2018-04-26.
Zachęca się nas do wyboru „mniejszego zła”, ale jeśli wybór jest na przykład między panią Szydło i panem Morawieckim, to kogo by Państwo wybrali? Dwa koszmarki.
Do sejmu weszli niepełnosprawni z rodzicami. Domagają się zasiłków, które pozwoliłyby im żyć:
- dodatku rehabilitacyjnego 500 zł miesięcznie, bez kryterium dochodowego – dla niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji, także po ukończeniu 18 lat.
- zrównania kwoty renty socjalnej z najniższą rentą ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy (1029 zł brutto) i stopniowego podwyższania tej kwoty do równowartości minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną.
Chorzy i ich rodziny obawiają się oddania chorych do ośrodków opieki w przypadku gdyby ich opiekunowie zmarli lub nie byli w stanie się nimi zajmować.
Państwo powinno rozwiązać ten problem choćby ze względów ekonomicznych – koszt pobytu w ośrodku to kilka tysięcy zł miesięcznie.
Pan premier Morawiecki, który ma serce dobrego katolika i chciałby polską wiarę szerzyć w Europie, wymyślił – jak to określił – „daninę solidarnościową”. Chce po prostu obciążyć najbogatszych Polaków podatkiem na rzecz niepełnosprawnych.
Tow. Kornel Morawiecki poparł pomysł swego syna-premiera: „Trzeba wymagać od tych lepiej zarabiających Polaków, żeby się dzielili”. Nie przypomniał wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który insynuował nieuczciwe nabycie majątków mówiąc „Jak ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”. PiS mówił, że wystarczy nie kraść, a pieniądze się znajdą, a tu okazuje się, że pieniędzy brakuje. No to teraz kto kradnie?
I niepełnosprawni i wiele innych osób oburzyło się, ale przecież może do tego nie dojdzie, żeby łupić najbogatszych. Wystarczy, kiedy członkowie PiS i ich rodziny, którzy dorwali się do dużych pieniędzy, zajmując lukratywne stanowiska bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, zrzucą się na podatek dla niepełnosprawnych. Jako dobrym katolikom powinno im to sprawić radość.

„Sok z buraka”
* * *
Adam „Nergal” Darski o papieżu Franciszku:
Propsowałem [klik w internecie pod wypowiedzią oznaczającą szacunek, gratulacje dla jej autora] niektóre kazania Franciszka. Myślałem sobie, no k…, jak na głowę tak zacofanej instytucji, która do tego ulega korozji w zastraszającym tempie i od dawna robi za molocha na glinianych nogach, to facet bardzo często mówi mądre rzeczy. Lubię, jak palnie coś nawet umiarkowanie liberalnego, co świadczy, że nie ma głowy w dupie i rozumie problemy współczesnego świata, a polski katolicki zaścianek od razu zaczyna dostawać kurwicy i tłumaczyć, że papież powiedział coś zupełnie innego, niż powiedział. To jest piękne.
* * *

A politycy i komentatorzy ciągle powołują się na opinię publiczną, która przecież surowo i sprawiedliwie osądza czyny. Jaka opinia publiczna?
* * *

– Opatrzył rany człowieka, mimo że wiedział, iż jest on Żydem.
– Musiał do niego podejść kawałek, a więc nie pomagał mu na miejscu.
– Nie tłumaczył się, że pomaga, bo może kiedyś i on zostanie zraniony, a wtedy ten opatrywany przypomni sobie to zdarzenie i mu pomoże.
Dlaczego pomógł zranionemu? Może był katolikiem?
* * *
Wicepremier Gowin – sądząc po stanie umysłu –chyba wciąż nie dojada, bo znowu wrócił do pomysłu, aby rodzice mogli głosować za swoje dzieci – ile dzieci tyle głosów. Ręce opadają.

