10.09.2019

Rozważania o magii nie mogą pominąć spraw Kościoła. Religie bowiem odwołują się do świata nadprzyrodzonego i za jego pośrednictwem chcą wyjaśniać rzeczywistość. Wiara jest sprawą indywidualną i trudno to krytykować. Ocena tego powinna jednak nastąpić, jeśli myślenie religijne wkracza do innych dziedzin, na przykład polityki, ponieważ niesie to negatywne konsekwencje. Przykładem jest niesławna wypowiedź abp. Marka Jędraszewskiego na temat zarazy, która powinna stać się podstawą analizy magii i nieodpowiedzialności w polityce. Podobne były jego późniejsze wypowiedzi; tak stanowcze, że aż trudno uwierzyć, by hierarcha robił to z potrzeby serca.
Arcybiskup, powołując się między innymi na wiersz Józefa Szczepańskiego Czerwona zaraza, za jednym zamachem załatwił kilka spraw politycznych, leżących mu na wątrobie. Pochwalił bohaterstwo powstańców, a jedyną ofiarą, o jakiej wspomniał, była „ofiara Chrystusa, który nas powołał do wolności”; skrytykował komunizm/bolszewizm, mimo że już od dawna nikomu nie zagraża oraz potępił „ideologię LGBT”, która ma być aktualnym zagrożeniem.
Duchowny chciał uczynić zadość dziedzictwu europejskiej kultury, u której podstaw leży sceptycyzm i podważanie ustalonych dogmatów, ciągłe podawanie w wątpliwość samej siebie. Zatem można krytykować prawie wszystko, należy jednak przewidywać skutki takich działań, przestrzegać, jeśli coś budzi naszą wątpliwość, ale zawsze w odpowiedniej formie. Tu było inaczej; hierarcha ujawnił tylko swoje lęki. Nie usłyszeliśmy bowiem żadnego poważnego uzasadnienia, aby mówić o „tęczowej zarazie”. Użycie tego w rocznicę wybuchu powstania i dodanie poetyckiej hiperboli jeszcze tę irracjonalność uwypukla. Wypowiedź ta była więc przykładem typowego myślenia ideologicznego, które jest przecież przez biskupa krytykowane.
Na głosy krytyków arcybiskup odpowiadał, że chodziło o ideologię, a nie ludzi, „Kościół – mówił – ludzi nie potępia, potępia zło – także zło, które przyjmuje kształt określonej ideologii”. Później dodał: „Ja przecież nie wzywałem ani do walki, ani do nienawiści z ludźmi. To jest nieprawda”. Nie wiemy, co naprawdę siedziało w jego głowie, gdy wypowiadał te słowa. Odwoływanie się do tekstów literackich może być jednak niebezpieczne; wystarczy spojrzeć, jak do nadchodzącej zarazy odnosi się autor wykorzystanego wiersza. Nikt nie ma przecież wątpliwości, że tekst mówi o jej „nosicielach”, czyli idących na zachód żołnierzach radzieckich. Szczepański pisze między innymi: „[…] Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, / jakiej ci śmierci życzymy w podzięce […]”. Być może jest to odpowiedź na pytanie, co czynić wobec „tęczowej zarazy”? Tymczasem najważniejsi ludzie w państwie chwalą niezłomność hierarchy…
Patrząc na sytuację odwrotną, w której to Kościół jest krytykowany, od razu słyszymy wyjaśnienia i ostrzeżenia. Sofizmaty stworzone na tę okoliczność składają się z kilku stałych elementów, które występują naprzemiennie i łącznie. I tak atak na Kościół jest atakiem na Polskę i Polaków, atak zaś na Polskę staje się atakiem na chrześcijan i tak dalej… Jak w każdej dobrej propagandzie możliwości jest wiele, a magia myślenia i pragmatyzm działania odpowiadają za wyolbrzymienie krytyki zachowań sprzecznych z doktryną religijną do rozmiarów zamachu na cywilizację łacińską.
Krytyka dotyczy postaw duchownych, którzy głoszą zgodny z Biblią model człowieka pokornego, bogobojnego i miłosiernego, a sami są jego przeciwieństwem. Oceny tego z zewnątrz są marginalizowane, bo uznaje się je za atak; krytyka wewnętrzna jest uciszana, a „niepokornych” duchownych wysyła się na rekolekcje. Kościół jest jednym z wielu podmiotów życia publicznego, więc trudno się dziwić, że oceniany jest z różnych stron. Nie trzeba być przy tym wierzącym, by dostrzegać skalę jego zaniechań.
