Marek Jastrząb: Panadziejaszkowe morałki

05.09.2018

Genialny maestro od piętnowania bzdur, bystry obserwator ludzkich wad, zalecał robienie durnia z tego, kto robi durnia z nas. Zalecał też śmiech, bo tylko śmiech pozwala na zachowanie resztek rozsądku. Nie pusty i grubo ciosany, ale mądry, oczyszczający bezmyślną atmosferę.

Z upodobaniem graniczącym z sadyzmem opisywał tabuny prowincjonalnych ważniaków, półświatek szpanerów odzianych w blichtr, ubabranych w ciemne interesy i niewinne szwindle…

W jego utworach skrzy się od celnych spostrzeżeń, od rozumnych, a nie nachalnych diagnoz. Diagnoz dotyczących społeczeństwa produkującego miernoty.  

Nazywał się Mikołaj Gogol.

*

PRL; kto pamięta tamte dni, musi patrzeć na nie w sposób realny: bez zacietrzewienia i przesadnego idealizowania.

Jego powinnością jest przekazanie następnym pokoleniom obrazów tego, jak to drzewiej bywało. Ku przestrodze.

Choćby, jak działo się  w temacie „zaopatrzenie”. Co dowieźli, co było za dewizy, co na zwykłe kartki, a co dla wybranych. Co, komu i za co dawano w nagrodę za usłużność. Jakie przywileje oczekiwały na lojalnych.

Wspomnieć też należy o koszmarach związanych z przejściowymi trudnościami. Z kulawymi dostawami czegokolwiek. Podobnie jak z wieloletnią trwałością prowizorek.

I powiedzieć też wypada o partyjnych wyjaśnieniach, dlaczego nie ma w sprzedaży tego, co być powinno. Kto winien i czemu za to nie ponosi konsekwencji. O brakach w zaopatrzeniu zwalanych na knowania wrednych imperialistów określanych  zaplutymi karłami reakcji; to ich knowania, zakusy i diabelskie podszepty wprowadzały ferment w naszą piękną, socjalistyczną gospodarkę.

*

Tymczasem są ludzie żyjący bezrefleksyjnie. Starają się nie pamiętać o wypaczaniu historii. Unikać tematów wywodzących się z minionego czasu. Nie poruszać zagadnień wartych wywalenia na śmietnik.

Wydarzenia, do których powracają, są dla nich stale ucieszne; z płaczliwym entuzjazmem wspominają utracony PRL. Mówią: tam to dopiero były jaja! Tam to dopiero się działo! A zrywając boki i tarzając się z radości, po raz setny oglądając „Misia”, „Rysia”, Stawkę większą niż życie”, „Czterech pancernych i psa” oraz „Alternatywy 4” nie dostrzegają, że to samo mają za oknem.

*

Na myśl, że jeszcze przed ćwierćwieczem było tak świetnie i pojawił się koleś, który ośmielił się rozpieprzyć ukochany system i na dodatek nie nazywał się Jarosław Kaczyński, niektóre oblicza puchną od rozanielonej wściekłości.

Lecz kto pamięta ów zgrzebny czas, kto przypomina sobie, o co szło w Gdańsku, w Stoczni, jak rozpaczliwie i nadaremnie wołano o zniesienie dysproporcji w podziale dóbr, kto pamięta, z czym wtedy walczono i jakie były tej walki ofiary, choćby w Kopalni Wujek, w Radomiu, Poznaniu, Gdańsku, ilu wartościowych ludzi zginęło, straciło pracę, dobre imię, ilu zmuszono do emigracji, do bycia gołym i niewesołym, a ilu obecnych ludzi pumeksowego honoru trzyma się nieźle i do teraz skutecznie miga się od odpowiedzialności, do teraz pęta się po naszym życiu, temu do śmiechu nie jest, ten nie ma zamiaru wracać do przeszłości.

Do śmiechu jeszcze bardziej nam nie będzie, gdy zrozumiemy, że skończyły się schody do wolności, demokracji, upragnionej Europy.

