Jan Cipiur: Biedroń – nasz lepszy od Zandberga Varufakis?

08.02.2019

Najlepiej czytać te rzetelne teksty, których nikt nie czyta, albo czytelników mają mało, bo sprawia się wówczas wrażenie, że mądrość twa wyższa jest od średniej. Felietonista Charlemagne z The Economist odnotował ostatnio aktywność partii nazwanej European Spring. Angielska Spring to krajowa Wiosna, więc jest pewne pole do dociekań w sprawie potencjalnych związków.

Europejskiej przewodzi Jannis Varufakis — grecki celebryta ekonomiczny, bez żadnych istotnych osiągnięć poza skutecznym marketingiem własnym, znany przede wszystkim z tego, że nie cierpi neoliberałów, a jeszcze bardziej pani Merkel. European Spring to ruch polityczno-wyborczy ponad granicami. Skupia ugrupowania określające się jako demokratyczne. Rej wśród nich wodzi DiEM25, która podkreśla mało słusznie, że obecna Europa to nic jeno długi, banki w kryzysie, bieda, niskie inwestycje i problem migracyjny. Do rzeczy prawią z kolei, zauważając przytomnie, że instytucje europejskie stworzone zostały z myślą o działalności gospodarczej, a dzisiejsza Unia to znacznie większy splot spraw i odpowiedzialności. Chcieliby zatem, żeby stały się przejrzyste i odpowiadały przed obywatelami.

Do Wiosny Europejskiej dołączyła polska partia Razem, lecz w nikłym świetle „czerwonego karła”, jakie emituje, wsparcie z jej strony nie sprawi, że Varufakis, jego kompania i kampania wyjdą u nas z głębokiego cienia. Co innego, gdyby zbieżność nazw obu grup nie była przypadkowa, bo polska Wiosna zajmie prawie na pewno więcej pola w polityce niż Razem.

Na czele rodzimej Wiosny stoi inny celebryta z politycznej branży – Robert Biedroń. Znamy go przede wszystkim, a praktycznie wyłącznie z tego, że jest znany. Po długim brylowaniu w mediach jako reprezentant parlamentarny co najmniej kilku różnych ugrupowań, na przekór dominującej w Polsce konserwie społecznej, mimo bardzo nielubianej odmienności, zdobył posadę prezydencką w Słupsku, żeby ją po jednej kadencji rzucić. O jego rządach w mieście wiemy więcej niż niewiele, ale jeśli nie zdziałał zbyt dużo, to raczej mało napsuł. Robert Biedroń sprawnie przebiera nogami w wyborczych kontredansach, umizguje się udatnie, swoje minusy wizerunkowe zmienił w plusy, ale co poza tym?

Poza zbieżną nazwą partii, na których czele stoją, łączy Varufakisa i Biedronia wyrachowanie w hazardzie wyborczym. Obaj deklarują bój jesienią tego roku o miejsca w swoich parlamentach krajowych, lecz wystartują także do wyborów europejskich. Varufakis zakotwiczył w Niemczech, mieszka teraz we wschodnioberlińskim Kreuzbergu i będzie wybierany przez Niemców. Gdy dziwią się różni, skąd ten pomysł, skoro tak krytykuje Niemcy i ich politykę, odpowiada, że jeśli chce się reformy Imperium Rzymskiego, to startuje się w Rzymie, a nie z jego peryferii, niech to będzie Egipt.

Robert Biedroń nie wyjaśnia, po co jemu i jego ludziom fotele w Brukseli i Strasburgu. Traktuje wybory do PE chyba wyłącznie jako rozgrzewkę i rozpoznanie do wykorzystania w walce o własną frakcję w Sejmie. Już samo to można mu mieć za złe.

Wiosna Europejska ma swój pogląd na Europę zarysowany wyżej. Jej pretendenci uważają ponadto, że w Parlamencie Europejskim podejście narodowe powinno być zastąpione transeuropejskim. Jeśli rodzą się tam prawa ponadnarodowe, to po jakie licho wybierać europosłów w krajowej konkurencji partyjnej. Licho nie umknie jednak szybko, jakkolwiek by się Varufakis sprężał, ponieważ wizje Europy federacyjnej brane są przez państwa członkowskie i większości ich obywateli za majaczenia wiarołomców i durniów. Ale dobrze, że ktoś chwyta za kilof i chce tłuc tę skałę — ktoś, kiedyś musi zacząć.

Program polskiej Wiosny ogranicza się do kwestii społeczno-obyczajowych oraz różnych form konsumpcji. Europejska Wiosna też nie wychodzi poza lewicowe, pardonne- moi, progresywne hasła w rodzaju: progresywny budżet, powodzenie na zielono (Green Prosperity), naprawa euro, precz ze ściboleniem (Austerity), walka z biedą, raje podatkowe won, sprawiedliwy handel i wiele podobnych wytrychów wartych tyle, co klucze z miękkiego aluminium.

Pustosłowie to znacznie lepsze lepiszcze aliansu niż konkret, bo w słowotoku różnice giną znacznie łatwiej, więc gdyby były takie chęci, to całkiem możliwy byłby alians Europejskiej Wiosny z Wiosną pod przywództwem Roberta Biedronia.

