19.02.2019

Czasami zdarzają się sytuacje jak ze snu. Jacyś ludzie mówią językiem jakby polskim, ale ja w tym śnie nic nie rozumiem. Coś takiego przeżyłem ostatnio na jawie. W telewizji pokazano uśmiechniętą dziewczynę i poinformowano nas, że nazywa się Natalia Maliszewska i że zdobyła Puchar Świata w short-tracku na dystansie 500 m.
Przez kilka minut prowadzący rozpływali się w komplementach dla mistrzyni, pytano oczywiście o jej odczucia po zwycięstwie, a ona powiedziała, że była tak zmęczona na finiszu, że nie bardzo do niej docierało, co osiągnęła. Pokazano jak ją (i jej siostrę – wicemistrzynię) witają i filmują na lotnisku i dalej prowadzący i mistrzyni mile sobie rozmawiali dłuższy czas. Tylko nikt nas nie poinformował, co to jest short-track.
Ale po pewnym czasie, jak we śnie, trochę się wyjaśniło, bo pokazano migawkę, jak mistrzyni jedzie na łyżwach, a ona sama powiedziała, że osobiście ostrzy łyżwy przed zawodami. Państwo oczywiście wszyscy wiedzą, co to jest short-track, a ja nie zapałałem chęcią dowiedzenia się, tym bardziej że wrażenie snu jednak nie ustępowało, bo zaraz potem pojawił się pan prokurator i wyjaśniał nam, na czym polegały przestępstwa jakichś szefów dużej firmy, oczywiście popełnione jeszcze za czasów poprzednich władz. Otóż chodziło o „inne czynności” i o „jeden z iwentów”. Oczywiście o szczegółach przestępstw panów K. czy S. pan prokurator nie może nic mówić, ale są one zagrożone karą od 1 roku do 10 lat.
Jak tu odróżnić jawę od snu?
* * *
Pan Bóg przekazał Mojżeszowi dziesięć przykazań, a wśród nich „Nie zabijaj!”. Co nie przeszkodziło mu wspierać Izrael w walkach z różnymi ludami, zachęcać do mordowania, a nawet ukarać Saula za to, że nie wyrżnął wszystkich przeciwników i ich zwierząt po jakiejś zwycięskiej bitwie, co mu przez proroka rozkazał zrobić. Tak więc hipokryzja ciągnie się od tysięcy lat i tylko wierni różnych głównych religii zdają się jej nie dostrzegać.
Gdyby w którymś momencie historii te miliony wiernych zaczęły przestrzegać tego przykazania, iluż strasznych nieszczęść i cierpień by uniknięto. Nawet teraz wystarczyłoby ustanowić to przykazanie podstawą pokoju w różnych zapalnych częściach świata i zakończyć albo chociaż znacznie złagodzić konflikty. Czy Żydzi i Palestyńczycy muszą się zabijać? Czy muzułmanie sunniccy i szyiccy muszą się tak strasznie nienawidzić i mordować? Czy narody Jugosławii musiały prowadzić wojny, a jeśli już chciały się podzielić, to czy nie mogły tego zrobić pokojowo?
Na przeszkodzie stoją pragnienie władzy i pieniędzy, w połączeniu z łatwością ulegania przez ludzi podbechtywaniu i wzbudzaniu złych uczuć. I, jak widać, powszechny brak rozumu.

* * *
Z czasów PRL wiadomo było, że po naszej miłującej pokój stronie robimy wszystko, żeby ten pokój wywalczyć, czemu sprzeciwiają się po drugiej stronie imperialiści amerykańscy i ich sługusy. Kiedy odmienił nam się ustrój, okazało się, że to imperialiści radzieccy, a potem rosyjscy, są wrogami pokoju, a my wciąż miłującym pokój krajem.
