Sławek: Publicystyka pustki czy pustka publicystyki?

09.12.2020

Redakcja SO opublikowała 5 grudnia 2020 roku artykuł Tadeusza Kwiatkowskiego: „Kocham pana, panie Głuszek” z nadtytułem „Artykuł dyskusyjny”.

Sam artykuł nie wywołał jak na razie zbyt burzliwej dyskusji. Trudno bowiem za taką uznać początkowo dość letnią wymianę poglądów między autorem a panem A. Głuszkiem, czy raczej kurtuazyjne wpisy kilku innych komentatorów. (Dopiero na koniec autor swoim zwyczajem wygłaszając demagogiczne tezy obraził A. Głuszka, a kiedy tamten mu to wskazał, stwierdził, że interlokutor sam sobie winien).

Na godzinę 14.00 w dniu 8 grudnia 2020 znajdowało się pod artykułem 14 komentarzy, a w rubryce oceniającej „Co myślisz o przeczytanym artykule” znajduje się 36 ocen, z czego 29 osób oceniło artykuł jako doskonały, a dwie jako dobry.

Zatem skoro artykuł notuje ponad 86% pozytywnych ocen, to o jakiej dyskusji tu mowa? Chętnie poznałbym stanowisko Redakcji, dlaczego jej zdaniem artykuł został potraktowany jako dyskusyjny?

W tym tekście nie zamierzam zresztą podejmować dyskusji z większością stwierdzeń artykułu, ale przedstawić swój punkt widzenia na pewien rodzaj publicystyki, czy raczej typ maniery publicystycznej, z którą nie tylko się nie zgadzam, ale którą uważam za jednoznacznie szkodliwą, a przez brak rzetelności — destrukcyjną.

Artykuł wychodzi od cytatu z komentarza Arkadiusza Głuszka do mojego wpisu pod artykułem Zbigniewa Szczypińskiego.

Odwołując się idei budowy nowoczesnego państwa polskiego autor wskazuje jednoznacznie, że takiej szansy nie ma, ponieważ została zaprzepaszczona wiele lat temu i bezpowrotnie stracona.

Generalna wymowa tekstu sprowadza się do tego, że Polacy nie potrafią organizować życia zbiorowego, w postaci organizmu państwowego. (Czytelnik może to sprawdzić w oryginale).

Posłużę się szerszym cytatem, aby czegoś przypadkiem nie pominąć, czy nie przekręcić:

Polska to już jedynie terytorium, zamieszkiwane przez sukcesywnie topniejące plemię, niezdolne do wyłonienia struktur politycznych, mogących zagwarantować poziom organizacyjny, umożliwiający na zasadach partnerskich współudział w europejskich procesach federacyjnych. Spójność etniczna nie jest gwarantem naszej lokalnej użyteczności. Nie chodzi nawet o to, że nie jesteśmy już dla nikogo partnerem w Europie. Nie umiemy się porozumieć w tak zdawałoby się podstawowych kwestiach, jak organizacja systemu edukacji czy powszechnego lecznictwa – trzydzieści lat demokracji i polowy szpital w stolicy kraju, na stadionie piłkarskim, wybudowanym za trzykrotność sumy, jaką należałoby wydać, by postawić porównywalny obiekt w Niemczech; horrendalne pieniądze oficjalnie topione w zakupach z kamizelki, na respiratory, których nie ma i premier, odpowiadający rządowi niemieckiemu, iż Polska nie tylko nie przyjmie pomocy medycznej, ale sama jest gotowa wspierać największą gospodarkę UE w walce z pandemią. Jednocześnie Polska usiłuje torpedować politykę wspólnotową, np. wetując budżet mający chronić kraje UE przed skutkami zarazy. A przecież to jedynie wierzchołek szaleństwa, trawiącego ten kraj od trzech dekad.

Dalej autor podaje przykłady fatalnych rozwiązań: miliardy corocznie na krk, obrastanie krk w posiadłości ziemskie, krk wywiera wpływ na kształt edukacji blokując jednocześnie wychowanie seksualne, nietykalność pedofilów w sutannach, wpajanie dzieciom treści homofonicznych i utrzymywanie społeczeństwa w niechęci do par jednopłciowych, adopcji przez nie dzieci, etc.

To wszystko oczywiście prawda, z dwoma zastrzeżeniami z nich brzmi „tak, ale”, drugie dotyczy demagogii i nihilizmu. Wrócę do nich później.

