Telewizja pokazała (484)

Z okazji konwencji PiS uczestnicy rozpływali się w zachwytach na Polską, którą rządzą.

Była premier Szydło:

Zobacz Europo, jak można pięknie żyć. Zobacz Europo, jak można wspaniale się rozwijać. Chcemy, Europo, żebyś te dobre wzorce czerpała od nas, jak my czerpiemy od Ciebie.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\nasza ojczyzna.png

Premier Morawiecki:

Jesteśmy bijącym sercem Europy. Naszą odwagą, wiarygodnością, skutecznością inspirujemy Europę. Polacy muszą czuć się Europejczykami pod każdym względem, także standardów życia czy płac.

To jest prawdziwa europeizacja, nie jakieś eksperymentowanie z obyczajowością, nie różnego rodzaju propozycje, tylko to, żeby Polacy zarabiali tak jak Europejczycy zachodni, żebyśmy dorównali standardem życia do bogatszych państw Zachodu. To jest możliwe, to jest na wyciągnięcie ręki.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki f.jpg

* * *

W czwartej klasie szkoły podstawowej zacząłem prowadzić dziennik. Pierwszego dnia zapisałem chyba pół strony. Napisałem z kim siedzę w ławce, kto jest naszą wychowawczynią, coś o  lekcjach. Drugiego dnia napisałem trochę o lekcjach i co jeszcze robiłem. A potem kilka dni z jednakowym wpisem: „Dziś nic ciekawego się nie zdarzyło”. I tak zakończyło się pisanie dziennika.

Oglądając telewizję, przeglądając internet i gazety, mam ochotę znowu napisać: „Dziś nic ciekawego się nie zdarzyło”.

Wiadomości, jakie do nas docierają, mimo że podane są w ostrym sosie, nie są ważne. Nic nowego się nie dzieje, a pojedyncze wyskoki nie  zmieniają nurtu. Poniżej podaję jak leci tytuły najważniejszych porannych wiadomości jednego poranka w Onecie:

COP24: państwa wytykają braki w Pakiecie Katowickim
  • TYLKO W ONECIE Kryminolog dr Maciej Bocheński: nie mówi się o tym, czym tak naprawdę jest pedofilia.
  • Krystyna Pawłowicz żegna się z polityką?
  • Prezydent COP24: osiągnęliśmy historyczny sukces.
  • 18 lat katował żonę? „Przy ludziach udawał”
  • Juncker znów szokuje swoim zachowaniem
  • COP24 zakończony przyjęciem tzw. Paktu Katowickiego. Prezydent i premier komentują
  • Anglia: królewski zamek wystawiony na sprzedaż
  • Czarzasty: SLD walczy, by wrócić do Sejmu
  • TYLKO W ONECIE Pawłowski: paradoks 500 plus
  • Dyscyplinarka dla sędziego za pytanie do TSUE?
  • Autokefalia ukraińskiego Kościoła stała się faktem
  • Niezwykła historia Domku Matki Bożej
  • Katastrofa helikoptera pod Porto. Cztery ofiary
  • Alarmujące dane o krzywdzeniu dzieci w Polsce
  • LIST DO REDAKCJI „Akcja nauczycieli nie da sukcesu”

Czy trzeba zaglądać co się kryje pod tymi tytułami?

Chciałoby się zaśpiewać jak w piosence Jana Kaczmarka „Kurna chata”:

A mnie się marzy kurna chata
Zwyczajna izba zbita z prostych desek
Żeby się odciąć od całego świata
Od paragonów, paragrafów i wywieszek
Zaszyć się w kącie w kupie liści
Tak, żeby tylko koniec nosa było widać
Nic nie zamiatać, nic nie czyścić
Nie kombinować, co się jeszcze może przydać

Kiełkuje tu i tam tymotka
Na klepisku rośnie czterolistna koniczyna
Nie myśli się o ścisku, o wycisku
Nic się o czternastej nie zaczyna
Wolno grubieją ci paluszki
I wolno rosną kędzierzawej brody pukle
Niszczeją zgrzebne ciuszki
A tobie nie żal nadziewanych pączków z lukrem

