21.05.2026

To najszybciej przełożona książka Omera Bartova. Po angielsku ukazała się w kwietniu, a już miesiąc później otrzymał jej polską wersję nadwiślański czytelnik. I słusznie. W Polsce debata na temat Izraela przybrała histeryczne rozmiary, a ilość „ekspertów” rośnie proporcjonalnie do dość powszechnej ignorancji na tematy złożonych bliskowschodnich kontekstów. Szczególnie aktywnymi uczestnikami „debaty” są publicyści i badacze, którzy przed 7 października 2023 roku nie zdradzali zainteresowań kwestią Izraela (już o tym pisałem, więc nie chcę powtarzać tych samych nazwisk). Nie trzeba też dodawać, że ani jedni, ani drudzy nie znają podstawowych języków, hebrajskiego i arabskiego, w których napisane są podstawowe dla zrozumienia istniejącego konfliktu teksty. Domorosłym znawcom wystarczy angielski i francuski, a w razie konieczności wiadomo, że Google wszystko wie najlepiej, więc zawsze można skorzystać z internetowych mądrości. Książka Bartova brzmi w tej kakofonii głosów jak uspokajający wzburzone fale głos rozsądku. To lektura obowiązkowa dla każdego kto poszukuje rzetelnej wiedzy z jednej strony i wyważonego osądu tragicznego splotu losów Żydów i Palestyńczyków.
Omer Bartov jest znany polskiemu czytelnikowi z wydanej w 2004 roku książki „Żołnierze Hitlera”, która jest jego rozprawą doktorską i w której pokazał niszczący wpływ ideologii nazistowskiej na wojsko Wehrmachtu oraz opublikowanej w 2019 roku książki poświęconej destrukcji rodzinnego miasta swojej matki, „Anatomii pewnego ludobójstwa. Życie i śmierć Buczacza”, jak również z opublikowanej w 2024 monografii „Opowieści z pogranicza. Pisanie i wymazywanie galicyjskiej przeszłości”, w której pokazał jak żydowska przeszłość Europy Wschodniej ulega stopniowemu zatarciu. To oczywiście tylko niektóre tytuły z jego licznych publikacji.
Te książki, jak i wiele innych, zapewniły Bartovovi stałe miejsce w badaniach nad Holocaustem. Jednak opublikowana w tym roku książka, choć rozmiarami najskromniejsza, już odbiła się szerokim echem na świecie jako głos moralnego niepokoju Izraelczyka, któremu nie jest obojętny los nie tylko jego państwa, ale również pozbawionych wszelkich praw Palestyńczyków żyjących i umierających pod izraelską okupacją. Sam od wielu lat zajmuję się tą problematyką i napisałem na ten temat kilka tekstów starając się wsłuchiwać w różne głosy. Jednak lektura książki „Izrael. Co poszło nie tak?” mną wstrząsnęła i poruszyła do głębi. Przede wszystkim ze względu na szczerość i posuniętą aż do bólu uczciwość intelektualną w przedstawieniu tematu, który jest jego głównym zajęciem od dziesięcioleci i to zarówno jako przedmiot badań naukowych, jak i jako treść jego życia. Jako syna emigrantów z Polski ogarniętej szałem antysemityzmu, żołnierza armii Izraela, badacza Holocaustu, Żyda i Izraelczyka. W istocie jest w tej książce sporo odniesień autobiograficznych. Szczególnie dramatyczne jest wyznanie dorastania do określenia wojny w Gazie jako ludobójstwa, którego dopuściła się armia, w której sam przez lata służył.
Jednak Omer Bartov daleki jest od triumfalistycznego głoszenia tezy o ludobójstwie jakiego dopuściło się wojsko Izraela w Gazie. Jest to konstatacja tragiczna i oparta na długim ważeniu racji. I właśnie dlatego trzeba się w ten głos rozpaczy uważnie wsłuchać. Oto kilka najbardziej znamiennych dla książki „Izrael. Co poszło nie tak?” refleksji.
