Kino kobiece

Zdanie odrębne

14.05.2019

Trudno powiedzieć, czy istnieje ‘kino kobiece’ i co je wyróżnia, choć od jakiegoś czasu polskie filmy zrobione przez kobiety zaczynają skutecznie rywalizować z filmami mężczyzn. Agnieszka Holland, Magdalena Szumowska, Kinga Dębska, Dorota Kędzierzawska, Barbara Sas to panie nadające ton, wytyczające swoisty trakt w kinie, czyli w sztuce, którą jego polski teoretyk Karol Irzykowski nazwał „dziewiątą muzą”.   

 Ale nie będzie to recenzja filmowa, bo do tego trzeba mieć kompetencje, może tupet, należeć do ‘środowiska’ etc. Raczej kilka impresji ‘na marginesie’, albo raczej ‘po obejrzeniu’ filmu Powrót Magdaleny Łazarkiewicz. Opowieść jest prosta; oto dziewiętnastoletnia dziewczyna z małego miasta, wcześniej porwana i zmuszona do prostytucji na terenie Niemiec, ucieka stamtąd i wraca do domu – zmaltretowana fizycznie i psychicznie. I choć w środowisku pogodzono się już z jej śmiercią (przygotowano już krzyż nagrobny z tabliczką), dziewczyna chce dojść do siebie i normalnie żyć. W małym środowisku, gdzie się wszyscy znają, nie jest to proste, ponieważ standardy wyznacza tu moralność ludzi praktykujących, ale chyba niewierzących w Boga… Ważniejsze są dla nich: rytuał, modlitwa przed posiłkiem i snem, udział we mszy i ceremonii wielkanocnej, przyjmowanie księdza etc. Nikt nie kwapi się, by pomóc młodej kobiecie, która – doświadczona przez los – tym boleśniej odczuwa hipokryzję, fałsz i obłudę otoczenia. Atmosfera wokół niej gęstnieje, eksplodując w końcu informacjami, że matka dziewczyny jest byłą zakonnicą, jej ojcem miejscowy ksiądz-alkoholik, a bogobojna rodzina – dla świętego spokoju – najchętniej pozbyłaby się najstarszego dziecka. Znajduje zrozumienie tylko u najmłodszego brata, który w trudnej chwili podrzuca siostrze misia… W notatce informującej o filmie można przeczytać, że jest to historia „inspirowana prawdziwymi wydarzeniami”. Znam kilka podobnych, które nadawałyby się na kolejne scenariusze…  

Powrocie występują mało znani aktorzy, więc można się skupić na grze. W pamięci zostaje kreacja głównej bohaterki – Sandry Drzymalskiej; niezła jest jej pozbawiona uczuć matka (Aleksandra Warcholska), wymuszający posłuszeństwo na dzieciach ojciec, zahukany przez niego starszy brat dziewczyny, czy prowadzący bogate życie kapłańsko-erotyczno-alkoholowe ksiądz.

W filmie, który zapewne spotka się z zarzutem taniej publicystyki, ważniejsze jest jednak to, co dzisiaj określa się jako background obrazu. Przede wszystkim biblijny motyw powrotu, który ma bogatą ikonografię w literaturze i sztuce. Pismo św. ukazuje powrót zarówno od strony ojca, który czeka z otwartymi rękami, oraz utracjusza syna – niepewnego, jak zostanie przyjęty. Tu mamy powrót uciekającej przed złym losem córki, na którą nie czeka nawet matka – zaskoczona pojawieniem się półprzytomnego dziecka. Nie cieszy się –  jak biblijny ojciec, ale robi wszystko, by najpierw zmyć z niej ślady grzechu. Była zakonnica nie poradziła sobie z własną seksualnością, wprowadziła w domu religijno-moralny formalizm, który nie przewiduje troski, wybaczenia, zrozumienia, nie mówiąc o miłości. Matka wywołuje też inne skojarzenia; wszak w religijności Polaków to postać szczególna, która pierwsza uczy wiary w Boga i zasad. Ale też coś więcej – jest pojemnym symbolem; wszak mówi się „Kościół – Matka nasza”…  