A mnie się marzy kurna chata
I trzaskające w kurnym piecu smolne pieńki
I dochodzący głos kolegów
“Pójdźmy wszyscy do stajenki…”
Gdzieś tam prezydent zbiegł w szlafroku
Gdzieś tam przyjęli jako wskaźnik stopę zysku
Pięć wizyt, sześć wyroków
Ktoś przez pomyłkę rekord świata pobił w dysku

A tu tymotka wprost z podłogi
Strzela w niebo i lwie paszcze rosną dzikie
I sercu drogiej nie masz tu załogi
Tutaj możesz się nie liczyć z nikim
Budzi cię leśnych ptasząt duet
Więc się przeciągasz, 
a stwierdziwszy ssanie w dołku
Przyswajasz razową bułę
I zaraz lżej ci na tym ziemskim łez padołku.

A mnie się marzy kurna chata

Jemu się marzy kurna chata

Bez adresu…

* * *

Długo powtarzana wredna narracja wsiąknęła w  umysły dużej części Polaków. To terminy „komuniści zabijali”, „zbrodniczy reżym” itp. Wszystko, co się wiązało z poprzednim ustrojem, ma już łatkę zbrodniczą i należy to wyplenić, zmienić nazwy ulic, zburzyć takie budynki jak Pałac Kultury itd. A ci, co się sprzeciwiali władzy ludowej, walczyli z nią, nawet jeśli wielu z nich było zwykłymi bandytami – teraz są bohaterami. „Zbrodnią komunistyczną” ogłoszono kiedyś to, że gen. Kiszczak zwolnił parędziesiąt lat temu ze służby oficera, który potajemnie wziął ślub kościelny. Taką samą zbrodnią był ZAMIAR podania pani Walentynowicz środka moczopędnego w 1981 r., aby nie spotkała się ze strajkującymi robotnikami. I zamiast tak myślących i  głoszących takie teksty skierować do psychiatry, są oni organizatorami życia politycznego.

W zeszłym roku wojewoda warszawski w ramach „dekomunizacji” polecił zmienić nazwy 47 ulic w Warszawie i przydzielić im nowych patronów. Na  przykład zmienić nazwę ulicy Dąbrowszczaków na Borysa Sawinkowa, Służby Polsce na Kazimierza Kardasia „Orkana”, Leona Kruczkowskiego na  Zbigniewa Herberta itd.

Dąbrowszczacy to były ochotnicze oddziały wojskowe walczące w latach 1936-1939 w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie wojsk republikańskich, przeciwko zbuntowanym oddziałom gen. Franco, wspieranym przez  niemieckich i włoskich faszystów. Ponieważ rząd republikański wspierali komuniści i Związek Radziecki, więc dla prawicowych oszołomów to  zbrodniarze, a faszyści – bohaterowie.

Borys Sawinkow walczył z bolszewikami i to wystarczy, żeby dostał swoją ulicę. Na pewno mieszkańcy ulicy Dąbrowszczaków marzyli o takim bohaterze, ale nie mieli śmiałości poprosić o zmianę nazwy ulicy.

Sąd orzekł, że działania wojewody były bezprawne i cofnął decyzję o  zmianie nazw ulic. Ale nie chodzi mi tylko o wybór „zbrodniarzy” i  „bohaterów” którzy mają ich zastąpić.

Z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego zaproszono do TVN 24 ówczesnych działaczy „Solidarności” Zbigniewa Janasa i Zbigniewa Bujaka. Dziennikarz wspomniał o zastrzeleniu wówczas kilku strajkujących górników z kopalni „Wujek” i nawiązał do czyjegoś żądania, aby zabici zostali uczczeni ulicą w Warszawie, a przy okazji wspomniał o  zamieszaniu ze zmianą nazw ulic. I tu zdumiał mnie pan Janas, który  stwierdził, że decyzja sędziego to jakiś błąd, który trzeba naprawić, a  górnicy „zabici przez komunistów” muszą mieć swoją ulicę w Warszawie. Rozwinęła się przy tym dyskusja o „zbrodniach komunistycznych”.