„Sztuczne fiołki”
* * *
Czasami się dziwiłem, że partie takie jak PO czy .Nowoczesna głosują w sejmie podobnie jak PiS. Naiwnie to tłumaczyłem ich lękiem przed konserwatywnym elektoratem, który podbechtany przez PiS mógłby zwrócić się przeciwko tym partiom. Ale wreszcie zrozumiałem: posłowie tych partii mają identyczne poglądy jak PiS w bardzo wielu sprawach, a nam zręcznie wciskają, że w gruncie rzeczy są liberalni, ale wiecie… ten elektorat…, ale jak będziemy rządzić to na pewno z czasem…
Wypowiedzi tych polityków, ich jednoznaczne głosowania za różnymi wrednymi sprawami nie pozostawiają wątpliwości. To bardzo marne „elity”. W gruncie rzeczy nie robi różnicy, czy Rydzykowi będzie płacił Schetyna czy Kaczyński oraz kto będzie sekował żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego – Macierewicz czy, jak przedtem, Siemoniak. A „żołnierze wyklęci” już na stałe weszli do uroczystości obchodzonych przez państwo (oczywiście z udziałem księży, no bo jakie to uroczystości państwowe mogą się bez nich odbyć).
Owszem, doceniam że to nie są takie „chamio” jak w PiS. Nie widzę jednak szans na konieczne zmiany w tych partiach ani teraz, ani tym bardziej po zdobyciu władzy. Bogdan Miś twierdzi: wybierzmy ich, a potem się jakoś dogadamy. Nie sądzę. Jeśli naród da się zwieść politykom tych partii to trudno. Dla mnie nie są warci poparcia.
Przy okazji o „wzmacnianiu” partii. Janusz Palikot udzielił wywiadu i stwierdził m.in.:
Najbardziej frustrujące jest to, że robisz partię na 10 proc. i nic nie możesz. Dopóki notowania są stabilne, ludzie cię kochają. Gdy zaczynają spadać, rzucają ci się do gardła, partia się sypie. Ja to przechodziłem, niedawno przechodził to Petru, który stracił Nowoczesną. Dlatego radzę Biedroniowi i Nowackiej: nie zakładajcie kolejnej partii, wchodźcie do Platformy.
Ale przecież pan z niej wyszedł.
No właśnie. Dopiero po dziesięciu latach w polityce i dwóch latach poza nią jestem przygotowany do mądrych zachowań długofalowych w polityce. Czy dzisiaj Schetyna odmówiłby takiej gwieździe jak Biedroń wstąpienia do PO? Nigdy. Tak samo Nowackiej czy Petru. A w partii, która będzie miała premiera, zrobiliby więcej zamieszania niż na zewnątrz. Jeżeli tam będzie nacisk na politykę bardziej progresywną, to Schetyna będzie musiał na to pójść.
To są, moim zdaniem, niedobre rady. PO chętnie wzięła do siebie „lewicowych” karierowiczów, takich jak Napieralski czy Arłukowicz, ale nikogo o naprawdę lewicowych poglądach. A gdyby nawet przyjęła Biedronia i Nowacką i nie spowodowałoby to schizmy konserwatystów w PO, to ci posłowie nie mieliby na nic wpływu. Większe możliwości ma nawet mniejsza partia w sejmie, której głosy są potrzebne do przegłosowania ważnych ustaw. Poza tym taka partia, jeśli ma jasny i ciekawy program, to ma okazję często go prezentować i tak zyskać wyborców.
Palikot nie miał strategii ani idei, reagował nerwowo i głupio (brutalny atak na wicemarszałkinię sejmu ze swojej partii), a jego partia składała się z przypadkowych ludzi. Gdyby łączyła ich idea to by mogli coś zdziałać i nie rozsypaliby się.
* * *
Studio zamieściło ankietę badającą preferencje polityczne. Zastanowiłem się, na jaką partię bym głosował, a jeszcze – jak wymaga ankieta – na jaką ewentualnie drugą.Niewiele wiem o tych partiach – tyle co z mediów. Każda rzuca jakieś hasełko, zwykle mętne, i właściwie można żywić naiwną nadzieję, że jak ktoś jest sympatyczny to nie okaże się wredny kiedy będzie przy władzy. Na razie większość polityków kompromituje się, często nawet przy zwykłym głosowaniu w sejmie.
„Moja” partia powinna jako główne hasło mieć PROCEDURY! Brak przestrzegania procedur, to źródło wielu nieszczęść w Polsce. Gdyby piloci przestrzegali procedur, to nie doszłoby ani do katastrofy samolotu CASY w Mirosławcu, ani tej w Smoleńsku.
