Zbigniew Szczypiński: O nowe standardy w płaceniu podatków!

05.04.2019

Nie tak dawno opinia publiczna w Polsce skupiona była na „aferze” w Narodowym Banku Polskim — a właściwie na niewytłumaczalnej i niczym nieuzasadnionej wysokości zarobków dwóch atrakcyjnie wyglądających pań, pełniących zaszczytne i ogromnie odpowiedzialne funkcje dyrektorek wydziału komunikacji i gabinetu prezesa banku Adama Glapińskiego. Buta i arogancja, jaką zaprezentował prezes NBP w pierwszej fazie skandalu ujawnionego przez media — to, co mówił na konferencjach prasowych, jakich udzielał rad posłom rządzącej partii, a nawet wicepremierowi Gowinowi — zostaną zapamiętane jako przekroczenie (i tak wysoko ustawionej) poprzeczki chamstwa i arogancji władzy. Tej władzy, władzy Jarosława Kaczyńskiego i jego funkcjonariuszy.

Pamiętamy, jak było. Pamiętamy, że trzeba było ustawy sejmowej, by zmusić prezesa Glapińskiego do opublikowania wysokości płac w Narodowym Banku Polskim. Dyskusja wokół tych danych, dyskusja o tym, dlaczego dyrektor wydziału komunikacji (a więc wydziału niemerytorycznego, nieodpowiadającego za strategiczne decyzje NBP) zarabiał więcej, niż jakikolwiek inny dyrektor wydziału w NBP nie przyniosła odpowiedzi – nadal nie wiemy, dlaczego pani od komunikacji zarabiała 52 tysiące złotych w banku i dodatkowo kilkanaście tysięcy za zasiadanie w jednej z ważnych instytucji nadzoru bankowego.

Folwarczne stosunki w Narodowym Banku Polskim za prezesury Adama Glapińskiego pozostają nadal słodką tajemnicą prezesa i jego personelu. Koń, jaki jest każdy widzi, jak wygląda prezes, jak wyglądają jego dwie najbliższe współpracownice — też każdy widzi, a to, co sobie myśli, jest jego słodką tajemnicą.

Wydawało mi się, że nie będzie już potrzeby, by wracać do tych spraw — a tu spada na nas raport francuskich ekspertów, (z kręgu znanego profesora ekonomii Thomasa Piketty’ego), którzy opublikowali dane o nowych pomiarach skali i tempa narastania nierówności w społeczeństwach krajów europejskich, w tym w Polsce.

Koniec z opowiastką o zrównoważonym poziomie różnic dochodowych. Koniec z naszym przekonaniem, że miara, jaką posługiwaliśmy się dotąd, słynny współczynnik Giniego, to prawdziwa miara nierówności. Koniec z przekonaniem, że jesteśmy w środku stawki europejskiego rozwarstwienia, że w Polsce nie dzieje się nic alarmującego, że trzymamy europejskie standardy.

Okazuje się, że to g…   prawda. Polska jest krajem, w którym górne 10% zagarnia 40% dochodu narodowego. Stawia to nas na pierwszym miejscu wśród wszystkich krajóww europejskich. Jesteśmy na tym samym poziomie, co Stany Zjednoczone — co to właśnie wybrały prezydentem Donalda Trumpa; wybrały glosami ludzi wściekłych, boleśnie odczuwających rosnącą zapaść i brak perspektyw dla młodego pokolenia i niemożność awansu międzygeneracyjnego — zupełnie jak w Polsce. Nie trzeba wielkiej wyobraźni socjologicznej ani nawet zwykłej wyobraźni, aby wiedzieć, że to jest otwarta szeroko brama dla populistów wszelkiej maści, nawet tych, którzy kochają się w kolorze brunatnym. Tu zależność jest prosta: doprowadźmy do rozpadu społecznych więzi we wspólnocie, jaką może być społeczeństwo, a wpadniemy w łapy ludzi, którzy w walce z jakimkolwiek wrogiem, wewnętrznym albo zewnętrznym, znajdą legitymizację władzy.