Podobne zdarzenia oceniane są różnie, w zależności od tego, kto jest ich autorem. Kiedy razem ze Związkiem Radzieckim i innymi krajami Paktu Warszawskiego zajęliśmy Czechosłowację, to była to „bratnia pomoc”. Dopiero po latach okazało się, że postąpiliśmy nieładnie, ale nie mogliśmy inaczej, bo źli komuniści nas do tego zmusili. Ale kiedy razem z Ameryką napadliśmy na Irak pod kłamliwym pretekstem, to już była „misja stabilizacyjna” i w zasadzie nikt nie zgłasza zastrzeżeń.
Na podobną „rozdzielczość ocen” zwrócił uwagę prof. Kuźniar. Kiedy niedawno w Wielkiej Brytanii, która jest krajem członkiem NATO, dokonano próby zabójstwa pana Skripala, cały świat i my z nim byliśmy wstrząśnięci i od razu zarządzono sankcje wobec Rosji, jeszcze przed jakimś udowodnieniem winy. Ale kiedy niedawno w innym kraju członku NATO — Turcji — siepacze z Arabii Saudyjskiej zamordowali w okrutny sposób dziennikarza w swojej ambasadzie, to sprawa szybko przycichła, bo Arabia Saudyjska to sojusznik USA i nabywca ich uzbrojenia. A dyplomaci saudyjscy są przyjmowani, choćby na konferencji w Warszawie, jak gdyby nic się nie stało.
* * *
Dzięki upublicznieniu różnych podsłuchów mamy możliwość poznania choćby części prawdy. Minister Ochrony Środowiska zapewniał, że odstrzał dzików będzie ograniczony. Natomiast na naradzie w ministerstwie wyraźnie była mowa o – jak to określił jeden z łowczych – całkowitej depopulacji dzika. Domagano się pozwolenia na tłumiki i użycie noktowizorów, żeby móc polować także nocą.
Ktoś z leśników zwrócił uwagę na to, że nowe ogniska zapalne ASF pojawiły się w odległości 100 km od starych, a więc ich nosicielami nie mogą być dziki, tylko są to ludzie, bądź ptaki drapieżne. Nie zmieniło to decyzji ministerstwa oraz poufnych poleceń, żeby wybić dziki.
* * *
Grzegorz Schetyna namawia Zbigniewa Bońka, żeby wystartował do europarlamentu jako „jedynka” w jednym z okręgów w wyborach.
Przydałoby się opracowanie standardowego CV dla kandydatów do europarlamentu (a także do naszego parlamentu), gdzie by informowali o swojej dotychczasowej działalności, wykształceniu i wiedzy, które ich predestynują do startu i zasiadania w parlamencie. Potrzebny jest jakiś poziom w polityce, który da pewność, że głąby i karierowicze nie będą startować i potem stanowić nam prawa. Może nawet ktoś obiektywny (ale kto?) oceniłby w punktach zalety kandydatów?
Często się zdarza, że kandydatka czy kandydat do europarlamentu zapewniają wyborców, że kiedy zostaną wybrani, to zrobią dużo dobrego dla swego okręgu wyborczego. A poziom wyborców ciągle jest tak niski, że w to wierzą i mają pretensje np. do przewodniczącego Rady Europejskiej Tuska, że nie załatwia Polsce więcej pieniędzy – przecież chyba po to go wybrano. Może udałoby się zorganizować jakiś ogólnopolski kurs wiedzy o tym, czym jest europarlament, czym zajmuje się sejm, senat, i czym będą się zajmować przyszła posłanka lub poseł – można by ocenić czy mają odpowiednie kwalifikacje.
Porównałem kiedyś nasz elektorat do czarnej skrzynki. Pisałem:
Bodaj w informatyce jest pojęcie (jeśli dobrze pamiętam) czarnej skrzynki. Nie chodzi o samoloty. Czarna skrzynka to urządzenie, do którego wpuszcza się na wejściu sygnały, informacje, a inne otrzymuje się na wyjściu. Co jest w środku, możemy się domyślać, porównując to, co otrzymaliśmy na wyjściu z tym, co było na wejściu. Mam wrażenie, że taką czarną skrzynką jest elektorat, zwany pompatycznie suwerenem.