Konkluzja tych rozważań jest następująca:

PiS jest jedynie skutkiem, nie przyczyną. Skoro zgadzamy się w tej kwestii, to nie ma sensu dłużej zaklinać rzeczywistości. Polska nie stanie się sprawnie zarządzanym państwem, mogącym wtopić się w federacyjny projekt coraz silniej integrowanej Europy. Jesteśmy ciałem obcym, niekompatybilnym z tkanką UE, też zresztą wciąż dalekiej od w pełni funkcjonalnej spójności.

Stwierdzeniem podsumowującym jest konstatacja, że Europa cywilizowana i nowoczesna poradzi sobie bez Polski, bo Polska nie jest potrzebna ani Europie, ani Polakom. Polacy stracili 30 lat na jałowe spory, a teraz nie mają nawet dokąd wypier.alać.

Epilog stanowi prognoza, że co prawda

PiS, lokalny Kościół i jego elektoraty będą zanikać, jak cała reszta polskiego eksperymentu, ale zbyt wolno, by mogło to mieć jeszcze jakiś wpływ na wyhamowywanie społeczno-politycznego rozkładu. O jego odwróceniu w ogóle nie może być mowy. To po prostu nierealne.

Na zakończenie autor przypuszcza, że głównymi beneficjentami tego nieuchronnego upadku Polski będą Niemcy i Rosja, bo szanse Polski już dawno zostały zaprzepaszczone.

Końcową część epilogu rozpoczyna zdanie „Nie ma lewicy, jest PiS i jego budyniowy aneks, KO”. A kończy jeszcze lepsze: „Godzenie się z realiami to również proces wymagający czasu, rzecz prosta tego samego, którego ten kraj już nie ma”. Obydwa te zdania nie mają moim zdaniem sensu — nic z nich nie wynika, oprócz kolejności wyrazów. Ale może jestem niesprawiedliwy i nie rozumiem głębi podtekstów?

Przy okazji takich, moim zdaniem, nielogicznych zestawień, warto zauważyć postawę konsekwentnego symetryzmu autora prezentowanego w większości wypowiedzi. Dla niego lewica, PiS, KO są siebie warci i niczym się nie różnią lub różnią niewiele. Naturalnie on sam nigdzie tego tak nie ujmuje, mając świadomość, że symetryzm w oczach świadomych czytelników jest postawą nieakceptowalną. Po kilku latach pozornej atrakcyjności dzisiaj w oczach światłych Polaków symetryzm uznawany jest za postawę szkodliwą, a sami symetryści za nieszkodliwych, a nawet czasem za bardzo szkodliwych, idiotów.

W tym miejscu odniosę się do pewnej zgrabnej frazy autora, w której udało mu się odwrócić wektor starej anegdoty z czasów PRL. Anegdota, śmieszna i głupia zarazem, popularna zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego, zawierała odpowiedź na pytanie: Czy w Polsce może być gorzej? Nie, bo jakby mogło to już by było!

Oto stosowny cytat z artykułu

Gdyby Polska miała i mogła być tym, czym chcielibyśmy, żeby była (Pański scenariusz pierwszy i drugi), to w ogóle byśmy teraz tych wariantów nie omawiali, bo ten kraj już dawno wzniósłby się na znacznie wyższy szczebel polityczno-społecznej drabiny.

Gdyby mogło być lepiej to już by było – samo by się zrobiło!

Szereg wcześniejszych stwierdzeń, a zwłaszcza ostania z cytowanych kwestii, wskazuje, że autor zupełnie nie przyjmuje do wiadomości skali osiągnięć Polaków, także w zakresie organizacji państwa, z okresu 1989 – 2015. Bez tych osiągnięć nie byłoby nas ani w NATO, ani w UE, a i poziom życia we współczesnej Ukrainie byłby dla nas prawdopodobnie nieosiągalny. Pominięcie czy nie uznawanie nie tylko tych twardych faktów, czyni cały wywód autora oderwanym od rzeczywistości.

Z kilkoma uwagami z artykułu stanowczo się nie zgadzam.

Państwo karłowacieje na peryferiach Europy od trzydziestu lat. To nie nowoczesna infrastruktura drogowa, czy dostęp do Internetu tworzą podwaliny państwa, w którym panuje ład prawny i społeczny konsensus. Kto je w Polsce zbuduje? KO?

Po pierwsze państwo karłowacieje od 5 lat, a nie od 30. Po drugie nowoczesna infrastruktura drogowa, czy dostęp do Internetu także tworzą podwaliny nowoczesnego państwa. Po trzecie wreszcie – KO lub jej następca także będzie uczestniczyć w budowie ładu prawnego i społecznego konsensu.

