Telewizja pokazała (533)13 min czytania

()

30.07.2019

Poruszenie w kraju po wypadkach w Białymstoku, gdzie faszyści napadli na uczestników Marszu Równości. Odpowiada mi określenie faszyzmu przedstawione przez Jasia Kapelę:

Jako faszyzm określam ideologię, która posługując się nienawiścią i przemocą, chroni interesy kapitału i szczuje na wyobrażonych wrogów, żeby odwrócić uwagę od prawdziwego zagrożenia, jakie sama stanowi.

Usłyszeliśmy wiele wyrazów potępienia tych ekscesów, także – choć zdystansowane – ze strony niektórych polityków rządowych. Ale nie ma się co łudzić, politycy PiS swoją karierę zawdzięczają w dużej mierze ciemnocie wyborców i ciemnemu Kościołowi, który częściowo sprowokował zajścia, siejąc nienawiść do „innych”. Politycy ci nie będą zadzierać z tymi, od których zależy ich kariera. Wielu z nich ma zresztą podobne umysły, wystarczy posłuchać prostackich „żartów” pana Suskiego, czy podżegających wypowiedzi Kaczyńskiego.

Ten młodzieżowy faszyzm to kultura kibolska. Często słyszymy, że kibole spotykają się na ustawki, gdzie biją się, często kalecząc i zabijając, tylko z tego powodu, że są fanami różnych klubów. Wskazanie im wspólnego wroga da silny impuls, bo nie muszą czekać na mecz – mogą prześladować już teraz, a przecież obiekt prześladowań to dla nich rzecz wtórna. Mają poparcie Kościoła, wielu polityków i wymiaru sprawiedliwości, który im pobłaża. Wystarczy przypomnieć sprawę wywieszenia na szubienicach zdjęć europosłów na placu w Katowicach, przez kilka osób z Ruchu Narodowego. Nastąpiło to w listopadzie 2017 r., a śledztwa wciąż nie zakończono, ostatnio prokuratura przedłużyła je do listopada tego roku. Sprawcy są znani, nie ukrywali się, ale żaden jeszcze nie usłyszał zarzutów.

Zwalczanie przeciwników politycznych przez apelowanie do złych cech ludzkich często bywa u nas skuteczne. Z jednej strony zachęta, z drugiej pobłażliwość i wysypią się demony. W 1968 r. wystarczyła zachęta i okazało się, że antysemityzm ma się w Polsce świetnie i to w różnych sferach społeczeństwa. Wydaje nam się, że postęp cywilizacyjny sam z siebie się rozwija, tym bardziej że dołączyliśmy do Europy, ale wystarczy postraszyć uchodźcami, zrobić z ruchu LGBT pedofilów, którzy czyhają na nasze dzieci, i okazuje się, że katolicki Bóg jest mściwym Bogiem Starego Testamentu, a jego wyznawcy mogą pobić i zabić w jego „obronie”. Gdyby zamiast judzenia przez polityków PiS i księży, w szkołach prowadzono edukację seksualną, nie byłoby tych wszystkich nienawistnych wrzasków i lęków wobec obywateli LGBT. Zwolennicy swobody osób LGBT i ich przeciwnicy nie prowadzą debat. Wypowiadają się tylko, że są za lub przeciw.

Blaise Pascal napisał:

Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś nigdy tyle nie zależy na reszcie, co na tym, aby być ludźmi. Zależy im wyłącznie na umiejętności jedynej rzeczy, której się nie uczą.

Czego nauczyli się w szkole ludzie atakujący Marsz Równości?

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\tolerancja.png

Gdyby katoliccy hierarchowie i księża, do których często apeluje prof. Obirek, w nadziei, że chociaż trochę się zmienią, byli chrześcijanami, to po pierwsze nie potępialiby i nie podjudzali. A jeśli przez jakąś pomyłkę zdarzyłoby się, że ich wypowiedzi zostały źle zrozumiane, wbrew ich intencjom, to natychmiast pokajaliby się i sprostowali. Być może poszliby nawet w Marszu Równości, solidaryzując się ze swymi braćmi w wierze, ale obdarzonych innym pragnieniem miłości i z innymi przeciwnikami stosowania przemocy. Ale w Kościele nie ma chrześcijańskiego ducha ani cywilnej odwagi. Ci, co deklarują, że poszliby za Chrystusem na śmierć, nie pójdą za jego nauką, jeśli tylko w jakikolwiek sposób zagraża to ich pozycji czy wygodzie. Te apele przypominają mi pytania dziennikarzy, którzy biegają za przestępcami prowadzonymi na salę sądową i pytają ich natarczywie, czy żałują swego czynu. Jak państwo sądzą, czy biskupi i księża żałują swoich nienawistnych słów i czynów?