Politycy i komentatorzy usiłują odgadnąć, co spowodowało, że elektorat zagłosował w taki, a nie inny sposób, że sondaże wskazują na popularność jakichś partii czy działań, ale stale są zaskakiwani wynikami. Co takiego jest w tej skrzynce, że wyskakują z niej Macierewicz, Pawłowicz, Błaszczak, Żalek? Co trzeba do niej wpuścić, żeby nie wstydzić się za wynik?
Wciąż mało wiemy o zawartości skrzynki. Wiadomo, że jeśli Kościół katolicki nadmie się na wejściu, to wynik na wyjściu może był opłakany. Dlatego wszystkie partie przepuszczają przekaz z Kościoła przez filtr pieniężny, który jakoś osłabia groźne sygnały.
Ciekawe, jakie badania robią partie, żeby utrafić w preferencje swoich elektoratów. Teraz mamy przymiarki koalicyjne i problemem stają się pierwsze miejsca na listach. To świadczy o poziomie naszego elektoratu, jako że ludzie w większości głosują na osobę na pierwszym miejscu i nie zastanawiają się nad zaletami i wadami kandydatów. Można to odczytać jako zaufanie do partii, która na pierwszych miejscach umieszcza zwykle swoich najwybitniejszych członków. Ale jak to wygląda, jeżeli pierwsze miejsce zajmuje na przykład Zbigniew Boniek czy Krzysztof Cugowski?
Są czarne skrzynki, gdzie wiadomo, co trzeba wpuścić na wejściu, żeby otrzymać pożądany wynik na wyjściu. Taką skrzynkę ma Tadeusz Rydzyk. Ale inne partie, szczególnie nowe, muszą testować potencjalne skrzynki, tym bardziej że nowe zdarzenia powodują zakłócenia przepływu. No i trzeba pamiętać, że jak się wpuści na wejściu dużo chłamu to i na wyjściu wyjdzie chłam.
* * *
Tomasz Piątek w programie Elizy Michalik wypowiedział się o fragmencie wywiadu, jaki Jarosław Kaczyński udzielił tygodnikowi Sieci na temat swego udziału w reprezentowaniu spółki Srebrna wobec pana Birgfelnera:
W tym wywiadzie Jarosław Kaczyński mówi: „Miałem ważne upoważnienie zgromadzenia wspólników dotyczące zawarcia ostatecznych umów, gdyby pojawiła się istotna konieczność”.
Czyli mówi, że miał prawo negocjować w imieniu spółki Srebrna. Nie mówi, jak uzyskał to upoważnienie.
Kapitał spółki składa się z kilku tysięcy udziałów, a sekretarka Kaczyńskiego, pani Basia, posiada dwa. I ona jako wspólnik – bo posiada chyba mniej niż 1/2000 tej spółki – wydała Jarosławowi Kaczyńskiemu pełnomocnictwo, żeby ją reprezentował i zwołał zgromadzenie wspólników. On zwołał to zgromadzenie, na które przyszedł jako jedyny wspólnik czy też jedyny pełnomocnik wspólnika i tam jednoosobowo przegłosował, że jako jednoosobowe zastępcze zgromadzenie wspólników on sam sobie udziela pełnomocnictwa takiego, żeby występować w imieniu spółki Srebrna.
* * *
Jacek Pałasiński pisze o książce „Witaj w Sodomie” Frédérica Martela, która opisuje „mafię” homoseksualną, jaka opanowała Watykan. Tytuł wziął się stąd, że tymi słowy powitał kiedyś autora pewien ksiądz w bazylice św. Piotra.
Jaka jest szansa na zmianę w Watykanie? Proponowałbym na początek na jednym z domów napisać „Dom Lota” i zobaczyć, jak zareagują mieszkańcy tego miasta-państwa.
