznawców Kaczyńskiego!

Sprawa jest w toku. Interesy jakoś się będzie ucierać. Lecz tego rodzaju zawodu, zdrady, się nie wybacza.

Drugi przejaw pychy, tej co to przed upadkiem, to rekonstrukcja rządu, w której koalicjantom ostro przykrawa się koryto, zabierając po ministerstwie. Resort to nie tyle możność decydowania o czymkolwiek, ile multum synekur do obsadzenia i rozdania. Takich numerów nie robi się tym, od których zależy pięcioosobowa większość sejmowa, podstawowe narzędzie władzy prezesa.

Będzie różnie, ale chyba instynkt samozachowawczy zmusi graczy Zjednoczonej Prawicy do jakiegoś kompromisu, w którym będzie chodziło o to, kto więcej straci na prestiżu i możliwościach. Bo stracą wszyscy.

Jakie kto ma możliwości?

W przedterminowych wyborach Ziobro i Gowin przepadają. Ich partyjki mają posłów z PiS-owskiego nadania, ale praktycznie nie mają własnych elektoratów. Dla PiS te wybory podobnie jak w roku 2007 to niebezpieczne ryzyko, ale nie bez szansy na większość rządową dzięki przelicznikowi D’Hondta i marności opozycji. Wyborów chyba jednak nie będzie, a wtedy:

Ziobro, faktyczny oberpolicmajster systemu. nie ma zdolności koalicyjnej poza PiS. Gdy przestaje być ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym staje się zerem, jak go nazwał Leszek Miller przed laty. Niewykluczone, że Kaczyński się chwilę zastanowi, zanim zaoferuje mu zachowanie tego stanowiska. Zblatowanie z Konfederacją? Inteligentny Bosak nie potrzebuje bezwzględnego konkurenta. Jeśli Ziobro utonie mało kto go będzie żałował.

Gowin? Kaczyński nie ma zwyczaju przebaczać, ale mógłby wziąć pod uwagę, że Gowin mógłby z opozycją stworzyć nawet większość sejmową i byłby to koniec prezesa. Tyle że musielibyśmy mieć opozycję polityczną z prawdziwego zdarzenia.

Borys Budka zareagował błyskawicznie. Zgłasza gotowość do wyborów, wyciąga rękę do innych członów opozycji. Oczywiście, że lepiej późno niż jeszcze później. Lecz pozostaje pytanie, co było z opozycją, a zwłaszcza z jej główną siłą PO-KO w ciągu tygodni po wyborach 12 lipca, gdy miała pod parą dziesięć milionów ludzi? Kiedy zajmowała się sobą, a miała czas, aby stać się aktywną, widoczną siłą polityczną.


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com