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\katolik.jpg

* * *

Prokuratura zwolniła tłumaczkę, panią Magdalenę Fitas-Dukaczewską, z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej i domaga się, aby powiedziała, o czym rozmawiali Tusk i Putin w Smoleńsku 9 lat temu. W pierwszej instancji sąd uznał, że prokurator nie uzasadnił w wystarczającym stopniu istnienia przesłanki dobra wymiaru sprawiedliwości dla takiego zwolnienia. Teraz widocznie dał się przekonać, że być może obaj panowie coś knuli, i wyraził zgodę.

Pani Fitas-Dukaczewska wypowiada się jasno:

Uważam, że w jawny sposób łamie to standardy demokratycznego państwa prawa i narusza standardy zawodu, którego fundamentem jest poufność tłumaczonych rozmów.

Tłumaczka znalazła się w podobnej sytuacji jak były oficer bezpieki, od którego słów zależeć teraz będzie czy oskarżana osoba zostanie uznana za tajnego współpracownika służb, czy też będzie oczyszczona z zarzutów. Teczki tajnych współpracowników zostały zniszczone, zachowały się tylko nazwiska, ale nie wiadomo czy są to nazwiska kandydatów wytypowanych na współpracowników, czy może osób, które współpracowały. Gdyby swego czasu oficer, robiący notatki z rozmów z panią Gilowską, i powołany na świadka w jej sprawie, powiedział, że donosiła, to by nie miała szans. Ale uznał, że była tylko gadatliwa (Joanna Senyszyn określiła takich ludzi jako OCHUI – Osoba Chętnie Udzielająca Informacji).

W zasadzie, skoro oficerów tych dwa razy stuknięto po kieszeni, obniżając im emerytury i renty, mogli mieć żal i przypomnieć sobie wiele nazwisk. Można sobie wyobrazić tytuł w gazecie: „Spaliłem teczkę Kaczyńskiego”.

Pani Fitas-Dukaczewska nie musi pamiętać szczegółów tej rozmowy. Ale o czym rozmawiali Tusk z Putinem? Można byłoby przytoczyć kilka ciekawych wersji. Może panowie mówili skrótami myślowymi, zrozumiałymi tylko dla nich? Może Putin przytoczył kilka polskich nazwisk, a tłumaczka usłyszała tylko, jak Tusk mówi „Boże, to i przywódca opozycji też?!”. I w rewanżu wymienia nazwisko jakiegoś rosyjskiego polityka, a Putin wali pięścią w stół i robi ruch, jakby zmiatał wszystko ze stołu. W tej sytuacji lepiej, żeby sobie nie mogła przypomnieć szczegółów rozmowy.

* * *

Odpowiedzialność zbiorowa ma głębokie tradycje. Już Pan Bóg pokarał Adama i Ewę za nieposłuszeństwo, a także pokarał ich dzieci i wszystkie następne pokolenia ludzi. Nie wiem, co zawiniły zwierzęta, które miały łagodne natury, w każdym razie od chwili wypędzenia z raju zaczęły się wzajemnie pożerać, a człowiek mógł je zabijać. Nie prościej było obdarzyć wszystkie istoty chlorofilem i uniknąć tej jatki?