* * *
W badaniu na panelu Ariadna zapytano: Kto według Ciebie miał największe zasługi w obaleniu komunizmu i powstaniu wolnej Polski? Każdy z uczestników badania (przeprowadzone zostało w dniach 8-11 lutego 2019 roku) mógł wskazać na trzy osoby. Próba ogólnopolska osób od 18 lat wzwyż (N=1063). Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.
A oto wyniki:

Okazuje się, że działania Anny Walentynowicz ocenia się wyżej od działań Geremka czy Michnika. Zapomniano o mało znanej postaci – Gorbaczowie. Tradycyjnie najwyższe zasługi przypisano duchownym. Przypomina to stary dowcip radziecki:
Konkurs na pomnik Puszkina, który ma stanąć w setną rocznicę jego śmierci.
III nagroda – Puszkin czyta dzieła Stalina.
II nagroda – Stalin czyta dzieła Puszkina.
I nagroda – Stalin czyta dzieła Stalina.
* * *
Mięso chorych i padłych zwierząt trafia do obrotu nie od dziś, a ujawniona niedawno przez dziennikarzy historia nie jest wyjątkiem. O tym zjawisku pisano już przez ostatnich kilkanaście lat.
Jaś Kapela pisze obszerniej o tym problemie w Krytyce Politycznej.
Najważniejsze punkty to:
– Mała liczba weterynarzy, którzy nie są w stanie zbadać zabijanych zwierząt, w związku z tym decyzje o zakwalifikowaniu zwierzęcia do uboju oraz uzyskanego mięsa podejmują często pracownicy ubojni.
– Polskie mięso jest tanie (stąd jego powodzenie za granicą), a nieprawidłowości związane z tym mięsem częściej są zgłaszane przez tamtejsze służby niż przez polskie, łatwiej też odnaleźć takie wadliwe mięso za granicą niż w kraju.
– Rolnicy otrzymują rekompensaty za padłe zwierzęta, ale często opłaca im się bardziej sprzedać takie zwierzę do ubojni.
– Jak podaje Greenpeace: „Pomimo tego, że u 22% wysłanych na ubój krów i 35% świń stwierdzono choroby, zmiany chorobowe i inne przyczyny mogące uczynić mięso niezdrowym do spożycia przez ludzi, 99,9% z niego zostało dopuszczone do spożycia”.
Jaś Kapela pisze też:
Trudno zresztą, żeby inspektorzy stwierdzali coś innego, skoro Inspekcja Weterynaryjna podlega Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ministerstwo to ma w swojej misji wspieranie rolnictwa i rozwój wsi, a nie dobrostan zwierząt. Dbanie o dobrostan i zdrowie zwierząt nie sprzyja rozwojowi hodowli przemysłowej. Przynajmniej do momentu, gdy nie pojawi się jakaś grubsza afera. Na co dzień jednak liczy się biznes. Gdybyśmy naprawdę chcieli dbać o zdrowie i dobrostan zwierząt, powinna robić to jakaś instytucja, której budżet i działanie nie zależy od tego, czy handel będzie kwitł. Tymczasem w obecnej sytuacji niedopuszczanie do spożycia mięsa z martwych i chorych zwierząt jest wbrew interesom instytucji, która się tym zajmuje.
* * *
Wszyscy krytykują Roberta Biedronia to i ja się przyłączę. Wydaje mi się błędem start partii „Wiosna” w wyborach do europarlamentu. To będą w tym przypadku wybory na zasadzie „uwierzcie mi, że to dobrzy kandydaci”. Nie wiadomo nie tylko, co to są za ludzie, ale zapewne jeszcze nie wszystkich kandydatów znaleziono. Jeśli nawet zostaną wybrani, to może się okazać, że niektórzy z nich będą rozczarowaniem, a to odbije się na obrazie całej formacji.
„Wiosna” powinna wystartować w wyborach krajowych, a przedtem kandydaci do naszego parlamentu powinni dać się poznać wyborcom.
PIRS
