
Arabski poseł do Knesetu, Ayman Odeh, wznosi na placu Rabina w Tel Awiwie transparent z napisem „Równość” podczas protestu przeciw konstytucyjnej ustawie o państwie żydowskim. 14 lipca 2018 EPA-EFE/ABIR Sultan
2018-07-22.
Dawid Warszawski (Konstanty Gebert)
włączył się do międzynarodowego chóru zatroskanych o kształt konstytucyjnych zapisów państwa Izrael. Izrael nie ma konstytucji, ma kilka ustaw uznawanych za zasadnicze. Ustawa, o której mowa, dyskutowana była od siedmiu lat i precyzuje kilka spraw, które zazwyczaj w konstytucjach są definiowane. Dawid Warszawski nie podaje odnośnika do samego tekstu ustawy, ani też nie kłopocze się jej rzetelnym referowaniem. (Dla zainteresowanych podaję link
do angielskiego tekstu ustawy.) Zaczyna od stwierdzenia, że prawo narodów do samostanowienia jest fundamentalne, ale jego zdaniem nikt nie wie, co to takiego ten naród żydowski.
„Nie istnieje jego definicja, poza prawem religijnym, a spory o to, kto jest Żydem, nadal wstrząsają Izraelem i zagrażają jego stosunkom z diasporą.”
Nie wtajemnicza nas Dawid Warszawski w te izraelskie spory związane z tym, kto ma prawo osiedlenia się w Izraelu. A są one istotne ze względu na artykuł 5 tej ustawy głoszący, że „państwo będzie otwarte na żydowską imigrację i łączenie wygnanych”. Nic nowego, bo Izrael powstał jako miejsce, w którym prześladowani (lub tylko chętni) Żydzi całego świata mogą zawsze znaleźć schronienie. Religijna tradycja powiada, że Żydem jest ten, kto urodził się z matki Żydówki. Czasem tłumaczono to tym, że prześladowany na całym świecie lud żydowski doświadczał często brutalnych prześladowań, kobiety były gwałcone, nie chciano odrzucać dzieci poczętych z gwałtu. Niezależnie od źródeł tej definicji Żyda, nowe państwo żydowskie nie zamierzało akceptować odrzucania tych, którzy związani są z żydostwem tylko przez ojca. Dodatkowym problemem jest często trudność przedstawienia dokumentów. Jest więc o czym dyskutować, ale Dawid Warszawski pozostawia nas z domysłem, że oni sami nie wiedzą, kto jest Żydem. Martwi się również Dawid Warszawski o inną sprawę:
…nie wiadomo też, jakie są granice Państwa Izraela. Linie zawieszenia broni z 1949 r., które przetrwały do wojny 1967 r.? Obecne, czyli granice brytyjskiej Palestyny mandatowej, obejmujące wszak także okupowany Zachodni Brzeg? (podkreślenie moje) Ewentualne zakończenie okupacji zależy nie tylko od Jerozolimy, ale treść uchwalanego przez Kneset prawa – już tak.
Jeśli pominąć przekłamanie, które kazałoby interpretować, że Warszawski uważa, iż Izrael anektował Zachodni Brzeg (może to była tylko niezręczność stylistyczna), to prawda, że granice Izraela zostały zatwierdzone w traktatach z Egiptem i Jordanią, ale nie z Syrią i Autonomią Palestyńską. Izrael nigdy nie anektował okupowanej przez Jordanię między rokiem 1948 a 1967 Judei i Samarii, uznając, że te oczyszczone przez Jordańczyków z Żydów tereny mogą być kartą przetargową, pozwalającą na wynegocjowanie traktatu pokojowego. Jak pamiętamy, Liga Narodów początkowo przeznaczyła na „dom Żydów” cały Mandat Palestyński, następnie Brytyjczycy przeznaczyli 78 procent tego obszaru na państwo Arabów palestyńskich (Transjordanię), a obszar po zachodniej stronie rzeki Jordan (wraz z Judeą i Samarią) miał zostać „domem Żydów”. Potem znów zmienili zdanie, zaś Watykan konsekwentnie domagał się międzynarodowego statusu Jerozolimy. Ostatecznie granice Izraela zostały ustalone w wyniku działań wojennych, czyli odpierania kolejnych agresji połączonych armii arabskich. Dawid Warszawski to wszystko wie, ale nie chce przemęczać czytelników zbędną wiedzą.