W obronie arcybiskupa stanął bp Ignacy Dec, który stwierdził: „Starsi mówią, że nawet za czasów komunistycznych nie było takich zachowań i takich działań antykościelnych, bluźnierczych jak dzisiaj, że diabeł zrzucił szaty czerwone i przebrał się w szaty tęczowe”. Dodał, że broniący Kościoła są obecnie „poniżani i boleśnie doświadczani nie przez więzienia czy zadawanie cierpień fizycznych, jak to było w minionych czasach i jak to bywa i dziś w niektórych krajach azjatyckich czy afrykańskich”. Karą ma być dziś „kamieniowanie medialne za wypowiedzi w obronie wartości katolickich i narodowych, za sprzeciw wobec znieważania świętych znaków i parodiowania świętych obrzędów”. Słowem, starsi niż bp Dec (rocznik 1944), którzy pamiętają wojnę, twierdzą, że „kamienowanie medialne” w wirtualnej rzeczywistości jest gorsze niż zmasakrowane ciała, poderżnięte gardła, przebite brzuchy czy wyrwane paznokcie, wszystko to, wokół czego dorastali. Czysta magia…
Krytyka „ideologii LGBT” przez Kościół może zastanawiać w kontekście działań tej instytucji w przeszłości. Rzekome zagrożenie porównuje się do niebezpieczeństwa, jakie niósł za sobą komunizm. Na uwagę zwracają jednak różnice zachowań. Pamiętamy scenę z filmu o papieżu, kiedy ten, nie chcąc prowokować nieprzyjaznej władzy, zdjął swą biskupią biżuterię; sama krytyka nie była wówczas wyrażana wprost. Zagrożenie faszyzmem również spotkało się z umiarkowaniem potępieniem hierarchów; w pewnych krajach doszło nawet do porozumień na polu religijno-politycznym… Dziś biskupi Jędraszewski / Dec chyba lepiej rozpoznają sytuację, bo pozwala im to działać bardziej zdecydowanie. Wygląda na to, że są mądrzejsi lub odważniejsi od swoich poprzedników: Wyszyńskiego i Wojtyły. Jest też trzecia, najbardziej prawdopodobna możliwość – zagrożenie ze strony „ideologii LGBT” jest po prostu rozdęte i rozgrywane instrumentalnie, ma się nijak do realnego zagrożenia ze strony komunizmu i faszyzmu z przeszłości.
Niemniej puszczona w ruch machina propagandowa widzi tu podobieństwa. Tym razem zagrożony jest tradycyjny model rodziny. Wśród ulicznych krzyków nie dowiadujemy się jednak, o jaki format rodziny tu chodzi. Na sztandarach jest rodzina tworzona przez kobietę i mężczyznę, co ma być miarą tradycji. Przyglądając się bliżej, nie widzimy jednak kobiety zajmującej się domem i mężczyzny zarabiającego pieniądze, na co wskazuje model tradycyjny. Szeroko rozpowszechniony wzorzec rodziny nuklearnej też się od niego różni. Wniosek jest taki, że kształt rodziny oraz role odgrywane przez domowników zmieniają się na przestrzeni lat i trudno to zatrzymać uliczną blokadą. Małżeństwo, szczególnie zawierane w obliczu Boga, powinno trwać do śmierci; jednak życie pisze różne scenariusze, co sprawia, że ludzie zmieniają swoje plany. Prawicowi populiści uważają to za wyłom w tradycyjnej moralności, który jest efektem współczesnej deprawacji, choć przypadki takie znane były w XVIII w., o czym zaświadczał biskup Ignacy Krasicki: „Wolno szaleć młodzieży, wolno starym zwodzić, / Wolno się na czas żenić, wolno i rozwodzić, / Godzi się kraść ojczyznę łatwą i powolną; / A mnie sarkać na takie bezprawia nie wolno?”.
Idąc za pytaniem poety, zastanówmy się, co może zrobić Kościół, by się temu przeciwstawić? Księża są piewcami rodziny; jednocześnie namawiają do powołań do seminariów. A przecież im więcej księży katolickich, tym mniej rodzin! Czy w obliczu kataklizmu lub zarazy, bo takiej używa się narracji, nie warto by najlepsi synowie Kościoła porzucili seminarium i poświęcili się tradycyjnej rodzinie? Odpowiedź będzie negatywna; nie da się przecież odejść od powołania… Według niektórych księży jest to trudniejsze niż zmiana orientacji seksualnej lub płci, które dokonują się ot tak…
Najbardziej jaskrawym przykładem magicznego sposobu myślenia w ostatnich czasach było palenie książek i innych przedmiotów kultu w jednej z gdańskich parafii. Na stos trafił Harry Potter, parasolki z animowanym wizerunkiem, figurka słonia i inne. Najwyraźniej było w nich zaklęte niebezpieczeństwo sprzeniewierzenia się religii katolickiej. Jaki obraz swoich wiernych mają księża organizujący takie ogniska? Wierni są bezmyślni i nie potrafią rozróżnić dobra od zła, więc nie wystarczy wskazać, co może podkopywać ich wiarę – trzeba to fizycznie zniszczyć. Wystarczy przecież, że taki katolik przeczyta jedną książkę lub kupi jakąś figurkę, a religia, w której się od lat wychowywał, wyparuje.
