Prawda i grzech

Zdanie odrębne

29.06.2019

Film braci Sekielskich o seksualnych nadużyciach polskich duchownych media partyjno-rządowe uznały za zorganizowaną akcję przeciw Kościołowi. Wtórują im Rydzykowe środki przekazu, posługując się analogią do sytuacji Irlandii, gdzie „Kościół zniszczyły środowiska liberalno-lewackie”. U nas ma się teraz dziać podobnie; jakby kler obu krajów miał czyste ręce tudzież sumienie …

Coraz częściej słychać, że przyczyną współczesnych (choć nie tylko) kłopotów polskiego Kościoła jest to, że nie udała się nam reformacja, dzięki której w zachodnich kościołach jest mniej patologii. U nas za to powiodła się kontrreformacja, która na wiele stuleci utrwaliła pozycję duchowieństwa we wszystkich dziedzinach życia. Czy ktoś to zbadał, ile grzechów kleru, które Marcin Luter wypisał i powiesił na drzwiach kościoła w Wittenberdze, odnosi się do współczesnej wersji polskiego katolicyzmu? Wszak wiara w Boga nie jest dana raz na zawsze; ewoluuje, zmienia swoją treść i formę, przeżywa wzloty i upadki.  Dzieje się tak wszędzie, tylko nie u nas; na nic się zdały ruchy modernizacyjne na przełomie XIX i XX wieku, na nic Sobór Watykański II, którego część wytycznych do dziś nie zostało wdrożonych w praktyce; na przykład – miejsce i rola laikatu w życiu wspólnot parafialnych…

Po kilku tygodniach konfuzji i chwilowego poczucia bezradności tudzież delikatnym uderzeniu się w piersi, Kościół postanowił przystąpić do reakcji, w której zyskał polityczne wsparcie najważniejszego człowieka – „szarego posła”, rozszerzającego pedofilię na kręgi poza kościelne. W ramach tej reakcji, w jednym z wyludniających się miast Podkarpacia miejscowy burmistrz, starosta oraz jeden z proboszczów-biznesmenów, zorganizowali I sympozjum naukowe, którego treścią miała być prawda. Konferencji patronował Wydział Nauki Katolickiej Kurii Metropolitalnej w Przemyślu. Rozpoczęła ją msza celebrowana przez arcybiskupa, który przez lata krył pedofila-proboszcza z Tylawy. Wsławił się też słowami o dzieciach, co to „szukaniem miłości” przywodzą do grzechu „drugiego człowieka”, czyli duchownego…

Nad stołem prezydialnym, w ogromnej sali miejscowej areny zawisły słowa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Było to najczęściej powtarzane pojęcie, o czym świadczą tytuły referatów: Słowo Biblii prawdą o Bogu, człowieku i świecie (utytułowany naukowo ksiądz z KUL); Prawda fundamentem szkoły. Prawda fundamentem szkoły? Prawda fundamentem szkoły! (podkarpacka pani kurator); Miejsce i znaczenie prawdy w wychowaniu rodzinnym (pani dr z Ignatianum); Prawda sumienia, prawda życia – świadectwo (trener piłki nożnej); Wychowanie do prawdy (ksiądz prof. też z Ignatianum), a na koniec: Media i przekaz prawdy (dziennikarz-ikona telewizji publicznej, zwanej też narodową). Zdarzyło się wystąpienie dorzeczne, które miało oparcie w literaturze przedmiotu; były mniej dorzeczne – np. z trzykrotnie powtarzanym tytułem, różniącym się: kropką, pytajnikiem i wykrzyknikiem; oraz zupełnie niedorzeczne, wprowadzające nieszczęsną dystynkcję ks. Tischnera: „świento prowda, tys prowda i gówno-prowda”, po której dwie starsze osoby opuściły arenę …

