28.09.2018

Kampania samorządowa w pełni. Codziennie w wielu miejscach odbywają się spotkania, dyskusje, pojedynki wyborcze kandydatów na obietnice – kto da (obieca) więcej.
Za chwilę ulice miast zapełnią się plakatami wyborczymi, z których będą na nas patrzeć kandydaci. Śliczni, uśmiechnięci, z dobrze dobranymi minami. Zobaczymy powtórkę z rozrywki – zdjęcia kandydatów z ważnymi postaciami obecnej polityki; sam widziałem już na deptaku w Ciechocinku zdjęcie kandydatki PiS do sejmiku z Mateuszem Morawieckim z jego podpisem i krótkim „popieram”.
To kalka z pierwszych wyborów po politycznej zmianie: kandydaci do Sejmu z list opozycji jako dowód swojej opozycyjności używali wówczas zdjęcia z Lechem Wałęsą. Pamiętam dowcip z tamtych czasów, który głosił, że nawet krowa po uwiarygodnieniu poprzez wspólne zdjęcie z „obywatelem Wałęsą” (takim terminem posługiwała się władza schodząca z politycznej sceny) zostałaby senatorem czy posłem.
Lech Wałęsa – w tamtym czasie – był symbolem. Symbolem zmiany, symbolem nadziei, wielkich nadziei i wielkich oczekiwań.
Czy Morawiecki teraz, w tej kampanii jest symbolem? A jeżeli tak, to czego?
Premier został zmuszony wyrokiem sądu do opublikowania treści oświadczenia, w którym, jak byk, użyte zostały sformułowania mówiące o nieprawdziwości przytoczonych przez niego danych, dotyczących wysokości sum pieniędzy przeznaczanych na drogi lokalne (bo teraz to jest kampania samorządowa). Rząd postanowienie sądu wykonał (warto to odnotować – przecież mógł nie wykonać, bo to przecież złe sądy są i właśnie dlatego władza je reformuje). Politycy obozu rządowego powtarzają jak mantrę – wygraliśmy spór z totalną opozycją, bo dwa orzeczenia sądu nam przyznawały rację, a im tylko jedno.
To więcej niż śmieszne, ten idiotyzm urąga elementarnemu rozumieniu czym jest droga rozstrzygnięć sądowych w hierarchicznym systemie sądownictwa w Polsce.
Czy to błąd, czy element ogólniejszej taktyki?
To taktyka.
Jest ona fundamentem porozumiewania się „pisowskiej” władzy z „suwerenem” – władza wie, że jego wyborcy myślą konkretami. Powiadają niektórzy, że nie liczą się dla nich wartości abstrakcyjne – takie, jak trójpodział władz, niezawisłość sędziów, rządy prawa. Dla pisowskiego suwerena liczą się konkrety, pieniądze, przywileje, udział we władzy.
Próbując odnieść się do tak postawionej tezy z żalem przyznać muszę, że to może być prawda. Oparcie polityki na fizjologii może być istotnie bardziej efektywnym sposobem uzyskiwania społecznego poparcia.
Bo ilu ludzi naprawdę przejmuje się demolką sytemu sądownictwa w Polsce?
Ilu ludzi w Polsce rozumie skutki odejścia od rządów prawa i utworzenia pozaparlamentarnego ośrodka władzy politycznej, dyktującego prezydentowi, premierowi, (o ministrach w rządzie nie wspominając) co i jak mają robić, z kim się spotykać, a z kim nie, kiedy być nieugiętym w sporach, a kiedy odpuścić?
To są rzeczy dziejące się gdzieś tam w Warszawie, w Parlamencie, w Unii Europejskiej. Czy Ameryce. A dla nas, tu, na miejscu, w naszym miasteczku czy gminie – liczy się kto z kim i dlaczego. Fakty polityczne są tu proste i wymierne, mają swoje tradycje. Wiemy skąd się wszystko wzięło – i co trzeba robić, aby było tak samo albo inaczej.
To dlatego przy kompromitująco niskiej frekwencji we wszystkich wyborach po 89. roku zawsze najwyższa – ale nadal kompromitująco niska – była frekwencja w wyborach samorządowych. Bo to są wybory na tu i teraz, do władzy znanej z nazwiska i zwyczajów, takiej z którą chodziliśmy do szkoły i na wódkę.
Wyniki wyborów samorządowych będą miarą akceptacji suwerena dla rządzących. Będą miarą tego jak dalece ich metody postępowania, wyrażające się w agresywnym ohydnym języku, w dowolnym operowaniu prawdą, używaniu prokuratury do politycznej walki z przeciwnikami, łamaniu elementarnych zasad, obowiązujących w strukturach tak odległych, jak Unia Europejska – są do zaakceptowania w imię rozwiązań prostych i konkretnych. Takich, które mają rzeczywiste, a nie symboliczne znaczenie. Tu, u nas. W okolicy. Blisko.
W wyborach idą do urn wszyscy mający prawa wyborcze. To miliony ludzi, mieszkających i żyjących w Polsce. A ilu z nich to obywatele, świadomi tego o co toczy się gra, czego tak naprawdę dotyczą te wybory?
A za parę miesięcy wybory do Parlamentu Europejskiego, a za kolejnych parę miesięcy – do Sejmu i Senatu…
Ilu wśród wyborców to świadomi obywatele, a ilu to masa suwerena?
Sądowy spór opozycji z Morawieckim, spór o prawdę, został wygrany. Mam jednak wątpliwość, czy to zaważy na kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Kampanii, której główną postacią jest premier. Wyrok sądu został formalnie wykonany – a jak, to mała sprawa, kogo to tak naprawdę obchodzi?