‘Ogniowy’ rytuał wpisuje się w zjawisko tak zwanego „uzielonoświątkowienia” katolicyzmu, o którym w wywiadzie dla Magazynu świątecznego Gazety Wyborczej mówił ks. prof. Andrzej Kobyliński (27-28.07.2019). Chodzi o przenikanie do katolicyzmu pewnych form religii synkretycznej, które łączą się z: pobożnością ludową, mesjanizmem, zabobonnym, irracjonalnym podejściem do religii. Duchowny wspomina, że stoi za tym potrzeba intensywnego i natychmiastowego doznania. Uczucie wewnętrznej przemiany, w tym przebaczenia lub nagłego uzdrowienia, przychodzi w religijnej ekstazie, do czego doprowadzać mają duchowni wykonujący szamańskie rytuały nie tylko w kościołach, lecz również na stadionach, wypełnionych po brzegi. W ten sposób z religii znika głębia, powaga oraz namysł, a ich miejsce zajmują zabawa, atmosfera festynu oraz doznania zmysłowe.
Na koniec uwaga na temat genetyki ideologicznej, która odpowiada za mieszanie ludziom w głowach. Zaczyna się to na poziomie pojęć, ponieważ ekspertami od genów są historycy czy politycy. Wśród nich jeden z posłów partii rządzącej i jeden z profesorów, którego wątpliwości skłoniły prezydenta do omówienia sprawy reformy nauki. Napominania ciał oficjalnych i nieformalnych nie robiły na głowie państwa wrażenia. Nie raz słyszeliśmy, że wyjątkowość Polaków polega m.in. na posiadaniu unikatowego w skali świata genu wolności, który pozwala nam przetrwać najgorsze chwile. Zobrazowaniem tego jest między innymi wystawa szczecińskiego IPN-u pt. „Polski gen wolności. 150 lat walk o Niepodległość”.
Powoływanie się na specjalny znak towarowy „królestwa wolności”, który zakodowany został w naszym DNA, jest jednak wybiórcze. Gdy wolność nie kojarzy się z walką, a ta z szafowaną zbyt łatwo krwią, zapał niknie, a gen nie objawia się już tak mocno. Fiksacje na temat krwi przesłaniają właściwy ogląd zjawiska, czyli proces rozszerzania się wolności; przynajmniej w warstwie deklaratywnej. Można prześledzić jej drogę, która nie przebiega jednostajnie, ani liniowo: od zniesienia niewolnictwa, przez włączenie kobiet do życia publicznego, odejście od rasizmu, dostrzeżenie osób niepełnosprawnych czy chorych psychicznie – aż po nadanie praw mniejszościom seksualnym. Sprawy społeczne i problemy dnia powszedniego nie są zazwyczaj przedmiotem debaty w Polsce, zatem nasz gen nie ma tu pola do popisu.
Trudno orzec, jaki będzie kierunek, w którym zmierza świat. W Polsce od jakiegoś czasu zatrzymaliśmy się w tym pochodzie i zamiast aktywnie reagować na problemy, które niesie współczesność, niektórzy wolą formułować magiczne hasła, bo mają w tym swój interes.
Nie należy zapominać, że pasterz prowadzący swoje owce może być inspiracją negatywną. Irracjonalizm prezentowany przez niektórych hierarchów, w połączeniu z szeroko rozwiniętą u nas fantazją, może prowadzić do wielu niebezpiecznych zachowań, za które nikt nie będzie chciał później wziąć odpowiedzialności.
Emil Antipow

Efektem ubocznym obecnych rządów jest większa ilość doniesień z Polski w mediach zagranicznych. Różne sensacje o egzotycznych ceremoniałach, na przykład wspomniane w tekście palenie książek albo palenie kukły chasyda, o zatrzymaniach aktywistów np. Greenpeace, o nagonkach na LGBT, o duchownych wzywających do rasizmu i homofobii w imię miłosierdzia chrześcijańskiego, o białym nacjonalizmie, o zachęcaniu obywateli do „rozmnażania się jak króliki”. Dla świata, który buduje swoją tożsamość na zróżnicowaniu to kategoria wiadomości z rezerwatu. Co z tego, że w tej samej kategorii są newsy o Trumpie, który pogratulował Polsce z okazji 1 września (?). Polska staje się coraz bardziej fascynującym miejscem na ziemi. Dla turystów. Tych szukających egzotyki.