Andrzej Koraszewski: De non existentia Dei

Aczkolwiek od dawna wiedziałem, że istnieje Fundacja im. Kazimierza Łyszczyńskiego i wiele razy śledziłem organizowane przez nią imprezy, dopiero teraz dowiedziałem się o istnieniu wydawanego przez tą fundację kwartalnika „Przegląd Ateistyczny”.  Niedawno Fundacja zorganizowała zlot ateistów w podpłockiej Soczewce, która leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od mojego domu, i zaprosili mnie na spotkanie z czytelnikami. Było ogromnie sympatycznie, a przy okazji dostałem w prezencie kilka egzemplarzy „Przeglądu Ateistycznego”.

Kwartalnik wychodzi tylko w wersji papierowej i ma ciekawy (przynajmniej dla mnie) profil – propaguje wolność sumienia i świeckość państwa, świecki charakter państwowej oświaty, równość praw i oczywiście ateizm.

Lubimy chlubić się naszą tolerancją religijną, chociaż różnie z nią bywało. Bracia Polscy byli jedną z najciekawszych sekt chrześcijańskich w Europie, a ponieważ ich idea chrześcijańskiej moralności wyprzedzała o stulecia czasy, w których działali, więc najpierw przez długie lata byli prześladowani, a często również (głównie z poduszczenia księży katolickich) mordowani, zaś później z mocy uchwały sejmowej zostali zobowiązani do zmiany wyznania na katolicyzm lub opuszczenia kraju do 1660 roku.

Osławiona polska tolerancja religijna, której bodaj najpiękniejszym świadectwem była Konfederacja Warszawska wzywająca do pokoju religijnego i zobowiązująca króla do równego traktowania wszystkich wyznań, była już przeszłością, a zwycięska kontrreformacja parła do  pełnej dominacji katolicyzmu w państwie, w oświacie, w systemie sądowniczym. Podczas gdy Zygmunt II August nie chciał być panem sumień swoich obywateli, Sobieski (którego prywatne poglądy mogły być zbliżone), panował już w kraju, w którym mówienie o tolerancji religijnej było niebezpieczne nawet dla króla. Sobieski mógł otwarcie popierać teorię Kopernika (której zwolenników Kościół katolicki nie ścigał już z pierwotną zawziętością), ale tytuł fidei defensor (obrońcy wiary katolickiej) przyjął od papieża bez oporów.

W tym kraju rozdartym wewnętrznymi konfliktami i coraz silniej zdominowanym przez fanatyczny, wrogi nauce oraz wszelkiej tolerancji katolicyzm, pojawił się filozof, który najpierw był w czasach szwedzkiego najazdu żołnierzem, potem wstąpił do zakonu jezuitów, który porzucił po studiach filozoficznych i był posłem do Sejmu. Kazimierz Łyszczyński w efekcie studiów teologicznych i filozoficznych dotarł do niewiary. Czy Łyszczyński był pierwszym ateistą w Polsce? Na takie pytanie trudno odpowiedzieć, gdyż przyznanie się do niewiary było zbyt kosztowne. Wcześniej, w czasach renesansu prześmiewki z religii nie były rzadkością. Po stuleciach odkrywano filozofię grecką i rzymską, poemat Lukrecjusza De rerum natura (znaleziony ponownie w roku 1417 przez papieskiego sekretarza, był kopiowany i przekazywany sekretnie wśród zaufanych niedowiarków). Tych niedowiarków mogło być więcej, niż podejrzewamy, woleli jednak nie mówić zbyt głośno. Łyszczyński napisał traktat De non existentia Dei.  Komu go pokazywał? Komu o nim mówił, z kim dyskutował o kwestiach wiary? Tego nie wiemy, ale sąsiad, który chciał mu podłożyć świnię, najwyraźniej dobrze wiedział, czego szukał, wkradając się do domu Łyszczyńskiego pod nieobecność gospodarza i kradnąc właśnie jego traktat.

Konfederacja Warszawska była swego rodzaju propozycją państwa neutralnego światopoglądowo, wśród jej inicjatorów prawdopodobnie niewierzących nie było, ale zapewne byli ludzie mający dystans do religii i głęboką niechęć do wiary fanatycznej. Wtedy ścigać ich było trudno. W ponad sto lat później sytuacja była zupełnie inna. Kiedy traktat Łyszczyńskiego trafił do sądu, nie mógł go obronić nawet król (chociaż nie wiemy, czy próbował, prawdopodobnie nie, mimo że znał i szanował Kazimierza Łyszczyńskiego). Ostatecznie Łyszczyński został stracony na rynku w Warszawie 30 marca 1689 roku, po wyrwaniu mu języka, którym przeciw Bogu bluźnił i odcięciu ręki, którą traktat napisał.

Ponoć nawet papież na bezmiar okrucieństwa tego wyroku się skrzywił. Z traktatu zachowały się zaledwie urywki, które cytowano w akcie oskarżenia. Jest to jednak najbardziej właściwy patron dla tych, którzy chcieliby żyć w kraju, w którym ani żadna religia, ani ateizm nie mogą być państwowym światopoglądem, ale również w kraju, w którym wszyscy ludzie mają równe prawa i w którym wolno bez obawy krytykować zarówno wiarę, jak i niewiarę, zarówno Kościół, jak i religie jako takie, a także (jeśli ktoś ma taką potrzebę) stowarzyszenia ateistów.