Szeroko zapowiadane wydarzenie „naukowe” odbywało się w obecności licznej grupy duchownych, służb mundurowych różnej maści i nauczycieli, zobowiązanych zapewne do uczestnictwa w konferencji. Tym ostatnim trudno się dziwić po niszczącej ich stan „reformie” oświatowej i przerwanym strajku. Jeden z księży tryumfalnie obwieścił od stołu, że „nauczyciele szukają prawdy, a nie pieniędzy”. Cynicznie zabrzmiało zdanie, że „nauczyciel ma żyć w blasku prawdy o sobie samym. Musi mieć odwagę przyjmowanie prawdy” oraz że „prawda musi być fundamentem szkoły” …

„Prawdę”, traktowaną jak piłka do gry, odmieniano przez przypadki, nicowano na wszelkie możliwe strony, międlono, jak len…  Z tak obrobionego pojęcia zostało wrażenie wielo- i pustosłowia, przez co – z godziny na godzinę – traciło ono powagę oraz znaczenie; tym bardziej że ani razu nie padło wyjaśnienie, o jaką prawdę chodzi? Może o prawdę, że nie wolno deprawować, ani wykorzystywać dzieci? Albo, że historia Polski zaczęła się cztery lata temu? Z hasła konferencji można było domniemywać, że chodzi o prawdę religijną, ale ta nie potrzebuje nauki; wszak ma charakter objawiony, dysponuje aparatem wykonawczym i trzeba ją przyjąć do wierzenia, a nie czynić przedmiotem teoretycznych rozważań.

Starsi wiekiem mieszkańcy zwijającego się miasta zachodzili w głowę, skąd w środowisku, pozbawionym tradycji akademickiej pomysł zorganizowania tego typu eventu, w dodatku w obiekcie przeznaczonym dla imprez sportowych tudzież masowej rozrywki. Odpowiedź wydaje się prosta – była to reakcja na akcję, czyli film dwu braci, z których jeden gościł tu dwa tygodnie wcześniej. Obraz powstał z datków obywateli – sesja była dziełem władz: państwowej, samorządowej i Kościoła, a więc sfinansował ją podatnik. Cel konferencji był  czysto propagandowy; wszak filmowi, który ukazuje grzech, a więc zły czyn nie da się przeciwstawić debaty publicznej, której tematem i motywem przewodnim jest pojęcie – nawet tak wzniosłe, jak prawda. Można mu co najwyżej dać odpór…

Reakcją na ujawnianie grzechu pedofilii polskiego kleru są „świętokradztwo i profanacja”, dominujące w przekazie propagandowym państwa i Kościoła. A chodzi o rzeczy błahe, symboliczne – tęczę wokół wizerunku Matki Bożej oraz mszę, odprawianą przez fałszywego ‘biskupa’. I choć tych aktów ‘religijnej nietolerancji’ nie da się w żaden sposób porównać do grzechu wobec „maluczkich”, w kościołach trwają modły przebłagalne… Nikomu z duchownych ani katolików świeckich nie przyszło do głowy zastosować się do słów Chrystusa, który sprawców przestępstw wobec dzieci kazał – z kamieniem u szyi – wrzucać na głębokości morskie…

Jest też inna, „pogłębiona” narracja. Oto arcybiskup przewodniczący KEP, broniąc krytykowanej instytucji, powiada: „Dzisiejszy sposób kwestionowania autorytetu Kościoła nie ma charakteru intelektualnego, lecz ideologiczny”. Mówi to przedstawiciel wyznania, które od lat służy partii władzy, wykorzystującej je do celów ideologicznych i politycznych. Wobec takiej postawy intelekt jest bezużyteczny; może co najwyżej podziwiać cynizm i faryzeizm czołowego hierarchy.

Założyciel chrześcijaństwa w dramatycznym dla siebie momencie wypowiedział był słowa: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Dwa tysiące lat później wysoki polski duchowny dziwi się, że Kościół Chrystusowy w naszym Kraju jest krytykowany z niewłaściwej płaszczyzny.    

J S   

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com