A więc wszystkich którzy w jakiś sposób byli związani z lewicą, także żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego którzy wyzwalali Polskę i ginęli walcząc z faszystami, razem z ludźmi, którzy strzelali do górników, wrzucono do jednego obrzydliwego worka. A bezprawne działania wojewody uznano za słuszne. Z pewnością, kiedy ulicę pisarza Leona Kruczkowskiego zamieni się na pisarza Zbigniewa Herberta, to nastąpi sprawiedliwość dziejowa, na którą od lat czeka umęczony naród.

Nie wszyscy są przeciwko cofnięciu zmian nazw ulic. Jak podaje Przegląd, szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann, lobbuje za utrzymaniem w Warszawie nazwy ulicy Lecha Kaczyńskiego zamiast Armii Ludowej.

I jeszcze rzecz drobniejsza. Skoro uznaje się, że zabici górnicy powinni zostać uczczeni nazwą ulicy, dlaczego to ma mieć miejsce w  Warszawie, a nie tam, gdzie zginęli – na Śląsku? Kojarzy mi się to z  „miesięcznicami” urządzanymi przez Jarosława Kaczyńskiego przed ostatnim miejscem pracy jego brata – Lecha, a nie przy jego grobie.

Sam fakt życia w PRL, nawet jeśli nie było się członkiem 3. milionowej partii PZPR, będzie wkrótce podstawą do prześladowań. PO i  PiS przegłosowały kiedyś ustawę, która pozwalała służbom sprawdzać, czy  obywatel nawet mimowolnie nie miał kontaktu z wrażymi organami PRL (przygotowano specjalne ankiety), ale ówczesny Trybunał Konstytucyjny uwalił tę ustawę (a już ją miejscami ochoczo wdrażano). Jak widać, „post-solidarnościowcy” dalej mają wspólne spojrzenie na przeszłość i  mogą w wielu sprawach się dogadać, żeby dopiec „czerwonym”. A o tym kto był „czerwony” sami zdecydują.

Poseł Antoni Mężydło (PO, poprzednio PiS) wypowiedział kiedyś w TVN następującą opinię: „Prawo musi być tak sformułowane, żeby realizować powszechne przekonania”. Opinia dotyczyła konieczności skazania autorów stanu wojennego, ale świetnie ilustruje populistyczne poglądy tych prawicowych formacji.

* * *

11 grudnia minęła setna rocznica urodzin mego ulubionego publicysty Zygmunta Kałużyńskiego. Pisał pięknie, mądrze, dowcipnie i odważnie. Niewiele jest osób, które potrafią występować w  obronie wartości wbrew swemu środowisku. A środowisko ma swoje układy i  nawet najlepsi ulegają jego presji. Gdy naruszył interesy niektórych osób, nie szczędzono mu oszczerstw i pomówień i wygrał parę spraw w  sądzie, a relacje z tych batalii zamieszczał w felietonach. Władze też go nie rozpieszczały i wiele z jego mądrych tekstów mogło ukazać się dopiero w książkach. Mam je do dziś.

Pamiętam, jak protestując przeciwko stanowi wojennemu, aktorzy odmawiali grania w państwowych instytucjach, głównie w telewizji, ale  też zorganizowali nagonkę przeciw artystom, którzy występowali, do czego wciągnięto publiczność np. w teatrach. I jak żenująca była akcja „Nie stój, nie czekaj, co robić? – Pomóż”, gdzie po 1989 roku występowali w  telewizji i mówili, jak wspierają nową wolną rzeczywistość, powtarzając to, co w tytule, plus okropne banały. Na przykład wspaniały stary aktor opowiadał, że pomaga w ten sposób, że wynosi śmieci itp., itd. Kocham artystów, ale najczęściej żałuję, kiedy wypowiadają się na tematy polityczne i religijne. Czy „Faraon” nie zrobiłby lepiej, gdyby nie  opowiadał o tym, że przestał zdradzać żonę po jej śmierci, bo przeżył przełom religijny? O reszcie zamilczę.