Wróćmy jednak do tekstu ustawy, która stwierdza, w artykule pierwszym, że
A. Ziemia Izraela to historyczna ojczyzna żydowskiego ludu, w której ustanowiono państwo Izrael.
B. Państwo Izrael jest narodowym domem żydowskiego ludu, w którym [żydowski lud] może egzekwować swoje naturalne, kulturowe, religijne i historyczne prawo do samostanowienia.
C. Prawo do egzekwowania narodowego samostanowienia w państwie Izrael jest unikatowe dla żydowskiego ludu.
(Ten punkt C narobił sporo hałasu, ale kiedy mówimy, że Polacy w Niemczech, czy na Litwie nie mogą żądać samostanowienia, sprawa staje się nieco bardziej zrozumiała i mniej kontrowersyjna.)
Dalej ustawa definiuje symbole narodowe, informuje, gdzie jest stolica państwa Izrael, stwierdza, że oficjalnym językiem jest hebrajski (dodając w punkcie B artykułu 4, że „Język arabski ma specjalny status w państwie, a regulacja korzystania z arabskiego w instytucjach państwowych i przez te instytucje będzie określona w przepisach prawnych.” (pewnie chcielibyśmy mieć taką konstytucyjną klauzulę dla języka polskiego na Litwie, no ale nie o Litwie mowa).
Zapewne można oczekiwać niekończących się dyskusji na temat artykułu 7, o żydowskich osiedlach, który stwierdza: Państwo uważa rozwój żydowskich osiedli za wartość narodową i będzie działać w celu zachęcania i promowania ich zakładania i konsolidacji.
Ponieważ „osiedla” w antyizraelskich kampaniach kojarzone są wyłącznie z terytoriami spornymi, więc zapewne będzie to interpretowane jako zapowiedź budowania dalszych osiedli za zieloną linią. Po pierwsze takie ograniczenie nie jest uprawnione, po drugie osiedla za zieloną linia są wyłącznie właśnie na terenach spornych, które przestaną być sporne po zawarciu pokojowego traktatu i jak wiemy na podstawie deklaracji oraz doświadczenia w Gazie, tam gdzie kończy się suwerenność Izraela, tam osiedla żydowskie są likwidowane.
Bardzo ciekawy komentarz do tej ustawy prezentuje w „Wall Street Journal” profesor prawa międzynarodowego Eugene Kontorovich. Kontorovich pokazuje, że sformułowania analogiczne jak w tej ustawie znajdują się w wielu konstytucjach państw europejskich, nie budząc żadnych zastrzeżeń, po drugie, że ustawa nie narusza żadnych praw jakiejkolwiek grupy obywateli izraelskich, w tym Arabów izraelskich, nie tworzy również żadnych przywilejów dla żadnej grupy obywateli.
Komentując artykuł ustawy o osiedlach, Kontorowicz zwraca uwagę, że jest to powtórzenie polityki przyjętej przez społeczność międzynarodową w zaleceniu Ligi Narodów dla Palestyny, by zachęcać do tworzenia osiedli żydowskich. Przy okazji przypomina, że izraelski Sąd Najwyższy orzekł, iż Arabowie mają prawo tworzenia osiedli mieszkalnych w Izraelu, gdzie Żydzi nie mogą mieszkać, a w innym przypadku orzekł, że Żydzi nie mają takiego prawa wykluczania obywateli będących Arabami. Autonomia Palestyńska karze wyrokiem śmierci sprzedaż ziemi Żydowi, a niedawno mufti Jerozolimy wydał fatwę zakazującą sprzedaży arabskiej własności Żydowi pod karą infamii lub śmierci. Jak już mowa o Autonomii Palestyńskiej, to być może warto zwrócić uwagę, że ani Dawid Warszawski, ani żaden dziennikarz brytyjskiego „Guardiana” czy amerykańskiego „New York Timesa” od 2003 roku, kiedy ten projekt zatwierdzono, nie krytykował zapisów w projekcie konstytucji Autonomii Palestyńskiej, który stwierdza, że Palestyna jest częścią arabskiego świata (artykuł 1), Jerozolima jest stolicą Palestyny (artykuł 3), Islam jest oficjalną religią w Palestynie, a zasady szariatu będą główną podstawą ustawodawstwa (artykuł 4).