Zacznijmy od wstępnej obserwacji dotyczącej cierpień skonfliktowanych stron: „Aby zrozumieć związek między Holokaustem a Nakbą, trzeba je umieścić w szerszym kontekście kolonializmu, czystek etnicznych i ludobójstwa, łączących się z dążeniem do ujednorodnienia, przesiedlenia lub eksterminacji ludności. Holokaust był elementem nazistowskiego projektu stworzenia niemieckiej „przestrzeni życiowej”, z której Żydzi zostaliby usunięci jako lud bez korzeni i ziemi. Z kolei Nakba stanowiła kulminację kolonialnego postrzegania Palestyny jako pustej przestrzeni, w której Żydzi, „lud bez ziemi”, mogli odzyskać swoje korzenie, co doprowadziło do wysiedlenia rdzennej ludności palestyńskiej przez wysiedlonych z Europy Żydów.”
Albo uwagi o własnym warsztacie badawczym i o tym, co go zajmuje jako historyka Holocaustu, który zmaga się z pytaniem jak w ogóle mogło do niego dojść: „Od 1989 roku wykładam w Stanach Zjednoczonych. Napisałem wiele tekstów na temat wojny, ludobójstwa, nazizmu, antysemityzmu i Holokaustu, starając się zrozumieć powiązania między hurtowym zabijaniem żołnierzy podczas pierwszej wojny światowej a eksterminacją ludności cywilnej przez totalitarny reżim Hitlera. W ramach jednego z takich projektów spędziłem wiele lat na badaniu przemiany rodzinnego miasta mojej matki – Buczacza w Polsce (obecnie Ukraina) – z miejscowości, gdzie współistniały różne grupy etniczne, w miejscowość, w której pod okupacją nazistowską ludność nieżydowska zwróciła się przeciwko żydowskim sąsiadom. Chociaż Niemcy przybyli tam z wyraźnym zamiarem zamordowania Żydów, współpraca miejscowej ludności bardzo im to ułatwiła i przyspieszyła wykonanie zadania. Mieszkańców motywowały wcześniejsze urazy i nienawiść, której początki sięgały wzrostu etnonacjonalizmu w poprzednich dziesięcioleciach, oraz powszechny pogląd, że w powstałych po pierwszej wojnie światowej nowych państwach narodowych nie ma miejsca dla Żydów.” To bardzo istotne zwrócenie uwagi na wcześniejsze doświadczenia i towarzyszące im emocje, które doprowadziły do wybuchu nienawiści i masowych zbrodni. Bartov nie waha się snuć refleksji na temat swojego kraju i społeczeństwa ogarniętego zbiorową histerią nienawiści. Nie sadzą, by kreślenie tych uwag przychodziło mu z łatwością. Wprost przeciwnie, czytelnik czuje, że podyktowane są bólem i rosnącą bezsilnością wobec spuszczonych z łańcucha emocji rewanżu i nienawiści.
W książce pojawiają się też uwagi o własnej rodzinie, pochodzącej z Polski matce, która wraz z rodzicami przyjechała do Palestyny uciekając przed coraz bardziej brutalnym antysemityzmem katolickiej Polski: „Moja matka urodziła się w Polsce i przybyła do Palestyny wraz z rodzicami i dwoma braćmi w 1935 roku, w wieku jedenastu lat. Jej ojciec również był zagorzałym syjonistą i praktykującym Żydem. Rodzina, w Polsce dość zamożna, po przybyciu do Ziemi Obiecanej mocno podupadła finansowo. Nikt jednak nigdy nie narzekał na decyzję mojego dziadka o opuszczeniu Polski, która robiła się coraz bardziej niespokojna, uboga i antysemicka. Urodziłem się w Izraelu dzięki decyzji dziadka o opuszczeniu ziemi, na której nasza rodzina mieszkała od wieków. Gdyby pozostał w Polsce, prawdopodobnie w ogóle bym się nie urodził.” Jest też opowieść o emigracji, również z Polski, dziadka ze strony ojca: „Dziadek ze strony ojca, który dorastał w skrajnym ubóstwie w Polsce i na co dzień spotykał się z przejawami antysemityzmu, był zagorzałym syjonistą. Pod względem ekonomicznym powodziło im się w Palestynie tylko nieznacznie lepiej, a mój ojciec musiał rzucić szkołę i w wieku piętnastu lat iść do pracy, żeby pomóc w utrzymaniu rodziny. Dwa lata później zgłosił się na ochotnika do Brytyjskiej Armii Żydowskiej – nie tylko po to, żeby walczyć z nazistami, ale też by uciec od ekonomiczno-religijnych trudności doświadczanych we własnym domu, który w jego ocenie przejawiał wszystkie cechy mentalności diaspory, nazywanej po hebrajsku galut. On także przez całe życie był syjonistą. Spotkanie z ocalałymi z Holokaustu w Europie głęboko go poruszyło i znalazło wyraz w kilku napisanych po wojnie powieściach.”