Myślenie polskie od dawna zostało zdominowane przez symbolikę – religijną (krzyż, aureola, ofiara, znieważenie ikony), polityczną (korona, król, naczelnik, szabla), społeczną (‘solidarność’, ‘pomoc sąsiedzka’) itp. To sprawia, że życie polskie – zamknięte w systemie znaków – nie przystaje do codziennej rzeczywistości. Filmowy ojciec świadomy/nieświadomy swej roli jest nie tyle głową rodziny, ile jej czapką, którą zrzuca z siebie w ostatniej ze scen, ujawniając prawdę o kulisach swego małżeństwa. Należne mu miejsce przy stole kilka razy w roku zajmuje miejscowy ksiądz, mając po lewej stronie żonę gospodarza, (z którą ma dziecko), a po prawej – dziewczynę (której jest biologicznym ojcem). Ksiądz to najważniejsza osoba w polskiej rodzinie – dosłownie i w przenośni; nawet jeśli zrezygnować z ironii. I choć próbuje on ratować symboliczny (czytaj: ceremonialny) wymiar swojej posługi, ulega typowo męskim słabościom (alkohol, kobieta). Symboliczny wymiar ma społeczność małego miasteczka, oglądana tylko w kościele, na próbie chórku albo podczas wielkanocnego obrzędu. Nie istnieje jako zbiorowość, którą łączy coś więcej niż obrzędy. Owszem, jest zgodna, kiedy trzeba pozbyć się intruzki, zakłócającej środowiskowy marazm; albo, kiedy daje się zastraszyć przez miejscowego gangstera. Takich symbolicznych figur tudzież scen jest w filmie więcej …

Dobrze, że Kościół polski jest od jakiegoś czasu tematem filmowym; może w ten sposób zmieni się wreszcie jego status – z podmiotowego, niepodlegającego krytyce i ocenie, na przedmiotowy – o którym można mówić otwarcie, bez bałwochwalstwa i ograniczeń. Kino męskie (Kler) ukazuje Kościół  od strony instytucjonalnej oraz ideologicznej; bo przecież taką funkcję pełni w Polsce od wieków. Kino kobiece natomiast (Twarz, Powrót) – od strony „ludu bożego”, albo „suwerena”. Filmy o Kościele pokazują, że mamy w Polsce instytucję, z którą – albo za jej plecami – można robić, co się nam podoba;  niszczyć siebie i innych, posiłkując się ceremoniałem, manipulacją, psycho- i socjotechniką… Vide przejmujący obraz braci Sekielskich.

Ostatnio można było usłyszeć, że kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę i jej tradycję. Jeśli – jak chcą politycy i duchowni – istnieje taka tożsamość, to tę tradycję trzeba przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, a nie wybiórczo. Trzeba więc mówić o księżach pedofilach, biologicznych ojcach dzieci, alkoholikach, pazernych biznesmenach w sutannach, brutalnych w czynie i języku biskupach, obłudnych i cynicznych wiernych, którzy gotowi są odrzucić żywe dziecko i gardłować przeciw in vitro.

W ostatnich dniach polski Kościół hierarchiczny stał się gorącym tematem w kampanii wyborczej do PE. W tym kontekście nasz demokratyczny autokrata (autokratyczny demokrata), który codziennie „śmieszy, tumani, przestrasza”, stwierdził kategorycznie, że niszczenie Kościoła poprzedza niszczenie narodu – jakby w polskiej rzeczywistości były to odrębne byty… Nie mogąc się odnaleźć po zmianie ustroju, Kościół stał się jednym z najbardziej skutecznych narzędzi w rękach władzy. Kiedy znalazł się w opałach, władza musi go bronić; w przeciwnym razie straci ważny instrument polityczny. Eksponowana nachalnie funkcja religijna Kościoła to tylko zasłona dymna.  

Nadworny filozof ‘dobrej zmiany’, porównany ostatnio do Lenina (czemu towarzyszył chorobliwy uśmiech autora porównania) mówił o Polakach, że to „naród przykościelny”, a więc zależny od tej instytucji. Może nadszedł czas, by się uwolnić od tej zależności, stanąć z boku, osobno, na własnych nogach… i zacząć być narodem samodzielnym? Kino kobiece stawia zdecydowane kroki na tej drodze.

J S

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com