2018-04-11.
kiedy oglądałem wczoraj trwające wiele godzin i zaaranżowane z wielką pompą uroczystości w ósmą rocznicę zamaszystej katastrofy/ katastroficznego zamachu pod smoleńskiem, gdy ujrzałem odsłonięty pomnik i słuchałem prezesa głoszącego, że dobrnęliśmy do celu, nie mogłem opędzić się natrętnemu déjà – vu.
na początku lat 70 grupa led zeppelin wylansowała swój wielki przebój: schody do nieba, słuchany z upodobaniem przez miliony ludzi na świecie.
moją jedyną refleksją z uroczystości na placu piłsudskiego w warszawie jest przekonanie, że ofiary tragedii z rozbitego TU -154 zasługują na lepsze upamiętnienie niż ten nieudolnie splagiatowany pomnik.
natan gurfinkiel

Natanie, bronię Kaliny. On z pewnością, podobnie jak ja, w życiu nie oglądał tej okładki, ani „Tytusa, Romka i Atomka”. Miał co innego w głowie i na głowie. Fraza „schody do nieba” zaistniała domyślnie już dla czytelników Pisma, jako ta drabina, widziana przez Jakuba. Potem był Broniewski, u którego też (chyba po jakichś schodach, bo dwójkami) prosto do nieba szli żołnierze z Westerplatte. Korzystania z inspiracji w życiu nie nazwę plagiatem. Nawet zapożyczenia uważam za dopuszczalne w znacznie większej mierze niż powszechnie przyjęte. Podzielają chyba moje zdanie chłopcy z BtB, co nawet się na ten temat wyszczególnili w Necie. Nie wiem, czy obił ci się o uszy/oczy ten przypadek B.Brechta, co go malutcy koledzy po piórze próbowali skompromitować za plagiat z F.Villona. Ich ówczesny Reich-Ranicki (Karl Kraus) niezwłocznie przywołał właściwe proporcje i tamtych ubogich – do porządku. A moje zdanie na temat tych schodów znasz: Szafot, Szafot, Szafot! Jak mi się zechce, splagiatuję Tytusa i Tomka – więc narysuję lecących na mordę z tych schodów naszych prominentów dobrej zmiany. Ale to wishful thinking, więc chyba się wstrzymam.
Szafot jest skojarzeniem narzucającym mi się też niemal automatycznie. Nieco alegorycznie – Skała Tarpejska, co w końcu i tak na jedno wychodzi.
andrzeju, mistrzu mój i nauczycielu, miej nieco cierpliwości.
monument jest póki co w stanie surowym, ale niech no tylko zakwitną jabłonie, niech lokator usadowi się na cokole, a zobaczysz to, o czym kalinie nie śniło się w chwilach szczytowego natchnienia.
gotów jestem nawet ustąpić ci nieco z plagiatu, bo zleceniodawcy wynagrodzą mi w szmirze, to, stracę na tym plagiatowym upuście.
jarosław k. – inspirator pomnika jest nie tylko strategisimusem RP, ale również najsubtelniejszym estetą w dziejach umiłowanej ojczyzny.
Masz o tyle rację, że „rzecz druga, nieskończona”. Tam będzie również ten postawiony przez naszego aktualnego locutora lokator. Unikat powtarzalny i powtórzony już przez Pisolizów w nie wiem ilu biednych, bezbronnych i niewinnych jak te wyskrobki miejscowościach. Ich odmienna estetyka poraża istotnie, bo w wyścigu z impetem w głąb udaje się im wyprzedzić socrealizm i dotrzeć do najlepszych osiągnięć tego realizmu, który nasi zachodni sąsiedzi nazywali kiedyś „artverwandt”. Saudumm und Gomorrha !
Najlepiej pójść i zobaczyć, co uczyniłem w sobotę 14-go przed południem.
Nowy pomnik w MOJEJ WARSZAWIE, musiałem sfotografować!
Zaparkowałem w okolicy Opery i potuptusiałem na plac.
Piłsudskiego zobaczyłem, krzyż papieski też, Grób Nieznanego Żołnierza też,
a gdzie ten nowy pomnik do cholery!
Jest.. po stronie hotelu dla vipów….
Domyśliłem się po ludzikach kręcących się przy czymś czarnym i niepozornym.
Ludzi mało, polowa turyści, robili zdjęcia telefonami… sobie na tle…
Resztki kwiatów, resztki, bo już więdły.
Dookoła pomnika szklane płyty z zainstalowanym oświetleniem pokryte naniesionym piaskiem przypominającym błoto.
Szafot? Schody do nieba? Trap do samolotu?
Na najwyższej ścianie lista tych co zginęli, bez wyróżnienia kogokolwiek.
Napisy trudne do odczytania, akurat tak padało światło a i litery nie kontrastują z kamieniem.
Komentarze ludzi?
Zero!
Mnie nie wadzi… nie budzi emocji, żadnych…
Ten na Powązkach jest poruszający.
Zwyczajnie, postawiono w mojej Warszawie nowy pomnik, jak wiele innych.
Nawet nie bruździ zbytnio w panoramie placu.