niezrozumiałe, o ile polskie prawo zachowuje w naturalny sposób obowiązek kontroli wobec ewentualnych pozaprawnych sposobów wykorzystania wszelkich środków pomocowych, a więc m.in. także tzw. Funduszy Norweskich, są one przecież przeznaczane wg. zdefiniowanych w konsultacjach społecznych obszarów priorytetowych na podstawie umowy wszystkich krajów członkowskich UE, w tym Polski, przy czym tzw. Fundusze Norweskie (wobec szerszej formuły pomocowej związanej z uczestnictwem w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA) także Lichtenszteinu i Islandii) dotyczą przede wszystkim współpracy trójstronnej organizacji związkowych, organizacji pracodawców i władz publicznych. Dystrybuowanie takich funduszy przez władze publiczne wydaje się więc sprzeczne z określeniem beneficjentów – operatorem wynikowych programów są organizacje społeczne, przy czym jest on przecież monitorowany przez biuro krajów przeznaczających dotacje.
niezrozumiałe, o ile polskie prawo zachowuje w naturalny sposób obowiązek kontroli wobec ewentualnych pozaprawnych sposobów wykorzystania wszelkich środków pomocowych, a więc m.in. także tzw. Funduszy Norweskich, są one przecież przeznaczane wg. zdefiniowanych w konsultacjach społecznych obszarów priorytetowych na podstawie umowy wszystkich krajów członkowskich UE, w tym Polski, przy czym tzw. Fundusze Norweskie (wobec szerszej formuły pomocowej związanej z uczestnictwem w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA) także Lichtenszteinu i Islandii) dotyczą przede wszystkim współpracy trójstronnej organizacji związkowych, organizacji pracodawców i władz publicznych. Dystrybuowanie takich funduszy przez władze publiczne wydaje się więc sprzeczne z określeniem beneficjentów – operatorem wynikowych programów są organizacje społeczne, przy czym jest on przecież monitorowany przez biuro krajów przeznaczających dotacje.