Gdy stawiam to pytanie – nie chodzi mi o nic innego, jak określenie proporcji tych, których to obchodzi w odniesieniu do tych, którzy sprawą nie interesują się w ogóle.
To, co mogłoby być poważnym argumentem w sporze z premierem tak mocno zaangażowanym w kampanię wyborczą, to pytanie – kto teraz rządzi krajem?
Gdzie jest rząd, jak wygląda jego praca? To przecież jest urząd najważniejszy w całym kraju – ale tylko urząd. Czy może rząd nie pracować, bo jego szef od wielu już tygodni „robi” za PiS kampanię wyborczą?
To jest argument. Takie stawianie sprawy może trafić do suwerena, mieści się w zakresie jego doświadczeń.
W wyborach samorządowych liczą się konkrety – kto ma ich więcej do pokazania ?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

ZS> „Sądowy spór opozycji z Morawieckim, spór o prawdę, został wygrany.”
Nie, nie został wygrany. Już na piątkowej mszy przy pogrzebie było dobrze wyjaśnione przez księdza dobrodzieja, że Sąd przyznał rację panu premierowi. I żeby nie słuchać komuchowych szatanów z TVN, którzy kłamią, że premier miał przeprosić. A nie miał.
ZS> „W wyborach samorządowych liczą się konkrety – kto ma ich więcej do pokazania ?”
Tylko pisi mogą pokazać konkrety: przecięte wstęgi na drogach szybkiego ruchu, dworce których remont zaraz się zakończy, szczwane wprowadzenie Polski do Unii, żeby można było ją doić, przygotowanie drewna z puszczy na budowę domów, które już niedługo będą rozdawać, odtworzoną mocarstwowość Polski, którą nawet prezydent USA uznaje bo przyjechał z wizytą i przyjął wizytę Dudy i jeszcze pozwolił mu nad sobą górować w obecności fotografa.
A najkonkretniejszym konkretem do pokazania jest ten, że „wszyscy mogą nam skoczyć, i tak zrobimy swoje. Konkretnie odzyskaliśmy jakiśtam trybunał, jekieś tam mniejsze sady, teraz odzyskujemy i najwyższe sądy. Konkretnie ośmieszamy «totalną opozycję» jak próbuje coś powiedzieć w telewizji czy Sejmie.”
Same konkrety. Takie, które szujeren „kuma”.
ZS> „Czy może rząd nie pracować, bo jego szef od wielu już tygodni „robi” za PiS kampanię wyborczą?
A jakież pojęcie „pracy rządu” może się tworzyć w okolicach pęcherzyka mózgowego? Rząd ma dać.
Teraz rząd ustami pracujących kampanijnie przedstawicieli tego rządu i samego nadszyszkownika powiedział, że da tylko tam, gdzie będzie rządził też „samo”rządowo. To szujeren „kuma”. I zagłosuje zgodnie z impulsami dochodzącymi do pęcherzyka z jelit.
ZS> „Ilu ludzi w Polsce rozumie skutki odejścia od rządów prawa”
Niewielu. W mojej opinii może takich ludzi być ze dwa razy więcej niż było obecnych na protestach pod sądami.
Czas się obudzić.. „Lud w końcu zrozumie”? Nie! Nie rozumiał, nie rozumie i nie zrozumie. Co gorsza z upływem czasu jad sączy się w tych, którzy odrobinę jeszcze myśleli. Moją znajomą — wykształconą (inżynier) i do niedawna myślącą osobę, która wiosną ubolewała nad brunatnieniem Polski — pisi sprali w ciągu dwóch tygodni lekkiej atletyki: „…Tylko sport oglądałam. No i trochę w przerwach. A że te sądy złodziejskie trzeba rozpirzyć w drobny mak i powołać nowych uczciwych ludzi, to ja zawsze tak uważałam”. Nie uważała. I nawet nagranie naszych rozmów sprzed narażenia na TVPiS nie zdołało by jej teraz przekonać, że kiedykolwiek myślała inaczej niż prezenter TVPiS.
Tzw suweren to polsko katolicki ciemnogród o mentalności chłopa pańszczyznianego….
WSC – Dziękuje za te uwagi, cieszę się, że nie jestem sam w tym pesymizmie wynikającym z widzenia kim są rodacy i co ich tak naprawdę obchodzi.
Spór o prawdę został wygrany – od tamtego wyroku nie ma drogi odwoławczej a to jak i co mówi kler, politycy PiS to zupełnie inna sprawa, z prawdą nie mająca nic wspólnego.
Miarą tego jak źle się rzeczy mają będą wyniki tych najbliższych wyborów – jeżeli PiS poprawi swoją lokatę w sejmikach (a wszystko na to wskazuje) i „zdobędzie” dwa-trzy duże miasta (a to jest realne) to będzie dowód, ze nasze wspólne widzenie jakości suwerena jest prawdziwe. Pożyjemy, zobaczymy, to tylko trzy tygodnie…
A może objawi się (sic!) opinii publicznej problem wątpliwej DEMOKRATYCZNOŚCI naszych wyborów. Poznamy szacunek liczby głosów oddanych po bezpośredniej agitacji wyborczej prowadzonej przez NIEDEMOKRATYCZNĄ korporację wiary z centralą w Watykanie?
Czy udział takiego podmiotu politycznego w procedurze wyborczej nie delegitymizuje jej najważniejszej cechy?