Telewizja pokazała (500)

02.03.2019

We wrześniu 2013 r. zamieściłem pierwsze dwa odcinki tekstów pt. „Telewizja pokazała” i Bogdan Miś napisał do mnie: „Bardzo mi się te materiały podobają. Czy mogę liczyć, że będzie Pan robił coś takiego w miarę regularnie? Powiedzmy – raz w tygodniu? Bardzo by to mi się przydało… Pzdr i dziękuję”. I tak to poszło.

Początkowo komentowałem to, co pokazano w telewizji, ale potem zauważyłem, że wiadomości z telewizji i gazet czy portali wzajemnie się karmią i są podstawą do wzajemnego cytowania i omawiania. Zacząłem więc opisywać niektóre ze spraw jeszcze nieomawianych w telewizji, także tych, które moim zdaniem omawiane być powinny.

Czasem wypływa jakaś sprawa i zaczynam ją komentować, a po chwili jakoś niejasno mi się przypomina, że chyba coś podobnego omawiałem. Sprawdzam i zwykle okazuje się, że to już było, jako że sytuacje się powtarzają, szczególnie w polityce, bo ludzie mają słabą pamięć. To jest wygodne może w przypadku opowiadania starych kawałów, ale w moim otoczeniu ludzie mają dobrą pamięć i, niestety, z opowiadaniem kawałów muszę się ograniczać. Politycy, jak widać, wciskają co pewien czas ten sam kit wyborcom, a ci się od nowa łapią. Mogę więc tylko cytować fragmenty swoich starych tekstów jako ilustrację, że już temat był i go poruszałem.

Myślałem, że napiszę najwyżej 20–30 odcinków, ale się jakoś rozpisałem. Z okazji setnego odcinka Natan Gurfinkiel napisał, że chce odświętować millenium. Życzę mu tego z całego serca, a na razie: Panie prezesie Gurfinkiel – melduję wykonanie połowy zadania!

No to jubileuszowo – najpierw fragment moich tekstów z września 2013 r., z czasów, do których pragniemy powrócić. Czy wiele się zmieniło?

* * *

W Waszyngtonie strzelanina w budynku marynarki wojennej. W TVN24 wielogodzinny spektakl – raporty, reportaże, wypowiedzi ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu zdarzenia, rozmowy z ekspertami.

Polski ekspert od spraw terroryzmu wyraża przypuszczenie, że sprawca strzelaniny, Aaron Alexis, jest Żydem, na co wskazuje jego imię. Wprawdzie Żyd nie powinien być islamskim terrorystą, ale różne rzeczy są możliwe, snuje rozważania ekspert.

Następnego dnia oglądamy zdjęcia młodego uśmiechniętego Murzyna – to sprawca strzelaniny.

W USA wiele osób nosi imiona biblijne, szczególnie protestanci. Ekspert o tym nie wie. Strach pomyśleć co to będzie jak się zorientuje, że prezydent Obama ma na drugie imię Hussain.

* * *

Pogrzeb Sławomira Mrożka. Relacja w TVP 2. TVN24 zajęta wciąż wczorajszą strzelaniną w Waszyngtonie, więc nie ma czasu na mniej ważne zdarzenia. Może i dobrze, bo w czasie relacji z pogrzebu Wisławy Szymborskiej cały czas na pasku u dołu ekranu leciały aktualne wiadomości, zapewne dla tych, którzy chcieli się wtedy pilnie dowiedzieć, co się dzieje na świecie.

Kondukt z urną sunie przez Kraków. Komentatorka mówi, za co cenimy Mrożka: „za to, że pisał dzieła wspaniałe, choć smutne”. Na szczęście zaraz potem zacytowano smakowite i dowcipne wypowiedzi pisarza. Ja uwielbiałem Mrożka za humor.

W kościele cały ceremoniał katolicki. Wybrano do czytania fragment Apokalipsy św. Jana, a do śpiewu psalm 130, z którego zapamiętałem „Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Ci służono z bojaźnią”. Hm.

Wypowiedzi oficjeli. Krótko i ładnie mówił Olgierd Łukaszewicz: my „mówimy Mrożkiem”.

Chętnie przeczytałbym relację Mrożka z tego pogrzebu.