Nieprzestrzeganie procedur to chyba jakaś cecha narodowa (albo świadectwo głupoty dużej liczby rodaków). Dr Adam Majewski, autor książki „Wojna, ludzie i medycyna”, opisuje jak w czasie wojny polskie wojska stacjonujące w Wielkiej Brytanii wzięły udział w manewrach. Organizatorzy manewrów nakazali trzymać się tylko map, a sami pozmieniali czy usunęli drogowskazy i ludności polecili dawać mylne informacje, gdyby ktoś z wojskowych pytał o drogę. Wszystkie wojska biorące udział w manewrach dotarły na czas do celów i do koszar – poza polskimi. Polacy nie patrzyli na mapy – jak trzeba było to ktoś wyskakiwał z czołgu lub samochodu i wypytywał miejscowych o drogę. Polskie wojsko snuło się po Wielkiej Brytanii jeszcze wiele dni po zakończeniu manewrów.
Jak lekceważone są procedury w sejmie – pisano już nie raz. Są one z jakąś lubością łamane i naginane przez PiS. Politycy (wszystkich opcji) nie myślą jak prawidłowo postąpić, ale jak tu oszukać, obejść procedurę. Tak postępują teraz rządzący, naginając prawo, wprowadzając nowe przepisy, tak aby np. ich ludzie mogli obejmować stanowiska, do których nie mają odpowiednich kwalifikacji. Prezydent gwałcący bezczelnie konstytucję. Policja i prokuratura naginające prawo. Gdyby obowiązywały procedury, to to towarzystwo zamilkłoby i zniknęło.
Również medycy nie przestrzegają procedur.
Wiele lat temu pojechałem odebrać koleżankę z Centrum Onkologicznego. Czekając na nią słuchałem rozmów pacjentów. Wielu z nich przyjechało z daleka – mieli na ten dzień wyznaczone badania. Niestety, aparatura się popsuła kilka dni wcześniej, ale nikomu nie wpadło do głowy żeby zatelefonować do tych pacjentów, żeby niepotrzebnie nie przyjeżdżali, często biorąc zwolnienia z pracy, i powiedzieć im, że jak będzie wiadomo kiedy aparaturę się naprawi, to otrzymają wiadomość.
Opisywałem już przypadek pana Kality – byłego rzecznika SLD, chorego na glejaka mózgu. Miał wyznaczoną kolejną wizytę w Centrum. Czekał wiele godzin, mimo że zapisany był na określoną porę, bo akurat urządzono wszystkim lekarzom nagle jakieś zebranie. Przyjęła go lekarka z oddziału, której trafili się wszyscy czekający pacjenci. Nie znała jego przypadku, więc niewiele mogła poradzić co do kolejnych kroków terapii. Nie miała dokumentacji i stwierdziła, że nie da się jej ściągnąć, bo nie ma kogo tam wysłać, a do archiwum nie ma nawet co dzwonić – nie dostarczą.
Mój znajomy w tymże Centrum był nieprawidłowo zbadany, a w rezultacie niepotrzebnie operowany. Kiedy potem zrobiono mu badania krwi, wyszły nieciekawe rzeczy. Ale lekarz powiedział mu, żeby sobie zbadał krew jeszcze raz, ale poza Centrum, bo ich laboratorium czasem otrzymuje błędne wyniki. Posłuchał lekarza i okazało się, że wszystko jest w porządku.
Przyjaciółce zrobiono badania w innym szpitalu, ale zamiast zrobić je – zgodnie z procedurą – w ciągu kilku godzin po specjalnym przygotowaniu do badań, zrobiono je po kilkunastu godzinach, a więc wynik jest niepewny. Na podstawie poprzednich badań skierowano ją do Centrum Onkologicznego, tam zlecono jej kolejne badania, ale nie dano informacji jak się do nich przygotować. Na szczęście znalazłem to w internecie i jej w porę przekazałem. Nikt też nie pytał o możliwe uczulenie na preparaty, jakie się wstrzykuje przy tym badaniu. To są podstawowe procedury, których należy przestrzegać.
O tych sprawach pisano już za wszystkich poprzednich rządów i jakoś żadnemu z ministrów nie udało się nic zrobić, żeby sytuację poprawić. Zapewne ministrowie też nie przestrzegają procedur.
