Telewizja pokazała (516)

12.05.2019

Partie opozycyjne są zachowawcze i jak ognia boją się wystąpień w obronie świeckiego państwa, praw kobiet, związków partnerskich itp. Okazuje się, że ich wyborcy mają odmienne poglądy. OKO.press podaje wyniki sondaży zleconych IPSOS w grudniu 2018 r. i lutym 2019 r.

Wśród wyborców PO:

  • 85 proc. uważa,  że biskupi w przypadkach pedofilii w Kościele stają raczej po stronie sprawców niż ofiar (Wiosna 84 proc., PiS 36 proc.);
  • 83 proc. jest zdania, że katolickie msze nie powinny być częścią uroczystości państwowych (Wiosna 86 proc., PiS 21 proc.);
  • 80 proc. dałoby kobiecie prawo do przerywania ciąży do 12 tygodnia (Wiosna 87 proc., PiS 21 proc.);
  • 74 proc. uważa, że religia powinna być nauczana w parafii, a nie w szkole (Wiosna 88 proc., PiS 20 proc.);
  • 62 proc. było za przyznaniem parom homoseksualnym prawa do zawierania małżeństw (w elektoracie Wiosny 78 proc., PiS 15 proc.).

OKO.press: „Poglądy zwolenników Nowoczesnej i SLD są z reguły nieco bardziej liberalne niż PO. Elektorat PSL jest zwykle gdzieś pomiędzy liberałami a prawicą, choć aż 60 proc. zwolenników Władysława Kosiniaka-Kamysza zaskoczyłoby swego lidera poparciem prawa do aborcji do 12 tygodnia ciąży”.

Półtora roku temu napisałem dwa teksty pt. „Dlaczego opozycja nic nie może” i „W uzupełnieniu”. Nie zauważyłem od tego czasu niczego, co by skłaniało mnie do zmiany pesymistycznej oceny opozycji i jej szans.

Poniżej fragment artykułu politologa prof. Rafała Matyji, Polityka:

Aby skutecznie rywalizować z PiS, przejąć inicjatywę, opozycja musiałaby wyjść poza dzisiejszy horyzont ideowo-polityczny i sformułować ofertę zawierającą wyraźniejsze komponenty kojarzone dotąd z lewicą. Choćby w taki sposób, w jaki wplotła je do swojego programu Wiosna Roberta Biedronia czy nawet po części tak jak to zrobiła partia Razem. Dzisiejszy format tego poszerzenia programowego jest bowiem zaledwie korektą kadrową, dokonaną tylko pozornie w podobnym kierunku – dawnych liderów SLD.

Po drugie – opozycja powinna znaleźć sposób na otworzenie kanałów rekrutacji do polityki ciekawych, młodych liderów przed czterdziestką. Stworzyć mechanizm innego niż klientelistyczne reprezentowanie interesów różnych grup społecznych, regionów i miast czy nawet poszczególnych instytucji.

Po trzecie wreszcie – stworzyć mechanizm godzenia naturalnego pluralizmu we własnych szeregach ze względnie sprawnym kierownictwem, zdolnym do codziennej rywalizacji ze scentralizowanym i zdyscyplinowanym obozem władzy.

Ta zmiana w wymiarze ideowym i generacyjnym może dokonać się – w zależności od majowego werdyktu wyborców – zarówno poprzez koalicję KE z Wiosną Biedronia (w przypadku dobrego wyniku tej drugiej), jak i poprzez wspólne listy w jesiennych wyborach. Samo pojawienie się tej oferty wzmocniło szanse opozycji – sprawiło bowiem, że lekceważeni przez PO wyborcy, którzy nie chcą rządów PiS, ale oczekują wyraźnej korekty programowej i personalnej po stronie opozycji, mogą skutecznie przyczynić się do zmiany u steru władzy, a nie poprzestawać na kontestacji układu PO-PiS.

Mam wątpliwości czy opozycja jest zdolna do zmian, jakie proponuje prof. Matyja. W naszej polityce bardzo silna jest zasada „bliższa ciału koszula” i własna kariera polityka stoi na pierwszym miejscu. Obiecujący młodzi politycy są marginalizowani w partii, nie mają szans rozwoju i kariery. Starsi politycy często są obciążeni błędami, jakie popełnili w przeszłości, szczególnie jeśli mieli udział w rządzeniu. Ich ambicje najczęściej sprowadzają się do tego, aby wróciły dawne czasy, nie chcą zmieniać – chcą zarządzać. To zniechęca wyborców. Przecież PO przegrała nie dlatego że partia Razem odebrała trochę głosów SLD, przegrała, bo zniechęciła do siebie wielu wyborców. Starsi politycy (nie chodzi tu tylko o wiek) zużyli się i swoją szansę widzą w różnych trikach, układach.