*

Za późno na opamiętanie, a jakiekolwiek rozmowy są wykluczone. Nie dlatego, że towarzyszą im objawy nienawiści oraz fizyczna agresja. Nierealne są dlatego, że posługujemy się różnymi językami. Mową innych znaczeń; te same słowa używane przez PiS mają przeciwny sens niż słowa stosowane przez jego opozycję.

Współczesnym brewiarzem jest dla prawicowych pyszałków znane z orwellowskiej powieści – dwójmyślenie. Dwójmyślenie, czyli mózgowy produkt charłaczego stanu ducha, w którym białe pionki przemieniają się w czarne, a jeden z graczy uważa, iż rozgrywa partię szachów, drugi natomiast twierdzi, że toczona gra nazywa się WARCABY.

Orwellowskie słowa przebiły się do masowej świadomości i wchodząc do repertuaru popularnych powiedzeń, stały się cytatami. Lecz są to cytaty przywoływane mechanicznie i bezrefleksyjnie; równi i równiejsi, Wielki Brat, dwie minuty nienawiści, nowomowa, dwójmyślenie, to zaledwie kilka z nich.

Powtarzane jako określenia nonsensów znanych z autopsji, stanowią rodzaj uspokajacza sumień. Kiedy natykamy się na sytuacje opisane i przejaskrawione w jego powieściach, kwitujemy je z niepojętą ulgą: on już to przewidział. Czyli, jakbyśmy mówili: on to zrobił za nas. Co poniekąd usprawiedliwia i zwalnia nas z przeciwdziałania.

I tak, gdy dla PiS-u szeroka konsultacja i społeczna debata oznaczają wszechstronny i wyczerpujący dialog, opozycja nie może traktować owego powiedzenia inaczej, niż kłamstwo. Oszustwem również jest rzekome naprawianie konstytucji poprzez jej bezczelne psucie. Gmeranie wokół jej obowiązujących postanowień.

Bezkarność ośmiela. Umożliwia eskalację. Rozszerzenie obustronnych zaczepek. Pozornie niewinnych poszturchiwań odbywanych przy aprobacie władz. Zwieńczonych nieskuteczną groźbą sądu.

*

Sądy są zbyt ociężałe, by być skutecznymi. Dość popatrzeć na długotrwałe wydawanie unijnych werdyktów w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Na te korowody ze ślimaczącymi się procedurami uniemożliwiającymi szybkie ferowanie wyroków.

Wystarczy popatrzeć na obecne unijne roztrząsanie legalności działania naszego SN. Starczy skonfrontować te ostrożne działania z pospiesznymi i bezskrupułowymi poczynaniami PiS-u, by uzmysłowić sobie, że nie chodziło o rację stanu, ale o postawienie – metodą faktów dokonanych –  na swoim. Oraz na zysku z wycinki drzew. Bo dokąd nie zapadł europejski wyrok, odbywał się prawomocny rabunek.

Analogicznie będzie z europejskimi orzeczeniami w sprawie Sądu Najwyższego: dokąd nie zostanie rozstrzygnięta kwestia konstytucjonalności działań PiS-u,  wprowadzanie do prawa sabotażowych usprawnień potrwa do skutku. I co z tego, że w wyniku międzynarodowej presji rząd będzie zmuszony do wycofania się z części swoich złych decyzji?

Co z tego, skoro szkody powstałe w ich rezultacie trzeba będzie naprawiać przez wiele lat? Przez wiele lat, które zamiast poświęcić dalszemu rozwojowi kraju, spędzimy na odbudowie ruin?    

*

Demonstracje policyjnej siły i zasieki wokół państwowych placówek nie sprzyjają zgodzie.  Zaogniają i bez tego zapalną sytuację; została doprowadzona do momentu, że wystarczy iskra; wzbraniając ludziom dostępu do władz i wysłuchiwania ich głosów sprawiają, że w nadchodzących wyborach powinni zastąpić obecną opozycję.

Aliści ten pocieszający scenariusz rozmija się z realiami, sondaże bowiem pokazują, że im gorzej im się wiedzie, tym lepiej wypadają w słupkach.

Marek Jastrząb

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com