Ale równie ciekawe jak wspomnienia rodzinne są ogólne uwagi na temat żydowskiej emancypacji, która przybrała nieoczekiwany zwrot w kierunku etnonacjonalizmu: „Jak to się stało, że hasła humanitaryzmu, tolerancji, praworządności i ochrony mniejszości, które towarzyszyły początkom żydowskiej emancypacji, stopniowo przerodziły się w bezduszny, bezlitosny i coraz bardziej rasistowski etnonacjonalizm, od którego syjonizm usiłował wyzwolić europejskich Żydów? Czy taki rozwój wypadków rzeczywiście był nieunikniony, czy też zadecydował o nim splot konkretnych okoliczności i decyzji? Czy był jakiś przełomowy moment, w którym wydarzenia zaczęły zmierzać w takim, a nie innym kierunku?”
I już ostatni cytat na temat przemiany jakiej uległ syjonizm: „W książce tej analizuję tragiczną przemianę syjonizmu z ruchu dążącego do wyzwolenia europejskich Żydów od ucisku i prześladowań w państwową ideologię etnonacjonalizmu, coraz bardziej skoncentrowaną na wykluczeniu i brutalnym zdominowaniu Palestyńczyków pod rządami Izraela. Zadaję też w niej pytanie, jak to możliwe, że pod adresem państwa założonego tuż po Holokauście padają dzisiaj wiarygodne oskarżenia o zbrodnie wojenne na wielką skalę, przymusowe wysiedlenia ludności cywilnej i zbrodnie przeciwko ludzkości.”
W te pytania jeszcze długo będziemy się wsłuchiwać, wcale nie mając pewności, że znajdziemy na nie odpowiedzi.


Ważna książka i bardzo trafna recenzja. Dziękuję!
kilka uwag dotyczących książki – może nieco przydługi komentarz, ale myślę, że warto czytać krytycznie i takie głosy, jak Bartov (którego bardzo cenię za książkę o Buczaczu):
1. Po ogłoszeniu niepodległości przez Izrael w maju 1948 roku, koalicja państw arabskich (m.in. Egipt, Jordania, Syria, Irak i Liban) wkroczyła na tereny dawnego Mandatu Palestyny. Ich celem było wsparcie Palestyńczyków i niedopuszczenie do podziału ziemi.
2. Wpływ arabskich przywódców na na exodus ludności czyli Nakba (dziś często przypisywana wyłącznie ówczesnym przywódcom żydowskim): rzetelni historycy zwracają uwagę, że w początkowej fazie wojny przedstawiciele Ligi Arabskiej oraz lokalni przywódcy wzywali palestyńską ludność cywilną do opuszczenia domów (często obiecując szybki powrót po „zwycięskiej wojnie”). Miało to zapewnić bezpieczeństwo i ułatwić działania arabskim armiom.
3. Klęska militarna: słaba koordynacja, rywalizacja między poszczególnymi dynastiami arabskimi (zwłaszcza jordańską i egipską) oraz przewaga militarna nowo powstałego Izraela doprowadziły do całkowitej porażki sił arabskich.
4. Późniejsze konsekwencje czyli kwestia uchodźców: po zakończeniu działań wojennych państwa arabskie odmówiły integracji palestyńskich uchodźców w swoich granicach. Utrzymanie statusu uchodźcy miało stanowić polityczny nacisk na Izrael, co więcej – ówcześni uchodźcy są jedyną bodaj grupą etniczną na świecie, która wyróżnia się dziedziczeniem statusu uchodźców w każdym następnym pokoleniu (inni uchodźcy czy grupy wysiedlane tego statusu prawnie – w oczach ONZ i innych organizacji – jakoś nie dziedziczą…
5. Kategoria ludobójstwa to precyzyjna prawna definicja (Lemkin!) – i tu pewnie wielu współczesnych znawców prawa ma nader różne opinie co do działań państwa Izraela.