Nie wierzę w pojawienie się dynamicznych liderów przed czterdziestką. Jeśli nawet tacy zostaliby teraz wysunięci (skąd ich nagle wziąć?), to nie zdążyliby przed wyborami pokazać się od pozytywnej strony.

Te poglądy wyraża coraz więcej osób. W rozmowie z red. Jackiem Żakowskim w Superstacji Leszek Jażdżewski powiedział m.in.

Bez potrząśnięcia opozycja nie będzie w stanie wygrać z PiS wyborów. […] Matematyka nie wygrywa wyborów, wybory wygrywają emocje, a ja tam dziś nie widzę emocji.

* * *

Wystarczy, że PiS coś uchwali, co ogranicza prawo, albo wyrazi się krytycznie o Unii, a już pojawiają się komentarze, że pcha nas w ręce Rosji, Putin się cieszy itd. Myślę, że Kaczyński nie dąży do poddania się wpływom Rosji, raczej zapatrzony jest w Erdogana. Ten wprawdzie należy do NATO, ale robi, co chce, flirtuje z Rosjanami, kupując ich broń, zwalcza Kurdów – sojuszników USA na Bliskim Wschodzie, po cichu współpracował z ISIS, dławi brutalnie opozycję, wspiera ciemny islam i ma ciemnych wyznawców. Wciąż też formalnie podtrzymuje aspiracje dołączenia do Unii Europejskiej (Polska go popierała, widocznie 70 mln tureckich muzułmanów w Unii nie zagraża nam tak jak parę tysięcy muzułmańskich ofiar syryjskich).

NATO nie wywala takiego sojusznika, bo może liczy na jakieś zmiany w Turcji, kiedyś, a może ma gdzieś to, jak członek Sojuszu gnębi swoich obywateli, byle był po naszej stronie. Przykład Arabii Saudyjskiej, kraju wstecznictwa, jest wymowny – potrzebni są jako dostawcy ropy i kupcy amerykańskiej broni, więc średniowieczne stosunki w Arabii nikogo nie oburzają. Na miejscu Izraela, kiedy co chwila sojusznicy zarzucają mu uchybienia dotyczące praw człowieka, odpowiadałbym: — A Arabia Saudyjska?

Jeżeli Polska pozostanie w NATO, będzie kupować amerykańską broń i chwalić USA, a także dystansować się nieco od Unii, którą prezydent Trump traktuje jak konkurenta w biznesie, to komu będzie zależało na losie Polaków? Unia najwyżej się nieco podzieli wewnętrznie, a demokratyczne jądro będzie się rozwijać w swoim tempie.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Putin.jpg

* * *

Dwa lata temu samochód ówczesnej premier Szydło zderzył się z samochodem prowadzonym przez pana Sebastiana K., ucznia technikum. Wszystko wskazuje na to, że kolumna samochodów z panią premier nie przestrzegała przepisów, m.in. nie włączyła sygnałów. Natychmiast oskarżono Sebastiana K. o nieumyślne spowodowanie wypadku. Badano sprawę dokładnie, sprawdzając m.in. czy pan Sebastian K. nie wykonuje pokątnie jakichś prac zarobkowych. Proces ruszył dopiero po 18 miesiącach śledztwa. Przesłuchano dotychczas 60 osób i przejrzano zapis monitoringu. Odbyło się 18 posiedzeń sądu, w najbliższym czasie czekają jeszcze trzy posiedzenia, a prokurator wyraził nadzieję, że jeszcze w tym roku uda się zakończyć sprawę.

Tak działa państwo PiS.

* * *

Stosunek Watykanu do przestępstw księży przypomina stosunek Kościoła do teorii Kopernika. Najpierw zaprzeczanie i kary za głoszenie teorii szkalującej naukę Kościoła. Potem niechętne przyznanie racji, ale na przykład nie wycofano się z potępienia i wyroków spalenia osób, które tę teorię głosiły. A w praktyce małe zmiany w nauce Kościoła i zamiast korekty bronionych w Biblii twierdzeń – pokątne wyjaśnienia, że to taka alegoria, na przykład z tym stworzeniem świata w sześć dni (choć nie potępia się tych, którzy tekst Biblii biorą dosłownie).