Dlatego na miejscu Obywateli RP robiłbym co tydzień wiec – po kolei przed siedzibą każdej partii, każdej instytucji (ze szpitalami na czele) i skandowałbym: PRO-CE-DU-RY! PRO-CE-DU-RY! PRO-CE-DU-RY!
* * *
Donald Tusk zeznał, że nie odpowiadał za wizytę Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku – czytamy w gazecie.
To oczywiście było wiadomo od początku, tak jak to, że premier nie interesuje się technicznymi szczegółami transportu, o co pytali go oskarżyciele posiłkowi z rodzin niektórych ofiar. Ale nie o to chodzi, żeby złapać króliczka lecz o to, żeby go gonić. Teraz inni politycy opozycji mogą być pytani o to samo co Tusk. A potem inni niechętni rządom „dobrej zmiany” – mogą tak jak Tusk być pytani kiedy się dowiedzieli o katastrofie, o czym wtedy dyskutowali z kolegami itd. Nie może przecież być tak, że największy z prezydentów i najlepsi synowie Polski zginęli z powodu typowego polskiego bałaganu i tumiwisizmu.
PIRS

Nie, ja nie mówię „wybierzmy ICH„. Ja mówię: wybierzmy tych, co zrobią koalicję antypisowską z założeniem, że jest to rozwiązanie na dwa-trzy lata, które wybrani poświęcą niemal wyłącznie (niemal – bo wszystko się może zdarzyć, włącznie z tym, że meteoryt pieprznie w naszą planetę…) na odkręcanie „osiągnięć” poprzedników (bez ruszania korzystnych dla ludzi spraw socjalnych), a potem ogłoszą nowe wybory, w których już wręcz będę żądał programów. I mówiąc otwartym kodem: jeśli taka szeroka koalicja nie powstanie, to będę głosował zgodnie z moimi upodobaniami. Z pewnością nie na żadne odchody „Panny S”.
Pirsie Kochany – opowiem Ci historię związaną z procedurami.
W połowie lat osiemdziesiątych u mojej Mamy zdiagnozowano guza prawej piersi. We Wrocławiu zrobiono mastektomię połączoną z usunieciem węzłów chłonnych. Lekarze podarowali Mamie i nam prawie dwadzieścia lat życia bez lęku.
W międzyczasie upadł socjalizm i nastała era wiecznej szczęśliwości. Spokój trwał do roku 2004. Podczas moich corocznych odwiedzin w domu rodzinnym Mama zaczęła sie uskarżać na nasilajace sie bóle głowy. Kiedy zauważyłem, że trzecią noc nie śpi i siedząc na łóżku trze dłońmi kolana – zapaliło mi sie czerwone światło. Z samego rana wezwałem pogotowie. Przygotowałem całą dokumentacje medyczną związaną z Jej chorobą nowotworową i czekałem. Po trzech godzinach przyjechał lekarz – jak każą procedury – osłuchał Mamę, zajrzał jej do gardła…na sugestię, żeby może przejrzał dokumenty z Hirschfelda – uśmiechnął się do mnie i powiedział, że nie widzi ŻADNYCH przesłanek do niepokoju. Na odchodne – poradził mi, żebym (gdyby bezsenna noc się powtórzyła) zapakował Mamę do samochodu i zawiózł do ośrodka zdrowia. Ponieważ się powtórzyła… – to faktycznie zapakowałem Mamę do samochodu i pojechaliśmy stać w kolejce do lekarza ogólnego w ośrodku. Po godzinie siedzenia w poczekalni – Mama stwierdziła, że czuje się dużo lepiej i nie zamierza spędzić kolejnych godzin siedząc na niewygodnym krześle. Po powrocie do domu poleciałem do kiosku i kupiłem spory zapas leków przeciwbólowych. Wieczorem Mama została nafaszerowana środkami……. – usnęła. Kidy o trzeciej w nocy poszedłem sprawdzić jak się czuje – siedziała na łóżku trąc dłońmi kolana. usłyszałem …… Jarku – strasznie boli mnie głowa. Rano okazało się, że okulary, których używała do tej pory przestały być odpowiednie. Umówiłem się na wizytę u okulisty …zapakowałem Mamę do samochodu i pojechaliśmy sprawdzić jak znaczne jest pogorszenie wzroku……okazało się, że na przestrzeni dwóch dni wzrok pogorszył się o 3 dioptrie do bliży i znacznie upośledzone jest widzenie w