* * *

Telewizja cytuje fragmenty protokołu prokuratury wojskowej z przesłuchania „ekspertów” zespołu Macierewicza. Okazuje się, że ich doświadczenie polega na lataniu często samolotami jako pasażer i obserwowaniu wtedy skrzydeł samolotu, na eksperymentach myślowych, lepieniu w dzieciństwie modeli, któryś widział kiedyś wybuchającą stodołę itp. Kompromitacja.

Jednak prof. Kleiber, prezes PAN, wciąż namawia do naukowej debaty z udziałem tych „ekspertów”.

W studiu po kolei panowie Semka, Waszczykowski, Czarnecki, Wojciechowski i inni członkowie bądź zwolennicy PiS próbują podważyć te ustalenia, nazywając je wybiórczymi bądź powołując się (Semka) na fakt, że zadzwonił do znajomego, któremu ufa, a ten mu powiedział, że ten protokół nie jest w porządku.

Najsmutniejsze, że ci panowie dalej będą zapraszani do telewizji, żeby komentować fachowo wydarzenia polityczne.

* * *

Raport komisji himalaistów dotyczący wyprawy na Broad Peak, w której czasie zginęło dwóch wspinaczy. Przeanalizowano popełnione błędy i opracowano zalecenia na przyszłość. Jednym z zaleceń jest tworzenie w przyszłości zespołów wspinaczy dobranych pod względem etycznym. Jak to będzie wyglądało – sukinsyny wspinają się razem, a zespół szlachetnych oddzielnie? Czy może zespoły mieszane?

* * *

W TVN24 w programie „Tak jest” rozmowa poświęcona badaniom prof. Krzemińskiego, dotyczącym antysemityzmu w Polsce (rozmowę z profesorem zamieszcza dzisiejsza Gazeta Wyborcza).

Z badań prof. Krzemińskiego wynika, że istnieje zależność między antysemityzmem i religijnością. „Teraz ten, kto prezentuje postawy antysemickie, w 90 proc. przypadków wyznaje też katolicko-narodowe przekonania o specjalnym wybraństwie narodu polskiego i prawie na pewno jest zwolennikiem PiS, ziobrystą albo zwolennikiem skrajnego ruchu narodowego”.

„Antysemityzm nowoczesny określa przekonanie, że Żydzi rządzą kapitałem, mają żyłkę do zysku, zawsze dążą do rządzenia, ale zawsze niejawnie, i trzymają się ze sobą”.

Jednym z zaproszonych rozmówców jest Artur Zawisza, który sam siebie nazywa judeosceptykiem (?!). Redaktor Knapik odczytuje mu cechy przypisywane Żydom przez antysemitów: „Żydzi mają żyłkę do zysku”, „trzymają się razem” itd. Zawisza ze wszystkimi się zgadza, ale przecież nie świadczy to o jego antysemityzmie, twierdzi.

Drugi rozmówca, redaktor Wołek, cytuje antysemickie wypowiedzi Tadeusza Rydzyka; Zawisza – „to pewnie jeden taki przypadek”. Wołek opowiada jak ksiądz, który przyszedł do niego po kolędzie, zaczął od „dowcipu”, że „dobry Żyd to martwy Żyd”. Zawisza wszystko bagatelizuje – we Francji islamiści napadają na synagogi, a u nas nie ma takiej agresji.

Zawisza może mówić i robić co chce, a TVN24 zaprosi go zawsze do programu. Ot, ludzie się tak pięknie różnią – trzeba to pokazać.

Zaraz potem w Faktach rozmowa z europosłem Adamem Bielanem. Nie widział konferencji Macierewicza, sądzi, że w tej chwili jeszcze brak dowodów na wybuch w samolocie, ale sprawa nie jest wyjaśniona, jest tu jeszcze tyle wątpliwości.

Chwilę później „teorii smoleńskiej” broni Andrzej Urbański.

Nie ma takich faktów, dowodów, które zamknęłyby usta kłamcom i krętaczom.

W NIE zdjęcie Macierewicza, który mówi: – Smoleńsk, OFE, mama Madzi… Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość.

To oddaje dobrze postawę tych panów.

Kiedyś nadawano serial „Pogoda na bogaczy”. Występował w nim czarny charakter Falconetti. Przez wiele odcinków szkodził pozytywnym bohaterom i nie można go się było pozbyć. Wreszcie doszło do starcia na statku na środku Atlantyku. Falconetti otrzymał cios młotkiem w kolano, a następnie został wyrzucony za burtę. Odetchnęliśmy. W następnym odcinku Falconetti, jak gdyby nigdy nic, pojawia się w Nowym Yorku. Jak w złym śnie.