Przechodząc do całościowej oceny tego artykułu oraz większości publicystyki autora na SO warto podkreślić kilka cech je wyróżniających. W tym miejscu wracam do odłożonego wcześniej „tak, ale” oraz demagogii i nihilizmu.

Odwołam się do uwagi mojego kolegi. W dyskusji miał zastrzeżenia, że niepotrzebnie się czepiam, bo przecież zgadzam się z prawie wszystkimi uwagami diagnozy autora. To prawda, ale tylko częściowa. Określenie diagnoza zawiera w sobie staranne i rzetelne zestawienie wszelkich cech zjawiska, procesu, organizacji – w tym wypadku państwa polskiego. Składają się na nie słabe strony, silne strony i neutralne. To, co autor przedstawia w tym artykule i w szeregu innych to nie jest żadna diagnoza, ale subiektywna ocena składająca się wyłącznie ze stron słabych, w dodatku czarnych i destrukcyjnych, ze starannym pominięciem wszystkiego, co mogłoby ten obraz zbliżyć do istniejącego stanu rzeczy. To nie jest ocena rzetelna ani prawdziwa, a karykatura rzeczywistości. To poglądy skrajnie pesymistyczne, a nawet nihilistyczne.

Warto także zauważyć, że wszelkie wnioski na przyszłość, z tak jednostronnie skrajnej, i fragmentarycznej oceny, są wnioskami pustymi. Nie mają oparcia w stanie istniejącym, a jedynie w intencjach autora. Wańkowicz nazywał to chciejstwem, a Anglicy wishful thinking. To taki proces jasnowidzenia czy wróżenia, tylko że w wersji rozrywkowo-groteskowej — wypisz wymaluj — wróż Maciej.

W tym artykule, a także w innych, autor porównuje Polskę do wyidealizowanego i odrealnionego modelu państwa wysoko rozwiniętego z UE i na tym tle czarny obraz Polski rysuje się jako nieadekwatny nie tylko do Europy, ale w ogóle do współczesnego świata. Ponieważ podejście autora jest w większości demagogiczne, a wobec tego bardzo powierzchowne i płytkie, próbuje on porównywać najlepsze cechy państwa wysoko rozwiniętego z najgorszymi cechami państwa polskiego. To już nawet nie tyle demagogia, ile absurd.

Tymczasem warto uwzględnić dwie okoliczności, zgodnie z którymi takie oceny są całkowicie oderwane od rzeczywistości.

Pierwszą z nich jest prawdziwy obraz państwa, do którego się porównujemy. Czy są to Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy znane ze znakomitej administracji państwowej Holandia albo państwa skandynawskie, każde z nich ma swoje problemy znacznie oddalające je od wzorca cywilizacyjnego. Gdyby robić takie porównanie uczciwie, obraz nie byłby tak szokujący, jak porównanie ze wzorcem idealnym, do tego porównanie nieuczciwe.

Druga okoliczność jest jeszcze istotniejsza. Polska od „zawsze” czyli od wieków średnich była, jest i pozostanie państwem peryferyjnym w stosunku do centrum Europy. Możemy się z tym nie zgadzać, ale tego nie wolno pomijać. Jeżeli o tym pamiętamy to porównywanie nas z najlepiej rozwiniętymi państwami Zachodu jest nieuczciwe a metodologicznie błędne. Porównywanie Polski z Ukrainą, Bułgarią czy Rumunią byłoby bardziej poprawne. Nawet z Białorusią, Czechami, Słowacją czy Węgrami, nie mówiąc już o republikach nadbałtyckich, takie porównania są ryzykowne metodycznie z powodu wpływu trudnych do pominięcia różnic.

Jak chętnie autor sięga do zestawień absurdalnych wystarczy przytoczyć dwa przykłady z omawianego artykułu. Oto Niemcy robotyzują kolejne sektory gospodarki, eksperymentują z płacą minimalną a w Polsce rząd konsultuje kolejne decyzje z episkopatem. Z kolei w dyskusji pod artykułem autor zestawia świat, który „ … przymierza się m.in. do okiełznania fuzji jądrowej, komercyjnego zagospodarowania Księżyca, cybernetycznej rewolucji kwantowej, a my snujemy przyszłościowe wizje podstawówek bez katechetów i zgłaszamy bojowe postulaty zdjęcia krzyży ze ścian w urzędach”. W wielu miejscach autor wprost lub pośrednio sugeruje, że żyjemy w kraju absurdów. Oto dzieci uczą się na świecie faktów naukowych a u nas religii. Nieuczciwość i absurd takich zestawień polega na tym, żeby zasugerować czytelnikowi, że u nas te średniowieczne zabobony odprawiane są zamiast obok działań na rzecz nowoczesności.

