Marek Jastrząb: Demokracja dla wybranych4 min czytania

()

2018-02-28.

Na promenady i dreptaki naszych miast wyszły dywizje nieprzyjaciół naukowego postępu: rezonerskie karawany entuzjastów przekazywania sobie „znaku pokoju” za pomocą noży, maczug i kastetów. Rozpasanym środkiem, całą szerokością lub przesmykami ulic, równym, żołdackim krokiem, maszerują zwarte grupy optujących za stabilizacją, gwarantowaną przez poprzedni ustrój. Idą wznosząc armatnie okrzyki. Lawirując pomiędzy betonowymi zaporami, barierkami, kordonami strażników niebezpieczeństwa, swobodnie, na niespiesznym luziku i bez nadmiernej krępacji obserwują kontrmanifestację polegującą na ich drodze. Ze śmiechem odprężającego szczęścia przypatrują się wyłuskiwaniu jej uczestników, szukaniu co znamienitszych prowodyrów i publicznym ich poniżaniu.

Jak przystało na procesję pobłogosławioną przez państwo, suną rozwrzeszczane rzesze fanatyków demolki, a wśród nich skromni, uczciwi petardowcy, wyciągnięci ze stadionowego nabożeństwa.

Wyszli pod przewodem swojego pasterza, pod hasełkiem patriotyzmu, wykrzykując modlitewne błagania o przywrócenie „utraconej” wolności, o obronę „zniewolonej” Ojczyzny. Za cichą aprobatą aktualnych władz, kręgi te zaczęły gloryfikować poczynania rozmaitych bandytów, czcić ich pamięć, a nawet bezkarnie obchodzić urodziny Hitlera.

*

Faszystowscy Polacy nie wiedzą do teraz, kim byli żołnierze podziemia i kim był Hitler. Nie mają pojęcia, bo są za młodzi, by pamiętać, kto był kim i czyje obozy znalazły się na terenach okupowanej Polski. Nie wiedzą niczego konkretnego o gettach porozmieszczanych w Europie. O największym, bo międzynarodowym skupisku Żydów znajdującym się w Warszawie, mieście dwóch powstań. A nie wiedzą, bo nie chcą. A nie chcą, bo nikt nie zaraził ich ciekawością poznawania świata.

Nie wiedzą zaś i nie chcą wiedzieć, bo nie znają geografii czy historii. Nie tylko własnego państwa. Także sąsiednich krajów. Tu kłania się edukacja. I nie mówię o katastrofalnym poziomie w szkołach wyższych. Mówię o wieloletnich zaniedbaniach w nauczaniu podstawowym.

Pod tym względem nie różnimy się od pozostałych nacji. By nie szukać za daleko, podajmy przykład USA. Co statystyczny Amerykanin wie o Polsce? A Żydzi? Co Ukraińcy mogą wiedzieć o rzezi Polaków na Wołyniu? A jak sobie radzą nasi patrioci z faszystowskimi korzeniami z odróżnianiem Żołnierzy Przeklętych od Wyklętych?

Temat współistnienia narodów wywołuje duchy przeszłości. Otwiera zadawnione rany. Bohdan Chmielnicki to dla Polaków bandzior, dla Ukraińców – bohater i przywódca sprawiedliwego buntu. Podczas gdy kpt. Romuald Rajs ps. „Bury” plącze się po Historii modyfikowanej przez poprawiaczy dziejów, dla mołojców spod znaku swastyki nadal jest heroiczną postacią i wzorem do naśladowania.

Podejrzewam, że byłoby niezłym wyczynem znalezienie garstki zwolenników chaosu, którzy mają pojęcie, przeciw komu i przeciw czemu protestują. Co im wadzi. Podobnie jak byliby w nieutulonym kłopocie, gdyby przyszło im powiedzieć, jaki kształt ma mieć Polska. A jaki nadać Konstytucji. Gdzie jest miejsce Trybunałów. Bo jeśli liczą na powrót tego, co już było, to, ku ich przestrodze, przytaczam wiersz Adama Asnyka:

Daremne żale

Daremne żale – próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu –
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe…
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą –
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Stronnicy rozmodlonej prawicy odnoszą chwilowe zwycięstwa. Ich sielankowe tęsknoty za PRL-em powracają na dziejową estradę; powracają razem z dobrodziejstwem swoistego rozumienia DEMOKRACJI. Z tym, że teraz nie nazywa się jej demokracją ludową; przybrała buńczuczne logo narodowej. Czyli demokracji dla wybranych.

*

Marsze podzielonych na razie stoją naprzeciwko siebie, aliści strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby przestali zadowalać się wznoszeniem okrzyków, gdy rozwalą odgradzające ich płoty, a zamiast nich zbudują barykady i uruchomią pięści uzbrojone w maczugi.

Na razie siedzimy okrakiem na emocjonalnej beczce z prochem i obrzucamy się sloganami. Na razie jest pozorny spokój. Do chwili obecnej przeciwne ugrupowania wymachują oddzielnymi sztandarami, a każde z nich sądzi, że maszeruje pod właściwym. Jedno i drugie uważa się za działające w dobrej wierze. Obydwa dowodzą swoich niezbitych racji i dokąd trwa rozmowa na transparenty, jest w miarę spokojnie. Sęk w tym, że z rozmów tych nic nie wynika.

Od nawałnicy dzieli nas krok. Wystarczy iskra, malutka prowokacja, by nieznany sprawca podpalił lont i nastąpiły rabacje; chętnych do wszczynania tumultów jest przecież mrowie.

Strach pomyśleć, ale pomyśleć trzeba, bo jest to scenariusz bardzo realny. Warto też uzmysłowić sobie jego konsekwencje. Udrożnić szare komórki z olejem w łepetach. Puścić wodze wyobraźni i profetycznym okiem zobaczyć, dokąd prowadzi niekontrolowane zacietrzewienie.

Marek Jastrząb

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

One Response

  1. PIRS 28.02.2018