Piotr Topiński: Kuny, Toyota i Radio Maryja3 min czytania

()

 

2018-03-29.

Rok temu była prawdziwa zima. Mróz trzymał, a w samochodzie kuny mi odgryzły przewody od świec. Stalowa plecionka w izolacji z PVC! Dwukrotnie, raz za razem w jednym miesiącu. Za każdym razem 500 zł poproszę… za części do dwudziestoletniej (i niezawodnej) Toyoty o rynkowej wartości może 1500 zł.

Z mojej chrześcijańskiej duszy wyparowały pozytywne uczucia do zwierząt. W dzieciństwie mój wujek mnie przekonywał, że jedynym akceptowalnym zwierzęciem domowym są szprotki w oleju…a tu, nad głową, za ścianą tupot tych cholernych bydląt, które zamieszkały sobie akurat ze mną.

W dzień rozrabiały za ścianą, w nocy obgryzały świece, wybebeszały izolację spod maski.

Wiosną udało mi się je wygonić i przez jeden sezon miałem spokój. Na niezamieszkałą  część strychu włożyłem stale i dość głośno działające Radio Maryja tam mniej muzyki, więcej ględzenia – i kuny nie wytrzymały.

Polubiłem Radio Maryja, niestety na krótko. Habituacja ma swoje regulaminy i w kolejnym roku już nie zadziałało. Nie wspomnę o sobie. Do Radia Maryja kuny mogą się przyzwyczaić.

Na moim stryszku wyżarły mi izolacje spod dachu, w lecie temperatura przekraczała wszelkie normy, w zimie rankiem przy +10 stopniach w mieszkaniu nie byłem w stanie wyleźć spod pierzyny a potem odjechać w cieplejsze miejsca, bo akurat zjadły przewody od chłodnicy albo przewody hamulcowe. Wystarczy, by się zdenerwować.

Nakupowałem pułapek na szczury i zainstalowałem je w różnych miejscach pod maską samochodu. Pułapki były za słabe, by zabić, ale co jakiś czas nastawiałem je od nowa, bo jednak obrywały i miałem wrażenie, że  je to zniechęcało.

Radio Maryja zostawiałem włączone w samochodzie na noc i chyba było nieco lepiej.

Apetyt na szklaną watę, azbestowe izolacje, na stalowe plecionki zaopatrujące w prąd świece, zamiłowanie do przegryzania igelitowych przewodów z płynem hamulcowym i innymi paskudztwami, na dodatek przez zwierzęta zdecydowanie mięsożerne… Nie godziło się to z moją wiedzą przyrodniczą.

Aż niedawno, przy wieczornej lekturze „Duchowego życia zwierząt” Petera Wohllebena wreszcie znalazłem przyrodniczą interpretację moich kłopotów.

Na parkingu serwisu samochodowego kuny włażą pod maskę, bo im ciepło.  Odjeżdżam spod warsztatu, stawiam auto u siebie na parkingu …ale to już jest terytorium innej rodziny kun. A to zwierzęta terytorialne. Te więc robią się agresywne, dostają szału i starają się, usunąć, odgryźć, zatrzeć wszelkie ślady pozostawione przez inne, a ja ponoszę koszty ich nietolerancji. Jak trafią na miękki przewód z olejem albo benzyną, też przegryzą.

A jeśli pod przegryzionym przewodem jest prądnica albo inna iskierka, musi wybuchnąć. I wybucha. Przy benzynie natychmiast, diesel potrzebuje ok 40 km i eksploduje w trasie, jak tylko się alternator rozgrzeje. Tak ostatnio miał mój przyjaciel, uznał bowiem, że pokrywa na bloku silnika, to niepotrzebna ozdoba. Kuny wlazły, zlikwidowały obce zapachy. Kolega przeżył i więcej nie będzie przykładał swoich norm estetycznych do konstrukcji samochodowych.

A przecież wystarczy nie jeździć na terytoria innych kun. Radio Maryja też staje się niepotrzebne.

A jak słyszę w radio, że gdzieś się zapalił nowy i nowoczesny samochód osobowy, to przynajmniej wiem, że wydaje mi się że wiem.

[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]

Piotr Topiński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.