Kałużyński nie stosował taryfy ulgowej i w latach, kiedy rozkwitło u  nas „kino moralnego niepokoju” czasem krytykował wady także tych filmów. Środowisko było oburzone (przecież idea była słuszna, odważna i  patriotyczna, więc jak można taki film krytykować!) i nie szczędziło mu publicznych obelg. Delegacja artystów pod wodzą Agnieszki Holland udała się do redakcji Polityki i zażądała, aby ograniczyć działalność Kałużyńskiego. Na pewien czas artykuły Kałużyńskiego przestały się ukazywać. Nic nie wiedziałem o powodach, ale kiedy w kolejnych numerach pisma nie znalazłem jego felietonów, wysłałem do redakcji pocztówkę o  treści: „Do dupy z Polityką bez Kałużyńskiego!”. Zapewne to  zbieg okoliczności, ale wkrótce potem felietony zaczęły się znowu ukazywać. A kiedy nieznani sprawcy pobili Kałużyńskiego, wysłałem mu pocztówkę z życzeniem zdrowia i aby tym, co mu to zrobili, parasol się w dupie otworzył.

* * *

Northcote Parkinson pisał kiedyś o zaletach brytyjskiego parlamentu, w porównaniu z parlamentem francuskim. Wynikają one z rozmieszczenia posłów na sali obrad – posłowie partii rządzącej i opozycji siedzą dokładnie naprzeciw siebie. W tej sytuacji jest jasne, kto jest sprzymierzeńcem, a kto przeciwnikiem. Kiedy przemawia ktoś z  naszej strony sali, to wszyscy po tej stronie kiwają potakująco głowami, wołają „dobrze mówi”, „ma rację” itp. A kiedy występuje ktoś z  przeciwnej strony sali, to wyrażają dezaprobatę.

Zauważyłem, że w naszym życiu politycznym mamy podobne podejście: po  jednej stronie są łobuzy, a ci, co ich krytykują – to nasi. Otóż mam taką naturę, że jak ktoś zachowywał się jak drań, a teraz przeszedł na  „naszą” stronę, to nie uważam, że wymazał tym samym całą swoją przeszłość. Nie mam żyłki polityka i nie cieszy mnie, że „nasza grupa” zyskuje więcej osób, bo komuś z jakichś względów wypadło, że więcej tutaj skorzysta. Ze zdziwieniem i niesmakiem odnotowuję prodemokratyczne wystąpienia ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno próbowali tę demokrację zniszczyć. Partia, która ich przyjmuje do siebie, może wprawdzie zyskać, bo wyborcy mają często dusze kibiców. Kibice kochają swój klub i chętnie by skaptowali do niego różnych graczy, nie patrząc, gdzie oni przedtem grali. Ja nie popieram takich partii ani takich „wędrowców”, jeśli odmiana ich postaw nie ma solidnego podłoża, a przeszłość nie  została uczciwie rozliczona.

Gdyby więcej osób miało takie podejście to zapewne i politycy by  sporządnieli i może scena polityczna nie wyglądałaby, jak gra w bambuko (ciekawa gra, zwana inaczej „pluskwą” lub „kopaniem leżącego”, bo dwaj gracze o mniejszej liczbie punktów sprzymierzają się przeciw temu, który ma ich więcej i mógłby wygrać).

Ludzie tłumaczą mi, że taka jest polityka. Ale ona wcale nie musi taka być.

* * *

Pisowcy i ich zwolennicy mają poczucie władzy. Uważają też, że nawet jeśliby władzę utracili, to zawsze jest tyle sprzyjających im instytucji, firm, mediów itp., że będą mieli gdzie się przechować. Powinni wziąć pod uwagę, że któregoś dnia cały PiS może się po prostu rozsypać, tak jak kiedyś rozsypał się AWS. I oni nie będą mieli gdzie się schować. A ich wiedza i doświadczenie okażą się nieprzydatne. Lepiej niech się teraz podszkolą w jakichś uczciwych zawodach, aby mogli potem zarobić na życie. Kto będzie chciał słuchać wykładów Dudy albo zatrudnić go jako prawnika? Która szkoła przyjmie panią Zalewską?

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com