2018-06-25.
Konserwatyzm pochodzi od łacińskiego conservare, co znaczy przedłużać, zachowywać, ochraniać; stąd konserwa – mięsna, rybna, warzywna etc., po którą sięgamy w razie potrzeby. Gdzieś czytałem, że odnaleziono konserwy mięsne z I wojny światowe i były jadalne…
Konserwuje, czyli zachowuje się zabytki, krajobrazy, dzieła architektury, sztuki … Ale nie o konserwowaniu tu będzie, lecz o konserwatyzmie, który zdominował politykę polską od dwu i pół roku, a formacja sprawująca władzę, przedstawia się jako konserwatywno-chrześcijańska (choć lepiej brzmi – konserwatywno-katolicka, w polskim wydaniu katolicyzmu). Typowe rządy konserwatywne odwołują się do – w miarę trwałych, nie chcę powiedzieć ponadczasowych – wartości. A oto kilka z nich: państwo, religia, rodzina, tradycja, własność prywatna, prawo, sprawiedliwość…
Przyjrzyjmy się dwu ostatnim, które można odnaleźć nie tylko na kartach Pisma św., ale w nazwie partii politycznej, która wystąpiła pod sztandarami obrony i ochrony – rzekomo w Polsce zagrożonych – tradycyjnych wartości. ‘Prawo’ i ‘sprawiedliwość’, jako idee na wskroś konserwatywne, stabilizujące porządek polityczny, zostały użyte jako narzędzie zmian rewolucyjnych – najpierw w obrębie samych pojęć, a następnie w praktyce politycznej.
W imieniu ‘prawa’ większość parlamentarna i prezydent łamią porządek konstytucyjny, trójpodział władz, niezawisłość sądów. Opozycja w sejmie jest kneblowana i karana finansowo za ‘złe zachowanie’, białą różę protestujących przeciw władzy traktuje się jako symbol nienawiści, a trzymający ją w ręce ciągani są po sądach; ci którzy na publicznych spotkaniach zadają niewygodne pytania, po wyjściu z sali są spisywani przez policję drogową! Przykładów jest znacznie więcej, ale nie o wyliczankę tu chodzi, lecz o mechanizm ukazujący negację prawa i praworządności zarazem.
Podobnie jest ze ‘sprawiedliwością’, nie mającą nic wspólnego choćby z – ugruntowaną w Europie – Tomaszową definicją pojęcia, wedle której być sprawiedliwym, to czynić dobro należne drugim i unikać wyrządzania im zła. Ale po co sięgać do Tomasza, skoro w rozumieniu potocznym sprawiedliwość to uczciwe i prawe postępowanie. Zilustrujmy to przykładami; najpierw osławione 500+ rozdane wszystkim rodzinom – biednym i bogatym, wbrew potocznemu poczuciu sprawiedliwości i wbrew zasadom gospodarności. Identycznie jest z piórnikowym (300 zł) na rozpoczęcie roku szkolnego – znowu bez różnicowania dochodów. Ta sama władza, która tak hojnie rozdaje pieniądze wszystkim jak popadnie, przez 40 dni była głucha na protesty i wołania niepełnosprawnych, okupujących sejm. Ale nie miała problemu z nagrodami dla ministrów i wiceministrów, które de facto były drugimi pensjami, pobieranymi przez dwa lata. „To im się należało!” – wykrzyczała w sejmie była premier, a więc dostali sprawiedliwie. Skoro tak, dlaczego nakazano je oddać? Dlaczego za – w końcu bezprawnie pobrane, i oddane – pieniądze jednych, ukarano drugich, czyli posłów i samorządowców, którzy takich ‘cichych’ pieniędzy nie pobierali? Było to sprawiedliwe?
A inne przykłady rządów ‘prawa’ i ‘sprawiedliwości’: zwolnienie z pracy tysięcy kompetentnych urzędników, kilku setek wyższych wojskowych, (nt. policjantów nie znam statystyk), prezesów spółek, dyrektorów przedsiębiorstw, dziennikarzy radia i telewizji, dyrektorów muzeów, instytutów kultury, filmu, czołowych teatrów (Kraków, Wrocław)… itd. tylko dlatego, że nie ‘pasowali’ do nowej ideologii kk (konserwatywno-katolickiej).