Partia Wiosna ma w Polsce spore szanse na przekroczenie progu wyborczego i odebranie głosów najpierw SLD i Razem, a potem PO i Nowoczesnej. Kukiz15 też czuć się nie może bezpiecznie. Wiosna może wpędzić Polskę w kolejną zimę, gdy nie wejdzie do Sejmu, ale głosów zbierze z innymi outsiderami sporo. Jeśli PiS wysforuje się wyraźnie przed inne partie, wkroczy d’Hondt i znowu tęgie mrozy.

Wobec wizerunkowych kłopotów dzisiejszej władzy głosy mogą się jednak rozłożyć bardziej równomiernie niż 4 lata temu i wówczas opada d’Hondt z siły. Jeśli de facto zwycięskie po wyborach, ale programowo niejednolite siły opozycyjne, nie uzgodnią wcześniej spraw generalnych, cyrk zacznie się po wyborach i też może być niewesoło.

Wiosna może być znaczącym artystą tego ewentualnego cyrku. Obserwacja zachowań i poglądów wykształconych i aspirujących do czołówki osób w wieku do 40 lat skłania do osądu, że ta grupa wiekowa kieruje się emocjami, wierzy w utopie społeczne, a już zwłaszcza kocha nowinki, nieważne czy to partia polityczna, czy nowy model trampek, byle wzór był modny i szum wokół niego wielki. Kwestie merytoryczne, a już szczególnie ekonomiczne, gospodarcze czy budżetowe mają bardzo ograniczone znaczenie, bo spora grupa outsiderów płacowych nie ma pojęcia skąd się biorą pieniądze, wierząc, że daje je państwo, tylko dawać nie chce, a inna grupa potencjalnych „młodzieżowych” wyborców Biedronia jest materialnie ustawiona dobrze, a nawet świetnie, więc realność programowa i wykonawcza pustych haseł związanych ze stanem gospodarki zwisa jej tym bardziej. To samo można powiedzieć o „progresywnych” emerytach z miasta.

W myśl niespodziewanie trafnego spostrzeżenia fizyka Nielsa Bohra, że przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o przyszłość, czy Wiosna będzie miała posłów, a jeśli tak, to ilu, pozostaje niewiadomą. Prawie pewne jest za to, że jej ewentualna obecność w Sejmie nie zaznaczy się niczym szczególnym dla kraju. Podobnie jak większość efemeryd z każdej strony spektrum, Wiosna pokazuje w szkicu programowym, że w dzieleniu byłaby chwacka. Ponieważ o tym w programie ani słowa, można uznać, że tworzenie i pomnażanie dóbr to dla szefa i przybocznych marudzenie i nudy.

Przyjęło się wskutek złej woli, bezwolnego podążania za chwytliwą oceną lub też matołectwa, że człowiek troszczący się o gospodarkę wolnorynkową, czyli neoliberał, to krwiopijca, a najpewniej także złodziej, wyznawca kultu mamony, chciwy i bezwzględny krętacz. Prawda jest po wielokroć inna. W rozumieniu rozsądnego neoliberała nie ma skuteczniejszego modelu zaspokajania potrzeb niż wolnorynkowy kapitalizm. Gdyby istniał lepszy model, byłby neoliberał za nim, tyle że tego lepszego nie było jak świat światem i ciągle nie ma. Są jedynie te w założeniach słuszniejsze, np. Chaveza-Maduro, ale to już inna bajka.

W przypadku państw bogatych i najbogatszych można dyskutować nad lepszym podziałem zgromadzonego bogactwa. Polska jest krajem nadal niezamożnym, gdzie koncentracja na podziale zamiast na wzroście i rozwoju – osłabia. Dlaczego? Dziś do pokrojenia na małe cząstki dla bardzo wielu jest jeden koszyk jabłek, gdyby zaś skupić się na lepszych warunkach dla gospodarki, byłyby to niebawem dwa koszyki, a kiedyś jeszcze więcej. Stawianie na Wiosnę to w tym ujęciu: jak zjeść i długo potem oblizywać się jedynie smakiem.

W celu zachowania powagi wywodu przyznać trzeba, że również reszta partii nie daje w szerokich kwestiach rozwojowych dobrych nadziei. Komunały i truizmy nie zastąpią odwagi w wytyczaniu celów, lecz zwłaszcza w prezentacji sposobów ich osiągania. Wyrazistym przykładem jest chowanie głowy w piasek w sprawie sądownictwa. Każdy przytomny wie, że terapie obecnej władzy to masaże kijem baseballowym. Nie słychać jednak z partyjnych i koalicyjnych zakątków opozycji, jak wyleczyć polskie sądownictwo z jego prawdziwych ułomności, wad i przywar. Nie mówi o tym także Biedroń, ale jego szansa i broń to urok nowości – zwodniczy, bo ubogi w zasadnicze treści.

Nie trzeba jednak odbierać Wiośnie miejsca, jeśli jest nam z nią nie po drodze. Jakaś korzyść z Wiosny będzie, jeśli dojdziemy w sporach, nie bluzgach, mozolnie i pewnie jeszcze nie w tym roku, czego nam naprawdę w partiach i w ogóle w polityce trzeba. Niechby to był mianownik i najmniejszy, byle wspólny.

Jan Cipiur

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com