Próbowałem w tym tekście znaleźć jakąś wskazówkę na przyszłość. Co, zdaniem autora, należałoby robić w tak czarno i beznadziejnie przedstawiającym się położeniu. Stosowny fragment brzmi tak:

Powolny, lecz konsekwentny zanik jakichkolwiek zdolności do prowadzenia czegoś, co choćby z grubsza mogło pretendować do miana samodzielnej polityki wewnętrznej, a tym bardziej międzynarodowej, nie powinien nas napawać smutkiem czy przerażeniem, ale być źródłem pociechy — pogodnej rezygnacji z bezskutecznej szarpaniny, do której z kolei nie powinniśmy się pochopnie zniechęcać, ponieważ wydatnie przyspiesza procesy rozkładowe.”

To naprawdę wbija w fotel. Tłumacząc z polskiego na nasz, konkluzja jest następująca – szarpmy się, w rezultacie czego szybciej umrzemy!

Pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło do głowy po tej „propozycji na przyszłość” to teksty Leszka Kołakowskiego pisane w ostatnim okresie życia. Omawiał w nich między innymi tragiczny dramat istoty ludzkiej, która od początku świadomości, ma zakodowaną nieuchronność śmierci. Ta tragedia ludzka nazywana jest przez filozofię samotnością egzystencjalną. Po co robić cokolwiek skoro i tak czeka nas niechybny koniec?

Po co starać się w Polsce o cokolwiek jeżeli i tak czeka nas na koniec porażka? Uczciwie biorąc nie znam bardziej demotywującej maniery publicystycznej. To już nie jest tylko pesymizm, czarnowidztwo, ale postawa skrajnie nihilistyczna. Zupełnie jej nie rozumiem.

Nie rozumiem po co i dlaczego autor tworzy teksty skłaniające wprost do bezczynności, demobilizacji i nie robienia niczego pozytywnego w zakresie działalności publicznej. Jaki jest cel demotywowania ludzi do działań pozytywnych? Dlaczego autor jest tak konsekwentnie przeciwny wszelkiemu postępowi w Polsce, zarazem sam deklarując się jako zwolennik nowoczesności?

Chętnie poczytam kogoś, kto mi wyjaśni, jaki jest sens takiego destrukcyjnego pisania? Czy w ogóle taki sens istnieje? (Pomijam oczywiście psychoterapię samego autora, który pisząc takie rzeczy poprawia swoje własne samopoczucie odwołując się do starej prawdy psychologicznej – nic tak nie cieszy człowieka, jak fakt, że inni mają co najmniej tak samo a najlepiej dużo bardziej przegwizdane).

Od początku czytania różnych artykułów tego autora nie rozumiałem takiej postawy, która jest obecna w większości, jeżeli nie we wszystkich artykułach autora na SO. Kiedy komentowałem „Polską Lorelei” dowiedziałem się od Red. BM, że to był pamflet. Przy okazji innego artykułu kiedy autor tylko w zawoalowany sposób zachwycał się skutecznością Stalina, po czym komentatora, który zwrócił mu na to uwagę, zwyczajnie obraził, również Red. BM poinformował mnie, że jako amator nie rozumiem niuansów profesjonalnego pisania uprawnionych porównań. Dałem spokój, bo po co kopać się z koniem.

Niedawno w tekście jeszcze wiszącym na SO pt. „Jankeski czopek” por. autor „wykazał”, bo przecież nie udowodnił, że USA są imperium zła, zepsucia i zapyzialstwa niewiele mniej zacofanym od Polski. Jeżeli się zestawi wszystko co najgorsze, a nawet to czego nie można przypisać USA, ale się je o to pomawia, to w zasadzie wszystko będzie ciemną stroną świata lub piekłem. Ale czego to dowodzi oprócz manipulacji autora oddającej, jak można sądzić, stan jego umysłu?

Nadal nie mam specjalnej ochoty komentować takiej publicystyki. Jeżeli jednak (wyjątkowo niechętnie) to robię, to przez wzgląd na szkody i spustoszenia jakie może ona wyrządzić w głowach niektórych czytelników.

Przykładem takich szkód mogą być podobne konkluzje jak z komentarza pod artykułem Pana Filipa Nowakowskiego:

Uważam, że najlepiej jest stąd wyjechać na zgniły zachód, do cywilizacji śmierci. I nigdy już tu nie wrócić. Proponuję przyjąć propozycję PiS do deportacji ateistów (deportować można tylko osobę przybyłą z innego państwa). Tylko mają nam dać 500 tys. euro odszkodowania i już nas nie ma. A jak nie będą chcieli dać to do Strasburga. Na 500+ ich stać to na 1000 razy więcej dla 2% obywateli kraju też.