Kontorovich przypomina również, że arabski poseł do Knesetu podarł projekt ustawy w izraelskim parlamencie, a inny nazwał tę ustawę „oficjalnym początkiem faszyzmu i apartheidu”. Dawid Warszawski wydaje się zgadzać z tą opinią, chociaż może wyraża ją nieco ostrożniej. (Nie chcę tu sugerować, co by spotkało kurdyjskiego posła, który podarłby projekt rządowej ustawy w parlamencie w Ankarze, czy marzącego o pokoju z Izraelem posła palestyńskiego, który zrobiłby coś takiego w Ramallah).
Dawid Warszawski pisze:
Ale izraelskim Arabom nie jest do śmiechu: jasne jest bowiem, że komukolwiek i do czegokolwiek ustawa ta daje prawo, to ich go pozbawia. Dotąd wszystkim wystarczała obietnica z deklaracji niepodległości z 1948 r.: „Państwo Izraela (…) zapewni całkowitą równość praw społecznych i politycznych wszystkim jego mieszkańcom”. Izraelscy Arabowie rzeczywiście mieli równe prawa (z wyjątkiem prawa do służby wojskowej), choć istnieje rozległa dyskryminacja w praktyce. Od środy jednak równych praw już nie mają.
Rzeczywiście? To interesujące, gdzie w tej ustawie Warszawski znalazł anulowanie któregokolwiek z praw izraelskich Arabów? A już jak na pierwszego specjalistę Rzeczpospolitej od spraw izraelskich chyba jednak przesadził z tym krzywdzącym pozbawieniem arabskich obywateli prawa do służby wojskowej. (Arabowie izraelscy nie mają obowiązku służby w wojsku, ale mają możliwość dobrowolnej służby w armii, z czego wielu Arabow korzysta, osiągając w tej armii wysokie pozycje i odznaczając się w warunkach bojowych.) Czy to znaczy, że nie ma dyskryminacji? Takie stwierdzenie byłoby nadużyciem, trwający konflikt wywołuje napięcia i tworzy antagonizmy, a ponieważ Żydzi to ludzie, a ludzie są różni, więc i różne zachowania można w ich społeczeństwie zaobserwować. Warszawski wydaje się wiedzieć, że nie ma w Izraelu dyskryminacji prawnej mniejszości arabskiej i insynuuje, że ta ustawa ją ustanawia, zapewne wie, że przypadki dyskryminacji nieformalnej spotykają się ze społecznym potępieniem, i wygląda na to, że odpycha od siebie wszelkie informacje o wysiłkach rządu zmierzających do zrównania szans ludności arabskiej z tymi, które stworzono dla ludności żydowskiej. Warto tu również przypomnieć dziesiątki wypowiedzi izraelskich Arabów powtarzających swoim rodakom, że Arabowie izraelscy mają więcej praw obywatelskich niż Arabowie w jakimkolwiek arabskim kraju.)
Kończąc swój komentarz do tej ustawy w Eugene Kontorovich stwierdza:
Być może najlepszym dowodem, że Izrael potrzebuje konstytucyjnego potwierdzenia swojego statusu suwerennego państwa żydowskiego, jest zapał, z jakim tak wielu kwestionuje i uznaje za niedemokratyczne kroki, które są uważane za banalne i oczywiste w każdym innym miejscu na świecie.
Dawid Warszawski dorzucił swoje trzy grosze dla wzmacniania tego dowodu.
Artykul Konstantego Geberta redakcja urozmaiciła zachętami do dalszych lektur:
Po co premierowi Izraela szampan, skoro nie pije. Beniamin Netanjahu pójdzie do więzienia za korupcję?
Netanjahu: To „punkt zwrotny” w historii syjonizmu.
Polsce coraz bliżej do Izraela, a PiS i Likud to partie bliźniacze
Komentarz zbędny. Chociaż byłoby ciekawe dowiedzieć się, co Konstanty Gebert sądzi o tych zalecanych tłustym drukiem lekturach uzupełniających jego tekst.