Mam podobne wrażenia, kiedy oglądam wystąpienia pisowców i ich akolitów.

* * *

Rozmowa o zajęciach dodatkowych w przedszkolach. Dotąd opłacali je rodzice, a prowadziły różne osoby z wyspecjalizowanych firm. Zaproszona do studia ekspert tłumaczy, że ta sytuacja miała wadę, bo dzieci rodziców, których nie stać na opłacenie dodatkowych zajęć, będą się czuły wykluczone.

Szkoda, że nie poruszono tematu zajęć z religii, powszechnych w przedszkolach i opłacanych przez państwo. Tu dzieci niewierzące też są wykluczane. Zapewne ze szkodą dla siebie, bo naucza się tam wielu rozwijających dzieci spraw. Niedawno pisano, jak dzieci po powrocie z przedszkola do domu dziękowały rodzicom za to, że ich nie wyskrobali.

Musi to być bardzo trudny przedmiot ta religia, skoro jej nauczanie trzeba zacząć jeszcze w przedszkolu, a w szkole przeznaczono na nią w sumie 860 godzin, a tylko po 160 godzin na takie łatwe przedmioty jak biologia, fizyka czy chemia.

* * *

Europa Plus zapowiada, że wejdzie do nowego ugrupowania Janusza Palikota – już bez Palikota w nazwie.

Jest konkurs na nową nazwę. Dobrą propozycję przysłał ktoś do Szkła Kontaktowego: Palikot i Spółka, w skrócie PiS.

* * *

Różni ludzie naśmiewają się ze zwariowanych teorii Macierewicza i z jego ekspertów. Ciekawe, że nikt nie śmieje się z ekspertów IPN. Nie tak dawno pani prokurator Koj z IPN przeprowadziła ekshumację szczątków gen. Sikorskiego, bo miała silne podejrzenie, że zabili go radzieccy siepacze. Po żmudnych badaniach ustalono z dużą pewnością, że badane zwłoki należały do mężczyzny rasy kaukaskiej lat około 60 i że prawdopodobnie zginął on w wypadku samolotowym. To daje mocne podstawy do dalszych badań.

Jedno ze śledztw IPN musiał zawiesić, kiedy okazało się, że pewien ważny świadek – Adolf Hitler – nie żyje. Nikogo to nie bawi?

* * *

Policjant drogówki podejrzany jest o wystawianie lipnych mandatów osobom, którym już kiedyś wystawił mandat. Chciał w ten sposób poprawić sobie statystykę i zasłużyć na nagrodę. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Cóż, to poważne przestępstwo. Tyle można dostać za zabójstwo w afekcie, a mniej za potrącenie kogoś prowadząc po pijaku. Ale widać szkoda społeczna jest w tym przypadku większa.

* * *

W Gdańsku tyraliera policjantów przeczesuje teren w poszukiwaniu ciała Iwony Wieczorek. Trzy lata po jej zaginięciu.

Pamiętamy jak kilka lat po śmierci Krzysztofa Olewnika dokonano wizji lokalnej w jego domu i odkryto niezauważone przedtem liczne ślady krwi.

Pokazano teraz film z wizji lokalnej, wykonany 15 lat temu przez policję po zamordowaniu generała Papały. Na filmie widać prawdopodobnie łuskę od naboju, której bezskutecznie poszukiwano w czasie śledztwa. Film znajdował się w archiwum, prokuratura nie badała tego dowodu.

Niech za komentarz posłuży informacja, podana kilka miesięcy temu: – W lesie znaleziono zwłoki pozbawione głowy. Policja wyklucza udział osób trzecich.

* * *

Marek Jurek z troską wypowiada się o życiu poczętym. Jest przeciw aborcji płodów upośledzonych, z których urodzą się dzieci z niepełnosprawnością.

Trudno zapomnieć jego wyjazd z hołdem dla Pinocheta, odpowiedzialnego za śmierć i tortury tysięcy przeciwników politycznych. Widocznie nie każde życie warte jest ochrony.

* * *

Przez dwa lata abp Hoser utrzymywał na stanowisku proboszcza księdza oskarżonego o molestowanie ministrantów, a od pół roku skazanego za te czyny. Do wczoraj. Nagłośnienie sprawy przez media spowodowało odwołanie księdza. Księdza skazano na rok pozbawienia wolności (w zawieszeniu na cztery lata) za molestowanie ministranta.