dali. Prosto od okulisty wróciliśmy z Mamą do domu…..zabrałem Jej dokumentację medyczną i zawiozłem do szpitala. W szpitalu na izbie przyjęć znowu obejrzano Jej gardło….osłuchano płuca…..obejrzano oczy…….przeczytano dokumentację medyczną. Po czym Mama dostała zastrzyk przeciwbólowy, receptę na ketonal a ja zostałem poinstruowany o dawkowaniu leku. I kazano jechać do domu ….i czekać na rozwój wydarzeń. Wsadziłem Mamę do samochodu i poprosiłem o odrobinkę cierpliwości. Wziąłem Jej dokumentację i poszedłem na oddział onkologiczny. Złapałem jakąś mniej zabieganą Panią Lekarkę……i wcisnąłem jej te papierzyska. Pani przeczytała….pokiwała głową i stwierdziła, że jest za wcześnie na jakieś wyrokowania. Na prośbę o plastry przeciwbólowe – pani Lekarka stwierdziła, że nic takiego dać mi nie może, bo Mama nie jest ich pacjentką i że brak diagnozy. Na pytanie jak może zostać ich pacjentką usłyszałem, że potrzebne jest skierowanie od lekarza rejonowego – na badania. Ketonal zdziałał cuda…….Mama przespała całe trzy noce. Kiedy obudziła się rano po trzeciej nocy od wizyty w szpitalu okazało się, że…….. oślepła. W domu zrobiła sie czarna rozpacz. Tata uciekł na działkę i zaszył się w domku letnim. Ja zadzwoniłem na pogotowie i po brata. Brat przyjechał przed pogotowiem choć miał do pokonania ponad 150 kilometrów. Mamę zaczął boleć brzuch. Wyciągnąłem z Niej, że od początku bóli głowy nie udało się Jej defekować. Przez dwa tygodnie.. – złapałem sie za głowę. Przyjechało pogotowie. Pan Lekarz Mamę osłuchał …zajrzał do gardła…przeczytał dokumentację medyczną…..na wzmiankę o braku defekacji zalecił pojechanie do apteki i kupno zestawu do lewatywy. Z sugestią, że lewatywę mam Mamie zrobić sam. Na moje stwierdzenie, że nigdy czegoś takiego nie robiłem…nie mam o tym pojęcia i że Mama jest osobą chorą więc raczej powinien to zrobić jakiś personel medyczny w szpitalu usłyszałem odpowiedź, że Mama do szpitala się jeszcze nie kwalifikuje. Zaczął mi płonąć mózg… – dosłownie. Wycedziłem tylko, że chętnie zrobię Mamie tę lewatywę ale potrzebuję praktyki. I, że chętnie popraktykuję na nim. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było to, że zaczął pyskować sanitariusz……….a kolejną, że brat ściąga mnie za nogi z sanitariusza, który dziwnie brzydko pachnie. I już ich nie było. Jeszcze była interwencja policji….ale ponieważ z komendantem chodziłem do klasy i dobrze znał moją Mamę – była krótka. Rano Mama zaczęła żyć w rzeczywistości równoległej. Po zadzwonieniu na pogotowie usłyszałem, że pod ten adres chwilowo wyjazdy są wstrzymane… – dosłownie. Wiec zadzwoniłem na policję. po godzinie przyjechał patrol i pogotowie. Lekarz widząc stan Mamy natychmiast zabrał Mamę do szpitala. To był piątek. Brat pojechał za karetką dopełnić wszystkich formalności w szpitalu, bo Mama była bez kontaktu. W sobotę pojechałem Ją odwiedzić. Wszedłem do sali w której leżała Mama w momencie kiedy pielęgniarka ordynowała Mamie jakiś lek ze sporej strzykawki. Szybko. I wtedy usłyszałem ostatnie przytomne słowa Mamy… – „skurwysyny”…….popatrzyłem na Nią ze zdziwieniem, które przeszło w furię … – miała wenflon umieszczony w żyle PRAWEJ ręki. Tej, w której usunięto Jej węzły chłonne podczas mastektomii. Brat zawiózł dokumentację medyczną Mamy i zostawił ją podczas załatwiania formalności. Więc te SKURWYSYNY musiały siedzieć, że żyły prawej ręki mają o wiele mniejszą przepustowość!! Pojechałem do domu zanim zacząłem łamać rączki.
w niedzielę o 08.03 zadzwonił telefon – z przykrością…itd itp………informujemy , że Pańska Mama zmarła nie odzyskując przytomności.