Cenię sobie Pańskie stonowane i w miarę możliwości obiektywne opinie. Warszawski ma pewnie prawo do swych opinii dotyczących Izraela, zwłaszcza że jest polskim Żydem.W samym Izraelu pewnie bywają opinie jeszcze bardziej zróżnicowane. Zawsze mnie dziwiło, że ludzie wrodzy Żydom są przekonani, że żydostwo jest spiskiem jednego narodu, zawiązanym dla zniewolenia reszty świata, a w rzeczywistości sam Izrael jest politycznie tak strasznie podzielony i rozdrobniony. Mimo tego, Izrael jest w rzeczywistości JEDYNĄ demokracją parlamentarną w tym rejonie świata! Sam mam kłopoty z ocenami, dlatego ustawiłem sobie ocenę zero-jedynkową – albo się jest ZA Izraelem, albo jest się PRZECIW. Sprawa się wtedy uproszcza. Jestem ZA. Nie wynika to z wiedzy teoretycznej czy historycznej. Po prostu byłem w Izraelu dwa razy. Poznałem ludzi, miasta, krajobrazy, potrawy. Dlatego jestem ZA…
Pozdrawiam
Oczywiście, że każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii, ale dziennikarz (nawet publicysta) jest lub może powinienem powiedzieć, że powinien być, rzemieślnikiem dostarczającym rzetelny towar. Dziennikarz tym różni się od misjonarza, że płacimy mu nie za to, żeby nam powiedział, co mamy myśleć, a za to, że nam dostarcza informacji o faktach, żebyśmy mogli wyrobić sobie opinie. Jako obserwator jestem nieustannie narażony na to, że przekażę dalej informacje o fakcie, który jest nieścisły, lub zgoła nieprawdziwy, im lepiej znam jakąś sprawę, tym większa szansa, że będę umiał sprawdzać wiarogodność faktów; najczęściej padam ofiarą, kiedy fakt jest prawdopodobny i podany przez źródło, do którego mam pełne zaufanie. Izrael to osobliwy papierek lakmusowy dziennikarskiego rzemiosła, jest tu więcej misjonarskich kazań niż rzetelnej informacji. Żydowskość nie jest tu czynnikiem, który ma jakiekolwiek znaczenie. Albo dostaję rzetelny towar, albo nie. Jeśli ktoś mnie informuje o kontrowersji, to chcę dostać informację o tym, na czym polega istota sporu, jakie są stanowiska, ewentualnie tło historyczne i gdzie szukać dalszych informacji, żeby móc pogłębić swoją wiedzę. Najmniej interesujące są tu poglądy rzemieślnika, który mi sprzedaje ten towar. A ta konkretna sprawa jest interesująca i opinie są podzielone. Izrael powstał jako „dom Żydów” i (o czym Warszawski sam pisze) od Deklaracji niepodległości (a właściwie jeszcze wcześniej) strona żydowska zapewniała i gwarantowała w prawie, że w tym domu Żydów będzie miejsce dla mniejszości. Konstytucyjne zapewnienie, by ten dom Żydów nie przestał być domem Żydów, wywołuje kontrowersje, Warszawski przedstawił te kontrowersje w najlepszym przypadku ułomnie, a moim zdaniem skrajnie stronniczo.
Otrzymałem prywatną odpowiedź od Konstantego Geberta, którą Autor pozwolił mi tu zamieścić.
Szanowny Panie,
[…]mogę jedynie zazdrościć możliwości rozpisania się; ja na swój tekst miałem 3500 znaków. Dlatego też nie było w nim „rzetelnego omówienia treści ustawy” ani postulowanego odniesienia do debat na temat izraelskich sporów o to, kto jest Żydem, ani nawet linku do tekstu ustawy. Nie było w nim jednak też przypisanego mi poglądu, że „nikt nie wie, co to takiego ten naród żydowski” ani „domysłu, że oni sami [tj. Żydzi] nie wiedzą, kto jest Żydem”; sugerowałbym nieśmiało ponowną lekturę. Stwierdziłem jedynie, że nie ma definicji narodu żydowskiego, a tym samym przypisanie niezdefiniowanemu podmiotowi określonych praw wydaje się wątpliwe.
Ma Pan natomiast rację, że nieprecyzyjnie określiłem obecne granice: należało napisać „obecne granice de facto” i wspomnieć też, że nie obejmują one Gazy; limit miejsca wymusza czasem takie niezgrabne sformułowania.