Pedofilia jest przestępstwem i takie przestępstwo powinno być zgłaszane natychmiast organom ścigania. Tymczasem hierarchowie przez dziesiątki lat nie zgłaszali takich przypadków, ukrywali przestępstwa księży (i własne), niszczyli dokumenty, przenosili przestępców do innych parafii, bagatelizowali (i wciąż bagatelizują) problem.

Co pewien czas ogłasza się, że Kościół bierze się za problem, że wkrótce wszyscy księża i zakonnicy będą wiedzieli jak postępować, gdy spotkają się z przypadkami pedofilii (zwykli obywatele wiedzą już od dawna jak postępować w takich przypadkach!). Teraz z triumfem ogłoszono, że papież Franciszek podpisał dokument, gdzie nakazuje, aby takie przypadki zgłaszać bądź za pośrednictwem nuncjuszy bądź bezpośrednio do Watykanu. I czytam: Najnowsze zasady nie zobowiązują jednak nikogo do zgłaszania przypadków molestowania na policję.  To jest ta rewolucyjna zmiana?

Kto zapoznał się z książką Frédérica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” ten może sobie wyobrazić ciąg dalszy takich skarg. Przez dziesiątki lat próbowano zainteresować papieży takimi przypadkami, ale — jak nazywa Martel — mafia homoseksualna i pedofilska w Watykanie blokowała informacje oraz wszelkie kroki w kierunku zapobiegania przestępstwom.

Te drastyczne przypadki i bezkarność przestępców w sutannach mniej mnie irytują niż bezmyślność i bezwolność wiernych. Wielu z nich broni przestępców, a żadne drastyczne przypadki nie skłaniają ich do rewizji tego, co nazywają Kościołem. Ale ich religię łatwo jest obrazić jakimś rysunkiem czy słowem. Karykatura nauk Jezusa.

Sądy ostatnio wypuściły osoby skazane na wieloletnie więzienie, gdy okazało się że zostały skazane na podstawie fałszywych oskarżeń prokuratorów czy policji. Przestępstwa prokuratorów się przedawniły i dalej pełnią oni służbę w wymiarze sprawiedliwości. Mamy coraz większy wachlarz wyboru zawodów zapewniających bezkarność: ksiądz – prokurator – polityk.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kościół pedofilia.png

* * *

Wiele osób wyrażało nadzieję, że nowe pokolenie polityków pozytywnie odróżni się od starych, oderwie od taplania się w przeszłości i zajmie tym co ważne dla przyszłości obywateli.

Niestety, politycy prawicy nie potrafią oderwać się od walki na symbole. A to któryś wystąpi z inicjatywą, żeby zburzyć Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, bo wybudowano go jako dar narodów Związku Radzieckiego, a to postawią pomnik jakiejś postaci symbolizującej ich poglądy (nawet jeśli to zbrodniarz), a to zmienią nazwę ulicy. Zachowują się jak dzikie zwierzęta, które obsikują swój teren, żeby konkurencja czuła, że go zajęli i trzymała się z daleka. Zdanie obywateli w ogóle się nie liczy. Chyba infantylnie wierzą, że kiedy mieszkańcy zobaczą pomnik ich idola, albo zmieni im się nazwę ulicy, to zaraz ich sympatie skierują się w tę stronę.

W Warszawie obserwujemy to od dziesiątków lat i każda ekipa starała się coś zmienić. Nikomu nie przychodzi do głowy myśl, żeby nowe nazwy nadawać nowym ulicom, skwerkom czy alejkom w parku.

Za czasów PRL zmieniono nazwy wielu starych ulic, nadając im imiona działaczy komunistycznych. Po zmianie ustroju przywrócono stare nazwy, ale niektóre nie utrzymały się długo, bo kolejni polityczni troglodyci zaczęli je zmieniać. Jedna z najstarszych ulic Warszawy, Stołeczna, otrzymała imię Jerzego Popiełuszki, mimo sprzeciwu większości mieszkańców. Powodzeniem cieszyli się mało znani patroni ulic, często jacyś księża. Może inicjatorzy zmian liczyli na przychylność Siły Wyższej, gdy ich dusza będzie pukała do bram nieba? Przypomnę im, że klucze do nieba dzierży św. Piotr, a on nie lubi ani prawicowców, ani antysemitów, a do religii katolickiej ma duży dystans.