Jak na ironię Mama zmarła w swoje 65 urodziny. Załatwiając formalności zwiazane ze śmiercią Mamy przez chwilę rozmawialiśmy z bratem z Panią Dyrektor tej „umieralni” pod wezwaniem Eskulapa. Po opowiedzeniu tej pani historii umierania Mamy – usłyszeliśmy – takie mamy procedury, których musimy się trzymać.” Wyszedłem z gabinetu tej Pani.
Sam Mamę umyłem i ubrałem do pogrzebu…….bo nie chciałem nawet myśleć jakie procedury mają w kostnicy.
Pirsie – same procedury bez odrobinki myślenia to klepanie wyuczonych regułek, które jest świetnym usprawiedliwieniem dla własnej ignorancji i bezmyślności.
Pozdrawiam i przepraszam za ten przydługi tekst.
SIR JAREK
Ależ po zobaczeniu dokumentacji każdy lekarz powinien OBOWIĄZKOWO skierować Mamę na onkologię. Zamiast procedury miał w głowie – właśnie, co?
Ludzie starsi stają przezroczyści i niemi dla innych. Nikt ich nie wysłuchuje, nikt nie widzi, wszyscy, w tym lekarze, mają w głowie schemat starszego człowieka, który ma swoje dolegliwości i niepotrzebnie narzeka, więc trzeba mu dać cokolwiek. Takich lekarzy dyskwalifikowałbym natychmiast i na długo.
A Twoja Mama nie była przecież stara, ale schemat (myślowy) działa. Podobnie mówi się o Gomułce, że był stary, ale kiedy odszedł był w wieku 65 lat, co dla polityka jest w sile wieku.
Każdy z nas zna wiele takich przypadków jak Twojej Mamy. Gdyby u nas były tak drastyczne kary za takie działania lekarzy jak w USA i lekarze nie trzymali by sztamy kryjąc takich drani, to by wszędzie trzymano się procedur. Procedury nie są panaceum na wszystko ale wiele nieszczęść bierze się z ich lekceważenia, szczególnie u nas w kraju.
Pirsie – ja się nie użalam. Chciałem tylko zaakcentować, że jeśli procedury piszą idioci – to skutek najczęściej jest opłakany. Do procedur poprawki powinno pisać życie. Gdyby Błasik napisał poprawki do Mirosławca – to nie musielibyśmy dzisiaj płacić wdowie tych koszmarnych pieniędzy. Choć Błasika to mi nie szkoda za cholerę.
Pozdrawiam
@ Sir Jarek,
Wydawało mi się, że katastrofa w Mirosławcu spowodowana była nie wadliwymi procedurami, tylko brakiem ich przestrzegania. Podobnie w Smoleńsku – gdyby się trzymano procedur…
Co do reszty – pełna zgoda – życi powinno pisać poprawki do procedur.
polackość jest zabójcza……..i latanie na drzwiach od stodoły……:)
Już kiedyś o tym pisałem, ale to akurat tu pasuje.
Miałem zajęcia na jakimś innym wydziale, studenci wieczorowi. Traktowałem ich ulgowo, bo to była w ogóle inna specjalność. Zaliczanie dość proste – sprawdzian. Pewna pani zaliczała siedem razy, mimo że za każdym razem otrzymywała proste i podobne pytania. Kiedy wreszcie zaliczyła, powiedziałem jej: – Zaliczam pani, ale jak pani trafi kiedyś do lekarza to proszę pomyśleć że on może zaliczał tak jak pani.
Samokrytyka z dawnych czasów, popularna wówczas w moim otoczeniu:
„Kiedy pomyślę, jakim jestem inżynierem, to boję się iść do lekarza…”
Czarno to widzę…
zwłaszcza po przeczytaniu w ostatniej „Polityce” analizy Mariusza Janickiego „Kto może pokonać PiS?”