Jeśli idzie o państwo świeckie (czy jak kto woli państwo neutralne światopoglądowo), to muszę powiedzieć, że brakuje mi szerokiej koalicji z wierzącymi. Jest dziś w Polsce bardzo wielu wierzących, którzy nie aprobują tego, że Kościół katolicki próbuje znowu zawłaszczyć państwo. Ta walka o świeckie państwo jest wspólna dla wszystkich, którzy cenią tolerancję, pluralizm i demokrację. Przykościelni rycerze walki z demokracją często sugerują, że świeckie państwo to idea ateistów – kłamią i wiedzę o tym, że kłamią. To kłamstwo ma określony cel. Dlatego warto, gdzie tylko się da, pokazywać, że tu jest wspólny front wierzących i niewierzących zwolenników demokracji. Podobnie jest z równością praw, z prawami kobiet, a nawet z kwestią religii w szkołach. To wszystko nie jest wyłączną domeną ateistów. Przeciwnie, prawdopodobnie wręcz większość ludzi występujących w obronie tych wartości to ludzie wierzący.

Więc co u licha jest naszą wyłączną domeną? Pokazywanie, że ateizm jest wolnością od religii, pokazywanie, że ta wolność bywa trudna (bo to prawda i to ważne), dążenie do tego, żeby ten nasz ateizm był amalgamatem z humanizmem i racjonalizmem.

Przeglądając numery „Przeglądu Ateistycznego”, trafiłem (w numerze 5, z października grudnia) na zapis wystąpienia biologa, Pawła Golika podczas Dni Ateizmu 2018.

Profesor Golik mówił o tym, że jest ateistą i że jest to dla niego coś absolutnie naturalnego. Przywołał znaną odpowiedź Laplace’a udzieloną Napoleonowi, że „Ta hipoteza do niczego nie jest mi potrzeba”. Nigdy, żadne odkrycie naukowe nie zostało dokonane dzięki religii. Religia może nie przeszkadzać, a wiele odkryć dokonanych zostało w przeszłości mimo a często wbrew religii.

A jednak nawet dziś wielu naukowców, często wybitnych naukowców ateistami nie jest.

Potrafią oni znaleźć w swoim umyśłe odpowiednie przegródki i postawić między nimi ścianę. Kiedy uprawiają naukę — uprawiają naukę, kiedy się modlą, to się modlą. Ich sukces zależy wyłącznie od tego, na ile szczelna jest ta ściana. Jeżeli zacznie przeciekać, jeżeli w momencie swojej pracy badawczej zaczną kierować się swoją wiarą, nauka w tym momencie się kończy i zaczyna się pseudonauka, zaczynają się manowce i szkodliwa strata czasu.

Paweł Golik powtarza to, co mówiło już wielu, że system umysłowy, który oferuje religia, jest absolutną antytezą tego, czym jest nauka.

„W związku z czym – mówił dalej – nie muszę tłumaczyć się z mojego ateizmu jako naukowiec”. Czy musimy się tłumaczyć z faktu, że nie wierzymy w jakąś nadprzyrodzoną inteligencję, że nie wierzymy w jakieś duchy, które kierują naszym życiem? A jednak musimy się liczyć z faktem, że większość ludzi wierzy w jakiegoś boga, bogów, czy inny tajemniczy byt. Wyzwolenie się z tych kajdan przesądu wymaga szczęścia, przypadkiem rodzimy się w tej, a nie w innej rodzinie, przypadkiem trafiamy na ciekawych ludzi, czy na książki, które pomagają nam się wyzwolić.

To, że  muszę stać i tłumaczyć się z tego, że jestem ateistą – mówił dalej profesor Golik – jest efektem tysięcy lat opresyjnego systemu intelektualnego, tego, co niektórzy filozofowie nazywają mempleksem, zbiorem memów, który cały czas ma nad nami władzę.

Kończył Paweł Golik to wystąpienie apelem:

Starajmy się nie mieć przekonania o naszej własnej wyższości. To, że możemy być ateistami, to, że  nasze umysły nie zostały skutecznie zatrute mempleksem religii, to jest nasz przywilej. Starajmy się nim dzielić.

Dla mnie to ogromnie ważne przesłanie i oczywiście stałe pytanie: jak dzielić się przywilejem wolności od religii nie okazując żadnej wyższości i jak to zrobić, żeby uwolnienie się od jednych kajdan nie stało się okazją do samodzielnego poszukiwania innych kajdan.

Przeglądałem te darowane mi numery „Przeglądu Ateistycznego” pospiesznie, bo równocześnie świat walił się i palił. Tym, których tych kilka słów zachęciło, polecam stronę internetową Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, gdzie w dziale poświęconym „Przeglądowi Ateistycznemu” znajdziecie wszelkie potrzebne informacje o tym, jak do niego dotrzeć.          

avatar

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com