Przewidując podobne działania po przejęciu władzy przez PiS, proponowałem, żeby nowe władze po prostu do każdej nazwy ulicy dodały na początku słowo „księdza” i nie wymagały, aby umieszczać ten dopisek w dowodach osobistych i adresach firm. To pozwoliłoby uniknąć mitręgi i wydatków, poza oczywiście nowymi tablicami z nazwami ulic. Udałoby się uratować trochę nazw. Niech już będzie ul. Ks. Kubusia Puchatka zamiast jakiegoś „Ognia” czy innego bandyty.

Niestety, nowa ekipa przypuściła atak, wciskając pomniki i tablice ku czci Lecha Kaczyńskiego i zmieniając nazwy ulic, szczególnie związanych z osobami którym można przypisać poglądy lewicowe albo z działaniami polskich żołnierzy, którzy wyzwalali Polskę spod okupacji niemieckiej. Sądy nieco powstrzymały tę akcję.

Ale partie prawicy — PO czy PiS — niewiele się różnią pod względem podejścia do historii i tendencji do wciskania mieszkańcom swoich pomysłów. Wprawdzie al. Armii Ludowej znowu tak się nazywa (a nie Lecha Kaczyńskiego, jak chciał pisowski wojewoda), ale prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski jeszcze w czasie kampanii wyborczej zapowiedział, że utrzyma decyzję pisowskiego wojewody dotyczącą zmian nazw sześciu „dekomunizowanych” ulic, a oprócz tego nazwie jedną z ulic imieniem Lecha Kaczyńskiego, bo podobno na nią zasługuje. Zapowiedział też, że zlikwiduje nazwę ulicy 17 Stycznia. Pisałem wtedy:

Kto pamięta, że wtedy w 1945 r. została wyzwolona Warszawa? Tego święta już się od dawna nie obchodzi, bo zdaniem POPiS-owskich polityków nie było to wyzwolenie, ale kolejne zniewolenie. […] Jeszcze parę lat i może uda się PO i PiS-owi obalić komunizm, na co wszyscy z niecierpliwością czekają.

No i okazuje się, że Trzaskowski dotrzymuje słowa. Zaproponował, żeby nazwę ulicy „17 stycznia” zmienić na „Komitetu Obrony Robotników”. Propozycję tę poparł… PiS. Pozostali radni, w tym Koalicji Obywatelskiej, zaopiniowali propozycję negatywnie. Uszanujemy głos mieszkańców. Zagłosujemy przeciwko wprowadzeniu nazwy KOR. Pomysł honorowania Komitetu Obrony Robotników uważamy za bardzo dobry, należy go wziąć pod uwagę, przy nadawaniu nazw nowych ulic – powiedział na sesji rady Dominik Wymysłowski, szef radnych Koalicji Obywatelskiej.

A przecież mieszkańcy Warszawy o niczym tak nie marzą, jak o tym, żeby wreszcie pojawiła się ulica Lecha Kaczyńskiego, tylko żeby jej nie nadawał nazwy jakiś polityk z PiS-u, ale ktoś z ukochanej Platformy.

* * *

W walce politycznej prawda ma najmniejsze znaczenie.

Grzegorz Schetyna:

Co robi PiS? Sprowadza i spala rekordowe ilości węgla z Rosji. Mówią, że troszczą się o dzieci, a nie lubią Rosji. Jest odwrotnie: dbają o interesy Rosji, a niszczą zdrowie naszych dzieci. Skończymy z tym. Odwrotnie niż PiS, zapewnimy rozwój niskoemisyjnej energetyki. Zdobędziemy na to pieniądze unijne. Kolejny wielki wybór Polaków: albo władza PiS – importerów węgla z Rosji – albo kraj z czystym powietrzem w ciągu 10 lat. Obiecuję, że w roku 2030 węgiel przestanie być używany do ogrzewania mieszkań i domów.

Po pierwsze, rosyjski węgiel jest czystszy od polskiego, o wiele mniej zasiarczony. Po drugie, PO miała osiem lat, żeby zacząć przestawianie gospodarki na inne źródła energii. Nie zrobiła tego. Wygodniej jest płacić polskim górnikom, żeby nie protestowali i importować lepszy i tańszy węgiel – to samo robi PiS.

Podejście do Rosji jest obecnie odwrotne, niż było za PRL. Wtedy wszystko, co amerykańskie było fe, a radzieckie najlepsze. Zapewne węgiel amerykański byłby teraz lepszym rozwiązaniem, ale wstrętny PiS kocha Rosję i nie pozwala.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com