Zbigniew Szczypiński: O dwóch poziomach wrażliwości suwerena5 min czytania

()

28.09.2018

Kampania samorządowa w pełni. Codziennie w wielu miejscach odbywają się spotkania, dyskusje, pojedynki wyborcze kandydatów na obietnice – kto da (obieca) więcej.

Za chwilę ulice miast zapełnią się plakatami wyborczymi, z których będą na nas patrzeć kandydaci. Śliczni, uśmiechnięci, z dobrze dobranymi minami. Zobaczymy powtórkę z rozrywki – zdjęcia kandydatów z ważnymi postaciami obecnej polityki; sam widziałem już na deptaku w Ciechocinku zdjęcie kandydatki PiS do sejmiku z Mateuszem Morawieckim z jego podpisem i krótkim „popieram”.

To kalka z pierwszych wyborów po politycznej zmianie: kandydaci do Sejmu z list opozycji jako dowód swojej opozycyjności używali wówczas zdjęcia z Lechem Wałęsą. Pamiętam dowcip z tamtych czasów, który głosił, że nawet krowa po uwiarygodnieniu poprzez wspólne zdjęcie z „obywatelem Wałęsą” (takim terminem posługiwała się władza schodząca z politycznej sceny) zostałaby senatorem czy posłem.

Lech Wałęsa – w tamtym czasie – był symbolem. Symbolem zmiany, symbolem nadziei, wielkich nadziei i wielkich oczekiwań.

Czy Morawiecki teraz, w tej kampanii jest symbolem? A jeżeli tak, to czego?

Premier został zmuszony wyrokiem sądu do opublikowania treści oświadczenia, w którym, jak byk, użyte zostały sformułowania mówiące o nieprawdziwości przytoczonych przez niego danych, dotyczących wysokości sum pieniędzy przeznaczanych na drogi lokalne (bo teraz to jest kampania samorządowa). Rząd postanowienie sądu wykonał (warto to odnotować – przecież mógł nie wykonać, bo to przecież złe sądy są  i właśnie dlatego władza je reformuje). Politycy obozu rządowego powtarzają jak mantrę – wygraliśmy spór z totalną opozycją, bo dwa orzeczenia sądu nam przyznawały rację, a im tylko jedno.

To więcej niż śmieszne, ten idiotyzm urąga elementarnemu rozumieniu czym jest droga rozstrzygnięć sądowych w hierarchicznym systemie sądownictwa w Polsce.

Czy to błąd, czy element ogólniejszej taktyki?

To taktyka.

Jest ona fundamentem porozumiewania się „pisowskiej” władzy z „suwerenem” – władza wie, że jego wyborcy myślą konkretami. Powiadają niektórzy, że nie liczą się dla nich wartości abstrakcyjne – takie, jak trójpodział władz, niezawisłość sędziów, rządy prawa. Dla pisowskiego suwerena liczą się konkrety, pieniądze, przywileje, udział we władzy.

Próbując odnieść się do tak postawionej tezy z żalem przyznać muszę, że to może być prawda. Oparcie polityki na fizjologii może być istotnie bardziej efektywnym sposobem uzyskiwania społecznego poparcia.

Bo ilu ludzi naprawdę przejmuje się demolką sytemu sądownictwa w Polsce?

Ilu ludzi w Polsce rozumie skutki odejścia od rządów prawa i utworzenia pozaparlamentarnego ośrodka władzy politycznej, dyktującego prezydentowi, premierowi, (o ministrach w rządzie nie wspominając) co i jak mają robić, z kim się spotykać, a z kim nie, kiedy być nieugiętym w sporach, a kiedy odpuścić?

To są rzeczy dziejące się gdzieś tam w Warszawie, w Parlamencie, w Unii Europejskiej. Czy Ameryce. A dla nas, tu, na miejscu, w naszym miasteczku czy gminie – liczy się kto z kim i dlaczego. Fakty polityczne są tu proste i wymierne, mają swoje tradycje. Wiemy skąd się wszystko wzięło – i co trzeba robić, aby było tak samo albo inaczej.

To dlatego przy kompromitująco niskiej frekwencji we wszystkich wyborach po 89. roku zawsze najwyższa – ale nadal kompromitująco niska – była frekwencja w wyborach samorządowych. Bo to są wybory na tu i teraz, do władzy znanej z nazwiska i zwyczajów, takiej z którą chodziliśmy do szkoły i na wódkę.

Wyniki wyborów samorządowych będą miarą akceptacji suwerena dla rządzących. Będą miarą tego jak dalece ich metody postępowania, wyrażające się w agresywnym ohydnym języku, w dowolnym operowaniu prawdą, używaniu prokuratury do politycznej walki z przeciwnikami, łamaniu elementarnych zasad, obowiązujących w strukturach tak odległych, jak Unia Europejska – są do zaakceptowania w imię rozwiązań prostych i konkretnych. Takich, które mają rzeczywiste, a nie symboliczne znaczenie. Tu, u nas. W okolicy. Blisko.

W wyborach idą do urn wszyscy mający prawa wyborcze. To miliony ludzi, mieszkających i żyjących w Polsce. A ilu z nich to obywatele, świadomi tego o co toczy się gra, czego tak naprawdę dotyczą te wybory?

A za parę miesięcy wybory do Parlamentu Europejskiego, a za kolejnych parę miesięcy – do Sejmu i Senatu…

Ilu wśród wyborców to świadomi obywatele, a ilu to masa suwerena?

Sądowy spór opozycji z Morawieckim, spór o prawdę, został wygrany. Mam jednak wątpliwość, czy to zaważy na kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Kampanii, której główną postacią jest premier. Wyrok sądu został formalnie wykonany – a jak, to mała sprawa, kogo to tak naprawdę obchodzi?

Gdy stawiam to pytanie – nie chodzi mi o nic innego, jak określenie proporcji tych, których to obchodzi w odniesieniu do tych, którzy sprawą nie interesują się w ogóle.

To, co mogłoby być poważnym argumentem w sporze z premierem tak mocno zaangażowanym w kampanię wyborczą, to pytanie – kto teraz rządzi krajem?

Gdzie jest rząd, jak wygląda jego praca? To przecież jest urząd najważniejszy w całym kraju – ale tylko urząd. Czy może rząd nie pracować, bo jego szef od wielu już tygodni „robi” za PiS kampanię wyborczą?

To jest argument. Takie stawianie sprawy może trafić do suwerena, mieści się w zakresie jego doświadczeń.

W wyborach samorządowych liczą się konkrety – kto ma ich więcej do pokazania ?

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. wsc 29.09.2018
    • jacekm 29.09.2018
  2. Zbyszek123 29.09.2018
  3. jureg 30.09.2018