Sprawiedliwość w wydaniu PiS jest zaprzeczeniem sprawiedliwości. Konserwatywne idee zostały przez te partię wykorzystane nie dla przeprowadzenia zmian nastawionych na zachowanie, ochronę czy przedłużenie trwania instytucji państwa, lecz w celach wywrotowych. Wszak revolutio – to po łacinie przewrót, obrót… Dość przypomnieć tytuł dzieła Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (1543).
Ze sprawiedliwością jest pewien kłopot, ponieważ ma ona charakter tautologii, czyli ‘masła maślanego’ (choć dziś masło może być roślinne albo kokosowe). Jest to widoczne w najstarszej definicji pojęcia autorstwa rzymskiego prawnika Ulpiana (Ulpianus), który sprowadzał sprawiedliwość do stałej woli oddania każdemu tego, co mu przyznaje prawo. Jednak pytania – co się komu należy od prawa i kto je stanowi – pozostają otwarte. A to znaczy, że kiedy zbierze się grupa cynicznych, żądnych władzy prawników, będą w stanie zaproponować ‘swoje’ prawo i ‘swoją’ sprawiedliwość – i tu jesteśmy u genezy ‘dobrej zmiany’.
Jednak nie opiera się ona na – dość łatwo rozpoznawalnej – tautologii; jej prawdziwym źródłem jest dialektyka rodem z Marksa i Lenina. To ten mechanizm pozwala na negowanie treści pojęć i zmienianie ich znaczeń. „Nikt nam nie powie (wmówi?), że czarne jest czarne, a białe jest białe” – grzmiał jakiś czas temu demiurg polskiej polityki, którego młodość upłynęła pod znakiem takiego właśnie myślenia. A więc – najpierw negacja wszystkiego, co zastane, a dopiero potem budowa ‘nowego wspaniałego świata’ – Polski, jakiej jeszcze nie było.
J S

Ważna i potrzebna analiza. Podobną czytałem w The Guardian pióra znanego językoznawcy G. Lakoffa znamiennie i niestety prawdziwie zatytułowanej: „Trump has turned words into weapons. And he’s winning the linguistic war”. Podobnie robi PiS; zrobił ze słów broń i wygrywa (niestety nie tylko językową) wojnę destrukcji demokracji.
PiS; zrobił ze słów broń i wygrywa (niestety nie tylko językową) wojnę destrukcji demokracji…….. Przy wsparciu polskiego Kościoła….. 🙁
Z konserwatyzmem jest ten problem, że sami konserwatyści mają problem z tym, jakie tradycje są „nasze” i które godne konserwowania. Jest uniwersalny konserwatywny duch (poszanowanie hierarchii z Bogiem na czele), ale diabeł twki w szczegółach.
Prawo ma być przedmiotem „konserwowania” – owszem, ale jakie? Czy te nowomodne liberalne, czy też może te mające 2 pokolenia i 40 lat tradycji prawo znane z PRLu, gdzie władza ma zawsze rację (przywiązanie do hierachii)?
A sprawiedliwość? Jak ja rozumieć? Tak, jak sobie jacyć rzymianie, czy zgniły zachód wyobraża, czy tez bardziej swojsko: „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”?
Brzmi jak żart, ale wcale nim nie jest!
Takie wydają sie być oczekiwania tej części społeczeństwa (i chyba milczącej większości) wobec prawa i sprawiedliwości.
Prawo – chodzi o to, żeby było wiadomo, jaka jest hierarchia i do kogo się odwołać (wyższa instancja ma rację i prawo po swojej stronie). Sprawiedliwość – żeby była nasza.
Nie wiem, na ile to „oszustwo konserwatywne”, ale wydaje mi się, że to są dobrze odgadnięte oczekiwania „suwerena”.