Wbrew temu, co Pan zdaje się sugerować, żadna ustawa w Niemczech czy Litwie nie pozbawia Polaków prawa do samostanowienia, podobnie jak do czwartku żadna ustawa nie pozbawiała go w Izraelu Arabów. W tych wszystkich, i innych podobnych przypadkach, decydowała praktyka.
Nie zajmowałem się projektem konstytucji palestyńskiej z tego prostego powodu że, dopóki państwo palestyńskie nie powstanie, a projekt nie zostanie uchwalony, nie ma on mocy prawnej. Podobnie nie zajmowałem się tą izraelską Ustawą zasadniczą, póki nie została uchwalona.
Nie wiem, dlaczego sądzi Pan, że uważam, iż ustawa jest „oficjalnym początkiem faszyzmu i apartheidu”; niczego takiego nie napisałam. Uważam natomiast, że jest ona zapowiedzią końca izraelskiej demokracji.
Wbrew temu, co pan pisze, nie napisałem, że ustawa zawiera „anulowanie któregokolwiek z praw izraelskich Arabów”. Pozbawia ich natomiast tego, co przyznaje Żydom, czyli samostanowienia. Napięcie między prawami narodu większościowego a prawami obywateli jest nieusuwalną cechą tych państw. Reguluje się je albo uznając wszystkich obywateli za członków narodu (jak np. w Polsce), albo uznając równoległe i równe prawa narodów (jak np. w Belgii), albo zachowując w tej sprawie roztropne milczenie (jak do czwartku w Izraelu). Nie można jednak uznać praw jednego tylko narodu bez pozbawiania ich innych narodów – chyba, że interpretuje Pan art. 1C jako przyznający prawo do samostano-wienia także Arabom. Podobny zabieg stosuje sama ustawa, pozbawiając arabski statusu języka państwowego, a zarazem stwierdzając, że nie traci on żadnych praw. W przypadku samostanowienia takie gierki słowne uznano jednak zapewne za zbyt ryzykowne.
Nie twierdziłem też, że pozbawienie Arabów obowiązku służby wojskowej jest „krzywdzą-ce”; podałem tę kwestię jako jedyny dotychczas przykład dyskryminacji prawnej Arabów. Pisze Pan, że „wydaję się wiedzieć”, że w Izraelu nie ma dyskryminacji prawnej. Sformułowanie to jest niezrozumiałe: albo ktoś coś wie, albo nie wie. Pisze Pan też, iż „insynuuję” że ustawa ta ją ustanawia. Insynuowanie oznacza sugerowanie nieprawdy. Wdzięczny byłbym za wskazanie, gdzie miałbym się tego dopuścić. Pisze Pan też, że „zapewne wiem, że przypadki dyskryminacji nieformalnej spotykają się ze społecznym potępieniem”. Zdanie to jest nieprawdzie na tak wielu poziomach, że nie wiem, od czego zacząć. W Izraelu mamy do czynienia nie z „przypadkami” społecznej dyskryminacji, lecz z całym rozbudowanym ich systemem; odsyłam chociażby do wniosków komisji Orra z 2003r. Dyskryminacja ta spotyka się czasem ze sprzeciwem, ale 48% izraelskich Żydów popiera „transfer” Arabów poza granice państwa, co zakres tego sprzeciwu skutecznie ogranicza. Więc nie jest tak, że „zapewne wiem” że jest tak, jak Pan twierdzi, lecz jest tak, że z cała pewnością wiem, że jest inaczej.
W przytoczonej przez Pana konkluzji Kantorowicz krytykuje krytyków ustawy, twierdząc, że wynikające z niej kroki „są uważane za banalne i oczywiste w każdym innym miejscu na świecie”, co dowodzi, że Izrael potrzebuje konstytucji; Pan zaś dopisał, że swoim tekstem wzmacniam ten dowód. Zgadzam się z Kantorowiczem, że Izrael potrzebuje konstytucji, zaś rozwiązania przyjęte w ustawie są banalne i oczywiste – tyle, że jeszcze nie na całym świecie. Większość państw nie jest demokratycznych, i ich konstytucje to odzwierciedlają; a nawet państwa demokratyczne są w stanie uchwalać niedemokratyczne ustawy. Izraelska ustawa zasadnicza jest tego potwierdzeniem – bliżej jej do projektu konstytucji demokratycznej niż do obowiązującej jeszcze polskiej konstytucji. W obecnym klimacie politycznym izraelska konstytucja byłaby niemal na pewno dyskryminacyjna – i wcale nie jest pocieszeniem, że nowa polska konstytucja też zapewne by taka była.