Jeśli nie powstanie ta wyczekiwana szeroka koalicja, arytmetyka wyborcza jest prosta i bezwzględna. A dla pewności pIs zastosuje procedury (!), to znaczy postawi zarzuty kryminalne opozycjonistom i odbierze im bierne prawa wyborcze, może nawet kogoś po politycznym procesie wsadzi do więzienia, zastraszając ogół. I wygra, nawet uzyskując 17% poparcia. Bo w takiej sytuacji opozycja musiałaby ulec dalszemu rozdrobnieniu, i 17% znów wystarczyłoby do sformowania rządu.
BM na złość mamie odmrozi sobie uszy głosując zgodnie ze swymi przekonaniami na coś mieniącego się lewicą, ja po staremu na największą siłę poza pIs-em, wcale nie będąc jej zwolennikiem.
@ Stary Outsider,
Też czarno to widzę, Czytam sobie w OKO artykuł.
https://oko.press/tag-rzeczowy/sondaze/
I patrzę na te podane sondaże. Rzeczywiście – dwie koalicje „lewa” i „prawa” według sondażu odbierają PiSowi samodzielną (ale tylko samodzielną) większośc. Z drugiej strony kolaicja prawa – PO/N/PSL jako koalicja ma 27% poparcia. Startując osobno – 32 %. Nie ma „premii za jedność”, wręcz przeciwnie – jest „kara” – wynik o 5 punktów procentowych mniejszy niż w przypadku sumy.
Ponadto akcja budzi reakcję.
Jeśli kolaicja na rzecz odsunięcie PiSu powstanie, to tak samo z drugiej strony – Wolności, Korwiny i Kukizy mogą wesprzeć PiS.
Tu nie ma co rachować zmiennych (traktując je jako stałe) – trzeba wyjść do ludzi i ich przekonywać do swojej wizji (i nie może być to wizja reakcyjna na działania PiSu! Biedroń wygrał, bo się nie zajmował innymi, tylko przedstawiał swój plan na Słupsk).
@ MR E
Mieszkam w Słupsku. O Biedroniu z pewnością mógłbym powiedzieć, że był świetnym posłem. Ale nie prezydentem miasta. Najkrócej mówiąc: okazał się być na miarę pIs-owskiej senator Anny Marii Anders.
@ Stary Outsider,
Jakim prezydentem jest/był Biedroń – ta ocena należy do mieszkańców miasta. Nie zamierzam się du wdawać w polemikę.
Natomiast chodzi o to, czym przekonał mieszkańców, że go za pierwszym razem wybrali? Nie będę udawał, że najpilniej śledziłem kampanię wyborczą w Słupsku 4 lata temu. Ale conieco owszem.
Biedroń nie mówił: „Wybierzcie mnie, bo jak PiS dojdzie do władzy…” Nie skupiał się na krytyce poprzedmników, zochydzaniu konkurentów etc.
Opowiadał o Słupsku swoich marzeń, liderze w dziedzinie energii odnawialnych, ekoparków, czy co tam w jego programie było.
Wydaje mi się, że to właśnie pozytywna wizja przekonała mieszkańców, że warto oddać głos na RB.
I taki pozytywny plan na Polskę, na Polaków musi mieć ewentualna koalicja i przekonywać obywateli a nie siebie i towarzyszy z koalicyjnych partii nawzajem traktując wyborców przedmiotowo (patrz wywaid Hazelharda)
No nie wiem. Po przeczytaniu ankiety SO i sondaży dochodzę do wniosku, że najprościej będzie zamówić mszę w intencji żeby PiS szlag trafił jeszcze przed wyborami. A wtedy – czy jest na kogo głosować?
PIRS
No też nie wiem. Z mszą byłbym ostrożny. Jeśli nie pogubiłem się w chronologii, to pIs drzewiej zanosił modły w kaplicy sejmowej o deszcz, i nierychliwy zesłał Tuskowi powódź.
Stary -toś mnie ubawił – masz rację…….:)
@ MR E
Zgoda co do ostatniego akapitu. Całą resztę pomińmy. Bo nic nie jest takie, jak się nam wydaje, lub jakie chcielibyśmy, by było. 🙂