6. Jednak wydaje się nadużyciem – uogólnienie : „(…) nie jest obojętny los nie tylko jego państwa, ale również pozbawionych wszelkich praw Palestyńczyków żyjących i umierających pod izraelską okupacją.” – zmienna przynależność Strefy Gazy po 1948 roku obejmuje cztery główne etapy: a/ 1949–1967: okręg Gazy znajdował się pod wojskowym zarządem Egiptu.1967–1994; b/ wyniku wojny sześciodniowej kontrolę nad tym terytorium przejął Izrael.1994–2007; c/ władzę nad regionem przejęła Autonomia Palestyńska na mocy porozumień z Oslo.; d/ od 2007 do chwili obecnej: Po przejęciu władzy w wyniku wewnętrznego konfliktu zbrojnego wśród Palestyńczyków, faktyczną kontrolę nad Strefą Gazy sprawował Hamas.
7. nadto – „(…) kolonialnego postrzegania Palestyny jako pustej przestrzeni, w której Żydzi, „lud bez ziemi”, mogli odzyskać swoje korzenie, ” – a/ bełkotliwie po polsku brzmi określenie „mogli odzyskać swoje korzenie” (???) – b/sformułowanie „lud bez ziemi” nie zostało wymyślone przez syjonistów – to Alexander Keith: szkocki duchowny, który w swojej książce z 1843 roku pisał o Żydach jako o „ludzie bez kraju” i o Ziemi Świętej jako o „kraju bez ludu”; i c/dodatkowo pojawia się tu kategoria kolonializmu, a warto pamiętać, że kolonializm to jednak „Kolonializm to polityka państw wysoko rozwiniętych (metropolii) polegająca na podporządkowaniu i utrzymywaniu w zależności politycznej i gospodarczej terytoriów słabiej rozwiniętych.” – państwami kolonialnymi na Bliskim Wschodzie były w epoce narodzin syjonizmu tak imperium ottomańskie jak i (później) Anglia i Francja (Żydzi jako żywo nie sprawowali tam rządów).
7. wreszcie – nie można używać terminu „Brytyjska Armia Żydowska” (mam niestety podejrzenia, że tłumaczenie powstało przy pomocy sztucznej inteligencji….) – Żydowska formacja walcząca w armii brytyjskiej podczas II wojny światowej nosiła nazwę Brygada Żydowska (ang. Jewish Brigade). Była to samodzielna jednostka wojskowa w randze brygady, utworzona we wrześniu 1944 roku z inicjatywy władz Wielkiej Brytanii.
Drugi komentarz zapowiada, że historycy (i publicyści) będą się spierać o tę książkę… Z przywołanych przez prof. Obirka, obszernych cytatów przygnębiający jest ten, który mówi o „wysiedleniu rdzennej ludności palestyńskiej przez wysiedlonych z Europy Żydów.” To iście Mickiewiczowskie oraz powszechno-dziejowe: „gwałt niech się gwałtem odciska!”. Mechanizm jest zawsze ten sam.
wątpię czy będzie to książka dyskutowana w polskiej przestrzeni publicznej – najgłośniejszym komentatorom i komentatorkom, których w początkowej części recenzji wspomniał prof. Obirek, wystarczy „parę pojęć jak cepy” (jak pisał poeta) – ot, używają (bez odnoszenia się do precyzyjnych definicji i subtelnych terminologii) kategorii takich jak kolonializm, ludobójstwo, antysyjonizm (często będący po prostu maską antysemitów) itd….
po raz kolejny okaże się, że fali antysemityzmu po 7.10 winni są po prostu sami Żydzi…
Wcale mnie nie dziwi ta astronomiczna szybkość tłumaczenia na polski najnowszej książki prof. Bartova. Po co ograniczać się do ewidentnie stronniczych opinii nie-żydowskich anty-syjonistów kiedy mamy pod ręką specjalistę od studiów holokaustu, który wbrew przyjętej definicji ONZ, deformuje ją i deklaruje, że izraelskie działania wojskowe w Gazie w reakcji na zbrodniczą akcję Hamasu (do której definicja holocaustu ONZ-tu idealnie pasuje) z 7 października 2023 są działalnością genocidalną.