Kończy Pan swój tekst pytaniem pod moim adresem o to, co sądzę o trzech linkach podanych przy moim tekście. Ja widzę dwa: zwrot o punkcie zwrotnym to śródtytuł, nie link. Z rzeczywistych linków jeden odsyła do tekstu o policyjnych dochodzeniach o korupcję, jakie się przeciwko Netanjahu toczą i stanowią, obok właśnie walki o rzeczoną ustawę, główną kwestię w polityce wewnętrznej (sam pisałem o tym w Newsweeku); jego przywołanie wydaje mi się całkiem zasadne. Drugi odsyła do mojego artykułu o podobieństwach między PiS a Likudem, który pozwoli czytelnikowi lepiej zrozumieć, skąd pomysł na taką ustawę się wziął.
Napisałem 3500 znaków tekstu. Żeby sprostować Pańskie, z jednym wyjątkiem nierzetelne uwagi krytyczne, musiałem napisać kolejnych 5000+. Sam Pan zapewne wie, jak to działa: na prostowanie nierzetelnych zarzutów trzeba poświęcić więcej czasu i miejsca, niż na napisanie tekstu. Zresztą nie sądzę, żebym napisał cokolwiek, czego Pan nie wie: jest Pan inteligentnym i kompetentnym obserwatorem wydarzeń i Izraelu, a nic z tego, co napisałem, nie jest ani rewolucyjne, ani choćby nowe. Wybrał Pan, jak mi się wydaje, zasadę bronienia Izraela przed wszelkim i zarzutami, skoro wiele z nich jest niesprawiedliwych. Podobnie czynią obrońcy dobrego imienia Polski, czy bojownicy elektronicznej intifady. Nie mam wątpliwości, że szkodzicie sprawom, które chcecie bronić.
Odpisałem nie dlatego, bym się łudził, że Pana do czegokolwiek przekonam, ale dlatego, że uważam, że ma się obowiązek reagowania na publiczne głosy Czytelników.
Z poważaniem,
Konstanty Gebert
Odpowiedź Konstantemu Gebertowi
Nie bawmy się w zarzuty o złe odczytanie tekstu, bo po to dałem link do Pana artykułu, żeby czytelnicy mogli go sami mogli przeczytać. Nie mogę wykluczyć, że miał Pan zamiar przekazać co innego, ale ważne jest jak się odbiera to, co Pan napisał. Zasadnie zatrzymał się Pan przy pojęciu samostanowienia, nie podając jednak, którą definicję Pan przywołuje. Swój artykuł zaczyna Pan od zdania: „Prawo narodów do samostanowienia to fundamentalna zasada prawa międzynarodowego zawarta w Karcie Narodów Zjednoczonych.” (Czyli tam definiuje Pan to pojęcie zgodnie z art.1.55 Karty Narodów Zjednoczonych, a w swojej odpowiedzi zapewne zgodnie z teorią samostanowienia jaką posługują się psychologowie.) Pomijając niejasność używania pojęcia „samostanowienia”, dochodzimy tu natychmiast do problemu państw wielonarodowych i mniejszości etnicznych w państwach narodowych. Tam gdzie mamy do czynienia z federacją narodów sytuacja jest nieco inna i tam gdzie mamy państwo narodowe z mniejszościami etnicznymi sytuacja jest inna. O kłopotach z definiowaniem pojęcia „naród” jest cała biblioteka ciekawych książek, z definicją Żyda problem szczególny. Najbardziej liberalne pojęcie Żyda stosowali naziści, jak Panu wiadomo antysemici też używają bardzo swobodnych definicji (mnie na przykład bardzo często zarzucają żydostwo, chociaż nie mam ani biologicznych związków z narodem żydowskim, ani nie jestem wyznawcą judaizmu, ani nie czuję się w najmniejszym stopniu Żydem i całkowicie zasadnie nie miałbym prawa ubiegania się o osiedlenie w Izraelu), więc zgodzi się Pan