Jerzy Surdykowski: ANI  ULICA, ANI  ZAGRANICA5 min czytania

()

 

2018-06-13.

Co zechce zobaczyć Frans Timmermans w Polsce? Z czym wyjedzie? Ku czemu w kłopotliwej „sprawie polskiej” zmierzać będzie Komisja Europejska, której jest wiceprzewodniczącym? Gdzie pójdzie Polska, a gdzie Unia? – bo że drogi się rozchodzą, każdy widzi.

Dla osób przywiązanych do liberalnej demokracji, którą z takim trudem (choć z niepełnym jeszcze sukcesem) udało się nam w Polsce zbudować przez prawie 30 lat wolności, jest on ostatnią nadzieją ocalenia jednego z największych sukcesów w naszych w sumie dość nieszczęśliwych dziejach. Zawiodła „ulica”; choć przed rokiem wymusiła prezydenckie weto wobec sądowych ustaw, dzisiaj coraz mniej ludzi przychodzi na demonstracje. Pozostała więc tylko „zagranica”.

Dla popierających „dobrą zmianę” jest on odstręczającym i upierdliwym urzędasem, którego nikt nie wybierał, a który uzurpuje sobie prawo wynoszenia się nad prawomocnie wybrany przez Naród (pisany oczywiście z dużej litery!) polski Sejm. Trzeba go niestety tolerować, bo ma klucze do brukselskiego bankomatu, z którego obficie korzystamy. Ale przecież już wyszliśmy mu daleko naprzeciw, wprowadzając przed paroma tygodniami szereg poprawek do sejmowych ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości.

Tak myśli się i mówi na Nowogrodzkiej i we wszystkich ważnych instytucjach państwowych od tej skromnej ulicy zależnych: od rządowych gmachów, po telewizję rzekomo narodową. Zważmy jednak w tym miejscu, że nigdy jeszcze w dziejach polskiej demokracji, (czy „półdemokracji” z PRL-em włącznie) Sejm pośpiesznie nie zmieniał uchwalonych już ustaw pod naciskiem płynącym z zewnątrz państwa. W czasach komunistycznych Moskwa nie stosowała takich metod, bo z samej istoty systemu miała poufne i skuteczne kanały wpływu. Ale ani wtedy, ani przed wojną, ani po 1989 roku, nigdy do czegoś podobnie jawnego i dla rządzących kompromitującego nie doszło. Pokazuje to tylko jak wielka jest siła presji brukselskiej. Czy Timmermans zdaje sobie z tego sprawę?

Faktycznie, poprawki wprowadzone bez żenady i – podobnie jak ustawy – pośpiesznie przepychane kolanem (czy stąd problemy zdrowotne Prezesa?) są tylko liskiem figowym przesłaniającym bezmiar dokonanych zniszczeń. Unia Europejska jest związkiem państw demokratycznych, ale trudno w unijnych traktatach znaleźć wiążący opis tego, czym jest demokracja i czego powinny trzymać się członkowskie państwa. „Kryteria kopenhaskie”, o złamanie których oskarżała Polskę zarówno Komisja Wenecka, jak potem Europarlament i Komisja Europejska, są rzeczywiście częścią traktatów i podpisaliśmy je wstępując do Unii, lecz są dość krótkie i ogólnikowe. Mowa tam przede wszystkim o rządach prawa, gospodarce rynkowej, prawach człowieka. Wynika z nich wprost tylko niezależność władzy sądowniczej i za to Polska jest obecnie szarpana. Ale niezbywalną częścią demokracji liberalnej są też niezależne od władzy media publiczne, a to można wydedukować z „kryteriów” jedynie pośrednio. Że niezależne są tylko komercyjne media prywatne, a z publicznych uczyniono propagandową tubę władzy, o tym wie każdy. Podobnie jest z apolityczna służbą cywilną, która od dawna stała się fikcją, a wyższy personel urzędniczy i menadżerski – obojętnie czy w administracji, czy w spółkach skarbu państwa – rekrutowany jest z zasobu partyjnych przydupasów. Akurat w tych dwu sprawach część winy ponoszą poprzednio rządzące formacje. Zwłaszcza w kwestii służby cywilnej: obezwładniona została w okresie rządów SLD (2001-2005), Platforma nic nie zrobiła mimo obietnic, ostatecznie rozwaliła ją „dobra zmiana”. Pozostaje więc niezależność sądownictwa.