Do tego wszystkiego prof. Bartov potępia w czambuł izraelską okupację terenów palestyńskich chociaż Izrael wycofał swoje wojska i osadników ze Strefy Gazy w r. 2005 i aż do 7 października 2023 Gaza znajdowała się zupełną kontrolą najpierw Palestyńskiej Autonomii a od 2007 Hamasu (Hamas uznaje cały Izrael jako terytorium „pod okupacją”), który natychmiast rozpoczął rakietowe ostrzeliwanie Izraela. Oskarżając Izrael o apartheid i czystki etniczne prof. Bartov ignoruje fakt pełnych praw obywatelskich Palestyńczyków w samym Izraelu oraz inny fakt, że znaczna część tzw. Zachodniego Brzegu znajduje się pod absolutna władzą Palestyńskiej Autonomii, zgodnie z Porozumieniami Oslo. Można pomyśleć, że gdyby u władzy w Izraelu była lewicowa koalicja Hamas byłby gotów do daleko idących kompromisów… Co za gratka dla Hamasu i anty-syjonistycznych sił mieć po swojej stronie izraelskiego tubylca.
Rzymianie stosowali mądra zasadę audiatur et altera pars, co oznaczało nie tylko zachętę do wysłuchania drugiej strony, ale tez gotowość zmiany swego stanowiska pod wpływem rzeczowych argumentów. Myśle, ze u Bartova, niezależnie od tego czy się przyjmuje jego oceny czy się je odrzuca, może zaobserwować jak ta zasada działa w praktyce.
ależ zasada znana, tylko wysłuchanie argumentów utrudnione (dla mnie)
a/ – z powodu pomieszania faktów i propagandy oraz nadmiaru emocji, trudno odróżnić te racjonalne argumenty (to się starałam zrobić w komentarzu, pokazać drugą stronę i jej argumenty:-))
b/ stosowanie kategorii, które uznaje się za oczywiste – no, jak dla kogo, bo okazuje się, że użyte definicje różnią się od przyjętych,
ot, zostały zmodyfikowane na potrzeby politycznego dyskursu (a z tym trudno mi się zgodzić)
c/ jeśli można mówić o klęsce idei obecnych w żydowskim modernizmie przełomu XIX i XX wieku (jak socjalizm i koncept Bundu czy syjonizm) to jednak katastrofą skończyły się nurty ruchu bundowskiego – sam Bartov wszak napisał, co cytujesz, że gdyby jego przodkowie nie byli syjonistami to by jego samego w ogóle mogło nie być…
Recenzja książki Omera Bartova „Izrael. Co poszło nie tak?” zasługuje na uwagę nie tylko jako omówienie ważnej pracy historycznej, lecz także jako głos w jednej z najbardziej bolesnych debat współczesności. Profesor Obirek pokazuje, że Bartov nie pisze z pozycji chłodnego obserwatora, ale człowieka głęboko uwikłanego w opisywaną historię: Żyda, Izraelczyka, byłego żołnierza i wybitnego badacza Holocaustu. Właśnie dlatego jego diagnoza brzmi tak mocno — jest zarazem intelektualna i osobista.
Największą wartością tej książki, jak wynika z recenzji, jest odwaga stawiania pytań bez wygodnych odpowiedzi. Bartov nie poprzestaje na moralnym oburzeniu, lecz próbuje zrozumieć długie trwanie procesów, które doprowadziły do tragicznej dzisiejszej sytuacji. W tym sensie jego analiza wykracza poza bieżący spór polityczny i dotyka problemu głębszego: jak ruch wyzwoleńczy może z czasem przekształcić się w ideologię wykluczenia i dominacji. To pytanie wybrzmiewa szczególnie mocno w epoce, w której publiczna debata często skłania się ku uproszczeniom, etykietom i emocjonalnym skrótom.