zapewne, że sprawy nie da się odfajkować, tak jak Pan to zrobił. Jakim państwem jest Izrael? Otóż Izrael nie jest federacją narodu żydowskiego i palestyńskiego. Izrael powstał jako państwo żydowskie, gwarantujące równe prawa obywatelskie swojej arabskiej mniejszości. Czy zatem po 70 latach społeczeństwo izraelskie ukształtowało się w naród izraelski? Nie. Uczciwie mówiąc nigdy nie powstał również naród brytyjski. W naszej historii nigdy nie udało nam się stworzyć jednego narodu z Litwinami, chociaż mieliśmy królestwo Polski i Litwy. Czy zatem są Arabowie izraelscy, którzy mówią o sobie, że są Izraelczykami? Tak, jest ich całkiem sporo. Nie trzeba być Żydem, żeby być Izraelczykiem i Pan dobrze o tym wie. Arabscy Izraelczycy mają wszystkie możliwości uczestniczenia w decydowaniu o polityce swojego kraju (chociaż znaczna część rezygnuje ze swojego prawa wyborczego). Za bardzo zabawny uważam Pana przykład dyskryminacji przez zwolnienie z obowiązku służby wojskowej (nie spotkałem arabskich publikacji, które wymieniałyby to właśnie jako przykład dyskryminacji). Jeśli jest to, jak sam Pan pisze: „jedyny dotychczas przykład dyskryminacji prawnej Arabów”, to jest to informacja, że tej prawnej dyskryminacji po prostu nie ma (szkoda, że tak dyskretnie przekazana). Ciekawy jest również przykład z 48 procentami żydowskiej części społeczeństwa izraelskiego domagającymi się „transferu” Arabów poza granice państwa. Po pierwsze nie znam takiej rządowej propozycji, czy można poprosić o wskazówki, gdzie jej szukać? Po drugie nie podał Pan linku, gdzie Pan tę informację znalazł (a to dość istotne, jak przeprowadzono badania i w jakiej formie zostało zadane pytanie).
Jeśli idzie o resztę, ocenę wypada pozostawić czytelnikom.
Jestem pełen admiracji dla obu Panów, których wiedzę na temat Bliskiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem Izraela, miałem przyjemność podziwiać zarówno w książkach jak i w artykułach. To, że różnią się Panowie nieco w opiniach, wydaje mi się nie tak ważne – jak w ogóle można znaleźć dwie osoby posiadające o tych sprawach identyczne opinie?
Pan David Candles przedstawił kiedyś poglądowy schemat tego co się dzieje w tej okolicy: https://informationisbeautiful.net/visualizations/the-middle-east-key-players-notable-relationships/
Jak się w tym wszystkim nie zgubią uczestnicy wydarzeń na Bliskim Wschodzie?
Do nas docierają krótkie teksty, zwykle tendencyjne, bądź napisane bez głębszej wiedzy o tym co się tam dzieje. Ot, znowu pogwałcono prawa Palestyńczyków, którzy przecież chętnie by żyli w zgodzie z Żydami gdyby ci ostatni gdzieś daleko się wynieśli. I jak w ogóle można budować płoty zamiast porozmawiać? Itp., itd.
W samym Izraelu też się kotłuje (na ile można sądzić) i nie wiem jak to się trzyma w kupie. Wydaje się, że względy wyborcze zaczynają przeważać nad rozsądkiem, bo po cholerę drażnić izraelskich Arabów, nawet jeśli zmiany nie są istotne? Na Ukrainie pierwszym działaniem po przewrocie (czy jak chcą inni – po przejęciu władzy przez proeuropejczyków) było skasowanie języka rosyjskiego z urzędów, mimo że wielu Ukraińców nawet nie zna ukraińskiego. Po cholerę takie zamieszanie w Izraelu?