Niestety wprowadzone ustępstwa są kroplą w bezmiarze naruszeń Konstytucji i trójpodziału władz, jakich od swego wyborczego zwycięstwa dopuścili się rządzący. Trzeba byłoby najpierw usunąć z Trybunału nieprawnie mianowanych „dublerów”, a może i samą panią prezes, przyznać że prezydent świadomie i wielokrotnie złamał prawo odmawiając zaprzysiężenia prawomocnie wybranych sędziów. A to oznaczałoby już nie „poprawki”, lecz sromotną klęskę, na którą zwycięska partia nie może sobie pozwolić po prawie trzech latach władzy. Nawet gdyby pod naciskiem nieustępliwego Timmermansa popuszczono trochę w kwestii Sądu Najwyższego, to dla rządzących kluczowe znaczenie ma Trybunał Przybłęcki (przepraszam, wciąż formalnie Konstytucyjny); ponieważ sterowany jest z Nowogrodzkiej, tam zapadają decyzje, co jest zgodne, a co nie. Potem może sobie mówić sędzia Johann (przedstawiciel prezydenta w nowej KRS), że każda ustawa zatwierdzona przez Sejm i Senat musi być uważana za konstytucyjną, dopóki jej Trybunał nie uzna za sprzeczną. Teraz widać dlaczego dla PiS najważniejszy był właśnie Trybunał, bo wraz z podporządkowanym parlamentem pozwala bez końca bawić się w przysłowiowego „kotka i myszkę”. Z kimkolwiek.

Co więc uczynią unijne władze pod wpływem sprawozdania jakie im złoży wiceprzewodniczący Timmermans? Niestety – tak jak w sławnym powiedzeniu Sokratesa – „cokolwiek uczynią, źle uczynią”. Tak dla siebie, jak i dla nas Polaków. Jeśli Unia pogodzi się z kolejnymi kosmetycznymi ustępstwami, jakie jeszcze może obiecać Nowogrodzka, to zaprzeczy podstawom, na których została ufundowana. Nie będzie to już związek państw demokratycznych, do którego wstępowaliśmy; będzie to gremium, które tylnymi drzwiami wpuszcza putinowskie metody rządzenia i pozwala im na destrukcję demokracji nie tylko w Polsce.

Jeśli Unia „postawi się” i zażąda rzeczywistego odwrotu od „dobrych zmian”, to dojdzie do obcięcia zbawczych dla polskiej gospodarki funduszy, obojętnie czy stanie się to przez sławny „artykuł 7” czy przez nieformalną zmowę płatników. Jedynym argumentem, jaki rządzący będą w stanie wytoczyć wobec obywateli, którzy to zmniejszenie dość boleśnie odczują, będzie oskarżenie Brukseli. O wszystko. Nie tylko o nierównoprawne traktowanie swoich wschodnich peryferii, ale o karanie ich za chrześcijańskie wartości, jakie zdradził i porzucił cyniczny Zachód. Znowu będziemy nieszczęsnym „przedmurzem”, po macoszemu traktowanym przez tych, których bronimy; „Chrystusem narodów” wleczonym na niezasłużoną kaźń. Rozognią się nastroje antyeuropejskie przynajmniej u nas i na Węgrzech, a zachodni liderzy okażą się bardziej skłonni do przyśpieszenia odrywającego ich nareszcie od zapóźnionego wschodu. Wtedy Europy nie dogonimy nigdy.

Jerzy Surdykowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. Zbyszek123 14.06.2018
  2. jacekm 15.06.2018