Może ze względu na to, że człowiek stworzony jest na podobieństwo Boga, ma on inklinacje do podobnego karania za przestępstwa. Niby stoi jak wół, że trzeba najpierw udowodnić przestępstwo, zanim się kogoś ukarze, ale przecież jest jeszcze pojęcie sprawiedliwości dziejowej i ona czasem przeważa nad zwykłą sprawiedliwością. W ZSRR karano kułaków i burżujów, a także ich rodziny – za samo pochodzenie. U nas wprowadzono tzw. ustawę dezubekizacyjną, która pozwoliła obniżyć emerytury i renty byłym pracownikom służb z czasów PRL, nawet jeśli nie dokonali żadnego przestępstwa. Zainicjował to jeszcze rząd PO-PSL w 2009 r. (Ponieważ ktoś wątpił w tę informację, podaję link do ustawy oraz do późniejszego orzeczenia ówczesnego Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

Rządy PiS poszły dalej i znowu obniżyły świadczenia emerytalne tym osobom, zapowiadając rozszerzenie obniżek na inne służby z czasów PRL. Jakoś to bezprawie nie wywołało oburzenia w społeczeństwie. Wyrażano tylko ubolewanie, że razem z siepaczami komunistycznymi stracą świadczenia także sprzątaczki, kucharki czy kierowcy, którzy pracowali w tych instytucjach.

Jeżeli inne osoby, które nie mają takiej przeszłości, odetchnęły, to chciałbym je ostrzec, że termin „wrogowie ludu”, używany w czasach PRL, może być zaadaptowany teraz w stosunku do ludzi, którzy występują przeciw władzy.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kościół i tortury.jpeg

* * *

W kolejnym kraju władzę zdobywa populista – Boris Johnson został premierem Wielkiej Brytanii. Był wielokrotnie sprawcą zamieszania, kiedy publicznie kłamał w różnych sprawach; to m.in. on stworzył atmosferę niechęci do uczestnictwa w Unii Europejskiej. Ma naturę klauna i to zdają się lubić wyborcy w wielu krajach. W chaotycznych przemówieniach wygłoszonych po nominacji usłyszeliśmy, że teraz Wielka Brytania będzie rosła w siłę, a ludziom będzie żyło się dostatniej i będą dumni ze swego kraju, a po brexicie będzie to najlepsze miejsce na ziemi. Miałem wrażenie, że słucham jakiegoś przemówienia przedwyborczego.

Ludzie lubią proste recepty na skomplikowane problemy i szybko zapominają obietnice. Dają sobie łatwo wytłumaczyć, że to iż te recepty nie sprawdzają się, jest wynikiem gry wrogich sił, ale wierzą przywódcy, że on wie lepiej i ochroni ich.

* * *

Podobno Marks uważał, że kiedy maszyny wyzwolą ludzi od ciężkiej pracy, ludzie zajmą się samokształceniem. To się chyba nie sprawdziło – są tacy, którzy nie muszą ciężko pracować, ale jakoś nie oblegają uniwersytetów. Sądząc z wiadomości telewizyjnych i z portali internetowych, ludzi pociągają najdziwniejsze rzeczy. Zaskoczyła mnie (i chyba tylko mnie) wiadomość, że sprzedano za 20 tys. dolarów zdjęcia wraku samochodu, w którym zabił się kiedyś James Dean. Jeszcze mogę sobie wyobrazić, że jakiś fan Marylin Monroe kupił za paręset tysięcy dolarów jej sukienki, ale zdjęcia rozbitego auta?

* * *

Oczywiście wiem, że świat się zmienia i niektóre zmiany są nawet fajne, ale dlaczego ludzie mają taką skłonność do zmiany nazw? To jakieś magiczne myślenie, wiara w to, że zmiana nazwy spowoduje zmianę myślenia ludzi.

U nas każda ekipa rządząca stara się zmienić nazwy ulic. Rozumiem, że jeśli ulica nosiła nazwę Stalina czy Mao Tse Tunga, narzuconą za poprzedniego ustroju, to warto wrócić do poprzedniej nazwy. Ale to bezczelne zmienianie nazw ulic, po to, aby nadać im imię jakiegoś działacza katolickiego, świadczy o ciemnocie i ograniczeniu zmieniających. Przypomina się stare powiedzenie z czasów PRL: „W kapitalizmie mamy wyzysk człowieka przez człowieka. A w socjalizmie? – Na odwrót”. Byłbym za tym, żeby bohaterów narodowych czy ważne zdarzenia czcić jakimiś pożytecznymi akcjami („Tysiąc szkół na tysiąclecie”), a nowym ulicom nadawać sympatyczne nazwy — Kwiatowa, Kubusia Puchatka itp.

Brak jest szacunku do historii, kolejne ekipy rządzące starają się ją zmienić przez zmianę nazw.