Zrozumieć Izraela się nie da, ale pytanie oczywiście czy daje się zrozumieć jakikolwiek kraj? Im więcej człowiek wie, tym mniej z tego rozumie. Nic dziwnego, że najmocniejsze opinie mają ludzie znający dany kraj (społeczeństwo) tylko z tytułów gazet. Geberta znam od ponad 30 lat i wiem, że wiele razy próbował tonować krzywdzące doniesienia na temat Izraela w GW. Spór o żydowski charakter państwa Izrael nie jest wyłącznie akademicki. Izrael jest azylem prześladowanego narodu, jedynym miejscem na świecie, gdzie Żydzi nie są skazani na łaskę i niełaskę innych. Ten maleńki kraj otoczony jest nie tylko przez morze wrogów deklarujących chęć jego zagłady, wychowujących swoje dzieci w nienawiści do Żydów i dokonujących każdego dnia zamachy na życie mieszkańców Izraela, ale również borykający się z odrodzoną nienawiścią reszty świata. Autonomia Palestyńska, podobnie jak Gaza nie ma przywództwa, które mogłoby wyciągnąć rękę do pokoju, ani chociażby rozpocząć wygaszanie nienawiści i przygotowanie do pokoju w kolejnym pokoleniu. Są wśród Palestyńczyków nieliczni skłonni mówić o zmianie podejścia. Mam pretensję do Michnika i do takich ludzi jak Gebert, że milczą o ich istnieniu. (Tak jak milczą o istnieniu dużej grupy Arabów izraelskich, którzy są dumnymi Izraelczykami. Ich współczucie dla Palestyńczyków jest zakłamane, bo nic ich nie obchodzą prześladowania dążących do pokoju Palestyńczyków w Autonomii Palestyńskiej, nic ich nie obchodzą koszmarne prześladowania Palestyńczyków w krajach muzułmańskich, traktują ich wyłącznie jako okazję do plucia na Izrael. Konstytucyjne potwierdzenie, że Izrael jest państwem żydowskim to nie jest tylko jakieś widzi mi się, czy uleganie rabinom, to kwestia troski o to, aby Izrael pozostał tym czym jest. Wielu ludzi próbuje to przedstawić, jako próbę odebrania czegokolwiek arabskiej mniejszości, Nie widzę takiej intencji, a odpowiedź Geberta raczej taki wniosek potwierdza.
Do chóru potępiających izraelska ustawę dołączył prezydent Erdogan, o czym donosi dziennik „Rzeczpospolita” http://www.rp.pl/Polityka/180729783-Erdogan-Izrael-to-faszystowski-kraj-Wrocil-duch-Hitlera.html?fb_action_ids=10215548658056879&fb_action_types=og.comments . Również to doniesienie skomentowałem:
Bardzo rzetelne doniesienie. No, może brakuje informacji, że Hitler wzorował się na Ataturku, że Turcja była sojusznikiem Niemiec podczas drugiej wojny światowej, że „Mein Kampf” jest nieustającym bestsellerem w dzisiejszej Turcji, że Erdogan wiele razy wypowiadał się pochlebnie o Hitlerze, że oddziały policji tureckiej kiedy weszły niedawno do Syrii pozdrawiały się nazistowskim salutem (pewnie wojska też, ale zdjęcia widziałem policji). Można jeszcze dodać szczegółowe informacje o nowej ustawie izraelskiej, która zatwierdza założycielską zasadę państwa Izrael, iż jest to państwo żydowskie (Określenie dom Żydów znajduje się w Deklaracji Balfoura, w deklaracji Ligi Narodów i ONZ), że nowa ustawa nie narusza żadnych praw mniejszości (przeciwnie umacnia szczególne znaczenie języka arabskiego), nie daje również żadnych przywilejów żydowskiej części społeczeństwa. Potwierdza prawo osiedlania się Żydów z diaspory. Jest to o tyle potrzebne, że antysemityzm znów narasta, Żydzi z takich krajów jak Francja czy Szwecja uciekają do Izraela w obawie o swoje życie, w Wielkiej Brytanii następnym premierem może być obecny przywódca Partii Pracy, Jeremy Corbyn (wściekły antysemita i miłośnik Hezbollahu oraz Hamasu). Dodajmy również, że w samym Izraelu postawy na temat tej ustawy są podzielone i to zarówno w żydowskiej części społeczeństwa jak i w arabskiej (wielu Arabów czuje się dumnymi Izraelczykami i mówią głośno, że Arabowie w żydowskim państwie mają więcej swobód i praw obywatelskich niż ich bracia w krajach arabskich).