2018-08-01.
Zmiany w ordynacji wyborczej do Europarlamentu to sprawdzian przed wyborami parlamentarnymi. A jeśli prezes mówi, że zmian w ordynacji przy tych drugich wyborach nie będzie, to znaczy, że ich nie będzie… albo będą. Będzie to zależało od wniosków wysnutych po wyborach europejskich.
Ich wynik praktycznie nie wpływa na sytuację w Polsce. Trochę może poprawić – albo pogorszyć – prestiż partii. Jest to głównie honorowy sposób na posłanie kogoś na zasłużony i mocno dochodowy wypoczynek. Czy na intratną ławkę rezerwowych. Lecz w przyszłym roku wybory europejskie od parlamentarnych będzie dzielić tylko kilka miesięcy. Można mniemać, że rozkład poparcia w jednych i drugich będzie zbliżony.
Nie wchodząc w szczegóły; istota zmian w ordynacji sprowadza się do znaczącego podniesienia progu wejścia dla startujących podmiotów. Ma wynosić, według różnych wyliczeń od szesnastu do dwudziestu procent. Oznacza to, że przejdą tylko kandydaci PiS i Koalicji Obywatelskiej, czyli Platformy z bardzo słabiutką Nowoczesną.
Na co liczy Kaczyński? Na pozostałe partie. Na to, że nawet wiedząc o braku szans swoich kandydatów, nie zrezygnują z tego żeby zaistnieć w kampanii, zwrócić na siebie uwagę, choćby przez krótki czas. I jakieś głosy przecież zdobędą. Większości tych głosów zabraknie Koalicji O.
Czyli z grubsza powtórzy się schemat wyborów parlamentarnych z 2015. Wtedy zaowocowało to zdobyciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, teraz odpasie się w Europarlamencie więcej nominatów PiS. A prezes będzie zastanawiał: czy zaryzykować i zdać się na powtórzenie układu z wiosny jesienią, gdy będzie się wybierać parlament?
Wiele się mówi, że taka ordynacja wymusi na wszelkiej opozycji tworzenie szerokiej koalicji. Lecz potencjalni koalicjanci okazują, jak dotąd, twardy charakter i nie poddają się temu przymusowi. Interes, wątpliwy, ich ugrupowań i ich osobisty okazuje się przemożny. Ale nie można wykluczyć, że pójdą po rozum do głowy i go tam znajdą. NIE-PiS łącznie ma większe poparcie niż PiS i może liczyć na zwiększenie poparcia jako premię za zgodę. I jeśli stanie się koalicją, ma szansę pozyskać więcej głosów i więcej mandatów europejskich niż PiS.
Tę porażkę prezes będzie musiał przeboleć. Będzie jednak wiedział, że nie może liczyć na mniej więcej normalne wybory. Będzie trzeba COŚ z nimi zrobić i na tę okoliczność ma już w ręku prawie całe państwo, łącznie z ostatnią instancję zatwierdzającą – Sądem Najwyższym. Nie znaczy jednak, że to musi się udać. Jeśli przeciw władzy staje w wyborach nie wachlarz partii i partyjek, lecz duża, porównywalna siła, to wybory bardzo trudno sfałszować.
Mając do dyspozycji Sejm, Senat i prezydenta można w ostatniej chwili zmienić ordynację tak, żeby nie dopuścić do wyborów koalicji istniejących krócej niż, powiedzmy, rok, czy dwa lata. Przewidziała jakiś czas temu taką możliwość posłanka PO, Joanna Mucha. Ewentualna koalicja nie wzięła tego pod uwagę, ale Kaczyński jest uważny. Byłoby to posunięcie haniebne, ale PiS wyzbył się wstydu, jeśli go kiedykolwiek miał. „Władzy raz zdobytej…”
Jest jeszcze w odwodzie Państwowa Komisja Wyborcza, nieopanowana przez PiS, może rozmyślnie. W ostatniej chwili Ziobro zarzuci jej nadużycia, zrobi aferę, trzeba będzie spełnić wolę suwerena i zrobić porządek w PKW. Będzie rozpierducha przy wyborach i o to może chodzić. Sąd Najwyższy wyjaśni sytuację.
Tak czy inaczej, trudno jest wygrać z władzą, mającą wszechstronne możliwości, a wyzbytą hamulców i wstydu. Lecz koalicja miałaby szansę na podjęcie walki, którą mogłaby wygrać lub przegrać. Natomiast opozycja taka jest teraz, powtórnie wystawi lege artis pełnomocnictwo na dalsze psucie Polaków i Polski.

Ernest Skalski


Na razie ordynacja do Europarlamentu może zostac zakwestionowana przez Europarlament, bo zamiast 5% progu wyborczego wprowadza wielokrotnie wyzszy od 13% do 20%. Powiedzmy jednak, że nie zostanie zakwestionowana, to wynik jej zastosowania daje sie dzisiaj przewidzieć. Opozycja musi się zjednoczyć, aby pokonac PiS i aby mniejsze ugrupowania miały swoje reprezentacje w Strassburgu.
„Lecz potencjalni koalicjanci okazują, jak dotąd, twardy charakter i nie poddają się temu przymusowi.” – to prawda, ale tylko częściowa. Wybory samorządowe maja inną naturę oraz dynamikę i tu taka potężna koalicja mogłaby przynieść wiele zamieszania i niekoniecznie dobre wyniki. NIemniej, jak popatrzeć na wielkie miasta PO + N + SLD próbuja się dogadywać.
Taka wielka koalicja będzie miała sens po wyborach samorządowych, żeby przygotować sie na wiosnę przyszłego roku. Częśc partii jest dogadana, część jeszcze się zastanawia. Musimy liczyć się także, iż ruchy społeczne typu Obywatele RP, Akcja Demokracja, czy Czarny Protest też będa chciały mieć udział w koalicji.
Kruczków JK sie nie warto bac, bo i tak nie mamy na nie wpływu. Fałszowania wyborów też sie nie obawiam zanadto, bowiem spodziewam sie takiej fali protestów rożnych grup społecznych domagających się podwyżek i ratunku ze strony państwa, poczawszy od września tego roku, że PiS sam chętnie odda władzę, byleby nie pogonili go ci, których oszukiwał i mamił obietnicami dobrobytu. W kazdym razie ilość czynników wpływajacych na wybory 2019 roku bedzie znacznie większa niż dzisiaj jestreśmy w stanie przewidzieć. Co nie zmienia faktu – i tu sie z Panem Redaktorem Skalskim zgadzam w 100%, że wielka koalicja Nie-PiS jest warunkiem minim minimorum odsunięcia szkodników od niszczenia Polski.