Wróćmy do banków, do tej korporacyjnej kultury, która pozwala bez mrugnięcia okiem akceptować porządek, w którym prezes banku musi zarabiać kilka milionów złotych za rok swojej odpowiedzialnej pracy, podczas gdy jego pracownicy, pracownicy jego banku, ci z pierwszej linii obsługi klienta, zarabiają znacznie, ale to znacznie mniej.

W ostatniej „Polityce”, tej z 3 kwietnia, redaktor Adam Grzeszak publikuje dobry faktograficzny materiał pod wiele mówiącym tytułem „Bankierzy: ile się należy ?”.Możemy zapoznać się z wysokością płac prezesów banków, państwowych, komercyjnych, polskich, zagranicznych, ale działających na polskim rynku.

Warto poczytać!

Od niepokonanego rekordzisty, jakim był ostatni włoski prezes Pekao, Luigi Lovagilio, który otrzymywał 12 milionów złotych rocznie (to jest milion miesięcznie), płace innych prezesów oscylują pomiędzy 6 milionami rocznie a milionem. To taki bankowy standard. W tym, co pisze redaktor Grzeszak, uderza mnie brak jakiejkolwiek informacji dotyczącej wysokości podatków, płaconych od płac uzyskiwanych za tę odpowiedzialną pracę. Wysokość ich płac  w stosunku do płac pracowników szeregowych razić będzie tym bardziej, gdy dowiemy się (a ja stawiam taką hipotezę), że prezesi płacą podatek w wysokości zryczałtowanej 19%, bo są jednoosobową firmą, świadczącą usługi zarządcze wobec banku — a pracownicy płacą podatki według obowiązujących w Polsce (i tak ogromnie spłaszczonych) stawek; ale jednak wyższych niż przywołane 19% według pomysłu premiera Leszka Milera z SLD.

Zostawmy prezesów banków. Najlepszą prawdę o bankach powiedział Bertolt Brecht w tym znanym pytaniu – „Co jest większym przestępstwem niż napaść na bank? – Założyć bank! Zostańmy przy rosnącym i najwyższym w Europie rozwarstwieniu, jakie mamy w Polsce (według think-tanku ludzi od Thomasa Piketty’ego). Jeżeli tak jest, jak mówi raport — to tym bardziej zasadne staje się pytanie: czy można utrzymywać takie absurdy podatkowe, jakie mamy w Polsce?

W moim najgłębszym przekonaniu – nie można! Tak dalej się nie da!

Nie może być tak, że jesteśmy jedynym chyba krajem, który zniósł podatek od spadków. To chyba minister Zyta Gilowska za pierwszych rządów Kaczyńskiego jako premiera zniosła ten podatek, występujący powszechnie we wszystkich krajach Europy i świata, podatek nienaliczany w Polsce niezależnie od tego, czy spadek to pracownicza działka z altanką, czy miliardowy majątek polskiego oligarchy. A dalsze utrzymywanie fikcji samozatrudnienia menedżerów pracujących etatowo w zarządzanych przez siebie firmach skutkuje patologią, jaką jest to, że sekretarka prezesa płaci wyższy podatek, składkę na rzecz wspólnoty, na rzecz społeczeństwa, niż jej prezes.

Podatek katastralny, od nieruchomości, koniec z opodatkowaniem w rajach podatkowych, koniec z „optymalizacją”, którą przeprowadzają wyspecjalizowane biura prawne, koniec z … naprawdę jest wiele sposobów, by skończyć z tym złodziejstwem. I niech nikt nie mówi mi, że tej władzy nie należy płacić, bo ta władza robi to, co robi. Ta władza kiedyś, może w jesieni, się skończy, a proceder niepłacenia podatków trwa od lat, od zawsze.

Bez zmiany zachowań, bez zmiany norm społecznych, nie zbudujemy społeczeństwa obywatelskiego, nie uciekniemy od demonów przeszłości, w której państwo udawało, że płaci, a my udawaliśmy, że pracujemy. Nie będzie europejskich standardów w służbie zdrowia i w publicznej oświacie bez skończenia z powszechną patologią podatkową.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com