Trzeba dopiero wieków, żeby nieładne czyny zostały zapomniane a ci, którzy ich dokonali, zostali uznani za bohaterów czy wzorce do naśladowania, choć za życia byli mocno krytykowani. Mieszko I, który handlował ludźmi, sprzedając ich do niewoli, jest teraz traktowany prawie jak święty, bo przyjął chrzest.

Chodziłem jeszcze do szkoły, kiedy upadał kolonializm i niemal każdego tygodnia mieliśmy nowe nazwy krajów w Afryce i w Azji. Podobała mi się dawna nazwa Rodezja, choć i nowa — Zimbabwe — brzmi fajnie, ale Mjanma zamiast Birmy? A dlaczego zlikwidowano Cejlon? Syjam? Persję? Co mają zrobić koty perskie czy syjamskie? Przecież mamy wciąż braci syjamskich, herbatę ceylon i perskie dywany.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kaczyński ulica.jpg

* * *

Agnieszka Wołk-Łaniewska cieszy się z powstania koalicji partii lewicowych. Nareszcie zwolennicy lewicy nie będą musieli zaciskać zęby i głosować na PO „żeby się głos nie zmarnował”. Pisze ona:

Przed trzema ugrupowaniami, które już stworzyły koalicję – i wszystkimi, które jeszcze do niej dołączą, czego z całego serca im życzę – zadania monumentalne. Uczciwie, ale i atrakcyjnie skonstruować listy. Zachować najważniejsze elementy tożsamości poszczególnych partii: odważne postulaty społeczno-gospodarcze Razem, postępowość obyczajową Wiosny, lojalność wobec własnej historii, która jest obowiązkiem SLD – i jakoś to ze sobą pogodzić. Nie mówić głupstw, ale też nie uprawiać kunktatorstwa. Nie pożreć się. Pozwolić, aby obca – czytaj: prawicowa – dłoń przekreśliła wewnętrzne rachunki krzywd, którymi, jak doskonale wiemy, szeroko pojęta lewica żyje od trzech dekad. Zapomnieć, jak bardzo wkurwiają nas ci, którzy powinni myśleć tak jak my, a myślą inaczej.

* * *

Słuchając tego, co mówią w telewizji, trzeba zachować czujność. Ja nie byłem dość ostrożny i nagle powaliła mnie podana przez kogoś wiadomość w TVN24, że Polacy zawsze byli tolerancyjni dla innych nacji. W ogóle nie miałem o tym pojęcia!

Rozumiem, że wypowiadający te słowa traktuje wszystkie nacje w Polsce jako Polaków, tak jak każdy obywatel Francji jest Francuzem. Jeżeli mordowano i prześladowano Żydów, to po prostu jedni Polacy robili to innym, ot jakieś porachunki w domu. To byłoby słuszne, ale kłóci się z innym twierdzeniem, że Polacy to spokojny szlachetny naród – jaki mieliby powód, żeby mordować innych Polaków?

Pojawiło się znowu, może w związku z wyborami, określenie „rdzenne polskie wartości”. Kłopot w tym, że nikt nie wymienia konkretnie tych wartości, zwykle są to określenia cech szlachetnych, dumnych ludzi. Która partia gromadzi ludzi o takich cechach?

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\533 a.jpg

Przy okazji warto przypomnieć ideę PiS, aby zastąpić zagraniczny kapitał polskim, bo to zapewni nam bezpieczeństwo i obiektywność, na przykład mediów. Wytykano Gazecie Wyborczej, że stoi za nią kapitał niemiecki (sugestia, że wtrąca się i gazeta reprezentuje niepolskie interesy).

Słuszności tego twierdzenia dowodzi to, co się stało ostatnio z Superstacją. Miała ona niezłe programy polityczne, prowadzone przez takich dziennikarzy jak Eliza Michalik, Kuba Wątły, Jacek Żakowski i inni. Właściciel Superstacji – Zygmunt Solorz-Żak – miał ostatnio kłopoty ze swoim imperium i przysolono mu jakieś kary pieniężne. No i okazało się, że jego Polsat zrobił się bardzo neutralny, jeśli idzie o krytykę władz, a w Superstacji zwolniono tych dziennikarzy (Eliza Michalik sama odeszła, kiedy zapowiedziano ograniczenie części politycznej programów). Polski kapitalista zawsze jest patriotą.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.