Pozdrawiam i życzę szybkiej emigracji!

Ten komentarz jest kpiną, ale ilu ludzi może taki sposób myślenia potraktować serio ?

***

Warto zwrócić także uwagę na sposób prowadzenia dyskusji przez autora, w tym zwłaszcza pod własnymi artykułami, chociaż nie tylko pod nimi.

Autor nie znosi sprzeciwu ani odmienności poglądów. Musi postawić na swoim, choćby to było wbrew faktom, logice, zupełnie niepotrzebne, a czasami nawet nieuprzejme czy śmieszne. Najczęściej stawia absurdalne pytania, wynikające z równie absurdalnych stwierdzeń artykułu, a kiedy adresat pytania nie znajduje sensownej odpowiedzi, bo takiej nie daje się znaleźć, autor przygważdża go swoimi absurdami z artykułu. Stosuje tutaj przedszkolne chwyty z książek, które zapewne długo leżały w pobliżu Erystyki Schopenhauera. (Parę lat temu pewna studentka na egzaminie próbowała poważnie mnie przekonywać, że Arthur Schopenhauer był synem Chopina i Hauera. Zupełnie nie mogła pojąć, dlaczego dostałem konwulsyjnego napadu śmiechu. Pewnie dlatego nie ustaliłem, czy była zwolenniczką PiS-u).

Skutki tego są dość opłakane, bo mało kto chce poważnie dyskutować w takich warunkach. Naturalnie w rzadko której dyskusji autorowi udaje się nie obrazić interlokutora. A kiedy obrażony o tym wspomina, autor zwykle triumfuje – dobrze ci tak, sam sobie jesteś winien. Szerszy efekt dla samego autora jest taki, że co prawda stawia na swoim, ale niczego w takich dyskusjach nie jest się w stanie nauczyć, ani poszerzyć spektrum swojego widzenia konkretnych rzeczy. Przecież i tak wie lepiej — tak też można.

Sławek

Print Friendly, PDF & Email

67 komentarzy

  1. PIRS 09.12.2020
    • slawek 09.12.2020
      • narciarz2 09.12.2020
        • slawek 10.12.2020
  2. Bogdan Miś 09.12.2020
    • Arkadiusz Głuszek 10.12.2020
      • Bogdan Miś 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • Bogdan Miś 10.12.2020
        • Arkadiusz Głuszek 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • Bogdan Miś 10.12.2020
        • Arkadiusz Głuszek 11.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • Bogdan Miś 11.12.2020
        • slawek 11.12.2020
    • slawek 09.12.2020
  3. narciarz2 09.12.2020
    • Bogdan Miś 09.12.2020
      • narciarz2 09.12.2020
      • narciarz2 09.12.2020
        • Bogdan Miś 10.12.2020
    • Tadeusz Kwiatkowski 09.12.2020
      • narciarz2 09.12.2020
  4. Arkadiusz Głuszek 10.12.2020
    • slawek 10.12.2020
      • narciarz2 10.12.2020
  5. PK 09.12.2020
    • Tadeusz Kwiatkowski 09.12.2020
      • PK 09.12.2020
    • slawek 09.12.2020
      • PK 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • PK 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • PK 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • PK 11.12.2020
        • slawek 11.12.2020
  6. PIRS 10.12.2020
    • slawek 10.12.2020
      • PIRS 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • PIRS 10.12.2020
        • Arkadiusz Głuszek 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • Arkadiusz Głuszek 10.12.2020
        • slawek 10.12.2020
        • Lalka Andrzejewska 16.12.2020
        • slawek 17.12.2020
  7. Mr E 10.12.2020
    • slawek 10.12.2020
    • slawek 15.12.2020
  8. Andrzej Koraszewski 10.12.2020
    • slawek 10.12.2020
  9. Musz 10.12.2020
    • slawek 10.12.2020
  10. andrzej Pokonos 11.12.2020
    • slawek 11.12.2020
      • andrzej Pokonos 12.12.2020
  11. PIRS 11.12.2020
    • slawek 11.12.2020
    • Tadeusz Kwiatkowski 11.12.2020
  12. Filip Nowakowski 15.12.2020
    • slawek 16.12.2020
      • Filip Nowakowski 17.12.2020
  13. atargows 09.01.2021