Kościół ma instrukcję, jak postępować z księżmi podejrzanymi o pedofilię; trzeba ich m.in. odsunąć od kontaktu z dziećmi. Arcybiskup Hoser nie uznał tego za potrzebne.

Sprawę „odkrył” psycholog kliniczny, który prowadził terapię chłopca molestowanego przez księdza. Zgłosił sprawę do prokuratury i do kurii warszawsko-praskiej trzy lata temu. Potem poinformował także Nuncjaturę Apostolską. Dwa lata temu rozpoczęło się śledztwo w sprawie molestowania i w sprawie „innych czynności seksualnych” w stosunku do ministrantów.

Reporter pyta arcybiskupa czy będzie w tej sprawie komentarz kurii. Arcybiskup odpowiada: pasmatrim – uwidim.

Jest jednak teraz komentarz kurii: „Były to czyny dawne, nieaktualne”. Kanclerz kurii tłumaczy dziennikarzom, że „inne czynności seksualne” to „kwestia podlegająca interpretacji”. Dziennikarze wymieniają jakie to były czynności. Kanclerz milczy, potem dodaje: wyrok jest nieprawomocny.

Szef Katolickiej Agencji Informacyjnej martwi się o abp Hosera. Ma o nim jak najlepsze zdanie, nie podoba mu się tylko zachowanie kanclerza kurii. Jego zdaniem „duch i styl arcybiskupa w otoczeniu się nie przebija”. Jest za reformą kurii, „aby arcybiskup Hoser mógł realizować swój program”.

Nie wpadło mu do głowy, że kanclerz przecież tylko próbował w imieniu arcybiskupa bronić jego decyzji?

Prof. Bartoś: W Stanach przy diecezjach powołano komisje złożone ze świeckich psychologów, prawników itp., gdzie zgłaszają się ofiary księży. Takie komisje u nas byłyby bardzo pożądane.

Paweł Gużyński, dominikanin: W Stanach udowodniono, że biskup wiedział o pedofilii i krył sprawców, więc cała instytucja ponosiła odpowiedzialność. Jeśli okaże się, że w Polsce można wykazać pomocnictwo, to instytucja powinna ponieść pełną odpowiedzialność.

Cóż, jak powiedział prymas, „Polska to nie Ameryka”.

* * * * * *

Remanent

Z okazji pięćsetnego odcinka zrobiłem przegląd tego, co pisałem, i stwierdziłem, że nie dotrzymałem obietnicy, którą kiedyś dałem SAWIE. Napisałem parę tekstów nie poświęconych polityce, ale m.in. życiu i obyczajom smoków i krasnali. SAWA wyraziła chęć dowiedzenia się więcej na ten temat, a ja jej to obiecałem.

Wysłałem odpowiedni tekst Bogdanowi Misiowi, a on go uwalił. Może zresztą słusznie, bo pisałem go kiedyś z myślą o przyjaciołach buddystach i pełno tam koanów, odniesień do buddyjskich smaczków, a to może byłoby niestrawne dla czytelników Studia.

[Wyjaśnienie: jakoś sobie nie przypominam. Na ogół nie uwalam tekstów Pirsa. Może się gdzieś zapodział? Ale nie wykluczam. W moim wieku skleroza jest już normą. BM]

Daję więc inny krótki tekst – mój list do pewnej przyjaciółki, który prostuje błędne wyobrażenia jakie mają o nas ludzie.

Czy krasnale istnieją? Jasne, że tak! Tobie, przyjaciółce krasnala i bliskiej kuzynce Królewny Śnieżki, tego akurat nie trzeba tłumaczyć. Nie ma tylko królewiczów z bajki, zresztą nigdy ich nie było. (Kiedy pocałowałem Królewnę Śnieżkę, myślała, że jestem jakimś księciem!).

A co z wiedźmami, elfami, smokami, gadającymi kotami etc.? Są, oczywiście że są, ale gdzie im tam do nas, krasnali. Wcale nie protestujemy, kiedy przedstawiają nas w czapeczce z fajeczką (fuj, świństwo!) albo zasuwających kilofami w jakiejś kopalni. Po co nam reklama? Każdy, kto spotkał prawdziwego krasnala, wie, że nie istnieje nic lepszego, a kto tego nie wie – pies z nim tańcował.