Obirek podkreśla też, że w tle tej książki obecny jest smutek. Ból człowieka, który widzi pęknięcie między pierwotnym ideałem a rzeczywistością, między pamięcią o katastrofie a kolejną katastrofą rozgrywającą się na oczach świata. Taki ton nie zwalnia z krytycznego myślenia, ale przeciwnie — zobowiązuje do większej uważności.
Treść komentarzy pod tą recenzją dobrze ilustruje jak bardzo istotnej oraz trudnej problematyki podjał się autor książki. Warto zachować umiar w formułowaniu sądów ostatecznych. Książka Bartova, jak każda praca mocno osadzona w etycznym i politycznym sporze, nie zamyka dyskusji, lecz ją otwiera. Jej siła polega nie na prostej tezie, ale na tym, że zmusza do myślenia o kosztach historycznych decyzji, o granicach odpowiedzialności i o cenie, jaką płacą zarówno Izraelczycy, jak i Palestyńczycy.
No cóż, trudno się nie zgodzić z prof. Obirkiem. Inna rzecz, że sprzeciwiam się mówieniu o tragedii w tym kontekście jakby to była klęska żywiołowa czy wypadek. Wiadomo, kto jaką rolę w nim odgrywa.
To konflikt skrajnie asymetryczny, gdyby Izrael chciał dawno by go zakończył, ale musiałby zrezygnować z kolonizacji ziem palestyńskich. Jak nieraz przypominał Zygmunt Baumana, chcesz pokoju, dbaj o sprawiedliwość.
Taka mi się nasunęła myśl, że po agresji na Ukrainę nagle pojawił się chór znawców Rosji, Ukrainy i geopolityki, którzy nawet nie znają cyrylicy. Ale dlaczego nie ma głosów oburzenia, że to pseudoeksperci, dopóki trzymają jedynie słuszną linię?
Pełna zgoda z prof. Czapnikiem i sentencją Zygmunta Baumana, któremu do dzisiaj wielu nie moze wybaczyć jego ostrej oceny poczynań kolejnych zreszta rządów Izraela w Gazie. Rozumienie złożoności geopolityki nie wyklucza przecież jasnosci widzenia kto jest ofiarą, a kto oprawcą. To samo dotyczy Rosji i jej obecności, a reczej pełnoskalowej wojny rozpoczętej przez Putina 24 lutego 24 lutego. Pamięć o początku zwykle sprzyja właściwej ocenie.
No mnie do szewskiej pasji doprowadzić potrafią ludzie lewicy, którym jakoś zmrok się zamazuje, gdy trzeba wskazać oczywistą rzecz, że Rosja jest agresorem. Oni winią USA, Pentagon, geopolitykę, imperializm amerykański. Ja nie przeczę imperializmowi amerykańskiemu, ale to nie znaczy, że mam być ślepy na rosyjski czy chiński. Równie negatywnie wpływa na mnie udawanie, że Izrael zabijając dziesiątki tysięcy kobiet i dzieci jakoby stosuje samoobronę. Znamy z historii takich, co ładnie mówili o pokoju, a przynosili wyłącznie wojnę…
nie negując ofiar, warto pamiętać, że wojnę w Gazie wywołał Hamas atakiem na Izrael,
zabijając każdego kogo mógł (bez różnicy płci i wieku) i porywając zakładników;
proszę zwrócić uwagę ile razy zaatakowano państwo Izraela po jego powstaniu….
tenże Bartov w roku 2004 opublikował tekst w The New Republic, gdzie napisał o karcie Hamasu
z 1988 roku: „Karta Hamasu musi być przeczytana, żeby w nią uwierzyć (,,,) zwiera ona najbardziej jawnie antysemickie stwierdzenia opublikowane publicznie od czasów wypowiedzi Hitlera”. W tym samym tekście trafna jest uwaga (o której dzisiaj Bartov zdaje się nie pamiętać) – „Jeśli organizacja deklarująca się jako ruch wyzwoleńczy wzywa do zniszczenia państwa żydowskiego, nie udawajmy, że wzywa do czegokolwiek innego”.
Co się zmieniło? Hamas nigdy nie odwołał tej karty, nie zrezygnował ze swego celu – a w oczach Bartova terroryści z Hamasu stali się bojownikami o wolność i sprawiedliwość….