Krasnal, np. w garniturze, na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od człowieka. Ale różnica jest kolosalna, więc po krótkiej chwili każda inteligentna osoba wie, że ma do czynienia z krasnalem. Ludzie akurat nie należą do istot inteligentnych i nawet gdyby im się przedstawić: „Jestem krasnalem” – nie uwierzą. Trzymają się swoich wyobrażeń, stereotypów, więc jeżeli masz powyżej metr dwadzieścia i nie nosisz brody, możesz być spokojny – nikt cię nie rozpozna. A przecież różnice są wyraźne: ludzie żyją w nierealnym świecie, wierzą w bajki, pożądają rzeczy nieistotnych i nie rozumieją dowcipów (prosty test: opowiedz dobry dowcip – roześmieje się tylko krasnal). To krasnale żyją naprawdę i nie tracą czasu na duperele. Czy ktoś widział krasnala, który by poświęcał się robieniu kariery, zabiegał o władzę, albo chorował z zawiści?

Różnice między istotami wyrażają się często nie tyle w tym co, ale jak robią. Na przykład karty – jak się zachowują przy kartach. No, może to nie jest najlepszy przykład, bo poza ludźmi i krasnalami mało kto lubi karty, ale weź choćby zwykły spacer. Co ludzie widzą spacerując, co robią, o czym mówią? A byłaś na spacerze z krasnalem?

No tak, elfy bywają czarujące, a czarownice dostarczają mocnych wrażeń, ale to są wszystko czary, które im się zresztą szybko nudzą; wszystko na efekt. Smoki – tylko zabawy z wodą (na pewno wiesz, że smoki rządzą wodami i są w gruncie rzeczy łagodne), a kot jest cwaniak i chociaż miło się z nim gada, to ciągle musisz uważać na to co mówi i co robi; szczerze sobie z kotem nie pogadasz. No a przyjaźń – prawdziwa przyjaźń możliwa jest tylko z krasnalem.

Niektórzy ludzie czasem przypominają krasnali, ale jest to powierzchowne. Zaczynasz z takim mówić o życiu, a zaraz okazuje się, że chce gadać tylko o sobie albo coś załatwić. Zresztą, kogo z ludzi interesują rozmowy o życiu albo w ogóle rozmowy? O tym co mam, co chcę, co jest be, a co cacy – to tak, ale żeby pomyśleć, mieć wątpliwości… Nic dziwnego, że na ogół trzymamy się od ludzi z daleka, a jak już obcujemy z nimi, to z zachowaniem dystansu. Z drugiej strony, krasnale są często przeintelektualizowane, nadwrażliwe, za dużo rozumieją, albo tak są zajęte doskonaleniem się, że można z nimi obcować tylko na wysokim poziomie, co bywa męczące. Więc jak chcemy prostej rozrywki, pewnego „odświeżenia”, to obcujemy z ludźmi. Możesz mieć z nimi ubaw (bo nie zabawę), możesz się schlać (bo nie napić), możesz im nawet współczuć i spróbować coś dla nich zrobić.

Co można zrobić dla ludzi? Niektórzy z nich są lepsi od innych, bardziej rozwinięci i tym ludziom można pomóc, aby zostali krasnalami. Tak, to jest możliwe. Kiedyś, dawno, dawno temu krasnale byli tacy jak ludzie, może dziesięć razy lepsi, ale podobni. Żyliśmy obok siebie, nawet ze sobą, no, różne rzeczy wtedy się działy. Dlatego teraz niektóre krasnale bywają trochę pokręcone, a i bywają ludzie trochę lepsi od innych. Słyszałaś na pewno to i owo o mamie Królewny Śnieżki i moim ciotecznym bracie… No nic, było, przeszło.

Jak pomóc człowiekowi zostać krasnalem? Przede wszystkim trzeba mieć żelazne nerwy i bardzo dużo dobrej woli. Mało kogo z ludzi to interesuje. Są wprawdzie tacy ludzie, którzy chcieliby być krasnalami, ale stawać się nimi to już nie – za dużo fatygi. To tak jak z językiem obcym – wielu chciałoby znać, ale uczyć się…

Niektórzy twierdzą, że nie da się zrobić z człowieka krasnala, ale to nie jest tak – są podręczniki, metody. Trudno jest, ale można. Więc robimy co możemy. W końcu jak się pracuje parę tysięcy lat, można mieć efekty.

Mam nadzieję, że wyjaśniłem Twoje wątpliwości.

Serdecznie pozdrawiam

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com